Patrząc z boku mogłoby się wydawać, że kwestia Abchazji i Osetii Południowej to już dla Gruzji zamknięta sprawa, i co się stało to się nie odstanie. Gruzini jednak nie porzucają nadziei. W orędziu noworocznym prezydent Saakaszwili zaproponował rodakom, by witać się pozdrowieniem “Do zobaczenia w Suchumi“ wzorem dawnych Izraelitów witających się na Nowy Rok pozdrowieniem „Do zobaczenia w Jeruzalem”.
| | Mimo Wojny Sierpniowej w 2008 roku, w następstwie której separatystyczne republiki ogłosiły niepodległość, władze Gruzji nie zaniechały działań dyplomatycznych na rzecz odzyskania utraconych ziem. W lipcu 2011 Senat USA przyjął rezolucję uznającą Abchazję i Osetię Południową za regiony okupowane przez Rosyjską Federację. 17 listopada 2011 podobną rezolucję przyjął Parlament Europejski. Dokument rekomenduje instytucjom unijnym uznanie Osetii Południowej i Abchazji za terytoria „okupowane”, oraz wspomina o „czystce etnicznej” wobec ludności gruzińskiej w odniesieniu do konfliktów zbrojnych w tychże regionach. Zdecydowane użycie tych terminów przez instytucję europejską odebrano w Gruzji jako wydarzenie przełomowe. Bohaterem gruzińskich mediów stał się polski eurodeputowany Krzysztof Lisek – współinicjator rezolucji. |
Dokument zaleca europejskich organom wykonawczym silniejszy nacisk na Rosję w sprawie wypełnienia zobowiązań planu pokojowego z sierpnia 2008 roku. Rosja miałaby wycofać swoje wojska do linii status quo ante bellum oraz dopuścić na teren separatystycznych republik europejską misję monitorującą. (Pytanie: czy Abchazowie by ją wpuścili?). W dalszej kolejności Rosja miałaby wycofać swe wojska z separatystycznych regionów i anulować uznanie ich niepodległości.
Wątpliwe, by rezolucja skłoniła Rosję do jakichkolwiek ustępstw w tej materii. „Rezolucja nie ma siły prawnej” – jak stwierdził przedstawiciel rosyjskiej Dumy Andriej Klimov – dodając, że rezolucja była gestem Brukseli na osłodę Gruzji po jej ustępstwach, które pozwoliły na wejście Rosji do Światowej Organizacji Handlu. Podpisany przez Rosję plan pokojowy miał siłę prawną, a nie skłoniło to Moskwy do jego respektowania.
Podobnie kilkakrotnie wydawane przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucje nawołujące do umożliwienia powrotu gruzińskim uchodźcom, nie przyniosły żadnego skutku, do dziś Suchumi i Cchinwali odmawia dialogu na ten temat.
Choć rezolucje mają charakter bardziej symboliczny niż sprawczy, w Gruzji każdy sygnał poparcia środowiska międzynarodowego jest odbierany jako sukces i ma szczególne znaczenie w kontekście politycznego i gospodarczego zbliżenia z Europą. A to może oznaczać większą chęć zaangażowania się międzynarodowych struktur w uregulowanie konfliktu. Pierwszym tego zwiastunem jest oświadczenie nowego przewodniczącego OBWE.
Od jesieni 2008 roku pod egidą UE, ONZ i OBWE prowadzone są starania o regulację konfliktu w ramach obrad genewskich.
Wiele jednak wskazuje, że stanowiska Tbilisi i zbuntowanych republik pozostają niezmiennie niekompatybilne. Tbilisi tradycyjnie neguje istnienie konfliktu etnicznego, wskazując na Rosję jako wyłącznego sprawcę problemu. Suchumi i Cchinwali żądają uznania swojej niepodległości. Uznanie ich za terytoria okupowane dodatkowo podkreśla, że nie są one podmiotem konfliktu, co jest nieprawdą.
Wojna sierpniowa 2008 wzmocniła rosyjską obecność militarną w obu regionach i pogłębiła ich wrogość wobec Gruzji. Podobnie nieufność i wrogość pogłębiają kolejne rezolucje struktur międzynarodowych, które widziane jako pro-gruzińskie, zmniejszają wiarygodność tych struktur jako mediatora. Polityczno-ekonomiczna izolacja Abchazji, od lat spycha ten region w objęcia Rosji, z braku wyboru. Na razie Zachód zgadza się na wyznaczone przez Gruzję warunki prowadzenia rozmów, ale czy będzie tak zawsze?
W ostatnim czasie prezydent Saakaszwili wielokrotnie wyrażał przekonanie, że Rosja jako imperium niechybnie upadnie. W myśleniu tym widać nadzieję, że zmiany polityczne w Rosji pozwolą Gruzji w przyszłości odzyskać kontrolę nad okupowanymi 20% terytorium. Jednak scenariusz, że rozpadająca się Rosja wyprowadza swoje wojska z Abchazji nie oznacza przecież, że Abchazowie zaczną kochać Gruzję i pozwolą jej pozbawić się suwerenności.
Sprawa jedności terytorialnej pojawia się w gruzińskich mediach co i rusz chociażby w kontekście problemów rzeszy przesiedleńców, a ostatnio w kontekście niszczenia gruzińskich zabytków Abchazji.
Podczas otwarcia szpitala w Gori, które bodaj najbardziej ucierpiało w wyniku wojny sierpniowej 2008, prezydent skorzystał z okazji by nawiązać do rosyjskiego zagrożenia i przemian dokonanych po Rewolucji Róż.
W przemówieniu porównał on obecny impet zmian (reformy, rozbudowa infrastruktura) z okresem złotego wieku i rządów króla Dawida Budowniczego (XII wiek), który pokonał najeźdźców i zjednoczył kraj. „Od czasów króla Dawida i Tamary nie zbudowano w Gruzji tak wiele jak w okresie ostatnich 2-4 lat” – powiedział. Bardzo wyraźnie ta historyczna postać – symbol silnej, zjednoczonej i wieloetnicznej Gruzji – stanowi dużą inspirację dla prezydenta. A historyczne odrodzenie kraju wydaje się jego największą polityczną ambicją.
Warto wspomnieć, że w ramach pierwszej przysięgi prezydenckiej w 2004 roku Micheil Saakaszwili wyszedł poza jej ramy i z własnej inicjatywy złożył przysięgę na grobie króla Dawida Budowniczego w Gelati, gdzie zadeklarował, że zjednoczenie kraju jest celem jego życia. Dziś Tbilisi coraz częściej w miejsce „zjednoczenia” używa terminu „deokupacja”.
„Odzyskanie Tbilisi zajęło mu [Dawidowi Budowniczemu] 34 lata. Okupowana Abchazja i Osetia Południowa są dla nas dziś tym, czym wówczas było Tbilisi”.
Tymczasem, z roku na rok pamięć, nostalgia i nadzieja podtrzymywane są piosenkami takimi jak ta: oglądaj
Autorka prowadzi blog “Ciekawostki z Gruzji”
Napis na zdjęciu: "Kocham Abchazję", w tle pomnik ku pamięci ofiar walk o zjednoczoną Gruzję, Tbilisi, 2011.
Artykuł został opublikowany 16.01.2012 r. na na łamach portalu „Polityka Wschodnia”: http://politykawschodnia.pl