Przyjaciele pastucha

baśń dagestańska


Było nie było – żył w dalekiej krainie stary pastuch, który wraz ze swoim synem pilnował miejskiego stada. Pewnego razu, gdy młody pastuch wypasał stado krów na łące przy brzegu morza, zobaczył ogromną rybę leżącą na piasku. Poprosił przechodzącego nieopodal człowieka, by ten przekazał jego ojcu prośbę, jak najszybciej przybyć z pomocą, gdyż sam nie był w stanie unieść tak wielkiej ryby. Sam zaś ruszył w jej stronę z kindżałem.

Ryba widząc go zamachała ogonem i odezwała się ludzkim głosem błagając o litość.
- Nie zabijaj mnie chłopcze! Proszę, wrzuć mnie do morza. Nie zapomnę ci tego i gdy tylko będziesz w potrzebie, przyjdę z pomocą.
- Jak mam cię odnaleźć, gdy będę potrzebować twojej pomocy? – zapytał chłopiec.
- Weź moją płetwę. Kiedy będę ci potrzebna, przyjdziesz na brzeg morza i wrzucisz płetwę do ognia. Zanim płetwa zdąży się spalić, ja przybędę z pomocą.

Młody pastuch zlitował się nad rybą i zgodził się na umowę. Zabrał rybią płetwę, a same zwierzę wypuścił do morza.
- Gdzie ta ogromna ryba, mój synu? – z daleka słychać już było głos ojca, który zbliżał się by pomóc synowi, jak prosił.
- Ojcze, ryba prosiła, aby okazać jej litość. Chciała wrócić do morza, więc jej pomogłem – odpowiedział chłopiec.

Ojciec zganił syna. Zły, chciał go uderzyć, ale chłopcu udało się uciec do lasu. Błąkał się młody pastuch po lesie, błąkał, aż usłyszał z oddali żałosne jęki. Poszedł w ich kierunku i zobaczył jelenia z rogami zaplątanymi w gałęzie drzew. Gdy sięgnął po kindżał, jeleń przemówił ludzkim głosem.
- Nie zabijaj mnie, chłopcze! Pomóż mi wyplątać się z gałęzi. Weź kłak mojej sierści i gdy będziesz w potrzebie wrzucić go do ognia. Ja zjawię się w okamgnieniu, by służyć ci pomocą.

Chłopcu zrobiło się żal jelenia. Wyrwał kłak jego sierści, pomógł wyplątać się mu z gałęzi i pozwolił mu odejść. Długo błąkał się młody pastuch po lesie, aż w końcu dotarł na polanę. Patrzy – po polanie biegnie lis, uciekając przed stadem chartów. Zdyszany i wystraszony, lis przylgnął do nóg młodzieńca.
- Nie zabijaj mnie dobry człowieku! – zapłakał lis. – Wybaw mnie od chartów, wyrwij włos z mojego ogona i pozwól mi odejść. Gdy będziesz w potrzebie, spal mój włos, a ja przybiegnę służyć ci pomocą.

Ulitował się pastuch, przegnał charty i pozwolił lisowi odejść, wyrywając włos z jego ogona. Sam zaś podążył dalej przed siebie. Daleko szedł czy też nie, doszedł w końcu do bram dużego miasta.
- Dobra kobieto, czy mogłabyś mnie ugościć? - pytał, wchodząc do biednej chaty nieopodal bramy miejskiej.
- Dlaczego by nie? - odpowiedziała staruszka. Posadziła pastucha za stołem, nakarmiła i napoiła.

Gdy się nasycił wybrał się młodzieniec obejrzeć miasto. A było ono bardzo bogate, pełne pięknych budynków, wśród których najpiękniejszy i najbogatszy był pałac chana. Po powrocie ze spaceru pastuch zapytał staruszki, kto mieszka w pałacu.
- Oj, lepiej nie pytaj, synku - westchnęła staruszka. - Nasz chan ma jedną jedyną córkę. Jej sława rozniosła się daleko po odległych krajach. Ale córka chana, choć jest piękna i mądra, bezgranicznie jest jednak dumna i okrutna. Wielu sławnych i odważnych młodzieńców starało się o jej rękę. Każdemu kandydatowi daje zadanie by się ukrył i obiecuje, że poślubi tylko tego, którego nie będzie w stanie odnaleźć.
- Ja tchórzem nie jestem! Może pójdę popatrzeć na córkę chana! - powiedział chłopiec.
- Nie idź, synku, nie idź - zaczęła przekonywać go staruszka. - Nie dosłuchałeś jeszcze do końca opowieści. Otóż nie znalazł się jeszcze taki śmiałek, któremu udałoby się przed nią schować. Pod wodą się skrywali czy pod ziemią – wszędzie ich odnajdywała, a potem wydawała rozkaz by ściąć im głowę.
- Nie smuć się, dobra kobieto - powiedział pastuch. – Ja jestem tylko zwykłym pastuchem. Ożenię się z nią, czy nie - nie wiadomo, ale może uda mi się ja przechytrzyć.

Podjąwszy postanowienie poszedł młodzieniec pod pałac i krzyknął:
- Wielki chanie! Chcę spróbować swoich sił i zmierzyć się z zadaniem twojej córki!
- Córko moja, odpowiedz proszę temu głupcowi – przykazał chan.
Córka chana krzyknęła z wysokiej wieży:
- Schowaj się więc tak, żebym nie mogła cię odnaleźć. Jeśli cię nie znajdę - jestem twoja. Wiedz jednak, że jeśli odkryję twoją kryjówkę każę odrąbać ci głowę.
- Ile razy pozwolisz mi się schować? - zapytał pastuch.
- Trzy!
- Dobrze, w takim razie szukaj! - powiedział młodzieniec.

Popędził na brzeg morza i spalił rybią płetwę. Wypłynęła z głębin morskich ryba:
- Jak mogę ci pomóc, chłopcze? Mów, jaki masz kłopot.
Pastuch poprosił rybę by pomogła mu ukryć się możliwie jak najgłębiej. Otworzyła ryba paszczę i połknęła pastucha, a potem zanurkowała na samo dno morza i zakopała brzuch w piasku.

Patrzyła córka chana z wysokiej wieży w dół, rozglądała się na wszystkie cztery strony świata, ale nigdzie nie mogła odnaleźć młodego pastucha. I nie znalazłaby go, gdyby ryba w której paszczy schował się chłopiec nie otworzyła paszczy, spoglądając na przepływający na powierzchni morza statek.
- Widzę, widzę! – krzyknęła córka chana, klaszcząc w dłonie. -Wychodź, nie schowasz się przede mną nawet na dnie morskim!

Wyszedł pastuch i stanął przed nią.
- Chowaj się po raz drugi! – nakazała.
Poszedł młodzieniec w gęstwinę i spalił kłak jeleniej sierści. Zaszumiały zatrzeszczały gałęzie, przybiegł jeleń i mówi:
- Mów, jaki masz kłopot?
Poprosił chłopiec, by jeleń pomógł mu ukryć się jak najdalej. Posadził go jeleń na grzbiet, zarzucił głowę, nakazał trzymać się mocno za rogi i popędził szybko jak wiatr. Przelecieli nad siedmioma wzgórzami, minęli siedem dolin. Schował jeleń chłopca w głębokiej jaskini zakrywając wejście swoim ciałem.

Patrzyła córka chana w górę, patrzyła i w dół, rozglądała się na wszystkie cztery strony świata ze swojej wysokiej wieży. Nie znalazłaby młodego pastucha, gdyby jeleń niespodziewanie nie skoczył na nogi, żeby przegnać latającą nad nim muchę.
- Widzę, widzę cię! Wychodź z jaskini! – zakrzyczała córka chana, klaszcząc w dłonie z radości. - Uważaj, trzeci raz musisz schować się naprawdę dobrze, inaczej każe ściąć ci głowę.

Poszedł młodzieniec na szeroką równinę i spalił włos z lisiego ogona. Lis, pojawił się przed nim, jakby dosłownie wyrósł spod ziemi.
- W czym mogę ci pomóc dobry człowieku? Jakie masz zmartwienie? - spytał.
- Odkryj przede mną wszystkie swoje lisie sztuczki i ukryj mnie tak, żeby nikt nie był w stanie mnie znaleźć - odpowiedział pastuch.

Zmienił się lis w kupca z rudą brodą i zwojem kolorowego safianu[1] pod pachą, a młodzieńca zamienił w pchłę i poradził schować się w materiale.
- Będę przechadzać się ze swoim towarem przed wieżą pałacu chana - powiedział lis młodzieńcowi. – Córka chana - strojnisia, zechce zobaczyć safian i zawoła mnie na górę. Ty wówczas przeskoczysz na brzeg jej sukni. I niech zetną mi moja rudą brodę, jeżeli cię tam zauważy.

W tym czasie córka chana stała na swojej wysokiej wieży, rozglądając się na wszystkie cztery strony świata, jednak nigdzie nie mogła znaleźć pastucha. Wtem zobaczyła kupca przechadzającego się nieopodal.
- Kto kupi wspaniały safian, kto kupi czerwony safian?- krzyczał kupiec.
- Przynieś mi tutaj swój safian – nakazała córa chana.

Kupiec wspiął się na wieżę i rozłożył przed dziewczyną piękny materiał. Oglądanie safianu tak pochłonęło córkę chana, że nie zauważyła, jak pchła przeskoczyła na brzeg jej sukni.
- I co, córko moja, widzisz tego człowieka? - spytał zniecierpliwiony chan.
- Nie ojcze, nie widzę. Nigdzie go nie widzę! - odpowiedziała dziewczyna.
- Rozglądaj się uważnie, moja córko!

Mimo starań córka chana i tak nie była w stanie zobaczyć pastucha.
- Straciłam nadzieję, że go odnajdę! - powiedziała ze smutkiem.
Tylko zdążyła wypowiedzieć te słowa, gdy młodzieniec powrócił do swego poprzedniego wyglądu.

Mieszkańcy miasta uradowali się ogromnie, że młody pastuch zdołał przechytrzyć przebiegłą córkę chana. Wystrzelono na wiwat z armat, zabito w bębny, zagrano na surmie[2], zaśpiewano i przygotowano wspaniałą ucztę weselną, na której córka chana wyszła poślubiona została sprytnemu młodzieńcowi.

Ja na tej uczcie byłem, tańczyłem do upadłego, a potem zostawiłem rozweselonych i śpiewających gości, sam zaś pobiegłem do małych dzieci, by opowiedzieć im tą historię!

[1] Safian – barwiona, cienka, miękka koźla lub barania skóra, używana m.in. do oprawiania książek, w produkcji obuwia lub obić mebli.

[2] Surma instrument muzyczny z grupy instrumentów dętych drewnianych, pochodzący prawdopodobnie z Indii lub z Persji, gdzie używany był podczas procesji, ceremonii, wesel i świąt.

Tłum. P. Pacewicz



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej