Jak głupiec szukał rozumu

baśń adygejska


Dawno, dawno temu żyli trzej bracia. Dwaj starsi byli mądrzy, a najmłodszy głupi. Gdy ich ojciec zestrzał się i umarł mądrzy bracia podzielili pomiędzy siebie ojcowy spadek. Najmłodszemu nie dali nic, tylko pogonili precz z domu. Powiedzieli mu, że aby zarządzać bogactwem trzeba mieć rozum, którego mu brakuje. „Jeśli los mi pomoże, odnajdę swój rozum” – pomyślał młodszy brat i wyruszył w drogę.

Szedł tak długo, aż zupełnie zdarły się jego skórzane czuwiaki [1], a z kija na którym się opierał pozostał tylko trzonek. W końcu dotarł do wioski. Zmęczony nie miał siły iść dalej. Zastukał więc w pierwsze lepsze drzwi i zapytał, czy nie szukają parobka. Przyjęli go tam do pracy i pracował przez cały rok. Gdy przyszła pora rozliczyć się gospodarz zapytał:
- Czego bardziej potrzebujesz – rozumu czy bogactwa?
- Wyruszyłem w drogę szukać rozumu. Nie potrzebuję bogactwa, daj mi więc mądrość – odpowiedział głupiec.
- Dobrze. W takim razie od tej pory będziesz rozumiał język ptaków i zwierząt, a także drzew i traw – rzekł gospodarz i odprawił parobka w drogę powrotną do domu.

Wrócił głupiec w rodzinne strony. Mijał po drodze wysoki słup, który nie miał ani jednego sęku.
- Ciekawe z jakiego drzewa został zrobiony ten słup? – zapytał sam siebie.
- Kiedyś byłem wysoką i okazałą sosną – odpowiedział mu słup.
Przypomniał sobie młodzieniec, co na drogę rzekł mu gospodarz i bardzo się ucieszył, że zrozumiał mowę drzewa. Lżej mu się zrobiło na sercu i droga do domu zaczęła mu mijać szybciej.

Doszedł do ganku rodzinnego domu. Zobaczyli go starsi bracia i zaczęli krzyczeć: idź sobie precz!
- Szukałem rozumu i znalazłem go – powiedział na to najmłodszy brat. – Mogę już zarządzać moją częścią spadku. Oddajcie mi ją!
Starsi bracia tylko ryknęli śmiechem:
- Głupi jesteś! Nie wiadomo jak i gdzie spędziłeś jeden rok i myślisz, że od tego zmądrzałeś?!
- Może i jestem głupi, ale rozumiem teraz język ptaków i zwierząt, drzew i traw – sprzeciwił się młodzieniec.
Nie uwierzyli mu bracia i zaśmiali się jeszcze głośniej. Wówczas młodszy brat zwrócił się do koryta, które leżało na środku podwórza:
- Koryto, koryto z jakiego drzewo cię zrobiono?
- Z buku – odparło koryto.

Jak tylko bracia zrozumieli, że ich młodszy brat rozumie mowę koryta rozbiegli się po aule [2] głośno krzycząc:
- Nasz głupi brat stał się prorokiem!
Zbiegli się ludzi poznać nowego proroka.
- Powiedz mi kołysko z jakiego jesteś drzewa? – pyta najmłodszy brat.
- Z dzikiej jabłoni – odpowiedziała kołyska.
I tak młodszy brat rozmawiał z drzewami, a ludzie dziwili się coraz bardziej. Znieśli mu mnóstwo pieniędzy i podarków. Zaczął żyć młodszy brat dostatnio, ale pieniądze wkrótce się skończyły, ruszył więc znów w drogę, aby trochę zarobić.

Długo szedł, czy krótko, nie wiadomo. Dotarł wreszcie do nieznanego kraju. W kraju tym zdarzyło się właśnie nieszczęście – chana zapodział swój ulubiony kapeć. Temu, kto kapeć odnajdzie, obiecał chan rękę swojej córki niezwykłej urody. Wielu młodzieńców podjęło się próby odnalezienia kapcia. Wszystko jednak na darmo – żaden z nich kapcia nie odnalazł, a gniewny chan ścinał śmiałków jednego po drugim.

Stanął głupiec przed chanem i powiedział:
- Odnajdę twój kapeć chanie.
Wyszedł zatem głupiec na podwórze i głośno krzyknął:
- Kapciu, kapciu, powiedz, gdzie jesteś!
- Leżę pod wielkim kamieniem w dolinie rzeki Terek [3] - odpowiedział mu kapeć.
- Jak się tam dostałeś? – zapytał głupiec.
- Chan mnie tu porzucił – ponownie odezwał się kapeć.

Poszedł młodszy brat w dolinę rzeki i przyniósł chanowi zagubiony kapeć. Ucieszył się stary chan z odnalezienia zguby. W nagrodę oddał głupcu rękę swojej niezwykłej urody córki i konia ze złotą uprzężą. W taki sposób głupiec, który szukał rozumu a nie pieniędzy posiadł w końcu i rozum i bogactwo.

[1] Czuwiaki - miękkie skórzane pantofle bez obcasów.

[2] Auł - wieś.

[3] Terek - rzeka płynąca przez góry Kaukazu, na terytorium Gruzji oraz Rosji (Osetię Płn., Czeczenię i Dagestan).

Tłum. A. Waszkiewicz



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej