Część Dziesiąta - S Z A M I L

Rodowód Szamila. – Wychowanie. – Objaw charakteru. – Podróże naukowe. – Szamil miuryd. – Rana piersiowa. – Wysokie stanowisko. – Wybór Szamila na imama. – Prace organizacyjne. – Propaganda. – Wpływ moralny. – Zasady religijne. – Moskiewskie kłamstwa. – Tolerancja. – Wypadki w Achulgo. – Zdolności militarne. – Kierunek ludowy. – Szczyt potęgi Szamila. – Daniel – Bek.

Duchowe zniżanie się Szamila. – Dyktatura dynastyczna. – Niezadowolenia ludu. – Nowe organizacje. – Upadek Wedenia. – Zdrada Daniel – Beka. – Opuszczenie Szamila przez lud. – Zemsta ludowa. – Obrona w Gunibie. – Niewola. – Rodzina Szamila. – Zpotęgowanie siły moskiewskiej i niebezpieczeństwa.

**

Upadek miurydyzmu, a następnie i podbój Czerkiesów przez Moskali, wiąże się bardzo z upadkiem Szamila w Dagestanie. Gdy człowiek ten należy do największych znakomitości, jakie w naszych czasach wydały góry kaukazkie i gdy wypadki miejscowe wybitnie odrysowały tę postać na tle krwawych a zaciętych bojów, przypatrzmy się bliżej i poznajmy ją od kolebki.

Wedle zebranych na miejscu wiadomości Szamil urodził się w miesiącu czerwcu 1797 r., we wsi Gimry (Gumry albo Humry), w wolnej gminie Kojsubu, będącej częścią Awarji. Jego ojciec Dengaw-Mahomet był rolnikiem stanu wolnego, a matka jego Bachu lub Pachu-Mesedon miała pochodzić ze stanu beków, to jest szlacheckiego. Szamil miał tylko jedną siostrę Fatymę (Patymat).

Pochodzenie matki wedle praw miejscowych nadawałoby Szamilowi tytuł szlachectwa, gdyby wówczas już społeczeństwo kojsubulińskie nie rządziło się zasadami demokratycznymi.
Opowiadają, że od samego urodzenia, Szamil był bardzo wątłego zdrowia i że przez to rodzice jego mieli wiele z nim kłopotu. Żadne starania, ani żadne leki przyczyniające wydatki, nie mogły go w ciągu kilku lat przyprowadzić do należytego zdrowia. Ktoś kabalistycznie doradził, aby mu zmienić imię i że to może przemienić jego niemoc na siłę.

Przezwano go więc Samuelem. Zdarzenie mieć chciało że chłopczyna właśnie wtenczas gdy zamiast Alego począł nosić imię Szamila, czuł się coraz zdrowszym, nabywał czerstwowości sił i rósł jak na młodziach.

Temperament jego okazał się wesołym i swawolnym. Żadna gra, żadna zabawa chłopiąt wiejskich nieobyła się bez niego. Z odkrytą piersią jak i wszyscy i często boso, ścigał się z zawodnikami do mety, wdrapywał się na okoliczne skały, albo z narażeniem potłuczenia sobie boków spuszczał się w głębokie parowy. Zabawami temi, rzucaniem kindżała do celu i machaniem szaszką, nabył takiej zręczności, że już go nikt z rówienników w tem nie przesadził.

Gry te ćwiczące ciało i zdradzające jego usposobienie do oręża nic nie przeszkadzały Szamilowi do chętnego przykładania się do nauki czytania i pisania. Chłopiec okazywał przytem usposobienie uczuciowe. Był mocno przywiązany do ojca, matki i siostry. Lubił bardzo towarzyszów szkolnych i zabaw, lubił krewnych swoich i cieszył się nawzajem ich przywiązaniem.

