Mołokanie w Armenii

Kim są i skąd wzięli się na Kaukazie? Mołokanie to niewielka chrześcijańska grupa, która odłączyła się od kościoła prawosławnego na początku XVII wieku. Do Armenii przybyli w wieku XIX. W Erewaniu każdy ma o nich coś do powiedzenia. Że są zamknięci, że robią najsmaczniejszą i najbardziej znaną na świecie kiszoną kapustę.

- Sympatyczni, mężczyźni zawsze z brodami, kobiety w chustkach. Schludni, czyści. W mieście często zajmują się sprzątaniem w domach.
- Konserwatywni. Jeśli ich kobieta spotyka sie z Ormianinem, wyganiają...
Tak widzą ich Ormianie z Erewania. Największe mołokańskie wsie - Fioletowo i Lermontowo dzieli od stolicy Armenii jedyne dwie godziny jazdy w stronę Wanadzoru.

Dlaczego mołokanie? Jak sama nazwa wskazuje źródła słowa należy szukać w mleku, które to owa grupa spożywała w czasie postu. Tak określili ich duchowni prawosławni. Mołokanie z kolei wolą o sobie mówić jak o tych co "piją mleko duchowe".

Czym różnią się od kościoła prawosławnego?
Nie uznają księży i innych pośredników między człowiekiem a Bogiem i tym bardziej odrzucają zwierzchnictwo władzy świeckiej w kościele. W pewnym sensie w ogóle odrzucają władzę świecką (np. sądy), dominację jednych nad drugimi, uważając, że wszyscy ludzie są równi. Ponadto nie uznają chrztu z wody (podczas chrztu czyta się po prostu odpowiednie fragmenty Biblii), ikon, świętych, relikwii, świec oraz kościołów. Niedziela to u mołokanów prawdziwie świąteczny dzień (na całym obszarze poradzieckim ciężko bowiem odróżnić niedzielę od innego dnia tygodnia)- nie wolno wówczas pracować, jest to czas poświęcony na wspólną modlitwę, śpiewanie psalmów, czytanie Biblii.

Lermontowo

Wjeżdżamy do Lermontowa. Pusto tu, trochę dzieci o mało słowiańskiej aparycji. Czy to na pewno ta wieś? Wchodzę do sklepu, zagaduję sprzedawczynię.
- My jesteśmy Ormianami - przerywa mi. To fakt. Lermontowo jest przecież wsią ormiańsko-mołokańską. A Wy pewnie mołokanów szukacie? Zaraz jakiś zawołamy.
- O mołokanin idzie...
Hmm, no cóż. Fakt faktem przyjechaliśmy ich tu również ZOBACZYĆ. Zresztą trudno to ukryć z aparatem w ręku.
- Dzień Dobry
- Dzień Dobry... - sympatyczny brodacz nie wygląda na gawędziarza.
- Wy mołokanie? - żadne inteligentniejsze pytanie nie przyszło mi do głowy...
- Tak...
- I jak tu się u Was teraz żyje?
- Teraz spokojnie. Nie ma konfliktów, żyjemy razem w jednej wsi z Ormianami, kiedyś Azerowie tu byli. Ale - tu rozmówca ścisza głos - ale ich wygonili, domy spalili. Tam na końcu wsi jest, nikt nie chce wziąć tego kawałka ziemi. Wielu mołokanów wyjechało do Rosji, tam lepiej się żyje - odpowiedział sympatyczny Brodacz przepięknym rosyjskim.
- A młodzi jeżdżą pracować do Moskwy?
- Jeżdżą, kto może, kto ma rodzinę.
- A czym mołokanie się różnią od prawosławnych?
- Oj dużo, chrztu z wody nie uznajemy, czytamy Biblię bezpośrednio, psalmy śpiewamy.
- A macie swoje świątynie?
- Tak, są tu takie domy, gdzie spotykamy się, modlimy. Kilka odłamów jest.
- Odłamów?
- A takie tam. Wszyscy mołokanami jesteśmy. To właściwie to samo.

Nie ukrywam, że bardzo chciałam się gdzieś wprosić do mołokańskiego domu. Takie tam etnograficzne zboczenie. Szkoda, że dziecko śpi w samochodzie, z nią zawsze łatwiej idzie przełamywanie pierwszych lodów...
Tymczasem rozmówca wyraźnie chce już sobie gdzieś pójść.
- Śpieszę się na pole. Robota czeka.
- A czym się tu ludzie zajmują?
- A na polu, kapustę też sadzimy. Tu u nas wysoko, koło 2000 m npm, nie wszystko chce rosnąć.

Próba numer dwa. Fioletowo

Fioletowo zamieszkałe jest wyłącznie przez mołokanów; Obecnie mieszka tam około 5 tysięcy osób.
Może schowam aparat, żeby tak od razu na fotoreportera nie wyglądać. Dziecko się obudziło. Będzie lepiej. Widać ludzi.

Wzdłuż ulicy stoją samowary...Stare, na węgiel. Czyżby ślub? Naprzeciw garnki stojące na rozżarzonych węglach.
Okazuje się, że wręcz przeciwnie - pogrzeb. Pomyłkę jednak wybaczają, mówiąc, że na ślub też rozstawiają samowary i garnki wzdłuż ulicy. Grupki kobiet wracają z cmentarza w odświętnych strojach.
- Spóźniliście się, na cmentarzu uroczystości już były, moglibyście sobie pofotografować... Jak widać z aparatem czy bez i tak zostaliśmy zaklasyfikowani.
- A po co tu właściwie przyjechaliście?
- Podróżujemy po Armenii, czytaliśmy o mołokanach....
- Mołokanie mieszkają wszędzie na świecie. W Rosji, w Ameryce. W Armenii też wielu jest, choć część do Rosji wyjechała jak była wojna w Azerbejdżanie. My nie chcieliśmy służyć w armii. Nie chcemy podlegać świeckiemu prawu. Żyjemy sobie tu spokojnie, nikomu nie przeszkadzamy.
- Kto by gdzie nie mieszkał, na pogrzeb zawsze przyjedzie. Ja wczoraj z Moskwy przyleciałem.
- A często mołokanie żenią się z Ormianami lub Rosjanami z Rosji?
- Nie, prawie się to nie zdarza. Z Rosjanami można, o ile przyjmą naszą wiarę, obyczaje. Zdarzały się takie śluby.
- A starcza panien?
- Panien jest aż za dużo. Kawalerów brakuje, bo do pracy wyjeżdżają.

Fioletowianie wyraźnie nie pragnęli naszego uczestnictwa w stypie. Nic na siłę.

- Do nas już tu przyjeżdżali tacy jak wy - wtrącił się jakiś mało sympatyczny typ.
- Nawet był jeden z National Geographic, pomieszkał 3 dni i myślał, że już wszystko o mołokanach wie.
- Przyjeżdżają, fotografują a potem bzdury piszą. W gazetach, w Internecie...

Trudno się z tym ostatnim nie zgodzić. Niby dlaczego wpadanie na chwilę do wsi, zadawanie mniej lub bardziej głupich pytań miałoby się spotkać z jakąś ogromną otwartością? Nie jesteśmy dla nich specjalną atrakcją, trochę dziennikarzy i etnologów się przez te wsie przewinęło. Raczej zagrożeniem. Przyjadą, pojadą, coś tam napiszą. Tak też się stało...


Widok na Lermontowo


Lermontowo


Lermontowo


Fioletowo

Więcej o mołokanach w Armenii
Więcej o mołokanach na całym świecie

Iwona i Sebastian Kaliszewscy



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!