Bajka o mądrej dziewczynie

baśń azerska


Pewnego razu szach i jego wezyr wracali z polowania i zobaczyli, że przed nimi idzie zgarbiona staruszka. Szach ściągnął uzdę konia, dogonił staruszkę i zapytał:

- Hej staruszko, kim jesteś i co tu robisz?
- Jestem kobietą! Czyż nie widać?! – odpowiada staruszka. – Param się tym, że życie jednych ludzi napełniam radością, a drugich udręką.
Szach zdziwił się:
- Czy rzeczywiście posiadasz dar obdzielania szczęściem?
- O szachu! – roześmiała się starucha. – Czyżbyś nie wiedział do czego zdolna jest kobieta? Jeśli kobieta nie zburzy domu, postoi on i tysiąc lat.
Szachowi nie spodobały się słowa staruszki, ale wezyr przyznał jej rację.
Kobieta dawno została w tyle, a oni ciągle toczyli ze sobą spór czy miała rację. Tak dojechali do dworu padyszacha.

Przedstawili mu sprawę i poprosili by rozstrzygnął ich spór. Padyszach miał trzy córki. Postanowił je wezwać, by usłyszeć ich zdanie i rozstrzygnąć spór.
- Moje córki, powiedziecie, kto buduje dom – kobieta czy mężczyzna? – zapytał.
- Oczywiście dom buduje mężczyzna – odpowiedziała najstarsza córka.
Szachowi spodobała się ta odpowiedź.
- Masz rację córeczko – podziękował starszej córce.
- A co ty powiesz? –zadał to samo pytanie średniej.
- Ojcze, kimże jest kobieta, by mogła zbudować dom? Oczywiście, dom buduje mężczyzna – odpowiedziała.
- Rację mówisz - przyznał padyszach. - A jak myślisz ty, córeczko? – zwrócił się do najmłodszej.
- Ojcze, dom buduje kobieta – odpowiedziała najmłodsza córka.
Rozczarowała córka padyszacha swoją odpowiedzią A ponieważ był on człowiekiem nieprzewidywalnym, zeskoczył z tronu i krzyknął:
- Co ty opowiadasz! Wydam cię w takim razie za bezdomnego chłopa i zobaczymy, jak zbudujesz sobie dom!!!

Na skraju miasta w rozwalającej się lepiance żyła starucha o imieniu Faty-Gary. Miała ona wnuka o imieniu Achmed, który był tak leniwy, że gotów był nie jeść, nie pić, byleby z miejsca nie wstawać. Właśnie tę Faty-Garę wezwał padyszach do siebie i rzekł:
- Posłuchaj starucho, postanowiłem wydać swoją najmłodszą córkę za twojego wnuka. Ponieważ jesteś biedna i nic nie masz, nie będziemy wyprawiać wesela. Wracaj teraz do domu i zabierz ze sobą dziewczynę.
Rzuciła się starucha z rozpaczy padyszachowi pod nogi:
- O padyszachu, czy mój wnuk jest godny twojej córki? On nawet nie ma przyzwoitego chałatu i chodzi w łachmanach gorszych niż niejeden żebrak. W swoim życiu ani razu chleba do syta nie jadł. Jakże on zdoła utrzymać córkę samego padyszacha?! O wielki padyszachu, błagam cię, nie rób tego!!!
- Nie tobie o tym decydować! Powiedziałem, że oddaję córkę twojemu wnukowi i koniec! – rozgniewał się padyszach.

Nie widząc innej rady, wzięła starucha najmłodszą córkę padyszacha i poszła z nią do domu. Opowiedziała o wszystkim swojemu wnukowi. Achmed jednak, chodź bardzo przejęty decyzją padyszacha, nawet nie wstał z łóżka.

Córka padyszacha była jednak mądra i sprytna. Nie zlękła się gniewu ojca ani nagłego zamążpójścia. Postanowiła, że musi jakoś zaradzić lenistwu męża. Zauważyła, że z próżniactwa jej nowy mąż nie wstaje do posiłków, tylko je w łóżku. Dlatego już pierwszego dnia sama przygotowała smaczny obiad i podała do stołu. Achmed długo prosił żonę, by przyniosła mu jedzenie do łóżka. Nie zgodziła się i w końcu obrażony chłopak odwrócił się do ściany i zasnął. Następnego dnia powtórzyła się ta sama sytuacja. Achmed jednak był coraz bardziej głodny i powoli zaczynał pojmować, że nawet jeśli będzie umierać, nikt mu do łóżka jedzenia nie przyniesie. Stękając i narzekając doczłapał się więc do nakrytego stołu. Najadłszy się legł spać tuż pod stołem.

Sprytna żona z każdym dniem ustawiała stół coraz dalej od łóżka. A ponieważ gotowała bardzo smacznie, po jakimś czasie Achmed podnosił się jak tylko poczuł zapach smacznych potraw. Zaczęła wreszcie dziewczyna podawać posiłki przed domem na zielonej trawie. Achmed i tam przychodził, a podjadłszy natychmiast kładł się spać.

Pewnego dnia córka szacha postanowiła wyciągnąć męża na ulicę. Wiedziała, że mąż lubi orzechy. Kupiła więc na targu dwa funty orzechów, rozsypała je na ścieżce prowadzącej do furtki i zwróciła się do męża:
- Achmedzie, nie leż tak ciągle, bo dostaniesz odleżyn. Tam na podwórzu rozsypały się orzechy. Wstań, zbierz je i zjedz.
Chociaż Achmedowi bardzo nie chciało się wstawać, jeszcze bardziej chciało mu się zjeść orzechów. Wylazł w końcu z łóżka, narzucił na siebie chałat, zebrał orzechy i ponownie położył się spać.

Następnego dnia dziewczyna zmusiła męża do spaceru innym sposobem, kolejnego jeszcze sprytniejszym, aż w końcu przyzwyczaiła lenia wychodzić na ulicę. Wówczas zaczęła posyłać go na targ.
- Przecież ja nic nie umiem robić! Gdzie ja znajdę pracę? – sprzeciwiał się z początku mąż.
- Wyjdź tylko na ulicę – przekonywała go żona. - Krzyknij: „kto potrzebuje robotnika?”, a zobaczysz, że na pewno przydasz się komuś do pomocy. A jeśli ktokolwiek do ciebie podejdzie, nie targuj się, o nic nie pytaj, tylko idź za nim. Ten da ci pracę - poleciła mu.

Wyszedł Achmed na ulicę, stanął na środku drogi i ledwo słyszalnym głosem powtarzał: „kto potrzebuje robotnika?”
Niespodziewanie podszedł do Achmeda jakiś człowiek i zaproponował:
- Synku, zaoraj mi ogród, a dam ci jedną monetę.
Już chciał Achmed odmówić, ale przypomniał sobie słowa żony i poszedł. Do wieczora kopał ziemię, a wieczorem otrzymał wynagrodzenie i wrócił do domu.

W drodze do domu napotkał człowieka, który chciał sprzedać kota. Kupił więc kota za zarobioną monetę. W domu żona zapytała Achmeda:
- Czym trudziłeś się przez cały dzień i ile zarobiłeś?
- Zarobiłem jedną monetę, ale kupiłem za nią kota – odpowiedział mąż.
Nie nakrzyczała na niego żona, tylko powiedziała:
- Skoro już poznałeś czym jest praca wyruszysz teraz w daleką podróż. Powinieneś poznać i zrozumieć świat. W podróż zaś zabierz ze sobą kota, którego dziś kupiłeś.
Achmed zupełnie nie miał ochoty na daleką wyprawę i próbował wykręcić się jak umiał:
- Jak ja mogę podróżować skoro nie mam ani konia, ani pieniędzy, ani drogi nie znam.
Córka padyszacha była jednak nieustępliwa i naciskała:
- Jutro rano pójdziesz na targ, staniesz na skraju drogi i będziesz czekać. Minie cię grupa kupców na wielbłądach. Jeśli poprosisz gospodarza by cię zabrał ze sobą w zamian za wszelaką pomoc, zgodzi się.

Wiedział Achmed, że żona postawi na swoim, zgodził się więc wyruszyć w daleką podróż. Tak jak radziła mu żona wczesnym rankiem wziął kota i wyszedł na skraj drogi. Wkrótce zobaczył karawanę. Zapytał więc jej gospodarza:
- Dobry człowieku, czy nie wziąłbyś mnie ze sobą? W zamian będę robił wszystko, o co mnie poprosisz.
- Oczywiście, że zabiorę cię ze sobą. Od wielu dni poszukuję kogoś takiego jak ty. Szukałam w niebie, a odnalazłem na ziemi - ucieszył się gospodarz karawany.

Takim sposobem Achmed udał się w daleką podróż. Doga wiodła przez wielką pustynię, na środku której skończyła się wędrowcom woda. Długo szli bez wody, aż wreszcie dotarli do studni.
Gospodarz karawany wezwał Achmeda i powiedział:
- Synku, spuścimy cię do studni, żebyś zaczerpnął nam trochę wody.
Achmed przyzwyczaił się do spełniania wszystkich próśb, zgodził się więc i na tę.

Przywiązali Achmeda do liny i spuścili do studni. Gdy stanął na samym dnie wokół było zupełnie ciemno. Ruszył przed siebie i szedł długo, ale natrafił wreszcie na rzekę. Napełnił wodą dwa bukłaki i zawrócił. Gdy dotarł do końca korytarza i zobaczył w górze otwór zaczął nawoływać towarzyszy podróży, by wyciągnęli go na powierzchnię. Zamiast jednak odpowiedzi usłyszał przeraźliwy huk i nagle pojawił się przed nim straszny diw [1]. Przestraszył się Achmed. Chciał uciekać, ale nie było dokąd. Diw zagrodził wszystkie korytarze i ryknął:
- Człowieczy synu, czyżbyś chciał ode mnie uciec? Nie łudź się, stąd się już nie wydostaniesz. Nikt nie wyszedł stąd jeszcze żywy. Masz jednak szczęście. Mam dzisiaj dobry nastrój. Za chwilę zadam ci zagadkę. Jeśli odpowiesz poprawnie - będziesz uratowany, jeśli nie – rozerwę cię na strzępy.

Zabrał diw Achmeda do swojego pałacu. Pałac był tak piękny, że Achmed nie mógł się napatrzeć. Wszystkie ściany były złote, a podłogi wysadzane drogocennymi kamieniami. Diw zaczął oprowadzać Achmeda po kolejnych komnatach. Zwiedzili już 39 przecudnych pokoi, gdy dotarli do czterdziestego. Zatrzymali się przed złotą tacą z jaszczurką, a dziw zapytał:
- Powiedz, synu człowieczy, co jest najpiękniejsze na świecie?
Achmed zastanowił się a po chwili odrzekł:
- Na świecie najpiękniejsze jest to, co jest najmilsze twojemu sercu.
Ponieważ diw szczerze kochał tylko jaszczurkę na złotej tacy, słowa te bardzo mu się spodobały. Postanowił puścić Achmeda wolno, a na drogę podarował mu granat i wielki orzech.

Dotarł Achmed do dna studni. Długo stał na dnie i nawoływał. Nikt jednak nie odpowiadał, a jego karawana już dawno odeszła. Jedynie jego kot czekał przed studnią, zaglądał w otwór i przeraźliwie miauczał.

Gdy następnego dnia inna karawana przechodziła obok studni wędrowcy usłyszeli przeraźliwe miauczenie kota i pomyśleli, że studnia musi kryć jakaś tajemnicę. Gospodarz karawany podszedł do studni i z dna usłyszał głos:
- Hej, wędrowcy, pomóżcie mi się wydostać!
Wędrowcy spuścili linę i wyciągnęli Achmeda. Ten opowiedział im o swoich przygodach i w dalszą drogę wyruszyli już wspólnie.

Dotarła karawana do Krainy Chudonogich. Zatrzymali się na noc w karawanseraju [2]. Służba gospodarza karawanseraju nakryła stół, przy którym zasiedli goście, a gospodarz z całą rodziną z długimi kijami w rękach stanęli za plecami wędrowców. Podróżnicy bardzo się przestraszyli, myśleli bowiem, że gospodarz chce ich zabić. Rzekł więc gospodarz karawany:
- Bracia, jeśli zamierzacie nas zabić, zróbcie to od razu. Uchronicie nas przynajmniej od wyczekiwania na śmierć.
- Nie zamierzamy was zabijać, nie niepokójcie się. Poczekajcie cierpliwie aż służba wniesie jedzenie na stół, a wówczas zrozumiecie, czemu tak stanęliśmy - odpowiedział gospodarz domu.

Jak tylko służba wniosła jedzenie ze wszystkich stron zbiegło się tyle szczurów i myszy, że wkrótce na talerzach gości nie zostało nawet kości. Choć gospodarz i jego rodzina rzucili się na gryzonie, nie zdołali ich wszystkich rozgonić i z przygotowanej uczty nic nie zostało.

