Czarodziejska róża

baśń ormiańska


Dawno temu żył sobie pewien car. Przy dworze car miał różany ogród, a w tym ogrodzie krzak z czarodziejską różą. Jednak jak by się car nie starał, jak by carscy ogrodnicy róży nie strzegli, w żaden sposób nie mogli róży uchować. Gdy tylko zaczynała rozkwitać, atakował ją robak i niszczył. I tak z roku na rok powtarzało się to samo, a car w żaden sposób nie mógł doczekać się swojej czarodziejskiej róży.

Pewnego razu przyszedł do cara młodzieniec ogrodnik i powiedział:
- Zatrudnij mnie, a uchronię twoją różę. Jak tylko rozkwitnie, zerwę ją i ci przyniosę.
- Młodzieńcze,- powiedział car- iluż ogrodników róży już nie strzegło, a żadnemu jeszcze nie udało się jej uchować. Jak ty myślisz sobie poradzić?
- Poradzę sobie, a jeśli nie – ukarasz mnie.
- Niech tak będzie - powiedział car. - Jeśli sądzisz, że zdołasz sprostać zadaniu, spróbuj.

Nadeszła wiosna i nowy ogrodnik wziął łuk i strzałę, zakradł się pod krzak magicznej róży i nie odstępował czekając, aż zakwitnie. Pilnował ją dzień, dwa dni, trzy, tydzień. W końcu róża zaczęła kwitnąć, a ogrodnika zmorzył sen… W tym czasie wypełzł robak i zjadł różę. Gdy ogrodnik obudził się zobaczył, że róży nie ma na krzaku. Poszedł do cara i powiedział:
- Cały tydzień, dzień i noc, strzegłem krzaku z różą, a kiedy zaczynała już kwitnąć, zdrzemnąłem się. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem, że robak zdążył już zjeść różę. Daruj mi proszę tym razem - poprosił ogrodnik. - W przyszłym roku poradzę sobie z robakiem.
- Zgoda,- powiedział car,- robakowi nie ujdzie sucho to co zrobił.

Przyszedł nowy rok. Nastała wiosna i carski ogrodnik znowu poszedł pilnować krzaku z różą. Ledwie róża zaczęła kwitnąć, wypełzł robak i zbliżył się do krzaku. Ogrodnik podniósł łuk, by w niego strzelić, gdy nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się słowik, chwycił robaka i odleciał. Róża została cała. Uradował się wielce ogrodnik, zerwał różę i zaniósł ja carowi.
- Panie, - powiedział - przyniosłem ci różę. - Robak znów chciał ją pożreć, ale nagle nadleciał słowik, chwycił robaka i odleciał.
- Cóż, - powiedział car, - słowikowi nie ujdzie to na sucho.

Nadszedł kolejny rok. Wiosną ogrodnik znowu udał się strzec krzaka z różą. Siedział przy nim dzień i noc. Jak tylko róża zaczęła rozkwitać wypełzł robak i znowu nie wiadomo skąd nadleciał słowik. Chciał chwycić robaka, ale wtem zza krzaków wyskoczył smok i połknął słowika i robaka. Ponownie róża ostała się nietknięta.

- Panie,- powiedział ogrodnik - tym razem tak jak i w zeszłym roku, popełzł do krzaka z różą robak, nadleciał słowik i chciał chwycić robaka, gdy nagle zza krzaków wyskoczył smok, rzucił się na słowika i robaka i połknął oboje. Oto twoja róża- znowu cała i nienaruszona.
- Cóż, - powiedział car - smokowi też nie ujdzie to na sucho.

Nadszedł kolejny rok. Nastała wiosna i znowu ogrodnik udał się pilnować róży. Przyszedł czas jej kwitnięcia. Znowu pojawił się robak, nadleciał słowik by go chwycić, zza krzaków wyskoczył smok i połknął słowika wraz z robakiem. Ogrodnik naprężył cięciwę łuku i wypuścił strzałę w smoka, smok zachwiał się i runął na ziemię martwy. Ogrodnik zerwał różę i zaniósł carowi.

- Panie, - powiedział - znowu pojawił się robak by zjeść różę, nadleciał słowik by chwycić robaka, a smok wyskoczył zza krzaków i połknął oboje. Gdy to zobaczyłem, naciągnąłem cięciwę łuku i zabiłem smoka.
- Cóż, - powiedział car, - i tobie to nie ujdzie na sucho.
Zdziwił się ogrodnik dlaczego car cały czas tak mówi. Myślał, myślał i niczego wymyślić nie mógł. Spytać cara bał się - bo co jeśli się rozzłości? Zdecydował ogrodnik poczekać i zobaczyć co będzie dalej.

W różanym ogrodzie cara stał marmurowy basen, w którym czasami kąpali się car i caryca. Pewnego razu ogrodnik wspiął się na drzewo rosnące obok basenu, żeby obciąć uschnięte gałęzie. Nagle widzi: caryca ze swoimi służącymi podeszła do basenu by się wykąpać. Speszył się ogrodnik i bał się zejść z drzewa. „ Poczekam - pomyślał, -caryca wykąpie się, pójdzie i wtedy zejdę z drzewa”. Rozebrała się caryca i weszła do basenu. Po skończonej kąpieli zaczęła się ubierać, spojrzała do góry i dostrzegła na drzewie ogrodnika. Nie powiedziała ani słowa, poszła do pałacu i o wszystkim opowiedziała carowi:
- Poszłam kąpać się do basenu, gdy już się ubierałam dostrzegłam na drzewie ogrodnika. Widocznie, wcześniej wspiął się na drzewo, aby mnie podglądać.

Gdy car to usłyszał, wściekł się jak lew. Krzyknął:
- Kata, kata, kata!
Przyszli kaci, ukłonili się carowi:
- Panie, co rozkażesz?.
- Natychmiast, przyprowadźcie mi tu ogrodnika i odrąbcie mu głowę! - powiedział car.

Przyprowadzili kaci ogrodnika do cara. Zrozumiał biedaczyna, co go czeka i rzekł:
- Panie, pozwól powiedzieć mi kilka słów, a potem rób ze mną co chcesz.
- Zgoda, - powiedział car - mów.
- Pamiętasz, gdy zatrudniłeś mnie w pierwszym roku, przyszedłem do ciebie i opowiedziałem jak robak zjadł różę. Powiedziałeś wtedy: nie ujdzie mu to na sucho. W drugim roku również poszedłem strzec róży. Gdy rozkwitła, przyniosłem ją tobie i powiedziałem, że nadleciał słowik i chwycił robaka. Powiedziałeś wtedy: nie ujdzie mu to na sucho. W trzecim roku mojej pracy, kiedy przyszedłem do ciebie z różą i powiedziałem, że spod krzaków wyskoczył smok, który połknął słowika i robaka, powiedziałeś znowu: nie ujdzie mu to na sucho! W czwartym roku przyniosłem ci różę i powiedziałem, że zabiłem smoka. Powiedziałeś mi wtedy: i tobie nie ujdzie to na sucho! Rzeczywiście nie uszło mi to płazem i twoje słowa się spełniły. Jeśli teraz chcesz mnie ściąć za nic powiem ci: nie ujdzie ci to na sucho!

Zadumał się car słysząc mądrą odpowiedź ogrodnika i postanowił go ułaskawić.

Tłum. A. Starmach



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej