Przez Armenię i Karabach z dzieckiem

Nie była to podróż "wokół" ani "śladami" w związku z tym, trasa była dość chaotyczna dyktowana chwilowymi zachciankami, długością snu dziecka w ciągu dnia, terminami imprez okolicznościowych lub pogodą. Armenię odwiedziliśmy w czerwcu (wiosna i wczesne lato lub jesień to najlepszy okres na podróż po tym kraju - upalnym latem a mroźnym zimą). W Armenii zwiedzaliśmy liczne, średniowieczne kościoły i klasztory, odwiedziliśmy jezydzkie i mołokańskie wsie, skosztowaliśmy raków z jeziora Sewan. Niezalesiona Wyżyna Ormiańska okazała się idealnym miejscem na offroadowe wycieczki (oczywiście niezastąpioną w takim terenie Ładą Niwą). W Górskim Karabachu odwiedzaliśmy miejsca związane z wojną oraz przepiękne, choć w większości zniszczone kościoły. Bez większych problemów dostaliśmy się także na tzw. terytoria okupowane (czy też, jak kto woli "wyzwolone"), łączące Armenię z enklawą Górskiego Karabachu.

Po doświadczeniach kaukaskiej podróży z niemowlakiem wydawało się nam, że z każdym rokiem wyjazdy z dzieckiem będą już tylko prostsze... Tymczasem choć 1.5 roczne dziecko jest zdecydowanie bardziej komunikatywne, to trzeba się liczyć z faktem, że staje się ono "pełnoprawnym" uczestnikiem podróży. O ile niemowlakowi starczało podziwianie świata z perspektywy nosidełka lub dywanu i prowadzenie kilkugodzinnych wywiadów lub całodzienne fotografowanie większego problemu nie stanowiło, to dziecko półtoraroczne domagało się większych atrakcji. Wśród miejsc priorytetowych znalazły się place zabaw, zauważane nawet z pędzącego samochodu oraz pastwiska z ich bywalcami. Kościoły były prawie równie ciekawe - chroniły przed letnim upałem i - co najważniejsze pozwalały (wszystkim odwiedzającym) dobrze poznać co to echo. Z rozmowami z ludźmi, wywiadami, lub wieczornymi imprezami wygrywało uganianie się za kotami, królikami lub krowami. Na szczęście zwykle zjawiały się miejscowe dzieci oraz ciocie lub wujkowie gotowe zabawić malucha.

Erewań i okolice

W Erewaniu wynajmujemy białą Niwę. Okazało się, że Niwa (i do tego obowiązkowo biała) to ostatnio jeden z modniejszych samochodów - niejaki "chick magnet", czyli pojazd do wyrywania blondynek. Ponoć wystarczy wystawić łokieć przez przyciemnianą szybę, założyć czarne okulary i łowy udane.

Niwa jednak powinna być czysta,a nasza po kilku dniach zwiedzana ormiańskich bezdroży mogłaby już zainteresować tylko najbardziej zdesperowaną.


Ararat, święta góra Ormiań, na której ponoć spoczęła arka Noego. Choć Erewań leży w tzw. Kotlinie Ararackiej, sam Ararat położony jest w Turcji. Przy dobrej pogodzie doskonale widać go z Erewania. Znajdziemy go też na piwie, oranżadzie, wodzie mineralnej i koniaku.


Wycieczkę po Armenii rozpoczynamy od zwiedzania klasztoru Chor Wirap położonego na zachód od Erewania, niedaleko granicy z Turcją. Zwykle pięknie widać stąd Ararat (ale nie tym razem). W III w. w lochu w Chor Wirap został uwięziony Grzegorz Oświeciciel (późniejszy patron i założyciel kościoła ormiańskiego) za odmowę złożenia ofiary pogańskim bóstwom.


Monastyr Hajriwank nad Sewanem, w którego pobliżu można podziwiać liczne chaczkary, czyli rzeźbione, kamienne płyty wotywne lub nagrobne.


Do ormiańskich domów najłatwiej było wejść prosząc o trochę przegotowanej wody na kaszkę, która była podstawowym pożywieniem Lenki podczas podróży, nie licząc raków.

Więcej o Sewanie i rakach

U Jezydów i Mołokanów


Zostajemy zaproszeni na jezydzkie zaduszki. Więcej

Wpraszamy się również do mołokańskich wsi. Więcej

Przez Armenię

Wyruszamy na wschód w stronę Karabachu.


Klasztor Norawank z XIII w.


Klasztor Tatew pod wezwaniem św. Piotra i Pawła, jego początki sięgają I w. ne.


i batiuszka, żalący się na znikomą ilość wiernych.

Górski Karabach


Stepanakert, stolica Górskiego Karabachu.

1.5 roczna Lenka przemieszczała się nie najgorzej, zwykle jednak w innym niż my kierunku. Nietrudno zgadnąć, że po kilku lub kilkunastu godzinach w foteliku samochodowym usadowienie dziecka w nosidełku kończyło się porażką.

Kto by pomyślał, że w ciągu pierwszych dni w Karabachu zamiast odwiedzać historyczne miejsca związane z wojną, zwiedzimy głównie place zabaw i ZOO.

Wkrótce jednak znalazło się też parę czołgów dla rodziców
oraz przepiękna świątynia Dadiwank, położona na granicy Karabachu i terytoriów okupowanych

Północ Armenii


Północ Armenii, szczególnie okolice Karabachu i ziemie na północ od jeziora Sewan to regiony najbiedniejsze. Wiele z miejscowych wsi zamieszkanych było przez Azerów. Dziś pozostały po nich zrównane z ziemią azerskie cmentarze i wymierające wsie, które Ormianie niechętnie zasiedlają.


(ten pociąg, wbrew pozorom jedzie)

U pasterzy

Gubimy się na urokliwych ormiańskich bezdrożach (a ściślej drogach prowadzących do pastwisk (które zaczynają się jak porządne drogi gruntowe, aby po jakimś czasie zamienić się w ścieżki wydeptane przez owce). Po jakimś czasie drogi nadal nie znajdujemy, trafiamy natomiast (ku radości dziecka zmęczonego naszym offroadem) do miejscowych pasterzy, którzy zapraszają nas na nocleg, mleko i wódkę.

Pewnie Lence podobnie jak w Armenii podobałoby się w gospodarstwie agroturystycznym nad Biebrzą... Przyjmijmy więc, że mleko i krowy były na pewno zupełnie inne, o iście ormiańskich koniach nie wspominając.
A poza tym w Polsce (ulegając ogólnej modzie) człowiek przejmowałby się bardziej, że dziecko spadnie z konia, od mleka dostanie alergii, a od bakterii zawartych w krowim kale, rozstroju żołądka. Tym samym odebralibyśmy dziecku mnóstwo radości z biegania po ormiańskim gnoju ;)

Iwona i Sebastian Kaliszewscy



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!