Jak sarmaka oszukano

baśń czeczeńko-inguska


Miał pewien ojciec trzech synów. Przed śmiercią przywołał ich do siebie i przykazał im nigdy nie wybierać się w podróż po starej drodze, ale wybierać dwie inne, które prowadzą do ich kraju. Ojciec zmarł, a bracia zostali sami. Po jakimś czasie w podróż wybrał się najstarszy z braci. Pomyślał: „Sprawdzę dokąd prowadzi stara droga”. I ruszył zakazaną przez ojca ścieżką.

Gdy szedł spotkał na drodze sarmaka. Zapytał go sarmak [1]:
- Co ty tu robisz, kancie[2]? Dokąd zmierzasz?
- Chcę sprawdzić, co jest na tej drodze. Nasz ojciec przed śmiercią zakazał nam tędy chodzić i byłem ciekawy dlaczego – odpowiedział starszy syn.
- Nie uwierzyłeś swojemu ojcu i poszedłeś zakazaną przez niego drogą. Dowiesz się zaraz czemu ojciec was przed nią przestrzegał! Jeśli nie zaśpiewasz ładniej ode mnie, nie oczekuj litości, zjem cię w całości! – zagroził sarmak. – Umiesz ładnie śpiewać? – zapytał szczerząc kły.
Pokręcił kant smutno głową, a sarmak go zjadł.

Minęło trochę czasu i sprawdzić co się stało ze starszym bratem na zakazanej przez ojca drodze postanowił średni brat. Gdy wybrał się w podróż, tak jak i starszy brat spotkał sarmaka. Ten go zapytał czy umie śpiewać, a gdy młodzieniec zaprzeczył połknął go w całości.

Zaginionych braci wyruszył wreszcie szukać i najmłodszy brat. Poszedł po zakazanej drodze i napotkał sarmaka, który i jemu postawił warunek:
- Jeśli nie wygrasz ze mną w starciu na ładniej zaśpiewaną piosenkę lub ciekawszą bajkę, nie oczekuj ode mnie litości!
- Dobrze, - zgodził się najmłodszy brat - opowiem ci bajkę. - Warunkiem jednak będzie, że nie przerywamy sobie nawzajem dopóki bajka się nie skończy. Jeśli któryś z nas się wtrąci – przegra. A jeśli zwyciężę ja, zwrócisz mi braci.

Zgodził się sarmak na postawione warunki i młodszy brat zaczął opowiadać:
- W zeszłym roku na pokrytym lodem morzu pasłem stado koni. Gdy nasyciły się już zieloną trawą, chciałem je napoić. Zacząłem rąbać toporem gruby na dziewięć arszyn lód, ale nie mogłem się przez niego przebić. Podpaliłem więc trzon topora, żeby lód stajał. Palący się trzon zrobił w lodzie otwór, topór upadł do morza, a trzon został. Rozejrzałem się wokół w co by tu nabrać wody dla koni, ale nic odpowiedniego nie znalazłem. Zdjąłem więc z pleców swoją głowę, nabrałem w nią wody i napoiłem konie.
Wieczorem, gdy się ochłodziło, pognałem konie do nieba, żeby przenocowały na chmurach. Położyłem się na chmurze, ale poczułem, że na plecach nie mam głowy.
„Ojoj, gdzie to zgubiłem swoją głowę?” - pomyślałem.
Pobiegłem szybko z powrotem nad oblodzone morze i zobaczyłem, że na mojej głowie uwiła sobie gniazdo przepiórka. Złapałem przepiórkę, założyłem głowę na plecy, usiadłem na przepiórce i przyleciałem z powrotem na chmurę, do swoich koni. Gdy dotarłem na miejsce zabiłem przepiórkę, rozpaliłem ognisko, zrobiłem siedemset rożen i nadziałem na nie mięso przepiórki. Gdy mięso się podpiekło z jednego z rożen pociekł w dół tłuszcz. Zapach tego tłuszczu poczułeś ty sarmaku, i podstawiłeś swój pysk pod spływającą z rożna strużkę.

- Gdzie to ja byłem? Kiedy to było? - wskoczył z pytaniem sarmak, zapominając o umowie.
- Wach-wach-wach! – ucieszył się i aż zatoczył ze śmiechu młodszy brat. – Przegrałeś, przegrałeś! Naruszyłeś ustalone zasady, a teraz oddawaj moich braci!

W taki sposób sprytny młodszy brat uratował swoich dwóch starszych braci, którzy nie posłuchali ojca i poszli zakazaną drogą. We trzech wyruszyli do domu, a młodszy brat zbeształ braci:
- Wpadliście w łapy sarmaka, bo sami się o to prosiliście! Tak się dzieje z tymi, którzy postępują przeciw woli ojca!

Skruszeni bracia nie próbowali już więcej chodzić po zakazanej drodze. Żyli więc wszyscy trzej w zgodzie jeszcze przez długi czas i czynili tylko dobro. I ja u nich w gościach byłem, razem z nimi nichę piłem i kluskami i mięsem zajadałem.

[1] Sarmak - smok.

[2] Kant - młodzieniec.

[3] Arszyna - miara staroruska oznaczająca 0,7112 m.

Tłum. M. Lejman



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej