1. Czeczenia integralną częścią FR

Kluczowym i niezmiennym elementem polityki rosyjskiej wobec Czeczenii jest założenie, iż jest ona integralną częścią Federacji Rosyjskiej, a kwestia jej ewentualnej niepodległości nie może być podnoszona ani w samej Rosji, ani za granicą. Choć żadne państwo ani organizacja międzynarodowa nie kwestionuje stanowiska władz rosyjskich w tej sprawie, w samej Rosji pojawiają się głosy wzywające do zastanowienia się nad tym aksjomatem. Podnoszący powyższy problem rosyjscy politolodzy, dziennikarze i obrońcy praw człowieka (np. Emil Pain, Leonid Radzichowski, Dmitrij Furman, Waleria Nowodworska) podkreślają zwłaszcza bezcelowość utrzymywania Czeczenii w granicach FR wbrew woli samych Czeczenów i bez względu na realia panujące w republice . Te nieliczne głosy zwracają przede wszystkim uwagę na cenę, jaką Rosja i Rosjanie muszą płacić za podporządkowanie Czeczenii: tysiące zabitych i rannych żołnierzy, zagrożenie terroryzmem, postępująca degeneracja struktur siłowych uczestniczących w wojnie, wydawanie ogromnych funduszy z budżetu federalnego na prowadzenie wojny i odbudowę Czeczenii itd. Podkreślają również, że choć de iure Czeczenia wchodzi w skład Rosji, de facto pozostaje ona poza rosyjskim obszarem prawnym (obowiązuje tam prawo silniejszego, szariat lub adat, zaś prawo rosyjskie jest powszechne łamane), a jej mieszkańcy są traktowani inaczej niż pozostali obywatele Federacji (Czeczeni nie są np. powoływani do armii rosyjskiej) . Szczególnie jednoznacznie wypowiada się w tej kwestii Dmitrij Furman – profesor Rosyjskiej Akademii Nauk, który od lat zajmuje się konfliktem czeczeńskim. Uważa on, że „następne pokolenie Czeczenów, wychowane na mitologii „wielkiej bohaterskiej walki z Rosjanami”, na pieśniach o „bohaterach” Dudajewie i Basajewie, z całą pewnością znów powstanie. Sami doprowadziliśmy do tego, że tożsamość Czeczenów jest dziś niepodzielnie związana z wyzwoleniem od Rosji, dlatego nie mogą oni pogodzić się z tym, że republika jest podmiotem FR. […]. Niepodległość Czeczenii, jest tylko kwestią czasu” . Podobnego zdania jest Borys Makarenko – analityk moskiewskiego Centrum Technologii Politycznych, który w jednym ze swoich artykułów określa drugą wojnę czeczeńską mianem „wojny kolonialnej” i uważa, iż wbrew woli samych Czeczenów, republiki nie można zatrzymać w składzie Federacji Rosyjskiej .

Mimo wysiłków propagandy rosyjskiej, która stara się udowodnić, że Czeczenia jest integralną częścią Rosji, a Czeczeni jej pełnoprawnymi obywatelami, w świadomości zdecydowanej większości Rosjan republika nie jest częścią państwa rosyjskiego, lecz obcym, wrogim terytorium. Co więcej, z badań opinii publicznej, przeprowadzanych przez niezależne ośrodki wynika, że część Rosjan w zamian za gwarancję bezpieczeństwa skłonnych byłoby przyznać Czeczenii niepodległość . Także dla Czeczenów – zarówno tych antyrosyjskich, jak i prorosyjskich – Rosja jest nieprzyjaznym państwem, odpowiedzialnym za deportację 1944 r. i współczesną tragedię narodu czeczeńskiego, miejscem gdzie czują się obywatelami drugiej kategorii. Przeszkodą w ponownej integracji Czeczenii jest także mur nienawiści i obcości, jaki od 1994 r. wyrósł między Rosjanami i Czeczenami. Jak stwierdził w jednym z wywiadów udzielonych Nowej Gazecie Rusłan Chasbułatow: „Po dwóch tak okrutnych wojnach [...] obcość między oboma narodami jest ogromna i wciąż się powiększa. [..] Czeczenia już nigdy nie będzie taką, jak inne podmioty Rosji. Między Czeczenią a Rosją stoi śmierć dwustu tysięcy niewinnie zabitych obywateli, zburzone miasta, dziesiątki tysięcy sierot, okaleczone dusze. Wielkie poniżenie narodu” .

2. Kwestia czeczeńska wewnętrznym problemem Rosji

Kolejnym elementem polityki rosyjskiej jest konsekwentne odrzucanie jakiejkolwiek ingerencji międzynarodowej w kwestię czeczeńską, i utrzymywanie iż sytuacja w republice jest wyłącznie wewnętrznym problemem Rosji. Zgodnie z tym założeniem, wszelkie próby ingerencji z zewnątrz w kwestię czeczeńską (czy to przez poszczególne państwa, czy organizacje międzynarodowe) uważane są za niedopuszczalne mieszanie się w wewnętrzne sprawy państwa rosyjskiego. Choć z podobnym stanowiskiem Moskwy mieliśmy już do czynienia podczas pierwszej wojny czeczeńskiej, nie było ono wówczas tak konsekwentnie realizowane: w Czeczenii istniała misja obserwacyjna OBWE, odwiedzali ją przedstawiciele wielu innych organizacji międzynarodowych, a władze rosyjskie w większym stopniu liczyły się ze zdaniem opinii międzynarodowej. Obecnie Rosjanie zezwalają jedynie na krótkie wizyty w Czeczenii przedstawicieli niektórych organizacji (np. Parlamentarnego Zgromadzenia Rady Europy), odbywają się one jednak pod ścisłą kontrolą władz (odwiedzający republikę nie mogą decydować jakie miejsca chcą odwiedzić, z kim się spotkać itd.).

Władze FR nie godzą się również na jakąkolwiek ingerencję społeczności międzynarodowej w procesy polityczne zachodzące w republice, a wysuwane przez niektórych polityków i organizacje zachodnie propozycje mediacji w konflikcie są ignorowane. Poza tym, Rosja w niewielkim tylko stopniu bierze pod uwagę krytykę, jaka płynie pod jej adresem ze strony organizacji międzynarodowych (przede wszystkim za naruszanie praw człowieka w Czeczenii przez federalne i republikańskie struktury siłowe) i stara się blokować wszelkie próby rozpatrywania kwestii czeczeńskiej na forum międzynarodowym (np. przez Komisję ds. Praw Człowieka ONZ).

3. Odrzucanie rozmów pokojowych z bojownikami

Władze rosyjskie zdecydowanie odrzucają także możliwość podjęcia rozmów pokojowych z przedstawicielami bojowników, których uważają za pozbawionych poparcia społecznego terrorystów. Mimo licznych inicjatyw wysuwanych przez separatystów (m.in. nieżyjącego już prezydenta Asłana Maschadowa, jego przedstawiciela za granicą Achmeda Zakajewa lub byłego ministra spraw zagranicznych Iczkerii Iljasa Achmadowa) oraz apeli organizacji międzynarodowych, Kreml niezmiennie utrzymuje, że jedyną formą kontaktu z przywódcami bojowników może być złożenie przez nich broni i oddanie się w ręce rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości, a jedynym przedmiotem rozmów – warunki kapitulacji.

Wyjątkiem od tej reguły była krótka rozmowa Achmeda Zakajewa z przedstawicielem prezydenta FR w południowym okręgu federalnym (POF) gen. Wiktorem Kazancewem, do której doszło 18 listopada 2001 r. (Zakajew, któremu władze rosyjskie udzieliły gwarancji bezpieczeństwa, spotkał się z Kazancewem na moskiewskim lotnisku Szeremietiewo). Mimo iż zwolennicy podjęcia rozmów z separatystami liczyli, że spotkanie to zapoczątkuje proces pokojowy w republice, nie osiągnięto podczas niego żadnego porozumienia. Nie miało ono również kontynuacji. Fiasko tamtych rozmów wynikało najprawdopobniej z założeń, jakimi kierowały się władze rosyjskie, które zorganizowały spotkanie (doszło do niego nie z inicjatywy separatystów, lecz administracji prezydenta Putina). Wydaje się, że celem rozmów Kazancewa z Zakajewem było nie tyle zapoczątkowanie procesu pokojowego w Czeczenii, co imitacja gestu dobrej woli pod adresem bojowników. Jego adresatem był Zachód, domagający się zmiany polityki rosyjskiej wobec Czeczenii i krytykujący Rosję za łamanie tam praw człowieka. Zapraszając Zakajewa do Moskwy prezydent Putin chciał zademonstrować politykom zachodnim gotowość do podjęcia rozmów i przekonać ich, że to Czeczeni odpowiedzialni są za ich zerwanie. Cel ten został w znacznym stopniu osiągnięty, ponieważ to rzeczywiście strona czeczeńska odmówiła kontynuacji rozmów z Kazancewem. Stawiając separatystów w negatywnym świetle, władze rosyjskie prezentowały jednak niepełny obraz przebiegu rozmów. Nie ujawniały bowiem warunków przedstawionych bojownikom, sprowadzających się do propozycji bezwarunkowej kapitulacji, która ze zrozumiałych względów była dla nich nie do przyjęcia .
Zarówno przed, jak i po rozmowach Zakajewa z Kazancewem kilkakrotnie dochodziło do spotkań między przedstawicielami bojowników a członkami rosyjskich władz (przede wszystkim parlamentarzystami). Przykładami podobnych kontaktów może być spotkanie przewodniczącego komitetu rosyjskiej Dumy ds. prawodawstwa Pawła Kraszeninnikowa z ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Maschadowa Kazbekiem Machaszewem, które miało miejsce w kwietniu 2000 r. w Nazraniu (według innych źródeł w Karabułaku) oraz rozmowy deputowanych do Dumy Asłambeka Asłachanowa i Jurija Szczekoczychina oraz Rusłana Chasbułatowa (spikera rosyjskiego parlamentu w latach 1991–1993) i byłego sekretarza Rady Bezpieczeństwa FR Iwana Rybkina z Achmedem Zakajewem. Odbyły się one w sierpniu 2002 r. w Lichtensteinie . Te i inne spotkania były szeroko komentowane w rosyjskiej prasie, która powołując się na „dobrze poinformowane źródła na Kremlu” spekulowała na temat możliwości rozpoczęcia rozmów pokojowych w Czeczenii . Za każdym razem dość szybko okazywało się jednak, że ani administracja prezydenta ani rząd rosyjski nie udzielały żadnych pełnomocnictw uczestnikom rozmów, które były prywatnymi incjatywami ich organizatorów.

W pierwszych latach wojny przedstawiciele rosyjskich władz od czasu do czasu ogłaszali również, że nawiązali kontakty z przedstawicielami bojowników (taką informację podał np. minister spraw zagranicznych Igor Iwanow w kwietniu 2000 r. ); także w rosyjskiej prasie periodycznie pojawiały się sensacyjne artykuły o rzekomych przygotowaniach do rozmów między władzami FR a separatystami . Ponieważ – jak się później okazywało – nie miały one pokrycia w rzeczywistości, można przypuszczać, iż wiele z nich opierało się na kontrolowanych i nie mających pokrycia w rzeczywistości przeciekach z administracji prezydenckiej. Ich adresatem mogły być rosyjskie struktury siłowe, których wpływy w państwie rosyjskim po rozpoczęciu drugiej wojny czeczeńskiej umocniły się do tego stopnia, że – jak twierdzili niektórzy rosyjscy politolodzy – Władimir Putin stał się ich zakładnikiem . Uświadamiając strukturom siłowym, że rozmowy z separatystami nie są wykluczone, administracja prezydencka mogła dawać im do zrozumienia, że podejmowanie najważniejszych decyzji dotyczących polityki czeczeńskiej należy nie do nich, lecz do prezydenta Putina. O tym, że podobne przecieki mogły mieć na celu swoiste zdyscyplinowanie „siłowików” mogą świadczyć choćby ostre, a nierzadko wręcz histeryczne reakcje przedstawicieli struktur siłowych na podobne spekulacje .

Armia federalna podejmowała również aktywne działania, mające uniemożliwić lub zdyskredytować ideę rozmów pokojowych. Gdy w rosyjskich środkach masowego przekazu pojawiały się informacje na temat możliwości podjęcia przez Kreml rozmów z separatystami, związani z wojskowymi analitycy i dziennikarze publikowali serie artykułów i wywiadów z generałami, w których udowadniali rzekomą bezcelowość tego przedsięwzięcia, a jego zwolenników nie wahali się nazywać zdrajcami. W takich sytuacjach często dochodziło również do tajemniczych ataków (tzn. takich, do których nie przyznawali się bojownicy) na kolumny lub posterunki wojsk federalnych, o których natychmiast informowali przedstawiciele armii, podając rzeczywistą liczbę ofiar po stronie rosyjskiej (czego w innych sytuacjach nigdy nie czynili). Incydenty te były następnie wykorzystywane propagandowo: świadczyły – zdaniem wojskowych – że proponującym rozmowy separatystom nie można ufać, a Maschadow nie kontroluje własnych oddziałów. Taka sytuacja miała np. miejsce w kwietniu 2000 r. Przy pośrednictwie prezydenta Inguszetii Rusłana Auszewa doszło wówczas do wspomnianych już kilku spotkań między Pawłem Kraszeninnikowem a przedstawicielami separatystów. Kilka tygodni później nastąpił niespodziewany atak bojowników na kolumnę wojsk federalnych w Inguszetii (wcześniej bojownicy operowali wyłącznie na terytorium Czeczenii), w którym zginęło 19 rosyjskich żołnierzy. Wojskowi natychmiast nagłośnili to w rosyjskich mediach, co uniemożliwiło kontynuację spotkań z reprezentantami separatystów .
Funkcjonariusze struktur siłowych nie cofali się również przed likwidacją ewentualnych pośredników w rozmowach. 18 lipca 2000 r., zaledwie kilka dni po pojawieniu się w prasie informacji o rzekomo przygotowywanych negocjacjach, zorganizowano zamach na Jusupa Sosłambekowa – przewodniczącego Konfederacji Górskich Narodów Kaukazu, który był uważany za potencjalnego pośrednika między władzami federalnymi a bojownikami. Jak sugerowały niektóre ówczesne artykuły prasowe, za zabójstwem Sosłambekowa stała „partia wojny” . W listopadzie 2001 r., gdy przygotowywano spotkanie Achmeda Zakajewa z Wiktorem Kazancewem, w tajemniczych okolicznościach zginął z kolei Rizwan Lorsanow. Był to człowiek cieszący się w Czeczenii niekwestionowanym autorytetem, pośredniczący w rozmowach między Asłanem Masachadowem i gen Lebiedziem w 1996 r. Wielu świadków temtego zdarzenia twierdziło, że za jego zabójstwem stali wojskowi . Armia odpowiedzialna była również za zaginięcie bez wieści kilku innych potencjalnych pośredników w kontaktach rosyjsko-czeczeńskich np. Rusłana Alichadżijewa – przewodniczącego parlamentu Czeczenii z 1997 r., zatrzymanego przez żołnierzy w Szali w maju 2000 r. (później Alihadżijew został prawdopodobnie zamordowany w moskiewskim więzieniu Lefortowo) .

Pojawiające się periodycznie i dementowane z wyraźnym opóźnieniem przez przedstawicieli władz federalnych informacje na temat ewentualnych rozmów pokojowych z bojownikami mogły być również ostrzeżeniami kierowanymi do prorosyjskich cywilnych władz czeczeńskich. Miało to na celu wzmocnienie ich lojalności i uświadomienie im, że całkowicie zależą od władz w Moskwie. Rozpoczęcie negocjacji z separatystami byłoby bowiem jednoznaczne z odsunięciem od władzy lub co najmniej poważnym osłabieniem pozycji prorosyjskich Czeczenów, skupionych wokół szefa cywilnej administracji Czeczenii Achmada Kadyrowa.

