Mądry nauczyciel

baśń karaczajewska

Dawno temu żył dobry nauczyciel. Dzieci nie miał, żona mu umarła, został na świecie sam. Pewnego dnia pomyślał: „sam wiele nie potrzebuję, będę więc wydawał pieniądze na spełnianie dobrych uczynków”. Jak pomyślał, tak zrobił i wziął do siebie kilku uczniów – karmił ich, ubierał i nauczał.

Pewnego razu nocą, kiedy uczniowie spali, do domu zakradło się trzech złodziei, którzy zażądali od nauczyciela wszystkich pieniędzy, jakie miał.
- Bierzcie wszystko co mam, tylko mnie zostawcie w spokoju – nauczyciel pokazał bandytom, gdzie trzyma swoje oszczędności.
Złodzieje zabrali wszystko co do ostatniej monety. Chcieli już uciekać, gdy nauczyciel ich zatrzymał:
- Poczekajcie, na pewno jesteście głodni! Nakarmię was.
- Starcze, na pewno będziesz próbował nas otruć.
- Jeśli mi nie wierzycie, to sami przygotujcie sobie posiłek. Tu jest mięso i ryż.
Złodzieje byli głodni, więc przystali na tę propozycję.
- Kiedy my będziemy przygotowywać sobie kolację, ty opowiedz nam bajkę – rozkazali złodzieje.

Nauczyciel zaczął opowiadać: Dawno temu żył na świecie drwal. Każdego dnia wyruszał do lasu, przynosił na plecach wiązkę drewna i sprzedawał na targu. Tak żywił siebie i swoją rodzinę. Pewnego dnia drwal dostrzegł młodzieńca, który pasł owce.
- Witaj dżasz[1], niechaj mnoży się twoje stado! - zawołał do niego.
- Dziękuję dobry człowieku!
- To twoje owce?
- Moje – odpowiedział młodzieniec. – Mój ojciec posiada dużo różnego bydła. Jesteśmy bogatymi ludźmi.
- Tak, zwierząt macie dużo – przytaknął drwal. – Ale powiedz mi młody człowieku, co jeszcze potrafisz robić?
- Umiem tylko paść bydło - odpowiedział chłopiec.
- Posłuchaj mej rady i wyucz się jakiegoś rzemiosła - poradził mu odchodząc drwal.

Po pewnym czasie drwal spotkał młodzieńca z ojcem.
- I co, wyuczyłeś się jakiegoś rzemiosła chłopcze?
- Nie – odparł chłopak. - Po co mam się uczyć, jestem bogaty. Zobacz jak liczne jest me stado owiec!
- Ech, nie można zdawać się tylko na bydło. Wyucz się lepiej jakiegoś rzemiosła.
- Nie będziesz mnie pouczać starcze! – rozzłościł się młodzieniec.
- Zobaczysz, wspomnisz jeszcze moje słowa - odpowiedział na to drwal.

Minęło kilka lat. Pewnego dnia drwal przechodził obok małego, zmurszałego domu na skraju aułu. W domu słychać było dziecięcy płacz. Na ganek wyszedł chudy, skromnie ubrany człowiek. Drwal rozpoznał w nim tego samego młodzieńca, który pasł owce.
- Dżasz, co z tobą? Dlaczego tak źle wyglądasz?
- Nie pytaj! Codziennie wspominam twoje słowa! - odpowiedział zasmucony pasterz.
- Co takiego się wydarzyło? - dopytywał drwal.
- Moje owce zdziesiątkowała choroba. Zostałem biedakiem. Radziłeś mi, bym nauczył się jakiegoś rzemiosła, nie posłuchałem cię i moje dzieci teraz chodzą głodne – odpowiedział pastuch i gorzko zapłakał.
- Nie płacz – odparł drwal. – Starzy ludzie powiadają: jeśli rozpalać umiejętnie, to i śnieg zapłonie. Weź rzemień i chodź ze mną do lasu po drewno.

Biedak zgodził się z radością, wziął długi rzemień i poszli do lasu we dwóch. Drwal narąbał drew podwójnie, zrobił wiązankę dla siebie i dla pastucha, po czym poszli na bazar. Za zarobione pieniądze kupił placki kukurydziane, podzielił je na trzy części: dwie dał młodzieńcowi, jedną wziął dla siebie.
- Pójdźmy i jutro po drewno do lasu – poprosił go biedak.
Drwal zgodził się. Następnego dnia padał deszcz, ale drwal dał słowo, że przyjdzie. Wziął więc rzemień do obowiązywania drewna, topór i poszedł do domu, gdzie żył pastuch. Ów już na niego czekał.
- Dzięki tobie moje dzieci poszły wczoraj spać syte – powiedział mu ten na powitanie.

Poszli obaj do lasu. W czasie drogi zaczął padać ulewny deszcz i mężczyźni schronili się w jaskini. Drwal, z przyzwyczajenia, rąbnął toporem o ścianę, a w niej coś zadźwięczało. Mężczyzna wybił kamień ze ściany i zaniemówił ze zdziwienia: w ścianie jaskini znajdowało się złoto.
- Dżasz, zobacz, znalazłem skarb! – krzyknął.
Pastuch podszedł i obaj mężczyźni zaczęli rąbać skałę i wydobywać złoto. Wydobyty skarb drwal podzielił na trzy części.
- Dwie z nich weź dla siebie, masz dużo dzieci, mi starczy jedna część złota – powiedział pastuchowi.

Biedak ucieszył się ogromnie, podziękował i włożył swoją dolę do woreczka. Drwal zabrał swoją część i mężczyźni zaczęli wracać do domu. Po drodze przysiedli aby odpocząć, byli bowiem bardzo zmęczeni. Wówczas w pastuchu odezwała się chciwość, zapragnął jeszcze większej ilości złota. „Jeśli zabiję tego człowieka i wezmę jego część, to będę tak bogaty jak wcześniej” – pomyślał.
Drwal wyczuł jego intencje i poprosił go:
- Poczekaj, nie zabijaj mnie, chciałbym powiedzieć ci swój testament. Nie mam jeszcze dzieci, moja żona dopiero spodziewa się dziecka. Jeśli urodzi się syn, to chciałbym żeby miał na imię Bołuszłuk[2].

Pastuch wysłuchał drwala, po czym zabił go, jak zamierzał, zabrał jego złoto i został bogatym bajem. Tymczasem żona drwala urodziła chłopca, a baj postanowił wypełnić testament zabitego. Wybrał się więc do kobiety i przekazał jej ostatnią wolę męża – aby syna nazwać Bołuszłuk. Mimo narodzin dziecka bogacz nie dał jednak wdowie ani złotóweczki ze swojego majątku. Biedna kobieta po śmierci męża została bez środków do życia i zaczęła paść gęsi.

Pewnego razu przez auł przejeżdżał chan ze swoim wojskiem. Żona drwala przestraszyła się, że żołnierze zadepczą jej synka, który biegał po ulicy, więc zaczęła go wołać:
- Bołuszłuk, Bołuszłuk!

Nauczyciel opowiadając wykrzyczał „Bołuszłuk” bardzo głośno. Przebudzili się jego uczniowie, usłyszeli wołanie i przybiegli pomóc swojemu nauczycielowi.
- Bierzcie ich! – rozkazał uczniom mężczyzna. – Widzicie, - zwrócił się po chwili do złodziei - wzrok sięga daleko, ale rozum jeszcze dalej.
Bandyci zrozumieli, że nauczyciel ich przechytrzył. Ale poprosili go:
- Opowiedz nam bajkę do końca. Jak skończyła się ta historia?
- Zatem słuchajcie. Kiedy żona drwala krzyknęła „Bołuszłuk”, podszedł do niej chan i zapytał:
- Ty wołałaś pomocy? Dlaczego?
- Bołuszłuk to imię mojego syna – odpowiedział biedna kobieta. – Bałam się, że wpadnie pod końskie kopyta, więc go zawołałam.
- A gdzie jest ojciec chłopca? – pytał dalej chan.
- Poszedł do lasu po drewno i nie wrócił.
- A kto dał dziecku takie imię?
- Znajomy mojego męża, bardzo bogaty człowiek.

Chan wezwał do siebie baja i słudzy przywiedli go przed chańskie oblicze.
- Ty nazwałeś chłopca Bołuszłuk? – zapytał chan.
- Tak, ja.
- Dlaczego tak go nazwałeś? Tylko mów prawdę!
- Taki był testament jego ojca – odpowiedział baj, drżąc ze strachu.
Chan rozkazał opowiedzieć mu całą historię o testamencie drwala, a gdy poznał prawdę, rozkazał ukarać mężczyznę, a cały jego majątek oddał wdowie po drwalu i jej synowi.

Widzicie, powiedział złodziejom nauczyciel, nie warto być chciwym ani zazdrosnym. I pamiętajcie: każde kłamstwo ma krótkie nogi.

[1] Dżasz – młodzieniec.

[2] Bołuszłuk – w języku karaczajskim: „pomocy”.

Tłum. B. Sadowska



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej