Dagestan na drodze ku demokracji

Swój artykuł zatytułowałem „Dagestan na drodze ku demokracji” i ogarnęły mnie wątpliwości.

Na przestrzeni wieków tolerancja była zawsze jedną z najważniejszych cech dagestańskiego społeczeństwa. Już średniowieczny podróżnik arabski Ibn-Fakih Abu-bakr Achmad ibn Muhammad ibn Ischak al-Hamadani pisał w swojej „Księdze Krain”: „Góry Kabch [Kaukaz – przyp. A.J.] zamieszkują 72 plemiona, które porozumiewają się ze sobą wyłącznie przy pomocy tłumaczy”.

Tak więc, 70 narodów od wieków przyzwyczajało się do życia obok siebie. Dagestan nigdy w swej historii nie zaznał wojen domowych, jego mieszkańcy zawsze jednoczyli się przeciwko wrogom zewnętrznym, a było ich niemało. Dawniej uważano to miejsce za raj – przepiękne góry z białymi stadami owiec, ciepłe, bogate w ryby morze, owoce i warzywa …

Jeśli dodać do tego jeszcze doskonałe położenie strategiczne u wrót między Zachodem i Wschodem, od razu wyjaśni się, dlaczego był częstym celem najeźdźców – Kimerów, Scytów, Hunów, Arabów, Tatarów, Mongołów, Persów i Rzymian...

Stosunki społeczne były regulowane przez adaty – obyczaje, a po islamizacji Dagestanu – przez szariat, religijny kodeks praw. Chanaty i księstwa tworzyły dość zarównoważony system feudalny, w którym człowiek cieszył się względną wolnością. „Mieszkają tam górale, którzy nie znają zwierzchników, ceniący wolność i odwagę” – pisał ówczesny autor. Wolności szukali na Kaukazie zbiegli niewolnicy i chłopi pańszczyźniani.

XIX wiek zapisał się w historii wielką wojną kaukaską, która trwała ponad 50 lat. Przegrana w niej i przyłączenie Kaukazu do Imperium Rosyjskiego stało się cezurą historyczną, ale to już zupełnie inny temat. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na zadziwiającą tolerancję, jaką w czasie tej okrutnej wojny okazywano jeńcom, zarówno ze strony górali kaukaskich jak i rosyjskich oficerów. Szamil zabronił wykorzystywania ich jako niewolników, a nawet dał im możliwość zakładania osad. Sam Szamil po pojmaniu żył w Kałudze jako honorowy jeniec wraz ze swoją rodziną i służbą. Spotykał się z gubernatorem, u schyłku życia car pozwolił mu nawet odbyć pielgrzymką (hadż) do Mekki, gdzie zmarł na skutek dawnych ran i sędziwego wieku. Nie próbuję nawet porównywać tego do dzisiejszych czasów, pragnę tylko zauważyć, że miało to miejsce na długo przed podpisaniem konwencji genewskich!

Wróćmy jednak do czasów współczesnych. Aleksandr Sungurow w artykule pt.: „Chronotop jako narzędzie analizy politycznej” powołuje się na „chronotop zamku” Bachtina:

„Zamek przesycony jest czasem, czasem przeszłości historycznej. Zamek to miejsce gdzie mieszkają władcy z epoki feudalnej, zachowały się w nim widzialne ślady wieków i pokoleń. Można je dostrzec w częściach jego konstrukcji, w panującej tam atmosferze, w broni wiszącej na ścianach, galerii portretów przodków, archiwach rodzinnych, specyficznych „dynastycznych” stosunkach międzyludzkich, przekazywaniu prawa dziedziczenia. Zakątki i okolice zamku ożywiają ponadto legendy i podania o zamierzchłych czasach”.

W tym kontekście zamek to współczesny Dagestan. Republika żyje jak gdyby w dwóch wymiarach czasu. Z jednej strony – mitologizacja tradycji, dawnego stylu życia, unikalności „krainy gór” itd. Z drugiej – coraz większa zależność od masowej kultury, „kultury” MacDonaldsa, kultury filmów wojennych i „hitów muzycznych”.

A tak – bazując na przeprowadzanych monitoringach – można opisać polityczny ustrój Dagestanu:

Z jednej strony silna władza wykonawcza w postaci Rady Państwa i jego przewodniczącego (obecnie jest to prezydent; na mocy nowej konstytucji Rada Państwa została zlikwidowana a jej funkcje przejął prezydent Dagestanu; przyp. tłum.). Z drugiej – dagestański parlament, który liczy aż 121 deputowanych i należy do największych spośród parlamentów Federacji Rosyjskiej. Dużą liczbę miejsc zajmują w nim sportowcy, głównie zapaśnicy. Niektórzy deputowani mają kryminalną przeszłość. „Wskaźnik pozytywnych działań parlamentu”, jak dowodzą nasi eksperci, nie jest zbyt wysoki ze względu na brak profesjonalizmu. Wiele uchwalanych przez parlament ustaw stoi w sprzeczności z federalnym prawodawstwem. Poza tym, same wybory do parlamentu mają swoją specyfikę. Istnieją na przykład okręgi wyborcze, z których może zostać wybrany jedynie przedstawiciel konkretnej narodowości lub jedynie kobieta.

Inną charakterystyczną cechą politycznego systemu Dagestanu jest brak takiego istotnego elementu demokracji jak bezpośrednie wybory szefa republiki. Przewodniczącego Rady Państwa wybiera sama Rada (obecnie prezydent wybierany jest przez parlament; kandydata na prezydenta przedstawia prezydent Rosji – przyp. tłum.). W rękach przewodniczącego Rady Państwa (obecnie – prezydenta; przyp. tłum.) skoncentrowana jest bardzo duża władza, jedynie formalnie ograniczona kompetencjami Zgromadzenia Ludowego (parlamentu). Można odnieść wrażenie, że ustrój Dagestanu to „monarchia konstytucyjna”, są to jednak wyłącznie pozory.

W rzeczywistości system polityczny republiki można określić jako feudalny. Jego charakterystyczną cechą, oprócz wymienionych powyżej, jest zależność władzy sądowniczej od wykonawczej.

(Przykład rodziny Osmanowów: należący do nich sklep „Polonija” został bezprawnie zburzony na polecenie władz miejskich. Zrozpaczony ojciec rodziny podjął próbę samospalenia, on i jego syn zostali poważnie ranni. W ciągu 8 miesięcy sądy odmawiały wszczęcia postępowania na wniosek Osmanowów przeciwko władzom miejskim. Dopiero ogłoszona przez nich głodówka i inne rozpaczliwe akcje skłoniły do uznania winy władz. O sprawie tej pisała republikańska gazeta Kronika Tygodnia oraz trzykrotnie ogólnorosyjska Nowaja Gazieta.)

Należy również poruszyć problem niezależności środków masowej informacji. Niemal cała prasa zależna jest od władz, te gazety które próbują prezentować niezależną linię podlegają prześladowaniom.

Korupcję władz pogłębia etniczno-klanowa rywalizacja o sfery wpływów w polityce i gospodarce. Stosunki nierzadko wyjaśniane są przy pomocy materiałów wybuchowych i kałasznikowów.

W społeczeństwie mamy do czynienia niemal z zupełnym brakiem świadomości prawnej. Rzadko kto zwraca się sądu aby bronić swoich praw. Ludzie wolą szukać znajomych w strukturach władzy, możliwości skorumpowania urzędników, załatwienia sprawy przy pomocy uniżonej prośby, listu do mediów lub wręcz zwracają się do kryminalistów.

Kwitnie milicyjno-sądowe bezprawie, niesankcjonowane areszty, wykorzystywane niedozwolonych metod podczas przesłuchań (lub mówiąc wprost tortur).

Co powinno dziać się w kraju, borykającym się z taką ilością problemów i konfliktów? Jaką politykę winny prowadzić władze w tak niestabilnej sytuacji? Poszukiwać dróg konsolidacji społeczeństwa. Niestety jedyną receptą władz jest wydeptana lecz nie wiodąca donikąd droga – tworzenie obrazu wroga. Spójrzmy na historię. W różnych krajach i okresach byli to wolnomyśliciele, Żydzi, innowiercy, wrogowie narodu, kosmopolici, „osoby narodowości kaukaskiej”, inteligenci, oligarchowie itd. Pośród „wrogich wichrzycieli” i „ciemnych sił” byli i ludzie pozostający pod „niebezpiecznym” wpływem Zachodu, „wschodniego ekspansjonizmu”, syjoniści, islamiści …

U nas w ostatnim czasie stworzono aż nadto niebezpieczeństw i mitycznych zagrożeń: „wyjście ze składu Federacji Rosyjskiej”, „pogrążenie się w wojnie”, „spiski” – amerykański, żydowski, turecki, chacziłajewski (od nazwiska nieżyjącego już dagestańskiego polityka Nadirszacha Chacziłajewa; przyp. tłum.) itd. Przede wszystkim jednak „zagrożenie islamskie” i takie zapomniane jeszcze do niedawna terminy jak „polityczny islam” i „islamska pas niestabilności”„ itp.

Czy jednak rzeczywiście islam stanowi dla nas poważne zagrożenie? Odpowiedź nie jest taka prosta. Islamska rewolucja, chociaż bardzo „miękka”, faktycznie miała miejsce w naszej republice 10 lat temu. Podobnie jak każda rewolucja, miała ona wiele następstw i jak każda rewolucja dąży ona do ekspansji. Oddzielną sprawą jest, że cały proces od pierwszego dnia odbywał się bez jakiejkolwiek kontroli, bez jakiejkolwiek ingerencji władz, które patrzyły ze strony na zachodzące wydarzenia. Tak było i wtedy gdy na głównym placu w Machaczkale trwał 10-dniowy mityng osób chcących odbyć hadż; władza tymczasem milczała bojąc się zająć własne stanowisko. Tak było też gdy na oczach władzy powstawała islamska enklawa w strefie kadarskiej. Przy tym straszenie „islamskim zagrożeniem” było w republice na porządku dziennym. Łatwiej mówić o groźbie islamskiej niż zadać sobie trud przeanalizowania rzeczywistej sytuacji. Podłoże dla islamizacji ludności obiektywnie istnieje. Możemy tu wymienić: korupcję, falę przestępczości, niekontrolowane zbrojenie się przez ludność, konflikty w społeczeństwie związane z szybkim wzrostem zamożności „nowobogackich” i ubożeniem prostych robotników, bezsilność władzy, niesprawiedliwe i zależne sądy. Na tym tle religia z jej wzywaniem do czynienia dobra wydaje się o wiele bardziej sprawiedliwa, a szariacki sąd nieskorumpowanym i niezależnym od władzy urzędników (nawet wysoko postawieni urzędnicy z ministerstwa sprawiedliwości przyznawali w prywatnych rozmowach, że sądy szariackie mają wiele zalet).

Pisząc o dagestańskim islamie należy podkreślić wagę dwóch czynników: z jednej strony prawdziwa wiara i wzrost religijności, z drugiej – podziały w łonie samego islamu, między uważającymi się reprezentantów tradycyjnego islamu tarikatystami (członkami bractw sufickich – przyp. tłum.) a bardziej aktywnymi w polityce wahabitami, między sunnitami a szyitami. Jeśli dodać do tego jeszcze czynnik etniczny powstaje złożony kompleks problemów, który próbowano po prostu rozciąć niczym węzeł gordyjski.

Oddzielną kwestią jest taki „straszak” jak wahabizm. Jak doszło do tego, że w Dagestanie, gdzie tradycyjnie islam był „miękki”, wahabizm zdobył tak dużą popularność. Być może jego pojawienie się w Dagestanie było przypadkiem? Ale już nie rozwój na przestrzeni dziesięciu lat! Jeśli by się nie pojawił, władze by go wymyśliły, aby najpierw hołubić i dbać o niego, a następnie w odpowiednim momencie heroicznie „zwyciężyć”. Wzrost popularności radykalnego islamu w Dagestanie można interpretować jako protest przeciwko skorumpowanej i nieudolnej władzy. Odzwierciedla on nastroje społeczne. Nie przypadkiem mieszkańcy strefy kadarskiej nie protestowali przeciwko wygnaniu świeckich władz ze swojego rejonu!

Nawet rządzący nie od razu zajęli jednoznaczne stanowisko wobec tego problemu. Można było zaobserwować zupełną bezradność władz – to pogrywała z wahabitami, to groziła im, to przygrywała (nawet Moskwa; przypomnijcie sobie słowa wypowiedziane przez premiera Sergieja Stiepaszyna: „Wahabici to bardzo mili ludzie!”), to biernie przyglądała się jak budują umocnienia i okopy …

Analitycy twierdzą, iż „ta ideologia mogła narodzić się tylko w warunkach Kaukazu Północnego: niezwykle wieloetnicznego, biednego i skorumpowanego do szpiku kości regionu muzułmańskiego leżącego w granicach państwa chrześcijańskiego” (cytat z książki Z. S. Aruchowa „Ekstremizm we współczesnym islamie”, Machaczkała: Agencja Kaukaz 1999, str. 106).

Jak sytuacja wygląda dziś? Wahabizm jest oficjalnie zakazany (choć nie mogę powstrzymać się od przewrotnej myśli, zgodnie z którą zakazywać powinno się nie poszczególnych nurtów religijnych, a konkretnych bezprawnych działań; nie można przecież stawiać znaku równości między tymi, którzy szczerze wierzą w daną naukę a tymi, którzy popełniają przestępstwa, choćby w imię religii…).

W warunkach parlamentarnej (i nie tylko) walki o władzę, wyborów, pogrywania z duchowieństwem itd., kiedy – mówiąc obrazowo – prawne pole Dagestanu usiane jest minami – słowa „prawa człowieka” wywołują alergię u urzędników i polityków. Można odnieść wrażenie, że boją się oni tego sformułowania jeszcze bardziej niż w czasach sowieckich, ponieważ realny system polityczny w Dagestanie nie przypomina nawet monarchii konstytucyjnej. To typowy ustrój feudalny. Świadomość prawna może jednak pojawić, gdy społeczeństwo osiągnie chociażby poziom monarchii konstytucyjnej.

W takich warunkach ruch obrońców praw człowieka znajduje się w fazie wstępnej. Uprawnione wręcz wydaje się twierdzenie, że w Dagestanie właściwie on nie istnieje. Są pojedynczy obrońcy praw człowieka, typowi dysydenci, niemało organizacji określających się jako broniące praw człowieka, które nie zastanawiając się co ten termin znaczy wywieszają na swoich drzwiach tabliczki z napisem „organizacja obrony praw człowieka”.

Brak jednak koncepcji, wspólnej platformy, świadomości wspólnoty celów. Mogę jedynie zaznaczyć, że pojawiają się pomysły powołania takiego ruchu, konsolidacji, wypracowania platformy na podstawie zbieżnych punktów programu. Co więcej, zatytułowałem swój artykuł „Dagestan – na drodze ku demokracji” nie przypadkowo, ponieważ kroki w tym kierunku dają się już zauważyć. Zauważalny jest wzrost działalności społecznej ludzi. Zamiast konfliktów etnicznych, jak w latach 90-tych, mamy dziś cywilizowane stosunki między dagestańskimi grupami etnicznymi. Na miejsce ruchów i frontów narodowych przychodzą dziś organizacje zajmujące się działalnością na rzecz pokoju. Wiele organizacji pozarządowych zaczęło koordynować swoją działalność i uczestniczyć we wspólnych projektach. Rezultaty ich działalności dają się już zauważyć. Ujednolicenie praw republikańskich z rosyjską konstytucją to nie tylko efekt realizacji „polecenia” Moskwy, ale także działalności organizacji broniących praw człowieka. Wiele robią organizacje zajmujące się pomocą uchodźcom. Można zauważyć także pewną poprawę w dziedzinie świadomości prawnej. Walcząc o swoje prawa, o swój dom, godność ludzi coraz częściej zwracają się do sądów, a nawet to Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu.

To dlatego można mówić o drodze w kierunku demokracji i powstania społeczeństwa obywatelskiego w Dagestanie.

Abdurachman Junusow
prezes organizacji „Rakurs”


(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!

Tłumaczenie z rosyjskiego i nowe teksty na stronie zostały sfinansowane w ramach progamu Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolnosci "Przemiany w Regionie - RITA", realizowanego przez "Fundację Edukacja dla Demokracji".