Samochodem na Kaukaz czyli 10 sposobów na kaukaską milicję

Samochodem na Kaukaz? Przez Ukrainę, Północy Kaukaz? Milicja będzie was co 5 km zatrzymywać, majątek stracicie na łapówki. Samolot taniej wyjdzie niż łapówki! To jedne z niewielu komentarzy przedwyjazdowych — większość koncentrowała się na podróży z dzieckiem, milicyjne łapówkarstwo i granice schodziły na dalszy plan. Mnie jednak nurtowały bardziej — głównie ze względu na całkowity brak informacji o podróżowaniu samochodem po tym regionie.

DAI

Przygotowani na częste przystanki milicyjne staraliśmy się zbytnio nie przekraczać prędkości — zreszta i tak nie bylo to mozliwe ze wzgledu na dziury w drogach i niemaly ruch.
Na Ukrainie zniesiono kilka lat temu posty milicyjne na drogach, zwane dosć sugestywnie DAI (dierzavna avtoisnepkicja), a kiedyś podobnie jak na calym obszarze ZSRR GAI (gosudastvienna avtoinspekcja), dość częste są jednak kontrole drogowe. Mijamy kilka milicyjnych kontroli i nic.... Przypomnial nam sie cytat z filmu: Sawsjem nas etot GAI nie uvazhajet.... (czyli nie szanuje nas ta milicja....).
No w końcu! — macha pałką milicjant — zatrzymujemy sie, Nie Vy, etot dżip! - no znowu nie my — a już miałam ochotę sobie pogadać. A więc 2000km Ukrainy bez żadnej kontroli — lepiej niż w Polsce. Dalej granica — pracownik ambasady w Gruzji, który kiedyś tędy jechał, zdecydowanie odradzał tę drogę, źle wspominał granice, radził jechać przez Turcję.
Dojeżdżamy do granicy , upal, około 40 stopni. W głowie układam myśli, jak wytłumaczyć się dzieckiem w przypadku ogromniej kolejki. Step, i jak na step przystało — pusto — jak się okazuje również na granicy. Ukraińską przekraczamy w 2 minuty. Dalej 2 samochody, kilka tirów. Kupujemy ubezpieczenie, winietkę. Dalej jak to zwykle bywa w tych regionach mnóstwo papierów — a to cos na samochód, a to znajome deklaracje celne. Trwa to trochę — aż strach pomyśleć co by było gdyby była kolejka. Dają wjazd na 20 dni. Nie dało by się na dlużej? - pytam. Dało- trzeba tylko zgodę naczelnika. Jasne - chodzi o „dopłatę” - juz nawet widziałam ten charakterystyczny uśmiech. Ile — miałam na końcu języka? 100 $ dolarów — powiedział wąsaty gość....upps ale jakoś dobrotliwie, z uśmiechem. No dobra, nie róbcie sobie jaj — odpowiedziałam z uśmiechem, będąc jednak pewna ze bez opłaty się nie obejdzie. Tymczasem: Szczęśliwej drogi! Miłego odpoczynku na Kaukazie!