4. Informacyjna i fizyczna blokada Czeczenii. Propaganda sukcesu.

Jednym z filarów rosyjskiej polityki w Czeczenii jest także konsekwentne dążenie do fizycznej i informacyjnej izolacji republiki od świata zewnętrznego. Blokada fizyczna była silniejsza w pierwszym okresie wojny, obejmowała bowiem nie tylko zakaz swobodnego wjazdu na terytorium republiki dla obcokrajowców, ale również poważne ograniczenia w ruchu osobowym między Czeczenią a innymi podmiotami FR. Republika nie miała połączeń lotniczych i kolejowych z pozostałą częścią Rosji, a reżim panujący na jej granicach (posterunki wojskowe na drogach prowadzących do Czeczenii, dokładne kontrolowanie wszystkich osób i pojazdów wjeżdżających i wyjeżdżających z republiki itd.) sprawiał, że bardziej przypominały one granice państwowe niż administracyjne. Po kilku latach władze zniosły większość ograniczeń dla obywateli FR (kontrole stały się wybiórcze i nie tak dokładne, zmniejszono liczbę posterunków tzw. blokpostów, wznowiono połączenia kolejowe z Groznym i Gudermesem), wciąż obowiązuje natomiast zakaz swobobodnego wjazdu na terytorium republiki dla obcokrajowców . Federalne i republikańskie władze poważnie ograniczają również działalność organizacji międzynarodowych w Czeczenii, w tym również tych stricte humanitarnych .

Z blokadą fizyczną ściśle wiąże się blokada informacyjna, która jest stosowana przez władze znacznie bardziej konsekwentnie. Jak zauważył były doradca prezydenta Jelcyna Emil Pain „po pierwszej wojnie czeczeńskiej władze federalne doszły do wniosku, że ich głównym błędem była klęska w wojnie propagandowej” . Wówczas, za pośrednictwem względnie niezależnych mediów (w tym telewizji) Rosjanie mogli dowiedzieć się, jak rzeczywiście wygląda sytuacja w zbuntowanej republice. Dziennikarze nieustannie jeździli do Czeczenii, przeprowadzali wywiady z bojownikami, media donosiły o klęskach wojsk rosyjskich, okrucieństwach wobec ludności cywilnej, korupcji i bezradności rosyjskich wojskowych i urzędników. To właśnie ówczesna względna wolność rosyjskich mediów była jedną z głównych przyczyn zakończenia pierwszej wojny czeczeńskiej: zdając sobie sprawę z bezsensu dalszego jej prowadzenia, większość mieszkańców Rosji domagała się rozpoczęcia rozmów z Czeczenami i wycofania wojsk. Dlatego ubiegający się o reelekcję, niepopularny w społeczeństwie prezydent Jelcyn zmuszony był w końcu rozpocząć rokowania z przedstawicielami bojowników.

Dlatego na początku drugiej wojny „rosyjscy stratedzy za swoje najważniejsze zadanie w walce z czeczeńskim separatyzmem uznali odpowiednie ukształtowanie opinii publicznej – przezwyciężenie apatii społecznej w celu utrzymania Czeczenii w składzie Rosji i zapewnienia poparcia dla radykalnych, w tym siłowych metod walki z czeczeńskimi separatystami [...]” . Wybuch drugiej wojny czeczeńskiej oznaczał przekształcenie Czeczenii w strefę zamkniętą dla zagranicznych dziennikarzy. Istnieje co prawda możliwość legalnego wjazdu do republiki, jednak wyłącznie po otrzymaniu trudnego do uzyskania zezwolenia i tylko w wypadku zorganizowania wyjazdu przez władze federalne (dziennikarze, którzy zdecydowali się na taki sposób odwiedzenia republiki są najczęściej wożeni całymi grupami po wybranych miejscach i ściśle kontrolowani przez towarzyszących im przedstawicieli służb specjalnych) . Ponieważ wjazd na terytorium republiki bez wspomnianego wyżej zezwolenia grozi różnego rodzaju sankcjami (włącznie z deportacją i zakazem wjazdu na terytorium FR) tylko niewielu dziennikarzy (gł. Rosjan i Czeczenów pracujących dla zachodnich środków masowego przekazu, a także Polaków) decyduje się na podejmowanie prób nielegalnego wjazdu do Czeczenii. Wielu zachodnim dziennikarzom, szczególnie tym, którzy byli w Czeczenii podczas pierwszej wojny, władze rosyjskie odmawiają również wydawania wiz do Rosji . Z poważnymi przeszkodami spotykają się także rosyjscy dziennikarze i obrońcy praw człowieka, którzy starają się w obiektywny sposób przedstawiać sytuację w republice. Stosowanie formalnie nie istniejącej cenzury oraz naciski ze strony władz sprawiają, że tylko nieliczni dziennikarze jeżdżą do Czeczenii i mają odwagę pisania prawdy o toczącym się tam konflikcie .
Dzięki konsekwentnej blokadzie Czeczenii, a także przejęciu kontroli nad kluczowymi mediami w Rosji (przede wszystkim telewizją) władzom rosyjskim udało się w znacznym stopniu uzyskać monopol na informację z republiki. W rezultacie zdecydowana większość informacji na temat Czeczenii pojawiających się w rosyjskich agencjach prasowych i mediach (a w ślad za nimi w mediach światowych) pochodzi z oficjalnych źródeł rosyjskich. Dzięki temu do opinii publicznej nie docierają wiadomości o wielu starciach z bojownikami, stratach sił federalnych, porwaniach dla okupu itd. Co prawda niezależne od władz strony internetowe (np. gazeta.ru, grani.ru i in.) i niektóre gazety, takie jak Nowaja Gazieta czy Jeżedniewnyj Żurnał, starają się przedstawiać obiektywny obraz sytuacji w Czeczenii, docierają one jednak do znikomej części rosyjskiego społeczeństwa. Oprócz selekcji informacji władze i kontrolowane przez nie środki masowego przekazu sięgają również po celową dezinformację, manipulują faktami itd., informując np. o wirtualnych sukcesach federalnych i republikańskich struktur siłowych, dziesiątkach rzekomo zabitych i wziętych do niewoli bojownikach, likwidacji kolejnych „prawych rąk” Szamila Basajewa, ogromnej frekwencji podczas kolejnych wyborów w republice itd. Ponieważ ze względu na naciski ze strony władz alternatywne źródła informacji nie są wykorzystywane przez większość środków masowego przekazu, nikt nie może zdementować podobnych wiadomości. Co więcej, od pewnego czasu władze nie zezwalają nawet na cytowanie przedstawicieli bojowników, uważając to za propagowanie terroryzmu. W lutym 2005 r. sąd w Niżnym Nowogrodzie skazał np. dziennikarza Stanisława Dmirtijewskiego – redaktora naczelnego gazety Obrona Praw Człowieka (ros. Prawozaszczyta) – na dwa lata więzienia w zawieszeniu za przedrukowanie jednego z wystąpień byłego prezydenta Czeczenii Asłana Maschadowa, w którym ogłosił on jednostronne zawieszenie broni .

Kontrola nad środkami masowego przekazu oraz monopol na informację z Czeczenii pozwalają władzom na tworzenie medialnej iluzji stabilizacji sytuacji w republice i głoszenie propagandy sukcesu, przeznaczonej przede wszystkim na użytek wewnętrzny. Rosyjska telewizja przy pomocy odpowiednio zmontowanych programów i reportaży przekonuje widzów, iż w republice postępuje proces polityczny, sytuacja normalizuje się, trwa odbudowa gospodarcza, a Czeczenia powoli integruje się z pozostałą częścią Federacji i upodabnia do innych jej podmiotów. Większe starcia zbrojne oraz zamachy terrorystyczne, które trudno ukryć przed opinią publiczną (takie jak zamach w Biesłanie, czy rajd bojowników na Inguszetię z czerwca 2004 r.), przedstawiane są natomiast jako skutek działań wyalienowanych od własnych społeczeństw fanatyków religijnych, wspieranych przez międzynarodową sieć terrorystyczną, której celem jest doprowadzenie do rozpadu Rosji.

Elementem rosyjskiej polityki informacyjnej w Czeczenii są także działania wymierzone w strony internetowe separatystów (gł. Kavkazcenter.com): władze FR wielokrotnie i z różnym skutkiem żądały zamknięcia sajtów przez władze państw, na których serwerach były one rozmieszczone (m.in. od Litwy, Szwecji i Finlandii). Strony separatystów były również wielokrotnie atakowane przez hakerów, szczególnie podczas dramatycznych wydarzeń związanych z konfliktem czeczeńskim (np. podczas zamachu na Dubrowce) .



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!