O pastuchu, który chciał się ożenić

baśń abchaska


Żył sobie na świecie pastuch, który był samotnym kawalerem. Miał wiele owiec i kóz. Pasł swoje stado w górach i na dolinach. Miał wszystko czego pragnął, a mimo to czuł się bardzo samotny. Chciał więc znaleźć sobie żonę, ale nie miał czasu, gdyż zbyt zajęty był stadem.

Pewnego razu odwiedził pastucha jego dobry przyjaciel.
- Powiedz mi, co ja mam zrobić? Chciałbym się ożenić, ale wciąż jestem bardzo zajęty. – zapytał pastuch przyjaciela.
- Oto co powinieneś zrobić: – odparł mu przyjaciel – pozbądź się swojego stada. Tylko nie sprzedawaj owiec za pieniądze, a przekazuj bezpłatnie tym, którzy w rozmowie z tobą wspomną o Bogu.
- Tak zrobię – zdecydował pastuch.

Następnego dnia pastuch wyprawił się ze swoim bydłem na pastwisko. Gdy szedł przez las, podjechał do niego jeździec na koniu.
- Mszyzbija [1]! Niech rozmnaża się twoje stado – tradycyjnie przywitał się z pastuchem.
- Mszyzbija! – odpowiedział mu pastuch.
- Potrzebuję dobrego kozła na mięso. Nie ma w twoim stadzie takiego? A może wiesz u kogo mogę go kupić? – zapytał jeździec.
- A jakże, mam kozły na sprzedaż! – odparł pastuch.
- Z nieba mi spadłeś! Ile za niego mam zapłacić?
- Za pieniądze nie sprzedaję – odrzekł pastuch.
- A co w zamian chcesz za kozła? Jak mam ci za niego zapłacić? – dopytywał się jeździec.

Pastuch ceny nie podawał, a jeździec dopytywał się o nią w zaparte:
- Ile kosztuje kozioł? Jeśli jest na sprzedaż, to podaj cenę.
Dzień zdążył się już skończyć, a jeździec wciąż nie poznał ceny. W końcu nie wytrzymał i mówi do pastucha:
- Słuchaj, powiedz mi na Boga prawdę: sprzedasz mi swojego kozła, czy nie?
- W takim razie wybieraj sobie takiego kozła jakiego tylko chcesz! – krzyknął pastuch – Ale pieniędzy od ciebie nie chcę.

Uradowany jeździec wziął zwierzę i wrócił w swoje rodzinne strony. W domu opowiedział jak dostał swojego kozła. I ludzie zaczęli jeździć do pastucha po bydło. A on wszystkim mówił, że ma dobre kozły na sprzedaż, ale ceny tak jak wcześniej nie podawał. Na koniec już prawie zrezygnowani kupcy prosili pastucha: „Na Boga, podaj cenę!”. I jak tylko wypowiadali imię Bogu, otrzymywali upragnione zwierzę za darmo. Tak pastuch rozdał całe swoje bydło i był bardzo zadowolony z tego, że pozbył się zajęcia, które przeszkadzało mu w poszukiwaniu żony. Zaczął zatem szykować się w drogę: spakował czerkieskę [2], beszmet [3], osiodłał konia i wyprawił się w poszukiwaniu żony.

Długo jechał i wielką odległość pokonał. W końcu dojechał do obszernego pola kukurydzianego, na którym pracował siwy mężczyzna.
- Niechaj dobrze ci się wiedzie! – przywitał się pastuch z pracującym mężczyzną.
- Dobrze cię widzieć! Witaj!- odpowiedział tamten.

Pastuch zszedł z konia i rozpoczął rozmowę z siwym człowiekiem:
- Jestem samotny. Szukam żony. Jest tutaj w okolicach dobra dziewczyna do żeniaczki?
- Oj, mój drogi, w tej sprawie tobie może pomóc mój starszy brat – odrzekł mu człowiek. – On pracuje na tamtym końcu pola. – starzec wskazał kierunek i dodał – Zapytaj jego, ja nie wiem.

Pastuch zrobił tak jak mu poradził siwy człowiek i pojechał do jego brata. Widząc go, spostrzegł, że człowiek ten ma z jednej strony włosy i brodę czarne, a z drugiej strony – siwe.
- Niechaj dobrze ci się wiedzie! – przywitał się z nim pastuch.
- Dobrze cię widzieć! Witaj! – odpowiedział w połowie siwy człowiek – Skąd przybywasz i w jakiej sprawie?
- Jadę z daleka. A sprawę mam taką: chcę się ożenić. Czy nie ma w okolicy odpowiedniej
dziewczyny do żeniaczki? – zapytał pastuch.
- O, mój drogi, w tej sprawie może ci pomóc mój starszy brat. Jest tam, pracuje w polu, ja nie mogę ci niestety pomóc – odrzekł mu w połowie siwy człowiek.

Pojechał pastuch we wskazanym kierunku i zobaczył przed sobą młodego człowieka, na głowie którego nie było żadnego siwego włosa. Zdziwił się pastuch i pomyślał sobie: „A co to za cuda? Najmłodszy brat cały siwy, średni – w połowie siwy, a najstarszy wygląda jakby był najmłodszy”.

- Niechaj twój trud zostanie wynagrodzony! – przywitał się z nim pastuch.
- Dobrze cię widzieć! Witaj!- odpowiedział tamten – W jakiej sprawie przybywasz?
- A w takiej to sprawie: szukam sobie żony.
- Oj, gdybyś przyjechał trochę wcześniej, to wziąłbyś sobie za żonę dobrą dziewczynę. A dzisiaj ona już wychodzi za mąż. Ma siedmioro braci. Z okazji ślubu siostry przygotowują ogromne przyjęcie – powiedział mu człowiek. Potem dodał:
- Ale jeszcze nie jest za późno. Zrób tak: jedź na ślub i zrób tam awanturę. Krzyknij: „Któż to ośmielił się wziąć sobie za żonę moją narzeczoną?” Na początku zaśmieją się z ciebie, ale potem zapytają o co chodzi, dlaczego ona jest twoja. Wówczas zaproponuj, by przyniesiono dwie gałązki jabłoni i powiedz panu młodemu: „Weź jedną z tych gałązek i wetknij ją w ziemię z jednej strony zasłony, za którą bawią się goście weselni, a ja wetknę ją z drugiej strony. Jeśli do jutrzejszego poranka na twojej gałązce pojawią się jabłka, to dziewczyna jest twoja, a jeśli na mojej – to dziewczyna jest moja”.
- Dziękuję za dobrą radę – odrzekł mu pastuch. Tylko powiedz mi jeszcze jedno: dlaczego najmłodszy z twoich braci ma siwe włosy, średni jest w połowie siwy, a ty wyglądasz zupełnie jak młodzieniec?
- Na to pytanie odpowiem ci innym razem, a teraz pośpiesz się – jedź tam, dokąd powiedziałem i zrób tak jak ci poradziłem. Gdy wrócisz odpowiem na twoje pytanie.

Po krótkim czasie wjechał pastuch na podwórze, gdzie weselili się goście i zrobił awanturę krzycząc:
- Kto ośmielił się wziąć za żonę moją narzeczoną?
Goście zaczęli się z niego śmiać i popychać go.
- Skąd tu przyjechałeś? – pytali – Jak ona może być twoją narzeczoną? Bracia wydają ją za mąż i wyprawili jej wesele.
- Nie, ona jest moja – upierał się pastuch. – Ona jest mi przez los przeznaczona.

Zobaczyli ludzie, że sprawa jest poważna. Przyprowadzili pana młodego, który oburzył się, że ktoś rości sobie prawo do jego żony. Pastuch już się szykował do bójki:
- Ona jest moja! – krzyczał – Ukradłeś mi ją!
Ludzie z trudem ich rozdzielili. Przyszli starcy, by zapytać co się dzieje.

- Jeśli nie wierzycie, że ona jest moja, – powiedział pastuch – to sprawdźcie to. Przynieście dwie gałązki jabłoni. Niechaj jedną z nich wybierze pan młody i wetknie ją w ziemię po jednej strony zasłony, a drugą ja wetknę po drugiej stronie zasłony. Na czyjej gałązce rano pojawią się owoce, tego też będzie dziewczyna.

Starcy naradzili się między sobą, po czym wyrazili zgodę.
Przynieśli dwie gałązki jabłoni, jedną z nich pan młody wetknął w ziemi po jednej stronie zasłony, a pastuch po drugiej. Całą noc goście siedzieli przy weselnym stole, a rano zobaczyli, że gałązka pana młodego uschła, a na gałązce pastucha wyrosły piękne jabłka.
- Dziewczyna należy do pastucha – oznajmili starcy. Bracia dziewczyny zgodzili się z nimi i pan młody został sam. Bo cóż mógł zrobić?
- Jeśli tak musi być, to bierz dziewczynę, jest twoja – oświadczył pan młody.
- A jakże ja tak od razu ją zabiorę? – odparł pastuch – Trzeba przestrzegać obyczajów.

Pastuch wyznaczył termin, kiedy przyjedzie po niewiastę i odjechał. Wracając, udał się do starszego brata, który pracował na polu i opowiedział mu jak zdobył narzeczoną.
- A teraz wyjaśnij mi, dlaczego młodsi twoi bracia wyglądają na starszych od ciebie? – poprosił go.
- Nasz najmłodszy brat osiwiał przez swoją żonę. Ona ma nieznośny charakter – odparł człowiek. – I jej rodzina jest okrutna. Biedny brat cierpi i przez to wcześnie posiwiał. Średni brat jest w połowie siwy, dlatego, że jego żona jest zła, ale jej rodzina jest dobra. A mi los dał dobrą żonę i jej rodzina też jest taka. Żyjemy z nią w przyjaźni i zgodzie. To dlatego nie posiwiałem, jak moi bracia.
- A jak mam poznać, czy moja narzeczona będzie dobrą żoną? – zmartwił się pastuch słuchając tej opowieści.
- Poznasz to w ten sposób: – odparł mu człowiek – w wyznaczonym terminie, kiedy wyślesz drużby po dziewczynę, przynieś na brzeg rzeki wielką kłodę, połóż obok worek ze skóry napełniony piaskiem i postaw dzban z dziurawym dnem. Przyprowadź dwa byki i zaprzęgnij je do dwóch końców kłody tak, by ciągnęły je w dwie przeciwne strony. Jak tylko byś ich nie poganiał, to kłoda nie ruszy się z miejsca. Zostaw ich, weź kijek i uderzaj w worek, a następnie podnieś dziurawy dzban, biegnij do rzeki, napełnij go wodą, po czym postaw na brzegu. Powtarzaj te czynności na przemian. Jeśli twoja narzeczona zrozumie co one oznaczają, to będzie dobrą żoną.

Podziękował pastuch człowiekowi za dobrą radę i wyruszył do domu. W wyznaczonym dniu zebrał swoje drużby i wysłał ich konno po dziewczynę. Sam udał się nad rzekę z kłodą, workiem z piaskiem, dziurawym dzbankiem, kijkiem oraz bykami. Zaprzęgną je tak, jak radził mu człowiek z pola kukurydzy i poganiał je. Ale byki nie ruszyły kłody ani trochę. Następnie pastuch kijkiem uderzał o worek z piaskiem, następnie nosił w dziurawym dzbanie wodę z rzeki na brzeg, która po drodze mu wyciekała. Ludzie okrążyli pastucha, dziwiąc się: „Pastuch chyba oszalał!” Śmiali się z niego, a on wiedząc co robi, starał się jak tylko potrafił wykonywać podjęte czynności. A rodzina pana młodego naradziła się i stwierdziła: „Po co za szaleńca wydawać dobrą dziewczynę, po co jej życie niszczyć?”.

Wyprawili więc do dziewczyny posłańców z wiadomością, że ślub się nie odbędzie, bo pastuch oszalał. Zmartwiła się cała rodzina dziewczyny i goście. Nie wiedzieli co robić. Usłyszała to dziewczyna i postanowiła dowiedzieć się, co się tak naprawdę dzieje z jej narzeczonym. Gdy usłyszała od posłańców czym zajmuje się pastuch, wybiegła z domu i pomknęła na koniu do pastucha.
Gdy dotarła nad rzekę powiedziała:
- Wybaczcie mi, że pytam wprost, ale powiedzcie mi jaki z niego szaleniec? Przywiązał go ktoś czy jest wolny?
- Nie, nikt go nie przywiązał i nikt nie każe mu wykonywać tych głupich czynności.
- Przepuśćcie mnie. – poprosiła zebrany nad rzeką tłum – Chcę na niego popatrzeć.

Zaczęli ją ludzie namawiać:
- Po co masz patrzeć na szaleńca? Tylko się zdenerwujesz.
Ale dziewczyna upierała się przy swoim. Gdy podeszła, pastuch jeszcze bardziej wytężał się przy wykonywanych czynnościach, aż się spocił.
- Zatrzymaj się na chwilę i wysłuchaj mnie – zwróciła się do niego dziewczyna. Ten spojrzał na nią, a wszyscy czekali co powie – Wyjaśnię znaczenie twoich czynności: zaprzągłeś byki w różne strony i zmusiłeś je do bezowocnego trudu, by pokazać, że jeśli mąż i żona nie będą żyli w zgodzie i przyjaźni, a jak te byki z kłodą ciągnęli każde w swoją stronę, to nie będą mieć dobrego życia i będą się tylko męczyć.
- Dobrze to zrozumiałaś – odparł zadowolony pastuch.
- Napełniłeś worek z piaskiem i uderzałeś w niego, by pokazać, że żony nie można wychowywać używając przemocy – tłumaczyła dziewczyna.
- Także i tę czynność prawidłowo zrozumiałaś – odrzekł pastuch.
- A twój dziurawy dzban przypomina człowieka, który puszcza mimo uszu to, co mówią mu mądrzy ludzie.
- Dobrze mówisz! – ucieszył się pastuch! – A teraz możemy wyprawić wesele.

Zostawił byki, worek z piaskiem i zabrał dziewczynę na wesele. Cały tłum udał się z nimi na przyjęcie z pieśnią na ustach, strzelając w niebo z broni. Przyjaciele i rodzina byli szczęśliwi, że wszystko dobrze się ułożyło. W domu rozpoczęto huczne wesele, jedli, pili i radowali się wszyscy.

A ja tam na weselu byłem wczoraj i się bawiłem. Przyjaciele pana młodego chcieli się ze mną napić, ale ja przyjechałem do was, żeby opowiedzieć o tym, jak pastuch się żenił. I teraz od wypicia mnie głowa nie boli, a jak Bóg pozwoli, to i was nie będzie bolała.

[1] W języku abchaskim słowo to znaczy dzień dobry.

[2] Czerkieska – długi płaszcz bez kołnierza, tradycyjny dla ludności czerkieskiej, noszony też przez inne narody.

[3] Beszmet – przylegająca do ciała koszula do kolan, popularna u narodów Azji Centralnej i Kaukazu.

Tłum. A. Kowalczuk



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej