Brat, problem nietu. O dagestańskim ”dawaniu i braniu

Kupić posadę, stanowisko? Dać córce w posagu dyplom? Załatwić siostrzeńcowi pracę? Kupić sesję czy tylko egzamin? Za ile? Czy się opłaca? To fragmenty dialogów, które można usłyszeć w machaczkalińskich marszrutkach, podczas biesiad z przyjaciółmi, na weselach, w pociągu.

Po upadku Związku Radzieckiego, rozpadzie instytucji państwowych nastąpił rozwój "instytucji mafijnych". Dagestan prawie do końca lat dziewięćdziesiątych znajdował się w dużej mierze poza kontrolą państwa - dziś sytuacja została opanowana - ale tylko częściowo.
Korupcja na Kaukazie już za czasów ZSRR była bardzo rozpowszechniona, znacznie bardziej niż w pozostałych rejonach, republikach. Przyczyn można doszukiwać się tu nie tylko w specyfice systemu politycznego ale również w miejscowej kulturze - w związkach rodowych, ważności odwzajeniania podarunków itp. Na ten proceder nie można więc patrzeć jedynie jako na pozostałość po "zepsuciu" w ZSRR.

Nielubiane władze, politycy nie kryjący się ze swoim bogactwem ani z faktem, że nie zamierzają ze stanowisk ustąpić. Dodajmy jeszcze trudności w załatwieniu czegokolwiek. (Pewną poprawę przyniosła nowa "wymiana" prezydenta, a dokładniej przewodniczącego rady Dagestanu, o którym spora część moich rozmówców wypowiada się pozytywnie). W tak funkcjonującej republice nietrudno o powszechność korupcji na każdym szczeblu - od władzy począwszy na szarych obywatelach skończywszy.

Łapówkarstwo wszelkiego rodzaju jest w Dagestanie jedną ze strategii radzenia sobie z trudnościami dnia codziennego. Bez koneksji, znajomości nie sposób załatwić paszport, meldunek, rejestrację samochodu czy mieszkania. Sytuacja stała się na tyle paradoksalna, że w urzędach, w OVIRZE, na milicji ustawiają się kolejki tych, którzy "załatwiają po znajomości".

Słownictwo obowiązujące

Jak mówi się o korpucji, łapówkach? Jak mówią zwykli ludzie, jak urzędnicy czy mundurowi? Nigdy wprost. Słowo korupcja w ogóle nie funkcjonuje w powszechnym użyciu. Podobnie jak łapówka (ros. wziatka). Inne słowa natomiast użyte w kontekście rozmów o "załatwianiu" wszelkiego rodzaju zyskują zupełnie inne znaczenie. Dla zewnętrznego obserwatora, któremu obce jest znaczenie przypisywane danemu słowu pewne sformułowania mogą wydawać się dziwne. Tak było i w moim przypadku.
Sytuacje komunikacyjne w postaci spotkań dawców i biorców są tak częste, że słowa nabrały innych znaczeń. Owe znaczenia przypisywane słowom były jednak bezbłędnie odszyfrowywane przez moich rozmówców, stanowiły rodzaj kodu, którym należy się posługiwać aby coś załatwić. Częstość pewnych sytuacji doprowadziła do tego, że analizując dosłowne znaczenie słów trudno bez znajomości miejscowych realiów, miejscowego kodu, domyślić się sensu wypowiedzi.
Weźmy przykładowo zasłyszany fragment rozmowy dwóch Laków.
Drug mój ustroił syna na rabotu w prokuratuie. Glavnovo prokurora ubili, choroshyj cheloviek był meżdy prochem, vsjo propala. Pol goda nie prorabootal...
Dla miejscowych sens powyższej wypowiedzi jest jasny – "nie zwróciło się". Kupno posady zwraca się zwykle po pół roku – taka jest nieoficjalna stawka (półroczna pensja). Oczywiste jest również, że ustroić na rabotu znaczy załatwić, a zwykle kupić komuś posadę. Funkcjonuje również określenie pokupac dolżnosc, czyli dosłownie kupić posadę. To sformułownie używane jest jednak w sytuacji mówienia o innych, swego rodzaju krytyki czy wyrażania ubolewania:
Pokupajut sejchacs dolzhnosti vsjo za diengi, takoje vriemia
Jak można się domyślić nie spotkałam z wypowiedzią typu: moj brat kupił dolznost, a tym bardziej ja kupił dołżnosc.

Reguły gry

Sytuacje komunikacyjne w postaci niepożądanych spotkań z milicją mają określone reguły gry. Wiadomo co i jak się mówi, czego się nie mówi.
Przyglądając się językowi mundurowych warto zwrócić uwagę na zdrobienia oraz sformułowania familiarne, czasami wręcz pieszczotliwe. Milicjant widząc, że coś jest nie w porządku a licząc na korzyści osobiste, mówi ze srogim, stanowczym wyrazem twarzy: U was problemy (1. straszenie). Zwykle nie pada określenie jakie, obywatel powinien być tego świadom. Widząc zakłopotanie mówi zdrobniale: Ahman drug, chto budiem delat? Ivoneczka, dorogaja, szto budiem delat? (2. Być może zdrobniałe słownictwo jest analogią dziecięcego proszenia? – nie wiem). W tej części "obrządku" następuje propozycja ze strony "tego w kłopotach". Kwota nigdy nie pada (mówienie o pieniądzach jest wstydliwe). Pytanie Skolko?, które wypróbowywałam wprowadza jedynie niepotrzebny zamęt – Wy skażyte lub Kak sczitajetie, mówi jakby nieśmiale mundurowy. Próba podania zaniżonej stawki: piat'? Piat' eto nie sieriozna (wersja druga: obiżajetie...) Dziesiat? Da, eto chvatit. Zwitek wędruje z rąk do rąk lub zostaje włożony w paszport (3. przekazanie daru). Tu mundurowy zwykle powie coś miłego (4. podziękowanie), typu /Sczastlivovo puti/ lub /chorasho vam oddachnut v Dagestanie/
Dla wielu wystarczającym pechem wydaje się sam fakt kontroli dokumentów - obywatel jest szczęśliwy jeśli odda mało. Jest to na tyle przyjęte, że milicja nawet jeśli wszystko jest w porządku kontynuje dialog. Da, Ivoneczka, sztraf budiet - no ja Vam skidku zdiełaju. Spotkałam się również z wersją Malenkij sztraf budiet... (zwróćmy uwagę na zdrobnienia). Tu obywatel może "na odczepnego" oddać 50 rubli, wahać się lub stawiać opór. Widząc wahanie milicjant kontynuuje: Nu malenkij takoj. U mienia siemia, u tiebia toże (tu również przewija się słownictwo "rodzinne"). Zupełny opór to opcja rzadsza, praktykowana czasami przeze mnie "dla zabawy", rzadziej przez moich dagestańskich przyjaciół. Na pytanie czemu "oddali za nic", mówią: a tak chtoby odstał lub, że szkoda czasu.

Bierność?

Powyższe wypowiedzi pokazują sporą bierność moich rozmówców (którą można dopisać do spadku po ZSRR, nie będę jednak wchodzić w szczegóły). Są wyjątki, ludzie bowiem nie są w końcu całkowicie zdeterminowani przez okoliczności. Tacy rozmówcy należą do mniejszości, choć mogą mieć duży wpływ na swoje otoczenie. Przykładem będzie tu mój przyjaciel Abdurahman - lubiany przez swoją rodzinę, szanowany, mający jak mi się wydaje niemały wpływ, szczególnie na młodsze pokolenie. Podczas wieczornych biesiad był zwykle w centrum uwagi - barwnie opowiadał anegdoty, opowiastki z życia wzięte, znajdował wielu słuchaczy. Znamienne jest, że w owych historyjkach zawsze podkreślał swoją sprawczość, lub sprawczość osób o których opowiadał (być może po prostu się chwalił). Tak też opowiadano o nim, podawano go za przykład, że "można inaczej".
Prajdiomtie - mówi milicjant do nas w 5 minut po wyjściu z samochodu w Kumuchu widząc, że fotografuję ludzi na ulicy - Nie prajdiomtie - odpowiada niegramatycznie, przedrzeźniajac go Ahman Eto gosti ministra informacji - dodaje. Widitie odstal pridurok, spugalsja - mówi do nas i swojego znajomego, zadowolony z siebie. Innym razem, Ahman opowiada o koledze, który mając dość ciągłych kontroli, na rozkaz milicjantów Bagaznik otkroj, odpowiedział nie otkroju, gdy ci nalegali, ostrożnie podszedł do bagażnika i otwierając krzyknął Łożys/ na co dwóch mundurowych padło jak na komendę twarzami w błoto bojąc się populanych ostatnio w Dagestanie wybuchów bomb. Przykłady działań osób, które przeciwstawiły się powszechnemu poglądowi, że /takaja tut żyzn, chto podielasz? przestawię jeszcze w dalszej części eseju.

Odrobina gender

Ciekawostką jest, że kobiety rzadziej niż mężczyźni proszone są o "oddanie", im również łatwiej się od niego wykręcić (wyjątek stanowi rekiet, chodzący po pociągu i zbierający od wszystkich po kolei), stawki są również niższe. Jednym ze sposobów jest awantura. Wyjaśnienie tego fenomenu według mojego dagestańskiego znajomego:
Nasi muzułmańscy mężczyźni boją się jak kobieta na nich publicznie krzyczy, zostawiają ją więc w spokoju, kobiety w ogóle rzadziej kontrolują
Potraktowałam to jako element praktycznej wiedzy potocznej i skwapliwie wykorzystywałam. Zwykle kończyło się przeprosinami, nie z mojej strony oczywiście. Owa zależnoność damsko-męska jest na tyle silna, że na trasie Machaczkała-Baku kursują czysto damskie autobusy handlowe. Moje pierwsze antropologiczne wyjaśnienie tego zjawiska było następujące: "widocznie przyjęte jest tutaj aby to kobieta zajmowała się handlem", a tymczasem sprawa okazała się dużo bardziej prozaiczna, aczkolwiek również kulturowo uwarunkowana. Miejscowi celnicy w dużo mniejszym stopniu kontrolują kobiety, wystarczy drobny podarok, mężczyźni natomiast muszą oddać więcej, częściej są brani na kontrolę osobistą, trudniej więc przewieźć im niedozwoloną ilość towaru.

Załatwianie wszelakie

Odpowiedź na pytanie: Jak coś załatwić? jest półautomatyczna: Podozhdi...U mienia jest dvojordony brat ktorovo diadia... Sjejchas pozvoniju Takie odpowiedzi słyszałam wiele razy - czy to w zasłyszanych dialogach "mojej" rodziny czy też w odpowiedzi na własne pytania. Efekty były różne. Często ów kuzyn nie miał bladego pojęcia jak daną rzecz załatwić, kierował do swojego ziomka itd. Lub rzecz kończyła się na niczym. Droga oficjalna jeśli w ogóle jest rozważana, schodzi na dalszy plan - a jak się okazywało nie zawsze jest niemożliwa. Tu między innymi uwidacznia się jedna z cech coping strategies: to że nie zawsze prowadzą do celu. Zakorzenione przeświadczenie, że inaczej się nie da, faktycznie w dalszej perspektywie do tego prowadzi. Pokrętna drogą, która wiedzie przez braci dwajoodnych czy trajorodych nieraz kończy się na zwykłym pójściu do urzędu. Zwykle jednak nie obejdzie się bez małego wsparcia ciotecznego kuzyna.
Niemożność załatwienia danej sprawy (w moim przypadku chodziło zwykle o legalny meldunek/rejestrację) rekompensowana była zwykle stwierdzeniem typu:
Tut vas nikto nie troniet. Jesli chto skażitie chto wy moi gosti, ili lutshe gosti mojevo diadi, jevo vsje znajut
Na Kaukazie trzeba być czyimś, tak przynajmniej radzą miejscowi - wiara w rodzinę, krewnych, którzy wyciągną z najgorszych opałów jest naprawdę duża. Zaufałam i ja.

Więzi rodzinne, sąsiedzkie, narodowe

Więzi narodowe w przypadku moich rozmówców Laków były wykorzystywane, choć w mniejszym stopniu niż sąsiedzkie czy rodzinne. Lakowie jak sami o sobie mówili i jak mówiono o nich w anegdotach drug drugu nie pomagajut. Trudno stwierdzić ile w tym prawdy, tym nie mniej kilka razy zdarzało mi się być świadkiem podobnej rozmowy (ta dotyczyła załatwienia paszportuu). A kto tam glavnyj? Ibragimovicz? On nie Lakiec slutschajna? Davaj ja pozvoniju
Fakt pochodzenia z jednej wsi ("odnosielczanie") lub z jednego kwartału wydawał się mieć dużo większe znacznie, podobnie jak to, że chodziło się to jednej szkoły, czy kończyło w podobnym czasie instytut. /Ty z kakovo goda? My że v miestie zakanczivali instytut/.
Więzi rodzinne, które moi rozmówcy faktycznie w praktyce wykorzystywali sięgały zwykle braci trajorodnych oraz o krok bliżej - dwajorodnych (co odpowiada naszym braciom ciotecznym). O wiele dalej w głąb rodu sięgali, gdy chodziło o przekonanie urzędnika czy milicjanta, że jest się z nim spokrewnionym.
Można było starać się wypróbować wszystkie 3 rodzaje więzi. Otóż zorientowawszy się zwykle po akcencie z jakiego etnosu pochodzi rozmówca, można próbować skierować rozmowę na inny tor Ty slutschajna nie Lakiec? Nu da. Brat! I ja Lakiec - kak my drug na druga popali/ I próbwać odwołać się do sentymentów narodowych. To nie zawsze działa. Można jeszcze zaryzykowac: /A odkuda? Z Kumucha. Z Kumucha, drug! Znachit my odnosielchanie/. I odwołać się jak w powyższej wypowiedzi do patriotyzymu lokalnego. Można próbować dalej: /A kak familia? Magomedovicz (bardzo populane nazwisko w Dagestanie). Magomedovicz? A pomnisz tam takaja tiotka żyla, Patia Magomedovna, mojej mamy trajorodna siestra - nie rodstvienniki vy slutschajna?
Gdy więzi rodowe zawodzą (bo przeciwnikiem w grze jest np. Rosjanka lub Rosjanin) można jeszcze wypróbować sposób na "personę". Mojemu przyjacielowi, byłemu dziennikarzowi wychodziło to doskonale. Rzecz wydawała się nie do załatwienia no raz takoj uvazhajemyj cheloviek prishol
Przywiązanie do regionu jak i całego Dagestanu wykorzystywałam również ja. Będąc w regionie lakijskim, bardziej niż pewne było to, że milicjantami będą również Lakowie, w dargińskim Dargini. W przypadku wszelkiego rodzaju nieporozumień próbowałam argumentów etnicznych: Przyjeżdżamy tu waszą piękną przyrodę oglądać, kulturę podziwiać a wy nas tak niegościnnie przyjmujecie? A myślałam, że Dargińcy to taki gościnny naród... To spotkanie skończyło się wizytą w domu u milicjantów połączoną ze zwiedzaniem okolicy.
Gdy bliskie spotkania z milicją miały miejsce w Machaczkale lub po drodze sytuacja wyglądała na trudniejszą. Rożnorodne akcenty dagestańskich etnosów rozpoznawałam za mało trafnie aby ryzykować strategie stosowane przez moich rozmówców.
Nawiązywałam więc do całości Dagestanu - Przyjechałam do Dagestanu obejrzeć starodawną derbencką twierdzę, podziwiać kulturę - a tu na każdym kroku ktoś się czepia (kto to trogajet) - jak to tak? Identyfikacja z republiką jest w Dagestanie dość silna, w miastach być może nawet silniejsza niż z własnym etnosem - ta antropologiczna/etniczna refleksja skłoniła mnie do wypróbowania swoich sił w milicyjnej grze. Dodam jeszcze, że w chwilę później pan milicjant przepraszał, że nas "bezpokoi" i życzył udanego pobytu w Derbencie. To oczywiście strategie stosowalne w przypadku obcokrajowców (choć pierwszą stosowała również nasza znajoma Laczka w regionie dargińskim) i to zapewne z uwagi na fakt, że można ich policzyć na palcach.

Studia, sesje, dyplomy

Mówi się o tym pólszeptem, na ucho, tylko wtajemniczonym - nic podobnego. W zwykłych rozmowach, o tym ile ma się lat, dzieci i co się robi dowiadywałam się o rzeczach, jak można by oczekiwać, wstydliwych.
A ty tozhe uchisja?
Niet, u mienia uzhe jest diplom - etot....uchichiela plastiki. Roditeli kupili [w wianie] (wyw. Zarina) -mówi z dumą Zarina, świeżo wydana za mąż 17 latka.
Rabotuaju, diengi nada chtoby oplatit sesju (wyw. Derbent 2) mówi w jednej z rozmów "o niczym" znajomy 20 latek. Procedery płacenia za sesje, egzaminy traktowane są jako codzienność - dla nas dziwna, dla nich jedyna jaką znają.
Jak można się domyślać egzaminy na studia również wyglądają specyficznie - nikogo to tu nie dziwi. Mówi się o tym jak o cenie chleba na rynku - stawki są znane i określone. Osoby do których należy się udać również.. Pokutuje przesąd, że w prawdzie w Dagestanie wstęp na studia załatwia się za pieniądze, ale za to nie są to aż takie pieniądze i "da się załatwić", za to w Moskwie to już "nie na ich kieszeń"
Sporo szumu wywołała w badanej przeze mnie społeczności sytuacja w której chłopak dostał się na studia w Moskwie bez łapówek.
Magomed postupił nie za diengi. Ja vsjem razkazala, nie wieriat
Magomed pochodzi z inteligenckiej "rodziny z tradycjami". Ojciec z góry "zapowiedział" mu, że nie zamierza dawać łapówek za studia, jest to poniżej jego godności. Odpadały więc, jego zdaniem studia w Dagestanie. Chłopak postanowił próbować w Moskwie. Brał korepetycje, przygotowywał się do egzaminów cały rok. Matka nie kłóciła się z idealizmem ojca, ale była bardziej praktyczna.
Wziala z saboj na vsjaki slutschaj, vziala u rodstviennokov, Kosti nie govorila, do sich por nie znajet, a v drug.... Pozvoniła potom drugu trajrodnovo brata, u nievo tam v technicheskom znakomy, no skazal nie nada - chto takieje diengi vsjo ravno nie pomogut
Pieniądze się nie przydały, Magomed zdał egzaminy, dostał się na studia. To przykład który pokazuje ludzie nie są zupełnie zdeterminowani przez okoliczności, są natomiast aktywnymi podmiotami, będącymi w stanie zmieniać swoje życie. W chwili obecnej jego sąsiad próbuje swoich sił powtarzając materiał z tym samym korepetytorem.

Wkład własny

Na marginesie dodam ze owa dagestańska, łapówkarska atmosfera i mi się udzieliła - wiedząc, że można coś załatwić za niewielką sumę, nieraz szkoda mi było dnia aby dopełniać formalności np. meldunkowych. Wtajemniczona w miejscowy język dobrze sobie radziłam w dialogach z mundurowymi, prowadząc ogólnie przyjętą grę, z użyciem wyżej opisanych sformułowań. Grę nieraz stresującą, ale z kulturowego punktu widzenia bardzo ciekawą, dającą mi przepustkę do bycia przynajmniej częściowo "swoją". Obcy paszport nikogo nie dziwił - Kogda ujechali? Wy ili roditieli? - nie próbowałam się tłumaczyć. Nie świeciłam więc przykładem walczącego z korupcją "człowieka zachodu". Poza przypadkami w których niesłusznie wyłudzano ode mnie łapówkę, z lenistwa wykorzystywałam wzorce, które zastałam (bo po co z butami wchodzić w obcą kulturę...:)


(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!

Tłumaczenie z rosyjskiego i nowe teksty na stronie zostały sfinansowane w ramach progamu Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolnosci "Przemiany w Regionie - RITA", realizowanego przez "Fundację Edukacja dla Demokracji".