GAI

Rosja — dalej nic — czyżby walka z korupcją zaszła tak daleko? Cały dzień w drodze i ani jednego postu. Zjeżdżamy na nocleg w Stawropolu. — pasiasta palka miga przed oczami. - błądząc po mieście w poszukiwaniu hotelu trochę łamiemy przepisy.
Sebastiana wzięli do samochodu — kurcze to zły znak. Ale nie, rysują mu mapę jak dojechać do hotelu. Spoko, idę do dziecka, nie będę się już wtrącać w męskie sprawy/ Na Kaukazie sfery mężczyzn i kobiet są dużo bardziej oddzielone niż w Europie. Kobiecie nie wypada pierwszej podać ręki czy też rozpocząć konwersacji z mężczyzną. „Wychodzenie z incjatywą” powinno należeć do mężczyzny.
Tymczasem nasi stawropolscy milicjanci chwalą się kolegom, że „pojamali” obcokrajowców, dopytują o podarki. Nic nowego — przygotowaliśmy się przecież do wyjazdu.... Mieliśmy różnego rodzaju zapalniczki, breloczki — ale to już nie te czasy — takie gadżety z Chin można kupić w każdym kiosku. Na przyszłość będziemy pamiętać, że wódka z Polski byłaby o wiele lepszym pomysłem — breloczki ich nie zadowoliły a cenniejsze prezenty woleliśmy zachować dla przyjaciół. 500 rubli zdarli.
No ładnie jak tak dalej pójdzie to daleko nie zajedziemy. Teraz może być juz tylko gorzej — pamiętamy o ilości postów Gai w Dagestanie. Niezbyt gościnne wita nas Kaukaz...
Mijamy Budionowsk — 10 lat temu Czeczeni zajęli tu szpital.... To nasza siódma wizyta na Kaukazie Północnym — medialne reportaże o terrorystach, bojowikach i porywaczach zostawiliśmy za sobą — mimowolnie w głowie majaczą opowieści znajomych, kadry z zajęcia szpitala. A w końcu to miasto jak każde inne — niesamowite jak sama nazwa może wywołać emocje — rozglądam się w koło, jakoś tu nieprzyjemnie — spadamy.

GAI gender

W Rosji łatwo rozpracować gdzie będzie post GAI — przed wjazdem do miasta, przy wyjeździe i tam gdzie wszyscy nagle zaczynają jechać z przepisową prędkością. Gdyby ktoś kiedyś wpadł na pomysł mapy z postami Gai życie byłoby prostsze
Siadam za kierownicą — zobaczymy jak zareagują na kobietę za kierownicą — Zagraniczne numery — pasiasta pałka, wszystko jasne.
Dzien dobry, Pani jest kierowcą?
Nie, tam z tyłu siedzi w foteliku....- pomyślałam. Da, konieczno — mówię z uśmiechem.
A samochód czyj? - wyraźnie chcą rozmawiać z facetem. Na przyszłość będziemy wiedzieli aby samochód rejestrować na płeć piękną...
Jego, ale on kompletnie po rosyjsku nie mówi....- ściemniam, domyślając się, że krępuje ich wyłudzanie kasy od kobiety.....
No dobra, jedźcie.

Do granicy Dagestanu pozostało jakieś 100 km. Worki z piachem, mury. Granica czeczeńska tuż tuż....Goście z kałaszami na każdym rogu. Czy aby nie pomyliliśmy drogi?
- Pan z nami...
O nie, nie panowie, te numery już znamy — myślę sobie, wyskakując z samochodu.
- A wy wy ..wy co tu całym tłumem? Mówiłem kierowca! - mówi bardzo zmieszany gość z kałaszem na ramieniu.
- Ja tłumaczyć będę — mówię pewnie i z uśmiechem..
- Wiecie, że u nas na Kaukazie przyjęte jest coś oddawać na postach...
- Wiemy, ale u nas to jest nie przyjęte.
- I nawet Gai podarka nie macie?
Uśmiecham się z politowaniem
Boją się kobiet! Od tej chwili emocje opadły, rozpoczęła się gra.

Trzeba być „swoim”

Dagestan wita przyjaźnie - Szczęśliwej drogi! - życzy młody posterunkowy
Dalej nieco podejrzliwie...
- Do kogo jedziecie?
Gdy powiem prawde nie uwierzą — już to testowaliśmy. Z dzieckiem do Dagestanu, tak po prostu?,
Znając ich szpiegomanię oraz to, że nigdy nie wierzono mi, że nie ma korzeni rosyjskich, postanawiam sobie owe „dorobić”.
- Do rodziny, odpoczywać nad morze. Wielu Dagestańczyków mieszka poza granicami republiki, część zagranicą. Taka odpowiedź powinna mieścić się w ich sposobie pojmowania rzeczywistości.
- Kto tam u Was? - docieka, może nie wierzy?Ale kurcze, rosyjski znam lepiej od niego, nie panikujmy.
- Rodzony wujek....- ściemniam
- A dawno wyjechaliście? - Podobne pytanie zadał mi kiedyś celnik kazachski, obudzona w srodku nocy na granicy rosyjsko nie zrozumiałam o co mu chodzi. Okazuje się, że pytają - widząc mój polski paszport kiedy wyemigrowałam z Rosji....
Urodziłam się tam, rodzice wyjechali — tu nie ma co za bardzo ściemniać, w paszporcie miejsce urodzenia jak na dłoni. No jak dla kogo — oni zwykle nie umieją czytać alfabetu łacińskiego.
Jasne....
- A jak u Was żyją ludzie? - zmienia tok rozmowy milicjant. Zwykle oznacza to koniec podejrzliwych pytań.
- Dużo ludzi na Aids choruje? - no to pytanie rzadko kiedy zdarzało mi się w Rosji usłyszeć.
- Dobra, jeźdźcie, szczęśliwej drogi!

