Patrycja Prześlakiewicz


Ormiańska opozycja



Armenia to maleńki kraj Kaukazu Południowego, który zajmuje niecałe 30 tysięcy kilometrów kwadratowych. Armenia to kraj o suchych, surowych, w większości skalistych górach, o średniej wysokości 1800 m. n.p.m.. W tych wysokich górach niczym turkusowe oko mienią się w słońcu fale położonego na 1897 m. n.p.m. jeziora Sewan. Jak go określają Ormianie: „piękny ale groźny dla ludzi Sewan„. Najpiękniejszy jest, kiedy okrywa go lekka powłoka chmur które schodzą z wierzchołków otaczających go gór bezpośrednio nad toń jeziora, która przypomina wtedy niebo... Ale w Armenii tylko góry są surowe i niedostępne. Po zejściu w doliny – w największą z nich i najżyźniejszą dolinę araracką – Armenia zamienia się w krainę pełną zieleni i życia, w której mieszkają raczej weseli i dumni ludzie, mimo powszechnej biedy i ciężkich warunków życia codziennego, które znaczą piętnastoletni okres niepodległości. Nie pierwszej wszak w historii państwa ormiańskiego, ale w końcu możliwej po kilkuset latach zależności od obcych imperiów rywalizujących o te tereny od wieków.
Ormianie to ludzie przekonani o starożytnym pochodzeniu swojego narodu i jego długiej, sięgającej wieków przed naszą erą historii. Ormianie nieustannie toczą z sąsiednimi Gruzinami nierozstrzygnięty spór: kto pierwszy przyjął chrześcijaństwo na początku IV w. – Ormianie czy Gruzini? Kto pierwszy miał alfabet? Kto jak nie ormiański uczony Mesrop Masztoc napisał wszystkim pozostałym ludom, w tym i Gruzinom, alfabet? A może to gruzińscy mnisi są autorami wszystkich alfabetów kaukaskich? Kto założył pierwsze państwo na Kaukazie? Kto jest spadkobiercą państwa Urartu? Kto miał najpotężniejsze państwo w historii regionu, sięgające od Morza Czarnego do Morza Kaspijskiego? Kto jest rdzennym mieszkańcem Kaukazu, a kto tylko przybyszem?
Lista spornych kwestii jest bardzo długa i dotyczy wielu dziedzin życia i historii, która w wielu momentach była wspólna dla obu narodów. Najwymowniejszym przejawem wspólnych korzeni były spokrewnione dynastie ormiańskich Bagratiunich i gruzińskich Bagratydów, które w okresie od VI do VIII wieku rządziły i odgrywały ważną role polityczną w obu krajach. Rządzący tymi krajami ponownie zjednoczyli się na przełomie XII i XIII wieku, w czasie panowania największej królowej Kaukazu – gruzińskiej Tamar. Jest to „złoty wiek„ w historii i kulturze Gruzji oraz krótki okres nadziei na ponowne odrodzenie państwa ormiańskiego. Najbliższy doradca królowej Tamar i główny dowódca wojsk gruzińskich tzw. Amirspasalar (minister wojny) wywodził się z rodów ormiańskich i po zwycięskim zdobyciu Ani i Karsu został namiestnikiem królowej w Armenii. W tym okresie wojska ormiańskie i gruzińskie (słynna konnica gruzińska, wzmocniona przez świeżo wyszkolone oddziały Ormian) tworzyły jeden z największych sojuszów, którego pobić nie mogły ani plemiona tatarskie, ani Persowie czy Turcy.

Jeden spór o pierwszeństwo można rozstrzygnąć bez większych wątpliwości: spośród wszystkich narodów kaukaskich Ormianie mają największą migrację, rozrzuconą po wielu zakątkach świata. Widać to od razu po przyjeździe do tego kraju, na lotnisku pod Erewaniem, gdzie tysiące ludzi z niecierpliwością wyczekują i z radością witają swoich krewnych przybyłych z całego świata. Na lotnisku, gdzie w nocy lądują samoloty niemal ze wszystkich metropolii świata – Londynu, Paryżu, Amsterdamu, Wiednia, Moskwy, Nowego Jorku, Toronto, Trypolisu, Damaszku. Niełatwo jest przedrzeć się przez te zdenerwowane i rozkrzyczane tłumy.
W latach 1990 emigracja Ormian z Kaukazu nie ustawała. Przybrała na sile po wybuchu wojny w Górskim Karabachu (1990–1994). Wyjeżdżało wówczas i nadal wyjeżdża tak dużo ludzi, iż, jak mówią Ormianie, ptaki przestały emigrować z Armenii na zimę do ciepłych krajów!

Po drodze z lotniska do Erewania w ciemności migoczą światła otwartych do późna w nocy kasyn, kawiarni, restauracji i wreszcie jednej z najsłynniejszej fabryki koniaków „Ararat„. Migoczą światła części centralnej: placu Republiki i kaskadowej fontanny, zbudowanej z kilku–poziomowych schodów, które prowadzą z pobliskiego wzgórza do stóp Opery Ormiańskiej. Goście przed spektaklem mogą wjechać na górę, zachwycić się widokiem nocnego Erewania, po czym dostojnie zejść oświetlonymi schodami z wkomponowanymi w nie wodospadami i klombami pachnących tylko w nocy kwiatów. Erewań budzi się do życia dla nas z opóźnieniem, koło 10–11 przed poludniem. Słonce wschodzi naprzeciwko wiecznie ośnieżonej góry Ararat. Biblijna góra, która dała jak chcą Ormianie, początek narodowi ormiańskiemu, wydaje się być tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Widać ją prawie z każdego punktu miasta. W rzeczywistości znajduje się już po drugiej stronie granicy: w Turcji. Granica ormiańsko–turecka jest zamknięta od czasu wojny o Górski Karabach i strzeżona przez rosyjskie oddziały ochrony pogranicza. Jednak niektórzy Ormianie po cichu przekraczają tę granicę, ale tylko nielegalnymi drogami, wyłącznie w celach „biznesowych„. Erewań zbudowany w latach 50 XX wieku – z tufu wulkanicznego, lśni całą gamą kolorów wulkanicznych. Większość jego kamienic i domów zostało zbudowanych zgodnie z duchem czasu – Komunizmu. Styl socrealizmu z wkomponowanymi weń detalami wzornictwa, które nawiązuje do tradycyjnych motywów ormiańskich – słoneczek, rozet, pnączy winogron, mozaik – nabiera specyficznego wyrazu, typowego dla orientalnej architektury ormiańskiej. Jednak wraz z zachodem słońca znika ten ormiański obraz trójwymiarowy. Erewań staje się płaski, gaśnie i pozostaje szara pustynia socrealizmu. Smutna jak początek niepodległości Armenii i „bratobójcza„ wojna między Ormianami i Azerami, mieszkającymi może nie ze sobą, ale obok siebie od kilkuset lat, których kultury tak głęboko przeniknęły wspólnymi elementami: to samo jedzenie, ta sama muzyka, prawie te same zwyczaje dnia codziennego, obecność elementów chrześcijańskich w islamie, islamskich w chrześcijaństwie. I ta sama duma z pięknego żyznego wiecznie zielonego kraju – „prawdziwego raju na ziemi„ – Arcachu (inna nazwa Górskiego Karabachu). Wojna o Górski Karabach przyniosła wiele strat i negatywnych konsekwencji zarówno dla Armenii jak i dla Azerbejdżanu. Ofiary ludzkie, napływ uchodźców, zniszczenia wojenne, bieda, kryzys – to tylko niektóre z nich. Doliczyć można do nich utrzymująca się do dzisiaj blokadę ekonomiczną Armenii, mimo jej faktycznej wygranej w tej wojnie, a właściwie zwycięstwa Ormian z Górskiego Karabachu, wspieranych przez Ormian z Republiki Armenii. Również i dziś polityka związana z dalszym losem de facto niepodległego Górskiego Karabachu (nie uznanego przez opinię międzynarodową) wywiera decydujący wpływ na sytuację wewnętrzną w Armenii. Wystarczy wspomnieć obecnego prezydenta Armenii Roberta Koczarjana i jego najbliższych współpracowników, wywodzących się z Górskiego Karabachu czy Partię Weteranów (wojny w GK) Jerkrap, która współtworzy obecnie koalicję rządzącą w parlamencie ormiańskim.

Ostatnie wybory prezydenckie w tym kraju odbyły się w 2003 r. Jedyny poważny kandydat opozycyjny z Ormiańskiej Partii Ludowej – Stepan Demirczjan, syn tragicznie zmarłego w 1999 r. marszałka parlamentu Armenii Karena Demirczjana, nie miał w nich żadnych szans.
W wyniku zamachu na parlament Armenii w dniu 26 października 1999 r. poza marszałkiem Demirczjanem, zginął także premier ówczesnego rządu, Wazgen Sarkisjan i kilku posłów poprzedniej kadencji. Motywy tej zbrodni i jej sprawcy nie zostali wykryci do tej pory.
Wobec postawy prezydenta Koczarjana, który uniemożliwia zakończenie śledztwa w tej sprawie oraz podejmowanych przez niego prób podporządkowania sobie wszystkich ugrupowań politycznych, Ormiańska Partia Ludowa przeszła do opozycji. Partia, stworzona niegdyś przez ludzi wywodzących się z komunistycznej nomenklatury, pod przewodnictwem Stepana Demirczjana (od 2000 r.) zaczęła się reformować. Wstąpili do niej ludzie o poglądach liberalnych, nierzadko z wyższym wykształceniem, zdobytym w Europie zachodniej lub USA. Na początku 2003 r. okazało się, że bardzo podobny do nieżyjącego ojca Stepan Demirczjan stał się jedynym rywalem ówczesnego prezydenta Roberta Koczarjana w walce o fotel prezydencki na następne 5 lat. Według wyników głosowania, w czasie I tury – 19 lutego 2003 r. Stepan Demirczjan uzyskał około 30 % głosów. Prezydentowi Koczarjanowi zabrakło kilku dziesiątych procenta, aby otrzymać większość głosów i tym samym wygrać wybory już w I turze. O takim wyniku wyborów w dużym stopniu zadecydował krytyczny raport międzynarodowych obserwatorów OBWE i Rady Europy, opublikowany następnego dnia po głosowaniu. Według obserwatorów zagranicznych i ormiańskich wybory od początku były fałszowane. Wobec powszechnej krytyki władze zdecydowały się ująć kilka procent prezydentowi i doprowadzić do II tury, co miało na użytek zaniepokojonej opinii międzynarodowej stworzyć pozory wolnych i demokratycznych wyborów. W okresie poprzedzającym II turę wyborów policja aresztowała około 200 działaczy partii opozycyjnych i sztabu wyborczego S. Demirczjana i doprowadziła do zasądzenia dla nich krótkich wyroków pozbawienia wolności. Aby ponownie nie narażać się opinii międzynarodowej władze zwolniły część aresztowanych na dzień przed głosowaniem. Dnia 5 marca 2003 r. wystartowali ponownie Stepan Demirczjan i Robert Koczarjan. Wybory wygrał urzędujący prezydent Robert Koczarjan. Wyniki wzbudziły protest opozycji i masowe demonstracje trwające kilkanaście dni w Erewaniu. Obserwatorzy międzynarodowi tym razem uznali wyniki II tury wyborów, ale zarzucili administracji Armenii wiele nieprawidłowości i utworzyli komisję do zbadania fałszerstw w poszczególnych punktach wyborczych. Aż do tej pory nic nie wiadomo o wynikach jej pracy.
Podobnie wyglądała sytuacja podczas następnych wyborów, tym razem parlamentarnych, które odbyły się 25 maja 2003 r. Przedstawiciele partii opozycyjnych próbowali zewrzeć szeregi w wspólnej walce i utworzyli pod przewodnictwem partii Stepana Demirczjana, alternatywny blok opozycyjny o nazwie „Sprawiedliwość Nic to nie pomogło – także i te wybory opozycyjna Ormiańska Partia Ludowa przegrała z pro–prezydencką Ormiańską Partią Republikańską. Do ormiańskiego Zgromadzenia Narodowego (parlamentu) obecnej kadencji na 131 posłów w parlamencie weszło zaledwie 14 przedstawicieli bloku „Sprawiedliwość„, (spośród nich tylko 4 reprezentuje OPL). Późniejsze protesty opozycji przeciwko sfałszowaniu przez władze wyników wyborów nie zaowocowały większym poparciem społecznym. Odbyło się wprawdzie kilka demonstracji, głównie w Erewaniu, ale ich zwolenników spotkały tylko represje policyjne i sądowe, które ciągnęły się przez całą wionę i lato 2004 r. Kilku aktywniejszych opozycjonistów zostało dotkliwie pobitych przez policję, a ich rodziny zastraszano nagłymi rewizjami i przesłuchaniami. W końcu większość członków bloku „Sprawiedliwość„, zawarła porozumienie z prezydentem i stojącym za nim „klanem karabachskim„. Każdy, kto zgodził się na taki układ mógł liczyć na przywileje i stanowiska w nowych władzach Armenii.

Zarówno poprzednie wybory prezydenckie jak i parlamentarne nie były starciem partii politycznych, czy głoszonych przez nie ideologii, ale zażartą walką dwóch liderów: Koczarjana i Demirczjana. Ten ostatni przegrał obie bardzo ważne rundy. W Armenii istnieje ponad 100 partii politycznych, a tylko kilka odgrywa istotną rolę na scenie politycznej Armenii. Większość z nich tworzy ściśle zhierarchizowane struktury, podporządkowane jednemu liderowi na szczeblu centralnym. Bo liczą się tylko te, które są dowodzone przez silnych liderów! Ze względu na tych silnych przywódców i siatki ich powiązań można podzielić ormiańskie partie na tzw. klany polityczne. Zatem największym i najważniejszym z nich od paru lat jest tzw. „klan karabachski„, tworzony oczywiście przez prezydenta Roberta Koczarjana i jego współpracowników w ministerstwie obrony i służbach bezpieczeństwa, którzy podobnie jak prezydent pochodzą z Górskiego Karabachu. Do tej grupy należą również członkowie koalicji rządzącej w parlamencie. Istotną rolę odgrywa również tzw. „klan Sarkisjana„, który jednoczy zwolenników Arama Sarkisjana. Kolejnym ważnym klanem politycznym jest „klan Geghamiana„, w skład którego wchodzą Artesz Geghamian oraz Partia Jedności Ormiańskiej. Można jeszcze wspomnieć o „klanie Ormiańskiego Ruchu Narodowego„ (partii, która rządziła Armenią w latach 1991–1998), a który w tej chwili nie ma jednego wyraźnego lidera, ale tworzy wpływową grupę nacisku biznesmenów ormiańskich. Istotną rolę odgrywa, mimo iż stoi w opozycji do władz, „klan Demirczjana„, który pod wodzą Stepana Demirczjana jednoczy członków Ormiańskiej Partii Ludowej oraz Wazgena Manukiana. Również w ciągu 2004 r. – członkowie klanu Demirczjana odmawiali rozmów i współpracy z prezydentem Koczarjanem. Za co spotkała ich izolacja społeczna i medialna, a aktywniejsi działacze opozycyjni, również nie związani ściśle z „klanem Demirczjana„ byli śledzeni, zatrzymywani i przesłuchiwani przez policję. Władze obawiały się stracić na nimi kontrolę.

Tymczasem jest koniec sierpnia i początek września 2004 r. Słonce w całej pełni i tak nas witają znajomi i późniejsi przyjaciele – Howik i jego nieodłączny towarzysz Geram. Mężczyzna w Armenii nie może sam załatwiać swoich spraw, czy sam jeździć samochodem. Zawsze towarzyszy mu przynajmniej jeden kolega – taki przyjaciel od serca. Howik pełnił przez kilka lat funkcję dyrektora jednego z ważniejszych ormiańskich urzędów państwowych. Jednak po tragicznych wydarzeniach w parlamencie ormiańskim w 1999 r. – cała ekipa rządząca została wymieniona przez nowe władze. Howik został zwolniony i przeszedł do opozycji. Geram jako przyjaciel na dobre i na złe, prowadzi jedną z największych w całym Erewaniu firm autobusowej, mógł więc wspierać Howika w tych trudnych czasach. Nasi ormiańscy przyjaciele jako opozycjoniści cierpieli na dwie chroniczne przypadłości: brak czasu, który pochłaniały im rozmaite zebrania, przetasowania partyjne, tajne narady (organizowane jak najdalej od służb specjalnych i ich podsłuchów) oraz brak pieniędzy.
Biznesmeni ormiańscy (poza takimi jak Geram przyjaciółmi na dobre i na złe) to ludzie pragmatyczni i niechętnie dofinansowują coś, co nie ma wpływu na władzę i jej decyzje. Poza tym w Armenii, która jest krajem fasadowej demokracji, rządzonym autokratycznie przez prezydenta Roberta Koczarjana i jego klan z Górskiego Karabachu, finansowanie opozycji pozostaje ryzykowną sprawą. Opozycja nie jest przez władze tolerowana, co jeszcze raz wyraźnie uświadomiła biznesmenom okres pierwszego półrocza 2004 r., kiedy opozycjoniści i zwolennicy Demirczjana podlegali różnym formom nacisku. Większość opozycji, która zasiada w obecnym parlamencie, pozostaje opozycją tylko z nazwy. Jest tak fasadowa jak fasadowa jest demokracja ormiańska. Prezydent podtrzymuje jej obecność, aby utrzymywać poprawne a niekiedy nawet bardzo dobre stosunki z krajami Unii Europejskiej i USA. Bez ich pomocy finansowej, ciężko byłoby planować wydatki, szczególnie w sferze socjalnej. Zatem Armenia pokazuje Zachodowi, że ma opozycje i czyni postępy w tzw. demokratyzacji państwa. Jednak faktyczną kontrolę nad nią sprawuje prezydent. Wiele akcji protestacyjnych jest przeprowadzanych w porozumieniu z władzami – po zawarciu układu jak to miało miejsce wiosną 2004 r. z częścią członków bloku „Sprawiedliwość„. W ten sposób obie strony: i Zachód i Armenia, pozostają zadowolone. Usatysfakcjonowani są też zadowoleni biznesmeni, których pieniądze nie wpadają w próżnię, ale służą ich interesom na najwyższym, decyzyjnym. szczeblu Tym sposobem głęboko zakorzenione w Armenii powiązania biznesu z elitami politycznymi są hamulcem, który nie pozwala ormiańskiej opozycji zdobywać środków finansowych i dostępu do mediów. Działacze opozycyjni muszą radzić sobie sami. Chociaż w takim maleńkim społeczeństwie jak ormiańskie, zdecydowanie wiarygodniejszy od mediów jest przekaz ustny. Ma on tę zaletę, że nie jest cenzurowany, a wieści rozchodzą się tą drogą błyskawicznie, na pewno szybciej niż za pośrednictwem mediów. Ormianie wiedzą, kto jest prawdziwą opozycją, a kto tylko nosi taka nazwę. Pozostaje pytanie: czemu nie chcą albo nie mogą tego stanu rzeczy zmienić?

Ormianie zbyt wyraźnie i boleśnie maja w pamięci całą swoją dotychczasową tragiczną historię. Można ją nazwać walką o przetrwanie, której kulminację stanowiły czystki etniczne dokonywane przez Turków i Kurdów na Ormianach, na początku XX wieku, aż po genocyd Ormian w Turcji w 1915 r. Fala przemocy trwała przez cały XX wiek i uczestniczyli w niej zarówno Ormianie jak i Turcy z Azerami.
W Armenii zbyt świeża jest pamięć o obojętności państw zachodnich wobec tych wydarzeń, zwłaszcza na początku XX wieku, a także o niechęci tych państw wobec wysuwanego na wcześniejszym kongresie w Berlinie (1878 r.) – postulatu intelektualistów ormiańskich o odtworzenia autonomii ormiańskiej. Ówczesne imperia świata milczały, wyjątkiem była Rosja. Dla imperium carskiego, które walczyło z Turcją o wpływy na Kaukazie, Ormianie byli istotnymi sojusznikami i oparciem w całym regionie od czasu przyłączenia wschodniej części dawnej Armenii do Rosji w I połowie XX w. To właśnie Rosja obecna w Armenii od prawie dwóch stuleci, stanowi dla Ormian podstawę ich systemu bezpieczeństwa regionalnego. Tak było również w czasie wojnie o Górski Karabach i obecnie. Ale z Rosją, jak z każdym państwem o ambicjach imperialnych, trzeba postępować ostrożnie. Ostatnio pomysłem Ormian na Rosję powoli staje się polityka pro–europejska, czyli stosowanie się do haseł tzw. demokratyzacji państwa i wolności dla działalności partii opozycyjnych. Armenia pokazuje jak bardzo stara się spełniać te wymogi i zyskuje aprobatę Europy. W ten sposób poparciem Zachodu równoważy wpływy Rosji. A równoważenie wpływów licznych wielkich sąsiadów to od wieków priorytet polityki zagranicznej Armenii. Ta strategia przetrwania powoli przynosi efekty i może zatrzyma emigrację z tego kraju, który nie tylko Ormianie uważają za najpiękniejszy i najbardziej słoneczny zakątek na ziemi.

Patrycja Prześlakiewicz


Inne artykuły

# Azerbejdżański Alfabet - Maciej Falkowski

# Zapiski z podróży wokół Czeczeni - Maciej Falkowski

# Kultura gruzińska o Polskości - Patrycja Prześlakiewicz

# Wieża Babel czy kaukaska Szwajcaria - Karolina Dulęba, Iwona Kaliszewska

# Kultura czeczeńska w zarysie - Patrycja Prześlakiewicz

# W poszukiwaniu prawdy o Kaukazie - Szymon Łucyk (PAP) o nas

# Wojna przed monitorem - Maciej Falkowski






















(C) Wszelkie prawa zastrzeżone - zarówno do fotografii jak i tekstów na stronie. W przypadku zainteresowania prosimy o kontakt z autorami.

do góry