Goście bardzo się przestraszyli, a Achmed zapytał gospodarza domu:
- Bracie, czy nie macie kota?
- Kota? – pytająco odpowiedział gospodarz. – A co to takiego kot? W naszej krainie nie ma takiego stworzenia.
Słysząc te słowa Achmed przyniósł swojego kota. Jeszcze raz przygotowano posiłek. Gdy wniesiono jedzenie na stół, myszy i szczury wyszły ze swoich nor, a kot Achmeda zaczął je łapać jednego za drugim. Gospodarz karawanseraju nie mógł wyjść z podziwu i poprosił Achmeda o kota. W zamian podarował mu tyle złota, ile chłopak mógł tylko udźwignąć.

Następnego dnia Achmed spotkał karawanę, która zmierzała w kierunku jego rodzinnego miasta. Młodzieniec zapakował do worka otrzymany od diwa granat i orzech oraz część złota i posłał je żonie, a sam wyruszył w dalszą drogę.

Córka padyszacha gdy otrzymała przesłane przez męża złoto wynajęła murarzy i zbudowała siedmiopiętrowy dwór. Budynek był tak piękny, że pałac jej ojca w porównaniu nie mógł się z nim równać. Kiedy dom był gotowy dziewczyna postanowiła zjeść granat od Achmeda. Gdy go rozpołowiła spostrzegła, że w środku zamiast ziaren błyszczą się i migocą drogocenne kamienie. Sprzedała klejnoty, a za otrzymane pieniądze zakupiła bardzo drogie sprzęty oraz lekkie jak podmuch wiatru tkaniny, którymi przyozdobiła nowy dom.

Wkrótce z podróży wrócił Achmed. Szukał swojej lepianki, ale żadnym sposobem nie mógł jej znaleźć. Podszedł więc pod bramę pięknego dworu i zapytał sługę pilnującego wejścia:
- Bracie, kiedyś w tym miejscu stała maleńka chatka. Nie wiesz, co się z nią stało?
- To jest właśnie ten dom, o którym mówisz – odpowiedział mu sługa.
Achmed pomyślał, że sługa naśmiewa się z niego. Zapytał wiec raz jeszcze:
- Bracie, dlaczego mnie oszukujesz?
Rozmowę tę usłyszała Faty-Gary, babka Achmeda. Poznawszy wnuka krzyknęła z radości:
- Synu, czyżbyś mnie nie poznawał? To ja twoja babka. A dom ten zbudowała twoja żona!

Achmed nie mógł nadziwić się zaradności żony. Po powrocie męża, córka padyszacha postanowiła w końcu rozłupać przysłany przez niego orzech. Ku zdziwieniu wszystkich okazało się, że w skorupce zamiast miąższu jest przepiękna jedwabna szata, godna jedynie najwspanialszego padyszacha. Dziewczyna wyjęła szatę, ubrała w nią męża i rzekła:
- Achmedzie, teraz zaprosimy w gości mojego ojca. O co by cię nie zapytał powiedz mu jedynie prawdę.

Następnego dnia w odwiedziny do Achmeda przybył padyszach z całym dworem. Gdy tylko padyszach przekroczył próg domu swojej córki, za zdziwienia nie mógł wypowiedzieć ani jednego słowa. Takiego bogactwa jego skarbiec nigdy nie widział! Goście usiedli za stołem, na którym znajdowały się najbardziej wyszukane smakołyki. Pojadłszy i popiwszy padyszach zapytał Achmeda:
- Synu, kto zbudował ten dom? I jak zdobyłeś takie bogactwo?
Achmed opowiedział o wszystkim szachowi.
- Zdrowie padyszacha! – zakończył swoją opowieść. - Wszystko co tu widzisz jest zasługą twojej córki. Dom ten też zbudowała ona. Zawdzięczam jej moje szczęśliwe życie.
Zapytała wtedy najmłodsza córka padyszacha:
- Ojcze, czy wierzysz teraz, że kobieta może zbudować dom?
Padyszach spuścił wzrok i odpowiedział:
- Masz rację moja córko.
Po czym wyprawił córce i Achmedowi wielkie wesele, które trwało przez siedem dni i siedem nocy.

[1] Diw - potwór.

[2] Karawanseraj - dom zajezdny dla karawan z miejscami noclegowymi dla ludzi i zwierząt.

Tłum. A. Waszkiewicz



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej