Na Putina w Groznym

Grozny, Gudermes, Samaszki... Grozny! - wykrzykują kierowcy marszrutek w Chasawjurcie. Regularny ruch między Dagestanem i Czeczenią powrócił w 2006 roku. Machaczkała-Grozny co godzinę, Chasawjurt-Grozny co pół, a ściślej gdy zbierze się wystarczająco chętnych aby kurs się opłacał.

Przyciemniane szyby i czarne zasłonki w marszrutce sprawiają, że przypomina ona bardziej karawan niż busik do transportu pasażerów. Wsiadamy na tylne siedzenia, żeby się za bardzo w oczy nie rzucać. Skórzana kurtka, spódnica do kostek, chustka i przede wszystkim czarne, skórzane buty na obcasie sprawiają, że i tak nikt nie zwraca na nas uwagi.

Niewielki post, leniwy milicjant zagląda przez okno. Face control. Czyżby granica Dagestanu i Czeczenii? Tylko tyle? I nikt nawet paszportów nie obejrzał? Może zwykły post jakich wiele przy wjeździe do każdego większego miasta?
Za oknami typowe kwadratowe domki z jasnego kamienia. Jakby czyściej, schludniej, znikają śmieci, towarzyszące nam licznie na drodze z Machaczkały.
Pojawiają się za to bilbordy, których nie powstydzono by się nawet w Turkmenistanie. To Ramzan ściska Putina, to Putin Ramzana, to oboje patrzą w świetlaną przyszłość. Jesteśmy w Czeczeni.

Jak wygląda dziś Grozny? Czy wierzyć polskim mediom, które pokazują ruiny czy też rosyjskim, które wolą koncentrować się na fontannach?

Na pierwszy rzut oka Grozny sprawia wrażenie niewielkiego miasta, a ściślej rzecz biorąc samego centrum - czystego i wypielęgnowanego. Fontanny, klomby z kwiatami.

Główna ulica każdego rosyjskiego (i radzieckiego) miasta od Smoleńska do Władywostoku to oczywiście ulica Lenina - nie inaczej było w Groznym, choć tu najszybciej Lenin ustąpił miejsca nowym bohaterom - wpierw Dudajewowi, potem Maschadowowi. Niewygodnych gierojów zastąpił wkrótce ugodowy Achmad Kadyrow. Chcąc nie chcąc połowę ulicy musiał w zeszłym roku odstąpić szefowi - Władmirowi Putinowi. Ulica Putina-Kadyrowa to wysadzany drzewami deptak po środku jezdni, wprawne oko dostrzeże latarnie przyozdobione islamskimi półksiężycami (zdjęcie powyżej).

Pomnik Lenina zburzono jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. I choć czasy ZSRR wielu Czeczenów wspomina z nostaligią Władimir Iłlicz nigdy nie powrócił już na piedestał. Dziś na głównym placu miasta stoi nie kto inny jak Kadyrow-ojciec. Pod całodobową ochroną. Nie żeby go nie lubiano, ale zawsze może się znaleźć jakiś niegodziwiec, który życzyłby mu aby podzielił losy radzieckiego wodza narodu. W kaukaskiej papasze, z cziotkami (muzułmański różaniec pomocny w modlitwie) w ręku dumnie spogląda z wysokiego cokołu na nowy meczet (więcej o meczecie im. Kadyrowa) i karny naród, który chcąc nie chcąc żyje (czy też udaje że żyje) według norm szariatu.

Najbardziej wyraziste z nich (choć nie najważniejsze) realizowane są pod postacią zakazu sprzedaży alkoholu (tzw. suchoj zakon) poza wybranymi godzinami i miejscami, likwidacją miejsc hazardu (np. automatów do gier) i domów publicznych (ukrywanych na Kaukazie pod nazwą "sauna"). Wymagany jest również odpowiedni ubiór. Kobiecy rzecz jasna. Płeć piękna zobowiązana jest do noszenia chustek w budynkach administracji publicznej, w szkołach. Nie sposób dojrzeć kobietę w spodniach. Póki co kar się za taki ubiór nie przewiduje, ale z szykanami ze strony i władz i zwykłych obywateli spotkać się można. Podobnie za brak chustki, którą każda nawet największa feministka przynajmniej w torebce nosi. Po co zbędne problemy. Milicji obyczajowej jeszcze nie ma, ale ta zwykła wystarczająco naprzykrza się zwykłemu obywatelowi, aby bez powodu prowokować.

Kadyrowcy czyli milicja Ramzana wciąż budzą postrach (a czasami również szacunek). W oczach mieszkańców są bezkarni. Krążą opowieści o tym, że wystarczy choćby podejrzenie o "wahabizm" i twoje mieszkanie zostanie przeszukane, a następnie wylądujesz w więzieniu (nie żeby za wahabizm, ale za nielegalne przetrzymywanie broni czy narkotyków, które zawsze się w mieszkaniu znajdą jak zajdzie potrzeba udowodnienia winy).
A z więzienia w rodzinnej wsi Kadyrowów Centroj, mało kto wraca, a jeśli już to za ciężkie pieniądze i nie bez okaleczeń.

Mimowolnie odczuwam pewne rozczarowanie. Gdzie te ruiny? Gdzie obrazy budynków-widm z centrum miasta, które jeszcze rok temu oglądałam na fotografiach? Wypielęgnowano klombiki siłą rzeczy nie przyciągają uwagi tak jak zbombardowana dzielnica.

Tymczasem ślady wojny znikają za płotami (ozdobionymi wspomnianymi wyżej plakatami), można je też znaleźć wszędzie poza centrum. Tam życie nie wygląda tak różowo ja na Putina. Ludzie ledwie wiążą koniec z końcem, zamieszkują ruiny, piwnice, lepianki. Wiele zburzonych posiadłości ma nierozwiązane kwestia własności (Załóżmy się, że jesteś mój! - głosi napis na murze na zdjęciu). Wielu Czeczenów i tak nie stać na odbudowę domów, żyją w nadziei na otrzymanie kompensacji. Niektórzy już po kilka lat - na jednym z kilku osiedli baraków (zdjęcie poniżej), do których wrócili z Inguszetii zachęceni (nieraz siłą) przez władze obu republik.

Miejscami Grozny przypomina Berlin wschodni lat 90-tych - dźwigi, błyskawicznie powstające budowle. Niektóre z nich remontu będą potrzebować pewnie za kilka lat.

A jednak mówienie o odremontowaniu tylko ścian frontowych to spora przesada. Faktycznie główną ulicę remontowano w pośpiechu i wiele budynków wymaga remontu generalnego, w niektórych nikt nie mieszka bo grożą zwaleniem. Również wiele nowych budynków użytkowych wykonanych jest tandetnie.
W podobnym "stylu" buduje się jednak również w sąsiednim Dagestanie i nikogo to tam specjalnie nie dziwi.

Do jakości domów na ulicy Putina można się przyczepić, trudno jednak udowadniać, że liczne nowe domy po drodze do Groznego to również prowizorka. Ciągną się po horyzont i na makietę nie wyglądają. Odbudowa Czeczeni jest faktem, choć rząd, wbrew propagandzie sukcesu, tylko w niewielkim stopniu jest jest autorem. Ludzie liczą tu głównie na siebie i swoje rodziny. To wypalił biznes w Moskwie czy Emiratach, to bogaty i wypływowy krewny wspomógł plikiem dolarów lub znajomościami.

Lepsze lub gorsze - jak grzyby po deszczu powstają w Groznym nowe budynki mieszkalne - i choć przeciętnego obywatela Czeczeni nigdy nie będzie stać na mieszkanie w jednym z tych apartamentowców, to pocieszyć go może tylko fakt, że jeśli inwestują tu moskiewskie kolosy budowlane to wojna w najbliższej przyszłości republice raczej nie grozi.

Gdzieżby rosyjski patriota - Ramzan pozwolił do niej dopuścić. Napis na poniższym plakacie: "Patriotyczny klub Ramzan. Jedyne świadectwo patriotyzmu to czyn. Ramzan Kadyrow".

A przecież czyn widać gołym okiem...

Iwona Kaliszewska



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!