Cumada

Zaczęło się od komisariatu.


- Do Tindi? A po co? Tu wszędzie tak samo. Wszędzie ładnie.
Z tym ostatnim trudno się nie zgodzić. Nawet podczas deszczu.


- W czasie deszczu jest tu niebezpiecznie. Spadają kamienie. A z nimi samochody. Wczoraj wóz milicyjny wpadł - mówi kierowca bez większych emocji.


Rejon cumadyński położony jest na granicy z Gruzją, niedaleko Czeczenii. Mieszkańcy żyli z rolnictwa, hodowli i najazdów na Gruzję, skąd oprócz dóbr doczesnych porywano również kandydatki na żony.


Auł Tindi, podobnie jak inne cumadyńskie wioski - Kwanada, Chusztada, Gakwari stanowił niegdyś samodzielne, nikomu niepodległe mini-państewko w którym rządził miejscowy dżaamat (zgromadzenie mężczyzn). Do dziś przetrwał język tindiński. Z mieszkańcami sąsiednich, nieodległych wiosek Tindińcy porozumiewają się po awarsku lub rosyjsku.


Po okolicy oprowadza nas szef administracji i milicjant. Z szacunku do gości, dla bezpieczeństwa, z nudów...


Zwiedzamy miejscową szkołę


W tym sezonie w modzie są siateczkowe rajstopy...


Milicjant wymięka gdy chcemy iść dalej


Piesze wycieczki po 20 km to tu codzienność. Nawet gdy 80-tka na karku.


Na górskich drogach niezawodny jest "Żiguli", czyli Łada. Najczęściej biała.


Niestety wypadki zdarzają się często...


Wracamy do Tindi, aby trochę porozmawiać z mieszkańcami, najlepiej bez obstawy...


W centrum każdej dagestańskiej wsi jest godakan - miejsce spotkań, mężczyzn oczywiście.


- Polacy? Tarcze rakietowe stawiacie... i Gruzję popieracie.... Cóż. Tv robi swoje...


We wsi kobiet niewiele. Babcie, kobiety z małymi dziećmi. Te w sile wielu wyjechały na cebulę w okolice Rostowa. Cumadzie matriarchat nie jest obcy - czy aby nie tu? E...


Mężczyźni chwalą się tu, że ich kobiety słyną z pracowitości. Gdzie wół nie może tam Tindiniec kobietę pośle. Ponoć jeszcze niedawno zatrudniano je jako trzeciego woła, gdy te sobie nie dawały rady na stromych zboczach.


Wprawne oko dostrzeże jak rozwiązywano problem kanalizacji...


E, krasiwa dewuszka, wychodi! :)


Nie wymieniłby się Pan na tę nieco zbyt gadatliwą dziewuszkę, która nawet chustki nie umie założyć "kak położeno..."?


nie mówiąc już o obieraniu kartofli.


A umiejętność to potrzebna bo kobiet w domu brak. Na kolację i nocleg zaprosił nas dyrektor szkoły.


W kuchni poruszał się nie gorzej od wielu dagestańskich kobiet. Smaczna kolacja była gotowa w 20 minut.


Nie brakowało też alkoholu. Picie jest w tej wiosce zabronione. Tak ustalił dżaamat. A jeśli już się zdarzy to trzeba uiścić karę u miejscowego imama. Nawet jeśli nie przyłapie. 50 rubli od głowy. A jeśli duża pijanka to 500. To samo z weselem. Niekórzy już zawczasu płacą, wiedząc, że będzie i pijanka i muzyka, która też nie jest wskazana.


Noc była zimna. Rano okoliczne szczyty pokryły się śniegiem.

Ogromne podziękowania dla naszych gospodarzy i Gusejna Chalilulajewa z tsumada.ru

Iwona Kaliszewska, Maciej Falkowski


(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!

Tłumaczenie z rosyjskiego i nowe teksty na stronie zostały sfinansowane w ramach progamu Polsko Amerykańskiej Fundacji Wolnosci "Przemiany w Regionie - RITA", realizowanego przez "Fundację Edukacja dla Demokracji".