Pejma-chanum

baśń dagestańska


W dalekim aule żył starosta o imieniu Tokaj, który pysznił się swoją niesłychaną mądrością. Pewnego razu wezwał do siebie mieszkańców swojego aułu i powiedział:

- Ludzie! Chociaż wszyscy jesteście głupcami, postanowiłem jednak wyznaczyć wam zadanie i sprawdzić wasz spryt. Zedrzyjcie skórę ze skały na brzegu rzeki. Macie na to trzy dni. Jeśli nie wykonacie polecenia – sam zedrę z was skórę.

Zebrał się rankiem naród nad rzeką. Siedzą wszyscy zatroskani i myślą, gdzie skała może mieć skórę? W tym czasie nad rzekę przyszła z dzbanem piękna dziewczyna, córka leśniczego o imieniu Pejma-chanum.
- Dlaczego jesteście tacy zatroskani? - spytała.

Podzielili się z nią ludzie swoją biedą.
– Jak widać szuka starosta sposobu, by się nas pozbyć - powiedzieli.
- Tylko takie zadanie wam dał?- spytała. - Nie smućcie się! Idźcie i powiedzcie mu tak: „Gdzie to widziano, by zdzierać skórę z żywego zwierzęcia? Ty najpierw zabij skałę, a my potem zdejmiemy z niego skórę.”

Starosta, niecierpliwie czekając na wykonanie zadania, poszedł sam nad rzekę i krzyknął:
- Ej, gdzie macie skórę wy nieroby?
- Zlituj się Tokaju - odpowiedzieli mu. - Kto zdziera skórę z żywego zwierzęcia? Ty najpierw zabij skałę, a my już w ściągniemy z niej skórę.
Zrozumiał Tokaj, że wyszedł na głupca.
– Powiedzcie mi, kto nauczył was takiej odpowiedzi? - zapytał.
- Sami ją wymyśliliśmy!
- Nieprawda! - krzyknął Tokaj. – Kłamiecie! Kto was tego nauczył?
- Córka leśniczego, Pejma-chanum - odpowiedzieli mu wreszcie.

Tokaj nakazał przynieść trzy deski do młócki.
- Pójdziecie teraz do Pejma-chanum i przekażecie jej mój rozkaz. Niechaj oczyści te owcze skóry, wykroi i uszyje mi kożuch.

Zrobili ludzie jak im starosta przykazał. Poszli do domu leśniczego. A Pejma-chanum zobaczywszy deski zapytała:
- Coście mi tu przynieśli, dobrzy ludzie?
Wstyd im było przekazać głupi rozkaz Tokaja. Oglądali się po sobie i w końcu powiedzieli:
-Tokaj przekazuje ci te oto owcze skóry. Nakazuje ci je oczyścić, wykroić i uszyć z nich dla niego kożuch.
Zaśmiała się Pejma-chanum.
- Dobrze, zanieście, proszę, owcze skóry do mojego spichlerza. Mam nadzieję, że nie odmówicie tymczasem małego poczęstunku - odpowiedziała.
W czasie, gdy posłańcy się posilali wzięła Pejma-chanum worek, nasypała do niego kamieni z rzeki i mocno zawiązała.
- Proszę, macie tu kokony jedwabiu. Niech Tokaj utka z nich mocną nić, bo kożuch już wykroiłam i nie mam go czym zszyć - przekazała im swoją odpowiedź na zadanie starosty.
Znów wyszedł Tokaj na głupca.

Niedługo potem poszła Pejma-chunum ze swym ojcem do lasu w poszukiwaniu drzewa. Poprosił ją ojciec o zrąbanie suchego dębu przy drodze, a sam poszedł polować. W tym czasie przejeżdżał przez las Tokaj ze swoim sługą i parą lichych koni. Zobaczył piękną dziewczynę robiącą suchy dąb i nakazał słudze zatrzymać się.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Jestem córką leśniczego, nazywam się Pejma-chanum – odpowiedziała.
- W końcu mogę cię poznać! - ucieszył się Tokaj. - No, no, jeżeli rzeczywiście jesteś taka mądra, powiedz mi, ile razy uderzyłaś siekierą w drzewo i ile z niego poleciało wiórów.
- Jestem tylko prostą dziewczyną – skromnie odpowiedziała Pejma-chanum. - Mogę tego nie wiedzieć. Ale ty starosto - mądrzejszego od ciebie ponoć nie ma w okolicy. Powiedz mi zatem ile kroków zrobiły twoje konie, odkąd wyjechałeś z domu i ile razy obróciły się koła twojego powozu?
- Ruszaj! - krzyknął Tokaj do woźnicy. -Nie będziemy tracić czasu na puste rozmowy.

Tak i po raz trzeci Tokaj okazał się głupcem. A mądra Pejma-chanum uśmiechnęła się pod nosem na widok odjeżdżającego zarozumialca.

Tłum. P. Pacewicz



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej