Błękitny dywan

baśń gruzińska


Żył sobie król, który miał syna. Mijały lata, a królewicz rósł. Król obserwował go, cieszył się i myślał pod nosem: „Oj, starzeję się! Już trzeba zacząć myśleć o przekazaniu królestwa synowi. Ach, gdyby jeszcze królewicz miał małego synka – wtedy już nic by mi nie było potrzebne do szczęścia i mógłbym spokojnie umierać”.

Wezwał król syna do siebie i powiedział:
- Ukochany synu, najwyższa pora zacząć szukać sobie żony. Już czas abyś założył rodzinę.
Zaprowadził go do ogromnej sali, w której na wszystkich ścianach wisiały portrety dziewcząt. Były one prawdziwymi pięknościami, a jedna śliczniejsza od drugiej.
- Synu, wybierz sobie żonę - powiedział król.

Królewicz przeszedł przez całą salę, obejrzał wszystkie portrety i odpowiedział ojcu:
- Nie, ojczulku, moje serce nie wybrało żadnej. Wszystkie są piękne. Ale żadna z nich nie zawładnęła mym sercem. Pozwól mi lepiej samemu obejść całe twe królestwo. Może uda mi się znaleźć żonę.

Król zgodził się, a syn pojechał w podróż. Wędrował po całym kraju, po górach, po polach pełnych winorośli. Zaglądał do dużych miast i małych wsi. Widział wiele pięknych, mądrych i dobrych dziewcząt, lecz serce nie wskazało mu żadnej.

Pewnego razu w górach, na skraju biednej wioski spotkał dziewczynę zgrabną jak drzewo cyprysowe, z warkoczami jak brązowy jedwab. Spojrzał na nią i już wiedział, że będzie kochać ją przez całe życie. Wszedł do jej chatki i usiadł obok niej.
- Wyjdź za mnie piękna dziewczyno - poprosił.
- Kim jesteś? - zapytała dziewczyna.
- Jestem królewiczem.
- A co umiesz robić? Na jakim rzemiośle się znasz?

Zdziwił się młodzieniec:
- Na żadnym, ale za to jestem królewiczem.
Roześmiała się dziewczyna:
- Bycie królewiczem, nie jest żadnym rzemiosłem. Dziś jesteś królewiczem, a jutro możesz nim nie być. Jak wtedy zarobisz na nasze utrzymanie? Jak wykarmisz rodzinę? Idź i naucz się jakiegoś rzemiosła. Jeśli się nauczysz wyjdę za ciebie. Jeśli nie - więcej się tu nie pokazuj.

Królewicz spuścił głowę i wyszedł zasmucony. Nie miał pojęcia jakiego rzemiosła powinien się nauczyć. Wrócił na zamek i opowiedział ojcu o swym smutku. A król uśmiechnął się i powiedział:
- Nie martw się synku. Zaradzimy temu.

Rozkazał wezwać do siebie na dwór mistrzów – rzemieślników z całego królestwa. Przybyli na wezwanie i kowale, i garncarze, i bednarze i stolarze, i tkacze. Zebrali się w Złotej Sali i czekając na króla szeptali między sobą, zastanawiając się po co zostali wezwani. W końcu wyszedł do nich król wraz z królewiczem. Wszyscy skłonili przed nimi głowy.
- Witajcie mistrzowie! – rozpoczął król – Zebraliśmy się dziś tu z powodu ważnej sprawy. Mój syn chce nauczyć się jakiegoś rzemiosła. Kto z was mógłby wziąć go do siebie na naukę?

Zaszeptali między sobą mistrzowie i pokręcili głowami. Nie będzie to łatwe zadanie, żeby nauczyć królewskiego syna rzemiosła.
- I jak, dlaczego nikt się nie zgłasza? – zapytał król. Wezwał do siebie mistrza ślusarza, który wstawiał wszystkie zamki na królewskim dworze.
– Wiem, że jesteś dobrym rzemieślnikiem. Czy nauczysz mego syna ślusarstwa?
Zmieszał się ślusarz:
- Bardzo bym chciał, Wasza Królewska Mość – odpowiedział. – Ale nie wiem czy zdołam.
- A ile trzeba czasu, żeby zostać dobrym ślusarzem? – zapytał królewicz.
Mistrz pomyślał i odrzekł:
- Przynajmniej 3 lata…
- Oj nie, to mi nie pasuje, - zasmucił się królewicz. – Tyle czasu ukochana nie będzie czekać.

Wezwał król do siebie garncarza i zapytał:
- Ile potrzebujesz czasu, żeby nauczyć królewicza swego rzemiosła?
Skłonił się mu nisko garncarz i odpowiedział:
- Dwa lata, Wasza Wysokość.
- No niestety, to również jest za długo, - odpowiedział królewicz.

Król zaczął pytać każdego rzemieślnika po kolei. W końcu podszedł do ostatniego. Był to sędziwy tkacz, mistrz rzadkiego rzemiosła. Tkał on tak piękne dywany, że przyjeżdżano z dalekich krajów, żeby je podziwiać.
- No i jak, dziadku, może ty będziesz mógł mi pomóc? – zapytał król.
Pomyślał stary tkacz, potarł czoło:
- Dobrze, Wasza Wysokość. Nauczę królewicza mego rzemiosła.
- A ile to zajmie czasu? – zapytał królewicz.
-Trzy dni - opowiedział dziadek.
- Wspaniale, zgadzam się - ucieszył się królewicz. – Trzy dni, termin niedługi!

Poszedł królewski syn ze starym tkaczem. Spędził u niego trzy dni. A po powrocie na dwór umiał tkać przepiękne dywany, nie gorsze od prac nauczyciela. Utkał królewicz przecudny dywan i pojechał z nim do swojej ukochanej. Przyjechał do wsi, zaszedł do chaty i rozłożył go przed piękną dziewczyną.
- Spójrz, czego się nauczyłem. Czy teraz wyjdziesz za mnie za mąż?
- Wyjdę! - odpowiedziała dziewczyna.

Królewicz przywiózł wybrankę do pałacu, a król i królowa od razu ją polubili. Rodzice pobłogosławili syna i wydali huczne wesele, a potem żyli sobie szczęśliwie w zgodzie i pokoju.

Minęło parę lat. Umarł stary król, a tron objął jego syn. Pewnego razu powiedział swojej żonie:
- Żono, chciałbym przejść wzdłuż i wszerz swoje królestwo, żeby dowiedzieć się co myślą o mnie moi poddani, czy dobrze im się żyje i czy ktoś nie próbuje mnie zdradzić. Zrobię to po cichu, żeby nikt mnie nie poznał.
Założył lichą kapotę, żeby wyglądać jak bezdomny włóczęga, wziął torbę oraz kij i wyruszył w podróż. Swojej żonie tymczasem przykazał zarządzać krajem.

Długo chodził król po miastach i wsiach. Pora była już wracać do domu. Jednak, pewnego wieczoru zabłądził w górach i wpadł do dzikiego wąwozu. Był to Wężowy Wąwóz, który uchodził za bardzo niebezpieczne miejsce. Tam król wpadł w ręce rozbójników, którzy zaciągnęli go do swojej jaskini. A król krzyczał:
- Nie śmiejcie robić mi krzywdy! Jestem królem!
Na to rozbójnicy zaczęli się śmiać:
- Nieźle sobie wymyśliłeś! Akurat król chodziłby w takich łachmanach!
- Zapłać nam okup, skoro jesteś królem! – krzyczeli jedni.
- Zabijmy go. Co nam z niego przyjdzie? – mówili inni.
A król im odpowiedział:
- Pieniędzy nie mam ze sobą, ale mimo wszystko nie opłaca się wam mnie zabijać. Mogę wam utkać taki dywan jakiego nikt jeszcze nie widział. Sprzedacie go i otrzymacie mnóstwo pieniędzy.

Zastanowili się nad tą propozycją rozbójnicy.
- A długo będziesz tkać? - zapytali.
- Nie, niedługo. Za trzy dni skończę pracę.
- No dobrze - odpowiedzieli – poczekamy trzy dni. Bierz się szybciej za pracę!
Zamknęli króla pod ziemią i dali mu wełny i jedwabiu.