A najlepiej jeszcze ważnym

- Gdzie jedziecie, gdzie byliście?
- W Bujnacku, u zastępcy szefa adminstracji, Zairy magomedowej? - nazwisko zmyślam, wybieram odpowiednik naszej Kowalskiej, wiedząc z góry ze zastępców szef administracji ma wielu, i na pewno wszystkich nie znają.
- Ahha... - mówią rozczarowani

- Czerwnone światło przejechałeś! Jak jeździsz! Prawo jazdy, ubezpieczenie! - krzyczy milicjant w średnim wieku
Tym razem wyskoczył mój znajomy Ahman, dziennikarz.
- To goście Związku Dziennikarzy Rosji — Ahman wyciąga kilka czerwonych książeczek.
- Ale czewone światlo! - nie mogę go tak puścić! - już nieco mniej pewnie dodaje milicjant
- Dobrze — nie kłóćmy się — przejechał nie przyejachal, nie psujcie obrazu dagestańskiego GAI u polskich gości. A poza tym....Jutro będą brali wywiad u waszego szefa — tu pada nazwisko....
To podziałało.
- A wiecie ile ze mnie w Warszawie ze mnie zdarli!? - dodaje na odchodne rozczarowany milicjant.
Odemiścić chciał! - bywa. Nawet go rozumiem.

Czasami wystarczało samo.
- To goście związku dziennikrzy, korespondenci
Gdy drugi raz mijaliśmy ten post, nasza Niwa była już znana -
- A korespondenci , przejeżdżajcie!

I pewnym siebie

Ubezpieczenie jest? Samochód Wasz? - pyta z groźną miną nieco przytłusty milicjant.
Wszystko jest towarzyszu sierżancie, wszystko u nas w porządku — trzydzieści razy już nas sprawdzali! - odpowiadam z uśmiechem na ustach. Skutecznie.

A czasami bezczelnym

- Nie zatrzymaliście się na poprzednim dużym poście na rondzie! - dzwonili mi
- Jak to się nie zatrzymaliśmy! Taki ze schodkami, duży był — zmyślam, nie pamiętając kompletnie co za post. Ale on też pewnie ściemnia — pewnie, jak to nieraz bywało, na poprzednim poście za późno zorientowali się, że zagraniczne numery i zadzwonili do kolegów, żeby sprawdzili co za jedni.
- Nie nie zatrzymaliście sie. Mandat bedzie!Jaki mandat! Zadzwoń spytaj! - taki wąsaty koleś dokumenty nam sprawdzał Nas na każdym poście zatrzymują. My już odruchowo stajemy. Wy już jesteście 34 postem.
Kiepsko. Koleś idzie w zaparte. Odsłaniam alumatę chroniącą dziecko od słońca....
- A dziecko z Wami? A mu nie za ciepło?
- Za ciepło — szczególnie gdy stoimy!
- A, to szczęśliwej drogi!

Metoda na dziecko

W naszym przypadku dość skuteczna była więc metoda na dziecko.
- Rodzinie jedziemy dziecko pokazać, jeszcze nie widzieli
Lena śpi, Próbuję wiec jakoś zwrócić jego uwagę, że mamy dziecko.
- A dziecko macie — to jedźcie!
Dzieci, podobnie jak wszędzie na świecie (choć wszędzie zapewne w inny sposób) są na Kaukazie bardzo ważne. Nie są centrum uwagi tak jak w Europie. Gdy przychodzą goście, cicho opuszczają pokój zajmują się sobą, nie absorbują dorosłych. Przyjeżdżając na Kaukaz możemy spodziewać się pytań ile mamy dzieci, czemu ich jeszcze nie mamy itp. Milicja również wypytuje — ile miesięcy ma Lenka, czy nie mogliśmy jej zostawić Babci. Dość powszechnym na Kaukazie jest zwyczaj „podrzucania” dzieci na wychowanie rodzinie — jeśli zaistnieje potrzeba wyjazdu, przeprowadzki, zamiast zabierać dziecko ze sobą zostawia się je rodzinie.

Na nauczyciela

- Registracja/meldunek jest?
- Oczywiście.
- A czemu nie ma stempla w paszporcie?
Jak to dlaczego? 23 stycznia 2007 zmieniło się prawo, meldunek robi się teraz na poczcie i dostaje się takie oto papiery. Chcecie zobaczyć?

Na uczucia narodowe

- Gdzie jedziecie?
- Zwiedzać wasz przepiękny Derbent! Słyszeliśmy, że to takie stare, zabytkowo miasto!
- A... miłego zwiedzania!
Gdy robi się gorąco można również użyć ostrzejszego wariantu:
- Tacy gościnni jesteście? Nie psujcie naszego wyobrażenia o pięknym gościnnym Dagestanie!
- To wy tacy? On (mówię niby o mężu nieznającym rosyjskiego) w ogóle nie chciał przyjeżdżać bo słyszał ze tu milicja taka .... Nie psujcie wrażenia o dagestańskim Gai...

Wyjdź na przeciw

Zanim milicjant zdąży zadać szereg typowych pytań, może spróbować tego samego — tym bardziej, że milicjanci bywają pomocni — znają miejscową władzę, układ miasta i wielu ważniejszych mieszańców.
- Gdzie jedziecie? - pyta gaisznik przy wjeździe do Bujnacka
- Odwiedzić rodzinę waszego wspaniałego mieszkańca Bułata Gadżijewicza — nie wiecie jak dojechać? - staram sie odwrócić tok rozmowy i faktycznie dowiedzieć.
Zamiast spytać o dokumenty, milicjant wyjaśnia mi drogę.

Gdy faktycznie coś przeskrobiemy....
- Zakaz wjazdu przejechaliście!
- Patrzcie na znaki!
No faktycznie był tu zakaz tranzytu przez miasto — przynajmniej w przeciwną stronę — ciekawe czy w tamtą tez stał, mniejsza o to. Bez drobnej opłaty pewnie się tym razem nie obejdzie. Na wszelki wypadek wsuwam do jednej kieszeni 10 dolarów, do drugiej 100 rubli, gdyby suma z pierwszej okazała się za mała,
- Wiecie...zalożyliśmy się ze przejedziemy przez Kaukaz bez żadnej łapówki.....póki co się udało, a już opuszczamy Kaukaz....
Łyknęli! - tu byłam bardziej niż zaskoczona!

Milicja, władze — to zniechęca wiele osób od podróżowania po krajach b. ZSRR. Nasza podróż pokazuje jednak, że z rosyjską milicją da się żyć. Trzeba zostawić za sobą (niestety dość typową dla Polaków) alergiczną reakcję na tamtejsze władze, którą wielokrotnie miałam okazję obserwować w wykonaniu polskich turystów w Rosji czy na Białorusi....Zamiast powoływania się na prawo, przybierania wyniosłej, pogardliwej postawy typu - u mnie wszystko w porządku, odchrzań się. Może warto uśmiechnąć się, zażartować lub spytać o drogę.


(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!

Tłumaczenie z rosyjskiego i nowe teksty na stronie zostały sfinansowane w ramach progamu Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolnosci "Przemiany w Regionie - RITA", realizowanego przez "Fundację Edukacja dla Demokracji".