Dziewczyna i dżygici

baśń dagestańska


Dawno, dawno temu w jednym z dagestańskich miast żył bacharczi [1]. Sława o jego bohaterskich czynach obiegła wiele krain. Niespodziewanie z jego miasta jeden za drugim zaczęli znikać najdzielniejsi dżygici [2]. Po młodzieńcach nie zostawało nawet śladu – człowiek po prostu znikał jak mgła. Przestraszyli się wszyscy młodzieńcy – każdy z nich miał być wystawiony na próbę. Nawet u naszego bohatera, którego odwaga wielokrotnie została sprawdzona, szybciej zabiło serce.

Pewnej późnej nocy u bram domu bacharczego rozległo się głośne stukanie i obcy głos zagrzmiał: „Wychodź!” Już bacharczi chciał wychodzić, gdy zatrzymała go żona:
- Kto wychodzi z domu nie ubrany?! Dżygitowi przed dom wypada wychodzić tylko w pełnym ekwipunku. Osiodłam konia, a ty tymczasem ubierz się i załaduj broń.

Po kilku minutach bacharczi w pełnym ekwipunku wyszedł za wrota prowadząc za sobą osiodłanego konia. W ciemnościach zobaczył jeźdźca, który dał mu znak, by jechał za nim. Bacharczi tak też uczynił.

Wyruszyli za miasto – z przodu nieznajomy, a za nim bacharczi. Gdy zbliżyli się do pewnego zamku nieznajomy powiedział:
- Zostań przy koniach i czekaj na mnie.
Bacharczi milcząco kiwnął głową na zgodę.

Nieznajomy przeskoczył przez mur i zniknął. Wkrótce od strony dworu dało się słyszeć odgłosy walki i przeraźliwe krzyki. Konie rzuciły się do ucieczki, ale bacharczi raniąc sobie dłonie zdołał je utrzymać. Gdy tylko odgłosy walki ustały nieznajomy wrócił, wytarł szablę i wskoczył na konia.
- Jeden pokonany – tajemniczo skwitował i ściągnął cugle konia.
Bacharczi nie powiedziawszy ani słowa ruszył za nim.

W ten sposób odwiedzili jeszcze dwa zamki. Za każdym razem nieznajomy przechodził przez mur, po czym rozlegały się odgłosy walki i przeraźliwe krzyki. Jednak za trzecim razem nieznajomy wrócił z pola walki chwiejnym krokiem i ledwo wskoczył na konia.
- Już po wszystkim – powiedział i skierował konia w stronę miasta.

Kiedy zaczęło świtać jeźdźcy dojechali do miasta. Nieznajomy skręcił w drogę prowadzącą na cmentarz. Zatrzymał konia przed niedawno usypanymi mogiłami, podszedł do czterech nagrobków stojących obok siebie i zdjął czapkę. Długie złote włosy opadły mu na ramiona i zaskoczony bacharczi zobaczył, że nieznajomy jeździec to piękna dziewczyna.

- Posłuchaj mnie dżygicie, – zaczęła swoją opowieść nieznajoma – jeszcze niedawno mieszkałam szczęśliwie ze swoimi trzema braćmi. Jednak noc przed moim weselem napadło na nas trzech sprzedajnych nartów [3] ze swoimi sługami. Od ich szabli zginęli moi bracia i przyszły mąż. Znałam tych nartów – kilkakrotnie ubiegali się o moją rękę i za każdym razem otrzymywali odmowę. Już dawno chciałam pomścić moich braci, a do tego niezbędny mi był zaufany pomocnik. Jeździłam kolejno do wszystkich rozsławionych męstwem dżygitów, jednak nie spotkałam godnego sobie. Na moje wołanie jedni wychodzili bez broni, inni bez koszuli, jeszcze inni tylko w bieliźnie. Zrozumiałam, że w całym mieście nie został ani jeden prawdziwy dżygit. W złości zabiłam wszystkich tych młodzieńców, których męstwo było tylko pozorne. W końcu przyszła twoja kolej. A ty wyszedłeś na moje wołanie godnie w pełnym rynsztunku. Nie wiem czyja to zasługa – twoja, czy twojej żony. W ostatnim zamku wartownicy śmiertelnie mnie ranili. Proszę cię więc o spełnienie mojej prośby i pochowanie mnie w jednej mogile z moimi braćmi.

- Nawet tak nie mów! – krzyknął bacharczi – Sprowadzę na pomoc najlepszych lekarzy i będziesz jeszcze długo żyć. Będę twoim bratem, a moja żona twoją siostrą.
- Nawet jeślibym nie zostałabym ranna, powinnam umrzeć. Po co żyć bez ukochanego i bliskich! – wyrzekła smutnym głosem dziewczyna i padła martwa na ziemię.

[1] Bacharaczi - bohater.

[2] Dżygit - kaukaski jeździec konny – góral, czasem wojownik lub rozbójnik.

[3] Nart - wojownik.

Tłum. A. Waszkiewicz



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej