O dwóch chłopach

baśń gruzińska


Prawda to, czy nie, powiadają ludzie, że dawno temu we wsi Kirbali mieszkał pewien chłop. Gdy wracał z pracy do domu spotkał na drodze innego chłopa, który pochodził ze wsi Zerti.

- Zostańmy przyjaciółmi – mówi kirbalanin.
- Zostańmy – zgodził się zertinin.
Poszli razem. Od tej pory co w pracy wspólnie zarobili, dzielili po równo.

Pewnego razu spotkał kirbalanin swojego ziomka. Chciał go ugościć, ale brakowało mu pieniędzy. Pożyczył więc od swojego przyjaciela ze wsi Zerti dwa piątaki. Ugościł ziomka, wypił z nim wino, ale zertinina na ucztę nie zaprosił, i nawet za jego zdrowie nie wypił.
Odszedł ziomek i zertinin mówi do kirbalanina:
- Jak to bracie, za moje pieniądze ugościłeś ziomka, a mnie nie zaprosiłeś? Przyszedłbym i ja, jeszcze bym się dorzucił, wypił wasze zdrowie, milo spędzilibyśmy czas.
- Już taki głupi mam charakter – odpowiada kirbalanin. – Jak pożyczę od kogoś pieniądze, prędzej umrę, niż mu oddam. Niczym się u mnie już nie pożywisz.
- I u mnie też głupi charakter – odpowiedział drugi. – Znasz nas przecież, mieszkańców Zerti. Jeśli ktoś winny jest nam pieniądze, nawet jeśli umrze, upomnimy się o swoje.

Pewnego dnia chłopi wspólnie pracowali. Gdy skończyli i dostali zań pieniądze, podzielili je po równo. Chłop z Zerti powiedział wtedy do chłopa z Kirbali:
- Słuchaj przyjacielu, skoro teraz masz pieniądze, oddaj mi moje dwa piątaki.
- Nie – odpowiedział kirbalanin. – Przecież teraz masz pieniądze. Po co ci więcej? Przyjdź do mnie w niedzielę, to ci oddam.

Przyszedł zertinianin w niedzielę. Powitał go kirbalanin po przyjacielsku. Zabił kurę, ugościł tak jak się należało i odprawił do domu mówiąc:
- Nie mam teraz pieniędzy, przyjdź w następną niedzielę.
Przyszedł zertinianin w następną niedzielę. Ponownie kirbalanin przyjął go życzliwie, ugościł, ale pieniędzy nie oddał.
I tak co tydzień przychodził chłop ze wsi Zerti do kirbalanina. Ten go gościł, karmił, ale pieniędzy nie oddawał.

Na gościnę dla przyjaciela kirbalanin wybił już wszystkie kury. Rozzłościła się jego żona:
- Po co karmisz tego próżniaka! Oddaj mu lepiej jego dwa piątaki. Wszystkie kury już zarżnięte, czy teraz chcesz pod nóż wziąć krowę?
- Cóż począć? – odpowiedział żonie kirbalanin. – Źle, czy dobrze, trzeba coś radzić. Oddać mu pieniądze teraz byłoby hańbą. Lepiej udam martwego, a jak przyjdzie ty usiądź i płacz. Gdy zapyta, powiedz że zmarłem na cholerę. Wystraszy się i odejdzie.

Przyszła kolejna niedziela. Gdy tylko zjawił się chłop z Zerti, kirbalanin położył się, wyciągnął nogi niczym martwy i ani dyszy.
- Bądź zdrowa kumo! – powitał gość gospodynię.
- I ty bądź zdrów! – odpowiedziała żona kirbalanina wzdychając.
- Dlaczego jesteś zmartwiona kumo i gdzie jest mój pobratymiec? - zapytał zertinianin.
- Ach, kumie! Smutek i żal. Cholera go zabrała!
Domyślił się gość jaka to cholera go zabrała i powiedział:
- Ech… jakie nieszczęście! Ale co począć? Kto pomoże ci w takim momencie jeśli nie ja? Wiesz przecież, że wszyscy uciekną, gdy się dowiedzą, że panuje cholera. Przynieś więc deski, a ja zbiję z nich trumnę, wykopię grób i pochowam twojego męża jak należy.

Zbił zartinianin trumnę z desek i ułożył w niej kirbalanina. Następnie położył trumnę na plecy i zaciągnął do jednej ze starych cerkwi [1]. Postawił trumnę, schował się i czeka.

Nastała noc. Do opuszczonej cerkwi, przyszli trzej rozbójnicy, żeby podzielić łupy zgrabione mieszkańcom wsi. Rozłożyli zdobycz i podzielili na części. Do podziału została im tylko szabla. Nie mogli się zdecydować jak ją między sobą podzielić.
- Słuchajcie – powiedział jeden, – zróbmy tak: ten kto jednym ciosem tej szabli odrąbie głowę zmarłemu, który leży tu w trumnie weźmie szablę.
- Nie – nie zgodził się drugi – kto jednym ciosem go przepołowi, ten szablę weźmie.
- Zróbmy inaczej - rzekł trzeci – kto jednym ciosem odrąbie zmarłemu obie nogi, ten szabla dostanie.

Leży kirbalanin w trumnie i trzęsie się ze strachu – za moment rozsiekają go rozbójnicy na części. Leżał, leżał, aż nagle zerwał się na równe nogi i jak nie zakrzyczał:
- Powstańcie wszyscy zmarli! Starzy i nowi, ścigajcie tych rozbójników!
Wystraszyli się rozbójnicy. Porzucili całe bogactwo uciekli.

Wyszedł z kryjówki chłop z Zerti i śmieje się:
- Ha, ha, ha! To żeś umarł!
Podzieli chłopi bogactwo rozbójników po równo między siebie. Na koniec chłop z Zerti powiedział:
- Słuchaj przyjacielu, oddaj mi teraz moje dwa piątaki.
Kirbalanin nie zgodził się. Pokłócili się nie na żarty, i poszli na pięści.

Tymczasem rozbójnicy, gdy odsapnęli troszkę po ucieczce, postanowili sprawdzić, czy zmarli naprawdę ożyli, czy im się tylko zdawało. Wysłali najbardziej odważnego z nich, by zbadał sprawę.

Przyszedł wysłany zbój i zajrzał do cerkwi. Zobaczył go kirbalanin, zerwał z niego czapkę i rzucił do swojego pobratymca:
- To dla ciebie za te dwa piątaki! Czy teraz się ode mnie nie odczepisz?
Uciekł rozbójnik cały blady ze strachu. Przybiegł do swojej szajki i zipie:
- Oj bracia, tam tylu zmarłych się zeszło, że całego naszego bogactwa do podziału nawet po dwa piątaki dla każdego nie wystarczyło. Kłócą się teraz tam strasznie, ledwo się nie pozabijają. Nawet moją czapkę do podziału z głowy mi zdarli. Ledwo żyw uszedłem.

Przestraszyli się rozbójnicy i odeszli na zawsze ze wsi. A dwaj chłopi nadal się pewnie o dwa piątaki spierają.

[1] Cerkiew - prawosławny kościół.

Tłum. A. Waszkiewicz



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej