Karolina Dulęba, Iwona Kaliszewska


Kumuch – zapiski z podróży, maj, 2005



Jesteśmy w Lakskim rejonie. Mijamy po drodze z lewej strony wieś Karasza. W tej chwili jest praktycznie cała opuszczona. Położona jest na malowniczym zboczu gór, wysoko, aby tam dotrzeć trzeba pokonać stroma drogę. Ze wsią tą jest związana legenda którą opowiedział nam kierowca Riezwan, który urodził się tam. Jest to historia o synu, który zabił swego ojca dlatego, że zakazał mu pić buzę – napój przypominający piwo. Potem tego pożałował, odszedł do Awarów jednak po jakimś czasie powrócił i przyprowadził ze sobą budowniczych którym kazał w ramach zadość uczynienia wybudować meczet z minaretem który stoi do dzisiaj. W dolinie płynie rzeka Karakumchskie Kojsy
Przed nami wyłania się ośnieżona góra, mocno odcinająca się od żywo zielonych zboczy wiosennych gór. Mówią, że góra ta nazywa się Luchuwalo, co miałoby oznaczać czarne miejsce.

Tuż przed wjazdem do Kumucha po prawej stronie mijamy ogromny biały pomnik Patu- Patimat- bohaterki Kumucha, która w czasach najazdów Tamerlana bohatersko walczyła. Pomnik postawiono dwa lata temu.
Na pobliskiej górze święte miejsca. Miejsce ofiarne i nieco „nie pasująca” do ogólnego klimatu miejsca miniatura rakiety kosmicznej postawiona na jednym z otaczających go zboczy na pamiątkę jedynego dagestańskiego Kosmonauty rodem stąd.

Kumuch to stara osada, historyczna siedziba szamchalstwa kazikumuchskiego.
Zaraz po przyjeździe udajemy się do urzędu rejonu – warto spędzić trochę czasu w nieco sztywnym towarzystwie aby uniknąć wielu problemów formalnych, o które w Rosji nie trudno, a co dopiero w Dagestanie.
Mera Kumucha - wyjątkowo sowiecki człowiek, jakich w Dagestanie nie brakuje, wśród władz szczególnie. Na jego biurku leży gazeta ?Sowietski Dagestan? czy coś takiego), którą mer widząc nasze zaciekawienie chowa, mówiąc - „a takie mi tu bzdury przynoszą...”. Na telewizorze w swoim gabinecie trzyma portret Putina. A nam przyszło razem z tym Putinem w tle pić morze koniaku i zagryzać cukierkami bo tego wymaga gościnność.
Kinsabinau to po laksku toast „Na zdrowie”, zbyt często powtarzali aby zapomnieć.

Mer i jego zastępca opowiadają o tym jak to dobrze rejon się pod ich władzą rozwija, że młodzi nie wyjeżdżają bo mają tu perspektywy, że ziemię można brać prawie za darmo, byle tylko ją uprawiać. Panuje tu pełna demokracja, władze są wybierane w wyborach.... ciekawe tylko dlaczego wciąż te same, od czasów radzieckich. Obecny zastępca był wówczas szefem rajkomu, czym pochwaliła się jego żona. Walka o władza jednak była ? w drzwiach domu vice mer w dumą pokazuje nam ślady kul.
Opowiadają też legendy np. o tym, dlaczego w Dagestanie jest tak wiele języków. „jak bóg stwarzał świat, chodził po górach i się zmęczył, otworzył worek z językami i powiedział bierzcie ile chcecie i stąd wzięło się wiele języków.”
Kaukaska gościnność nie pozwala szybko wypuścić gościa – wieczorem miejscowa elita, której mamy już trochę dość, a szczególnie jej tempa pochłaniania alkoholu (którym dorówują wielu rodowitym Rosjanom od butelki nie stroniącym...) zaprasza nas na lakski hinkal „haluri” , którego 40 powinno się pomieścić na łyżce stołowej.
Tu już poza ciągłym „kinsabinau” dużo się nie dzieje, i niestety w przeciwieństwie do wielu innych miejsc w Dagestanie mówienie, że już nie chcemy nie skutkuje (Mit o tym, że tu łatwiej niż w Rosji powoli pada....). Podobnie jak w wielu innych miejscach na Kaukazie (i nie tylko) nie jesteśmy do końca traktowane jak kobiety – siedzimy przy stole a miejscowe kobiety wszystkich obsługują, nakrycia dla nich nie są jednak przygotowane.

Dżama meczet w Kumuchu VIII wiek. Kiedyś to był wielki meczet. Obecnie oddzielono część dla modlitwy. Zbudowany przez ludzi którzy widzieli proroka Muchamada których nazywano Aschabami, dlatego nazywa się Dżama, drugi taki meczet jest tylko w Derbencie.
Opowieść o meczecie jednego ze spotkanych tam Muzułmanów:
Imam meczetu jest młody, działa aktywnie jednak mało ludzi przychodzi, w piątki na modlitwie jest po 15-20 osób. Jednak pozytywne jest to, że ten młody imam przyciąga dzieci i młodzież. Spotkany człowiek mówi, że za 5 lat wszystko się zmieni, rozpoczyna się rozmowa o tym, że trzeba się przenieść z powrotem w góry, bo w mieście nie ma życia, wszystko pędzi. Jednak trzymają ich w mieście pieniądze...Mężczyzna mówi: mnie ciągnie do tej wsi, do tego meczetu, do religii. Ma on około 40 lat. Uważa, że młodzi będą powracać do religii.

Gasan-Gusejn, też bardzo religijny człowiek ale w specyficzny sposób, można powiedzieć nawiedzony, ezoteryczny. Urodził się w Turkmienistanie, jest Lakcem, po powrocie ożenił się w Dagestanie, zostawił jednak swoją żonę i pracę w której ciągle dawano mu łapówki bo to było nie zgodne z wiarą.
W meczecie jest kilka dagestańskich dywanów, od razu odróżniają się od tureckich, fabrycznych (niestety dośc popularnych ostatnimi czasy również w Dagestanie). Zapewne były tkane ręcznie przez jakąś tabasarańską kobietę, być może na tym dywanie uczyła swoją młodą synową nowego wzoru.
Gasan-Gusejn mówi, że to dlatego, że te dywany mają w sobie więcej miłości, bo były wykonane przez ludzkie ręce. Dywany te mają typowy tabasaranski wzór; trzy medaliony, dominuje czerwony i granatowy i nie jest to bordowy jak w dywanach tureckich ale intensywny czerwony kolor.
Na uwagę zasługują ściany meczetu pomalowane w piękne, wcześniej nie spotykane kwiatowe wzory. Nasi przyjaciele mówią, że to już czysto dagestańskie motywy.

Ciekawy jest spór, który rozpoczął się miedzy Gasan-Gusejnem a człowiekiem spotkanym przed meczetem. Gasan Gusejn mówi, że on bardziej szuka Boga w sobie a ten drugi krytykuje jego podejście, mówi mu o literaturze która jest fundamentalna dla muzułmanina. Gasan przyznaje, że jej nie zna. Gasan mówi ze Boga trzeba kochać a ten drugi ze właśnie nie, że trzeba się go bać.

Jak siądziesz na ławce pod meczetem i spojrzysz przed siebie to widzisz ciekawą górę, nazywa się siodło bo swoim kształtem przypomina siodło.

Parę wąskich uliczek dalej i dochodzimy do minaretu, brak mu kopuły, która właśnie jest remontowana, tam też znajduje się chański cmentarz. Jest tam grób Murtuz-Alego to XVII-XVIII wiek. Minaret natomiast pochodzi z 1865 roku jak mówią to czas kiedy rządzili ostatni lakscy chanowie.
Napis na prawej ścianie tego minaretu głosi: „ Ten dom wybudowali ci, którzy boją się Allacha w 1329 i dach jego nałożyli w tymże roku” Oczywiście napis był po Arabsku. Przeczytał nam go i przetłumaczył starszy mężczyzna spotkany koło minaretu-Ramid Alibutaliew, który powiedział, że jest nauczycielem języka arabskiego w medresie.

Alżam- lakski alfabet czyli język lakski i jego dźwięki zapisane arabskimi literami. W domu u Abdurachmana tapety były podklejane właśnie tym alżamem.

Co za dom!! Same skarby!!
Z okna widać jak dwoje staruszków tnie zieloną trawę, m.in pokrzywę, którą dodaje się do czudu albo kurze (o dagestańskiej kuchni wkrótce, wraz z przepisami). Przed domem palenisko, komin, nisza w ścianie przed domem na której gotowano latem, mówią o nim oczag,czyli coś jak ognisko domowe.
Jak mówi Abdurachman do tego domu przyjeżdżał Imam Szamil jak potrzebował wsparcia w czasie wojny i do żelaznej kołatki u drzwi przywiązywał swego konia.
Dziś dom stoi pusty, służy raczej jako dacza, gdzie siostra Abdurahmana przyjeżdża na wakacje z tęsknotą w sercu wspomniając rodzinne strony.
To z tego domu porwał ją mąż Effik, również Lakiec, ale z „gorszego” rodu niż Tania. Rodzine nie zgadzali się na małżeństwo, młodzi zaplanowali więc porwanie, w którym nasz Abdurahman, jako nastolatek dzielnie dopomagał. Effik „ukradł” Tanię wchodząc przez okno.
Niezwłocznie polecieli do Leningradu (ach te tanie loty za ZSRR..., gdzie student za stypendium mógł sobie pojeździć....), gdzie w ZAKS-ie (urząd stanu cywilnego) wzięli ślub. Rodzina Tani obraziła się, ale po miesiącu im minęło i wtedy odbyło się wesele. Do dziś są szczęśliwym małżeństwem.

Kilku znanych Lakców, oprócz kosmonauty oczywiście.
– Abutalib ze wsi Szuli był Lakcem. Jego mądrości często cytuje Gamzatow w „Moim Dagestanie”
– Szerwani Czalajew, śpiewak operowy, też Lakiec - autor hymnu Dagestanu, corocznie odwiedza festiwale lackiej kultury.
– I nasz Abdurahman, esperantysta, obrońca praw człowieka, dziennikarz...
– Było jeszcze kilku znanych mafiozów, kilku ponoć bardzo inteligentnych i sympatycznych, ale już nie żyją - tak to już bywa w tych stronach.


Inne artykuły

# Azerbejdżański Alfabet - Maciej Falkowski

# Zapiski z podróży wokół Czeczeni - Maciej Falkowski

# Kultura gruzińska o Polskości - Patrycja Prześlakiewicz

# Wieża Babel czy kaukaska Szwajcaria - Karolina Dulęba, Iwona Kaliszewska

# Kultura czeczeńska w zarysie - Patrycja Prześlakiewicz

# W poszukiwaniu prawdy o Kaukazie - Szymon Łucyk (PAP) o nas

# Wojna przed monitorem - Maciej Falkowski






















(C) Wszelkie prawa zastrzeżone - zarówno do fotografii jak i tekstów na stronie. W przypadku zainteresowania prosimy o kontakt z autorami.

do góry