O wiedźmie, która lubiła chałwę

baśń dagestańska

Dawno-dawno temu, gdy jeszcze mojego pradziadka nie było na świecie, żyła w kraju Zakraman, w mieście Chamadan bardzo biedna, ale bardzo wesoła i mądra dziewczyna, sierota o imieniu Aimisei. Zbierała ona na drogach nawóz, sprzedawała go ludziom i żyła za zarobione przez siebie grosze. Nigdy nie żebrała.

Pewnego razu sprzedawszy worek nawozu, wracała Aimisei do domu, gdy na przydrożnym drzewie zobaczyła dorodne gruszki. Zachciało się jej owoców, weszła więc sierotka na wierzchołek drzewa, usiadła i zaczęła zajadać się gruszkami. Drogą nieopodal drzewa przechodziła akurat wiedźma-ludojadka. Zobaczyła ona Aimisei, zatrzymała się i krzyknęła zachrypniętym głosem:
- Rzuć i mnie gruszkę!
Dziewczyna wybrała najbardziej dojrzały owoc i rzuciła go wiedźmie. Gruszka tak posmakowała ludojadce, że zachciało jej się więcej.
- Rzucaj jeszcze, rzucaj więcej – krzyczała co chwila, dopóki Aimisei nie zerwała wszystkich owoców. Wtedy wiedźma całą siłą potrzasnęła drzewem i Aimisei spadła prosto do kosza, który ludojadka miała na plecach.

Popędziła wiedźma do domu, przybiegła pod bramę i krzyknęła zachrypniętym głosem:
- Achrażat, Hadża, Mallażat – otwierać bramę!
Przybiegły od razu trzy córki wiedźmy, otworzyły bramę, włożyły wiedźmie do ust kawałek chałwy. Najbardziej na świecie lubiła ona bowiem właśnie chałwę. Kiedy ją karmiono chałwą, nie jadła ludzi. Następnego dnia ludojadka z samego rana wyruszyła na łowy. W domu zostały jej trzy córki - Achrażat, Hadża i Mallażat. Były to dobre dziewczyny, bały się swojej matki i nie lubiły jej. Szybko za to się zaprzyjaźniły z Aimisei i obiecały, że nie oddadzą jej matce na pożarcie.

Wieczorem głodna i zła wiedźma wróciła do domu z pustym koszem. Córki od razu przy bramie nakarmiły ją chałwą i wiedźma szybko położyła się spać. I tak cały tydzień karmiły dziewczęta matkę chałwą, by ta nie zjadła Aimisei. Pewnego dnia zobaczyła Achrażat, jak wiedźma w ciemnej stodole ostrzy długi nóż szepcząc pod nosem „Nie chcę więcej chałwy! Chcę mięsa! Dziś usmażę Aimisei”. Zapłakana Achrażat pobiegła prosto do sióstr.
- Dlaczego płaczesz – zaniepokoiły się dziewczęta.
- Matka chce zjeść naszą Aimisei. Już ostrzy na nią nóż w ciemnej stodole.

Zrozumiały siostry, że nie mają czasu do stracenia. Szybko spakowały jedzenie na drogę, ubrały się, cichutko otworzyły bramę i pędem puściły się w ucieczkę. Nie zdążyły uciec daleko. Wiedźma pokręciła nosem i od razu poczuła, że nikogo nie ma w domu. Rzuciła się w pogoń za córkami. Dziewczęta były już na brzegu rzeki, przerzuciły przez nią długą gałąź i szybciutko przebiegły na drugi brzeg. Wiedźma w pośpiechu również wskoczyła na gałąź, jednak poślizgnęła się i upadła do wody. Szybko porwał ją nurt rzeki.
- Na pomoc! Tonę! – krzyczała wiedźma.
Córki rzuciły się na pomoc matce, jednak na darmo. Nurt rzeki był tak szybki, że nie zdążyły jej pomóc i wiedźma utonęła.

Siostry wraz z Aimisei wróciły do domu. Okazało się, że wiedźma skryła w kufrach, workach, piwnicach i wszelkich zakamarkach wiele skarbów. Dzięki nim od tej pory dziewczęta nie skarżąc się na biedę żyły wesoło i w zgodzie.

Po kraju tymczasem szybko rozniosła się wieść, że wiedźma-ludojadka nie żyje, a w jej domu mieszkają cztery przepiękne dziewczęta. Z całego kraju zaczęli przyjeżdżać kawalerowie, by zdobyć ich serca. Przejeżdżali mówiąc „wybierajcie z nas kogo chcecie”. Aimisei wybrała pastucha, Achrażat – rymarza[1], Hadża – druciarza, a Mallażat – kamieniarza. Wyprawiono cztery huczne i pełne radości wesela. Zaproszono na nie mieszkańców sąsiednich wiosek i ja również tam byłem. W prezencie dostałem szmaragdowy pierścień. W drodze powrotnej napadli na mnie rozbójnicy, ukradli go, a sam ledwie z życiem od nich uszedłem. Ot historia cała!

[1] Rymarz zajmuje się wyrobem i reparacją wyrobów skórzanych, np. uprzęży konnych i siodeł.

Tłum. P. Pacewicz



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej