Tragedia w cieniu wyborów

4 maja 2012 r. na Placu Republiki w Erywaniu odbył się wiec kończący kampanię wyborczą Partii Republikańskiej. W trakcie zgromadzenia doszło do eksplozji balonów, rzekomo napełnionych helem, trzymanych przez dziesiątki młodych działaczy młodzieżówki. W wyniku wypadku do szpitali trafiło ponad 140 ciężko poparzonych osób.

6 maja 2012 r. w Armenii odbyły się wybory parlamentarne. Partia Republikańska, której liderem jest obecny prezydent Serż Sargsyan, zdobyła 53% głosów.

Śródtytuły stanowią wybrane hasła wyborcze Partii Republikańskiej.

*
„Widzisz, mówiłam Ci że warto było przyjść, zamiast siedzieć w domu możesz się pobawić”, -„Tak! I do tego jeszcze zapłacą” Dodaje po rosyjsku ktoś zza pleców dwóch przyjaciółek w średnim wieku. Cała trójka lekko chichocze i po chwili kobiety wracają do nieśmiałych pląsów w rytm ormiańskiej popsy płynącej ze sceny ustawionej na Placu Republiki.

„Dużo was tutaj… wszyscy tak ochoczo popieracie Partię Republikańską?” … Lekki uśmiech, przymrużone oko starszego mężczyzny wyglądającego, jakby dopiero urwał się z pracy. „Oczywiście!” A po chwili salwa śmiechu. „Sami to my przyszliśmy w ‘88, kiedy walczyliśmy o Karabach, cały milion nas tu przyszedł, na ten plac. A dziś… jak nie przyjdziesz to będziesz miał problem w pracy.”

„DOCHÓD ORMIAŃSKICH RODZIN WZROŚNIE PRZYNAJMNIEJ DWUKROTNIE”

Ormiański pop-folk dudni z głośników, ktoś rozdaje partyjne chorągiewki, emerytki sprzedają słonecznik, a młodzi chłopacy z naręczem balonów w kształcie serduszek spacerują po placu szukając par chętnych na „romantyczny” prezent.

Na przyległych do placu ulicach zbierają się młodzi aktywiści Partii Republikańskiej. Na głowach białe czapeczki z czarno-brązowym logo partii, a na plecach białe, gumowe kamizelki z których zerka republikański orzeł.

Plac powoli zapełniają schodzące się z rożnych stron grupy trzymające transparenty z hasłami wyborczymi, które przeciskają się przez tańczących demonstrantów. Wszyscy zbierają się wzdłuż ogrodzonego przejścia prowadzącego pod scenę. Wzdłuż barierek uśmiechnięte dzieciaki w mundurach wojskowych trzymają ormiańskie flagi. Wyraźnie podekscytowany 10-cio latek krzyczy: „Mamo! Mamo! Jeszcze jedno! Zrób nam jeszcze jedno zdjęcie! Tata będzie dumny!” Mama posłusznie chwyta za aparat, poprawia flagę i czapkę. Zdjęcie gotowe.

|

„SILNE, ORMIAŃSKIE, TRADYCYJNIE WIELODZIETNE RODIZNY STANĄ SIĘ NORMĄ”

W kierunku sceny powoli zbliża się młodzieżówka. Każdy z młodych działaczy, obowiązkowo w kamizelce i czapce partyjnej, trzyma w ręku dziesiątki balonów napełnionych gazem (rzekomo helem). Obok ustawiają się dzieci w mundurach. Wokoło luźna, jarmarkowa atmosfera. Pół placu podskakuje w rytmie nagłaśnianej muzyki.

Wśród młodych aktywistów stojących pod sceną panuje lekkie zdenerwowanie. Ktoś właśnie powiedział że niedługo przyjedzie prezydent Serż Sargsyan – lider Partii Republikańskiej.

„BĘDZIEMY GOTOWI DO PRZECIWDZIAŁANIA WSZELKIM ZAGROŻENIOM”

Wybuch. Huk. Krzyki. Kątem oka widać ogromną kulę ognia unoszącą się do góry. Panika. Ludzie rzucają się do ucieczki. Jedni potykają się o drugich, czuć podmuch gorącego powietrza. Po chwili cisza. Szok. Nikt nie wie co się stało. Niektórzy podnoszą się z ziemi. Z rożnych stron dochodzą niepokojące jęki, przechodzące w przerażające krzyki. Wśród tłumu chaotycznie biegają młodzi działacze, nad których głowami wybuchły balony. Popalone włosy, koszulki zlepione z ciałem. Spalone plastikowe, dawniej białe kamizelki.

Na ziemi leży skulona młoda dziewczyna – Irina, tegoroczna absolwentka zarządzania. Nie możne się ruszyć, Vahan, który przypadkiem znalazł się przy Irinie, pochyla się i próbuje ją podnieść. Nie daje rady. Okazuje się, że twarz dziewczyny jest spalona, pokryta odchodzącą, poparzoną skórą. Ręce i plecy są czarne.

Po chwili dziewczyna wstaje z pewnym trudem, ale samodzielnie. Vahan woła o pomoc, ale policja odsuwa się na bok, jakby para była niewidzialna. Oboje przedzierają się przez tłum. Ludzie odwracają głowy. Krzyki o pomoc nie pomagają. Nikt nie wie, łącznie z policją, gdzie jest punkt medyczny. Gdzieś daleko słychać sygnał karetki… zbyt daleko. Dziewczyna jęczy z bólu. Porusza się z coraz większym trudem. Podbiega do nich Sara i pomaga Vahanowi prowadzić Irinę. Teraz już oboje błagają o pomoc. Nikt nic nie wie. Przed nimi radiowóz i dwóch policjantów, Vahan podbiega do policjanta i zaczyna go targać za mundur. „Do szpitala!!”

W trojkę siadają do starej policyjnej Łady. Syrena nie działa. Zepsuła się. Dojeżdżają do szpitala. Izba przyjęć. Są jednymi z pierwszych. Pielęgniarki zszokowane widokiem Iriny, przez kilka pierwszych minut nie wiedzą co zrobić. Czekają na lekarza.

„SŁUŻBY PAŃSTWOWE BĘDĄ NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE”

Zaczynają zjeżdżać taksówki, radiowozy i karetki. W każdej poparzeni, a wszyscy poniżej 25-ciu lat. Każdy w spalonej, przylepionej do ciała partyjnej, gumowej kamizelce.

Vahan i Sara pomagają pielęgniarkom. „Bandażujcie poparzone ręce i polewajcie tym środkiem!” Do Sary i Vahana dołącza dwójka już opatrzonych. Rozmawiają z nowymi. Próbują ich uspokoić. „Wszystko będzie dobrze”, „Ile masz lat?” „Jak masz na imię?” „Może mamy zadzwonić do twoich rodziców?” „Spokojnie , jeszcze chwilę będzie bolało, ale potem będzie już tylko lepiej“.

„Wy dwaj!” - krzyczy lekarz w kierunku Vahana. „Kierujcie wszystkich do tego pokoju!” Gabinety lekarskie są już przepełnione, nadjeżdżają alarmowo wezwani lekarze.

Pojawiają się pierwsze przerażone rodziny. „Ile miał lat?”, „Jak wyglądał?” – pytają. Vahan i Tigran byli tu jednymi z pierwszych. Kojarzą większość przywiezionych i orientują się gdzie mogą teraz być. Kierują tam rodziny.

Ktoś otwiera okna. Fetor spalonych włosów i skóry jest nie do zniesienia.

“Vahan! Idziemy tam!” – krzyczy Tigran. Razem podbiegają do trójki 11-latków samotnie płaczących pod ściana. W czasie wiecu, ubrani w wojskowe mundury, trzymali flagi narodowe. Są tylko lekko poparzeni, ale mocno przerażeni. Byli w samym centrum eksplozji. Lekarz mówi, że uratowały ich mundury, które okazały się wytrzymałe na ogień.

Sytuacja powoli zostaje opanowana. Vahan i Tigran wychodzą przed budynek. Momentalnie wypalają paczkę papierosów. Rodzice kolejnych ofiar przyjeżdżają do szpitala. Lżej ranni wracają z nimi do domów. Ci, którym potrzebna jest specjalistyczna pomoc zostają odwiezieni karetkami do innych szpitali.

Pod nogi Tigrana wiatr przywiewa kawałek spalonej partyjnej kamizelki.

„WZAJEMNY SZACUNEK STANIE SIĘ INTEGRALNĄ CZĘŚCIĄ NASZEGO ŻYCIA”

W czasie gdy ponad 140 ofiar eksplozji przebywa w szpitalach, a część z nich walczy o życie, na scenę na Placu Republiki wkracza Prezydent. Czyta z kartki wcześniej przygotowane przemówienie. Nie ma w nim ani słowa o eksplozji, ani ofiarach. Koniec wystąpienia. Za mikrofon chwyta kolejny piosenkarz. Zabawa trwa dalej.

Ofiary, w zdecydowanej większości młodych działaczy partii, 4 dni po katastrofie i 2 dni po wygranych wyborach odwiedzają Premier i Przewodniczący Parlamentu.

Co stało się z Iriną? Sara i Vahan wiedzą tylko tyle że karetka przewiozła ją do innego szpitala.

Tekst i zdjęcia: Stanisław Brudnoch



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!