Król zaczął tkać dywan. Nie minęły trzy doby, a już był gotowy. Dywan był błękitny przeplatany złotą nitką. Cztery końce ozdobione przedziwnym wzorem, na którym między bajkowymi kwiatami rozpostarły swoje skrzydła nieziemskie ptaki. Obejrzeli dywan rozbójnicy i oniemieli z zachwytu.
- Tak, taka robota dużo kosztuje. Zawieziemy dywan do miasta i drogo sprzedamy.

Tak też zrobili. Cały dzień chodzili po bazarach, pokazywali kupcom cudowny dywan. Jednak nie znaleźli chętnego. Wszyscy zachwycali się kunsztem, wyceniali dywan bardzo wysoko, jednak na kupno brakowało im pieniędzy. Wrócili wieczorem w góry rozbójnicy bez pieniędzy, źli, i od razu poszli do króla.
- Nikt twego dywanu nie może kupić. Nawet bogaci kupcy nie mają tyle pieniędzy. Na nic nam twój dywan. Jutro cię zabijemy.
Król im na to odpowiedział:
- Poczekajcie jeszcze trochę. Jedźcie jutro prosto do pałacu i proście, żeby was zaprowadzono do żony króla. Ona na pewno kupi mój dywan.
Pomyśleli rozbójnicy, namyślili się i zgodzili.

Rano dwóch rozbójników pojechało do pałacu. Przyjechali i poprosili, żeby ich wpuścić. Jednak dworzanie nie chcieli się na to zgodzić:
- Królowa jest zajęta - tłumaczyli.
Wtedy rozłożyli rozbójnicy dywan i powiedzieli:
- Spójrzcie, co chcemy jej sprzedać.
Dworzanie wydali okrzyk zachwytu, oczy im zabłysły.
- No dobrze, przekonaliście nas. Takie cudo warte jest pokazania królowej.

Wpuścili rozbójników. A królowa od wielu dni siedziała smutna i całymi dniami płakała. Tęskniła i martwiła się o męża. Dawno minął termin jego powrotu, a króla jak nie było tak nie
ma. Weszli rozbójnicy, skłonili się przed nią.
- Spójrz królowo, jaki mamy dla ciebie dywan. Nie zechciałabyś go kupić?
Królowa spojrzała i zamarła. Przedziwny wzór nie był zwykłym wzorem, były to wytkane litery układające się w słowa: „Jestem w niewoli u rozbójników w Wężowym Wąwozie. Przyślij pomoc, bo chcą mnie zabić”.

Królowa nic nie pokazała po sobie, że przeczytała napis. Zapłaciła rozbójnikom zupełnie nie targując się o cenę. A zaraz po ich wyjściu wezwała swoich głównych dowódców wojska i przykazała im jechać w góry i uwolnić króla.

Wieczorem rozbójnicy siedzieli w swojej jaskini i dzielili między sobą otrzymane pieniądze. Nagle za drzwiami usłyszeli szum, krzyki i tupot. Cały oddział żołnierzy napadł na wąwóz. Rycerz e wpadli do jaskini, zaczęli opukiwać ściany i szukać ukrytego wejścia. Zbiegli na dół do podziemi i zobaczyli tam króla, bladego i w łachmanach. Szybko schwytali rozbójników, związali im ręce i powieźli sądzić ich do miasta.

Królowa powitała króla na dworze, wpadła mu w ramiona i powiedziała:
- Tak się bałam, że nie zobaczę cię żywego!
Odpoczął król, umył się, założył znów swoje królewskie odzienie. Wyszedł wieczorem do królewskiego parku i usiadł pod krzewami róż. A królowa rzekła mu z uśmiechem gładząc go po policzku:
- No i co byś zrobił, mój drogi, gdybyś nie znał żadnego rzemiosła? Nie pomogło by ci to, że jesteś królem. Widzisz jak to dobrze, że poznałeś jakiś fach.
Oboje się uśmiechnęli do siebie i żyli odtąd długo i szczęśliwie.

Tłum. M. Dudel



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej