Namys

baśń karaczajewska


Dawno, dawno temu w pewnym górskim aule [1] żył starzec ze swoją rodziną: żoną, córkami, synami i synowymi. Pewnego dnia obudził się wczesnym rankiem i zobaczył, że nocą napadało dużo bialutkiego śniegu. Wyszedł z chałupy i ujrzał na śniegu ślady prowadzące w kierunku bramy.

„A któż to od nas w nocy wychodził na podwórze?” – zastanawiał się starzec i poszedł za śladami. Szedł, szedł, aż ślady zaprowadziły go na pole, gdzie urwały się przy krzewie dzikiej róży.

- Kim jesteś? – zawołał starzec, nachylając się pod krzew – Odpowiedz, czy to ty wyszedłeś z mojego domu w nocy?
- Tak, to byłem ja. Jestem szczęście – starzec usłyszał dochodzący spod krzewu róży głos. – Opuszczam cię! Ale jeśli już mnie dogoniłeś, powiedz mi, co tobie zostawić: bydło, ziemię, czy drogą odzież?
- Poczekaj tutaj, moje szczęście – odparł starzec. – Wrócę do domu i naradzę się z rodziną.

Szczęście się zgodziło, więc starzec pospieszył do domu, by opowiedzieć rodzinie co się im przytrafiło. Zaczęli wszyscy radzić. Długo myśleli, ale dobrego rozwiązania nie mogli znaleźć. W końcu starzec zapytał najmłodszą córkę, co szczęście miałoby im zostawić na odchodne.
- Proście o duchowe bogactwo, czyli namys! – odrzekła dziewczyna.
- Masz rację, moja droga! – wykrzyknął starzec z radości – Dobrze radzisz!

Zgodziła się z nim i cała rodzina. Starzec ruszył na pole, w kierunku krzewu dzikiej róży.
- Szczęście! – zawołał – Bierz ze sobą wszystko: ziemię, bydło i ubranie! Ale zostaw w naszym domu namys.
- A to mi ręce związałeś – odparło szczęście, – bo gdzie duchowe bogactwo, tam jestem i ja. Nie mogę teraz od was odejść.

I wróciło szczęście do domu starca i wraz z rodziną żyli w pokoju i radości.

[1] Auł – górska wioska.

Tłum. A. Kowalczuk



Projekt zrealizowano ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej