O gościu

baśń gruzińska


Było to bardzo dawno temu. Świętowano wówczas we wsiach początek żniw. Wszyscy wieśniacy ubierali się w najlepszą odzież i wychodzili z sierpami w pole. Pierwszego dnia świąt więcej czasu świętowali, niż pracowali.

W jednej z wsi żyło trzech bardzo biednych braci. Nawet w święto poza suchym chlebem i dzbanem wody nie mieli co ze sobą zabrać w pole dla uczczenia żniw. Wszyscy chłopi wyszli w pole, popracowali trochę, po czym siadali w cieniu, by świętować. Śpiewali pieśni, żartowali. Wszyscy się cieszyli poza biednymi braćmi, którzy siedzieli smutni.

Nagle pojawił się na polu nikomu nieznany starzec. Przeszedł obok chłopów, przywitał się z nimi. Każdy grzecznie mu odpowiedział, ale nikt nie zaprosił na posiłek, nikt gościny nie zaoferował. Podszedł starzec do biednych braci.
- Przyłącz się ojcze do nas – zaproponował mu najmłodszy z braci.
- A czy masz go czym ugościć? – zapytali młodzieńcy starsi bracia.
- Poczęstujemy do tym co sami jemy! – odparł chłopiec.

Przysiadł się zatem starzec do braci i spytał ich:
- Wszyscy piją, cieszą się, a dlaczego wy nie świętujecie?
- A co to za świętowanie – sam chleb jeść i wodą popijać! – odparli bracia.
- To nic, nalejcie, wypijemy chociaż wodę – wesoło odparł starzec.
Najmłodszy brat wziął dzban i okazało się, że było w nim czerwone wino! Wypili i zaczęli zagryzać czerstwym chlebem.

- Spójrzcie tam, na tę górkę, czy to owca? – zapytał starzec.
- Nie, to tylko duży kamień – odpowiedział starszy brat.
- Idź i sprawdź, może to jednak nie kamień – upierał się starzec.
Poszedł więc młodszy brat na górkę, przyjrzał się uważnie i znalazł tam utuczoną owcę i biały chleb obok niej. Upiekli bracia owcę i urządzili ucztę. Zaczęli śpiewać wesołe pieśni, aż inni żniwiarze się dziwili i śmiali:
- Ciekawe co tak biedaków rozweseliło i czym starca ugościli, jeśli sami nie mają nic do jedzenia?

Po uczcie braci ze starcem gość zapytał najstarszego brata:
- Czego ci w życiu brakuje, co mogę dla ciebie zrobić?
- Chciałbym mieć pole, nakarmiłbym wtedy rodzinę – odparł pierwszy z braci.
- Będziesz miał swoją ziemię i jedzenie, dopóki będziesz taki gościnny jak dziś – zapewnił go starzec.
Potem zwrócił się do średniego:
- A ty o czym marzysz?
- Chciałbym kupić stado bydła – odrzekł.
- Dobrze, będziesz miał swoje stado tak długo, dopóki będziesz gościnny – powiedział starzec i zwrócił się do najmłodszego słowami:
- A powiedz ty, synku, o czym marzysz?
- O dobrej żonie, gospodyni domu, żeby gośćmi się zajmowała i wszelką pracę w domu lubiła – rozmarzył się chłopak.
- Trudne zadanie mi postawiłeś! Na świecie są tylko dwie odpowiednie dziewczęta: jedna jest już zamężna, a druga dziś wieczorem wychodzi za mąż. Ale nie szkodzi. Spróbujemy, może jeszcze się uda ciebie z nią ożenić – zatroskał się gość.

Starzec obdarował braci tym, o czym marzyli: najstarszego – ziemią uprawną, średniego – wielkim stadem bydła, a najmłodszego zabrał na dwór cara, gdzie odbywało się wesele.

Starzec był czarownikiem, więc poprosił o pomoc deszcz i wiatr – dzięki temu miał powód, by prosić o schronienie. W brzydką pogodę zastukał do bram cara. Otworzyli słudzy, ale car nie pozwolił wpuścić nieznajomych. Obawiał się, że sprowadzą na wesele nieszczęście. Wtedy starzec pchnął drzwi nogą i połamał je. Wszedł do środka z młodym chłopcem. Obaj zobaczyli siedzących za stołami gości, narzeczonego oraz narzeczoną w weselnej sukni.

- Idź, wypędź narzeczonego i usiądź obok narzeczonej! – polecił starzec chłopcu.
Młodzieniec wykonał polecenie czarownika. Car widząc to rozzłościł się:
- Niepotrzebnie się złościsz! – powiedział starzec carowi – Ten biedny chłopak to jej prawdziwy narzeczony. Nie wierzysz? Możemy to sprawdzić! Obu damy po gałązce winorośli. W czyich rękach gałązka wyda owoc, ten zostanie narzeczonym.

Car uznał, że starzec zwariował. Mimo to zgodził się. Gdy biedny chłopak dostał gałązkę – ta od razu zazieleniła się, po czym pokryła się licznymi owocami. A gałązka w rękach carewicza pozostała sucha. Starzec zaśmiał się, a car pochmurniał i oznajmił:
- I tak nie oddam wam narzeczonej!
- Oddasz! Jeszcze zobaczysz, że ten chłopak jest jej narzeczonym, a nie carewicz! Jeśli nie wierzysz, to zaraz się przekonasz! Kto z nas ma rację, u tego w rękach bażant ożyje i wzbije się w powietrze.
Gdy car wziął bażanta leżącego na stole pośród dań – ptak nie ożył. Starzec podniósł pieczonego bażant i ptak rozwinął skrzydła, po czym odfrunął.
- I tak nie oddam narzeczonej! – krzyczał car.

- Dziewczyna wyjdzie za tego, kto zatańczy pośród ostrzy kindżałów [1]! – oświadczył starzec. Carewicz nie chciał tracić narzeczonej, więc podjął wyzwanie i zaczął tańczyć. Nastąpił na ostrze i poranił nogę. Jego konkurent zrobił kilka obrotów pośród ostrzy. Narzeczona widząc to podeszła do niego i razem opuścili salę weselną.
Biedny chłopak z narzeczoną i starcem wybrali się w drogę powrotną do braci. Starzec postawił dom dla narzeczonych na końcu wsi. Przed odejściem zebrał wszystkich braci i powiedział:
- Będziecie szczęśliwi, dopóki okazywać będziecie gościnność.

Wszyscy bracia rozpoczęli piękne szczęśliwe życie, nie zaznawszy biedy ani żalu.

Minęło trochę czasu, może więcej, może mniej i starzec ponownie wyprawił się do tej samej wsi, do braci, by zobaczyć jak im się żyje i czy przestrzegają nakazu. Wezwał starzec deszcz, wiatr i zastukał do drzwi najstarszego brata:
- Zmiłuj się, daj schronienie na noc.
- Zabieraj się stąd przybłędo, naszym chlebem żywić się nie będziesz! – usłyszał od gospodarzy.
- Jeśli tak, to żyj jak dawniej – w biedzie – odparł pod nosem starzec i poszedł do domu średniego brata. On również odmówił gościny.
- I ty żyj po staremu – wyszeptał starzec i poszedł do najmłodszego. Drzwi otworzyła gospodyni. Nie poznała starca.
- Wpuść mnie dobra kobieto, noclegu potrzebuję.
- Proszę, bądź naszym gościem – zaprosiła do środka choć gość przybył nie w porę – jej mąż leżał na łożu śmierci. Posadziła starca za stołem, przygotowała kolację i zaczęła podawać potrawy.
- A gdzie gospodarz? – spytał ją strzec.
- U naszej rodziny – skłamała żona, nie chcąc psuć gościowi nastrój.

Gospodyni poszła po wino do piwnicy. Starzec wiedział, że jej mąż leży obok w pokoju wyleczył go. Gdy żona wróciła z winem jej mąż siedział za stołem cały i zdrowy. Zdziwiła się, ale nie pokazała tego po sobie tylko rzekła:
- Dobrze, że wróciłeś wcześniej, nudno gościowi bez gospodarza.
- Dziękuję – odparł starzec – Okazaliście się dobrymi ludźmi, dlatego życie u was będzie układać się pomyślne.

Od tego dnia najmłodszy brat żył w jeszcze większym dobrobycie i szczęściu, a starsi bracia zmagali się z biedą i nieszczęściem.

[1] Kindżał – tradycyjny kaukaski nóż zdobiony.

Tłum. A. Kowalczuk



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej