Czciciele słońca w Armenii?

Na drodze z Erewania do Wanadzoru można zobaczyć kamienne budowle na planie kwadratu wielkości domków działkowych. To jezydzkie cmentarze. Kim właściwie są owi Jezydzi zwani często przez Ormian Kurdami? Przybyli do Armenii w 1915, uciekając wraz z ludnością ormiańską przez pogromami z zachodnich ziem (dziś tureckich). W Armenii zamieszkują kilka wiosek rejonów Aragacotn, Ararat, Armawir i Szirak. Mówią po kurdyjsku, albo jak sami określają "po jezydsku".

Wyznają jezydyzm (stąd nazwa Jezydzi, która choć używana do określenia przynależności narodowej, odnosi się do wyznania)
Jest to mieszanka zoroastryzmu, judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Jedyna świątynia jezydska do której pielgrzymują znajduje sie w Iraku. W Armenii Jezydzi mają jedynie swoich kapłanów i święte miejsca. W Armenii żyje około 35 tysięcy Jezydów.

Jezydem nie można się stać - można się nim tylko urodzić. Społeczność jezydzka charakteryzuje się silną endogamią (dla nie wtajemniczonych - chów wsobny). Jak sami deklarują, związki z przedstawicielami innych nacji są rzadkością. Dla kobiety wyjście za mąż za nie-Jezyda oznacza wyłączenie ze wspólnoty. Przynajmniej oficjalnie.

- Jesteśmy Jezydami - wyjaśnia nam młody człowiek porządkujący grób rodziców.
- Kurdami? - pytam, próbując sprawdzić na ile identyfikują się z narodem kurdyjskim...
- Nie, to znaczy język mamy jak Kurdowie podobny, ale my w żadnym razie nie muzułmanami!!!
- Jesteśmy czcicielami słońca.
- No, wiesz... nie chrześcijanie... no tak jakby poganie.
- A słyszałam, że obrzezanie u Was też robią?
- Tak... ale też chrzcimy dzieci. Nie jesteśmy muzułmanami jak inni Kurdowie.
- Za 3 dni u nas zaduszki. Przyjeżdżajcie, zobaczycie "stare obyczaje"...

Dziwne to zabrzmiało... Wygląda na to, że mieszkańcy jezyckich wiosek zdają sobie sprawę z tego, że co jakiś czas wzbudzają zainteresowanie dziennikarzy, etnologów itp poszukujących oryginalnych obrzędów. Póki co atrakcją turystyczną chyba jeszcze nie są, bo nasz przyjazd mimo wszystko zainteresowanie wzbudził, ale kto wie co będzie za kilka lat. Cóż... za 3 dni wróciliśmy oglądać "owe stare obyczaje".

Jezydzkie zaduszki to coroczne święto około połowy czerwca, na które zjeżdżają się Jezydzi z całej Armenii, a czasami nawet zza granicy (szczególnie Rosji gdzie dość licznie zamieszkują). Odwiedzają groby bliskich, modlą się, wspominają ucztują. Nie brakuje wykwintnych potraw (np. kawioru, jesiotra) ani alkoholu, który jak w wielu miejscach na Kaukazie spożywają tylko mężczyźni (w każdym razie otwarcie).

Teraz już rzadko stawiają takie duże grobowce. Coraz więcej zwykłych, podobnych jak u Ormian, tylko bez krzyża. Stare groby odwiedzają - ale bez przesady. Wygląda na to, że pamięć przeciętnego mieszkańca wspólnoty sięga dwa pokolenia wstecz (do dziadków), czyli mniej więcej jak pamięć polskiej rodziny chłopskiej...


Stare grobowce. Stare...tzn z lat 50-tych.


Wnętrze grobowca


Nowsze groby i "tradycyjne" goździki. Tradycyjne, bo używan od dawna w wielu miejscach b. ZSRR przy okazji świąt związanych ze śmiercią, wspominaniem umarłych (np. weteranów wojny).


Oddzielnie wspominają zmarłych kobiety, oddzielnie mężczyźni. Ucztują też oddzielnie, ale bez przesady. Oczywiście obcokrajowców te podziały nie dotyczą... jak zwykle.


No dobra, znudziły mi się już wasze święta i cmentarze. Tam są krowy!


Okolice jezyckich wiosek.

Iwona i Sebastian Kaliszewscy, Armenia 2008



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!