W miarę wzrostu jego, wzrastało w nim także poczucie godności i obowiązków człowieka. Z przykrością patrzał on na smutną skłonność ojca swego do upajających napojów i nieraz czytał mu ustęp z koranu, w którym zabraniało się pijaństwo. Pewnego razu gdy ojciec się upił i idąc w tym stanie przez wieś stał się przedmiotem pośmiewiska, Szamil będąc już podrostkiem nie mógł znieść takiego upokorzenia. Gdy się więc wytrzeźwił, wbrew zwyczajowemu zachowaniu się dzieci względem ojca, stanął przed nim Szamil, z nieśmiałością ale i z determinacją i powiedział:

- Ojcze mój! Gdy się jeszcze raz zdarzy, że sąsiedzi nasi będą się z ciebie śmiali, ja nie przeżyję tego, bo w oczach twoich życie sobie odbiorę.

Zapowiedzenie to jedynego i niezmiernie kochanego syna, silne zrobiło wrażenie na Dengaw-Mahomecie i już go dotąd nikt nigdy nie widział pijanym.

Okazywane przez Szamila chęci do książek skłoniły ojca, że go przeznaczył do zawodu naukowego. Mający piętnaście lat młodzieniaszek udał się do sąsiedniej Akuszy, aby tam jak powiadają odbierać wiadomości teologiczne i naukę języka arabskiego u Gimryńczyka Kazi-Mułły, ówczesnego tam Kadiego ( sędziego ). Oddając się pracy, długo on tęsknił do rodziny i do wsi swojej i dla uspokojenia uczuć wyrywał się przy każdym zdarzeniu do Gimrów. Nacieszywszy się rodzicami i z kochaną siostrą Fatymą, biegł Szamil do sąsiadów, aby powitać młodych przyjaciół. Potem znów wracał do Akuszy, do nauk.

Lecz z miesiącami, z latami, miłość jego poczęła w sercu przybierać głębsze i szersze rozmiary; przestał on ja ograniczać do swojej tylko rodziny i do swojej wsi tylko. Rozciągnął on miłość do całej krainy kojsubujskiej i do Akuszy, a następnie do całych gór i dalej, gdzie go wiedza nauki poznajomiła z innemi mahometańskiemi ziemiami.

Skończywszy kursa swoje w Akuszy, a pragnąc nabycia dalszych wiadomości, puścił się w świat dagestański i kolejno zwyczajem uczniów miejscowych, słuchał nauk u najsławniejszych ulemów (mistrzów) [1]. Między innymi był i u Dżemmal-Eddina, późniejszego teścia swego w Kumuchu. Znajomość języka arabskiego otworzyła mu stare skarby wiedzy i piękna w księgach zapylonych, ale jeszcze bardzo świeżych dla synów Kaukazu.

Podróż ta naukowa była podwójnie korzystną dla niego, bo nietylko wykształciła umysł różnostronnie, ale zarazem dała poznać jego zdolności najświatlejszym ludziom w kraju, a ludowi między którymi przebywał, okazała wielkie serce jego i olbrzymią wzniosłość ducha, z której jak z minaretu miała się potem głosić potęga Boga i sława islamizmu.

Tak lud o nim mówił.

To też gdy 1830 roku podniesioną została chorągiew miurydyzmu, a Kazi-Mułła ów poważny, milczący, głęboki mistrz jego objął hetmaństwo wojny świętej, umieścił on zaraz Szamila w przybocznym hufcu swoim.

Szamil wśród drużyny miurydzkiej dawał dowody męztwa, a przedewszystkim pytany, podawał rady nacechowane żywym, jędrnym a śmiałym poglądem. Praktyczność jego zdania, będąca wyrazem potrzeb ogółu, będąca wagą ciążących okoliczności i miarą środków stosowanych do użycia, do tyla zastanawiała uwagę Kazi-Mułły, że mąż ten wyraźnie zalecał go na przyszłego immama miurydów.

Kazi-Mułła, jak powiedziałem, zginął bezśmiertnie na zwaliskach Gimrów w 1832 roku. Szamil w ucieczce torując sobie drogę między Moskalami, z których podobno że trzech powalił na ziemię, sam tak mocno został pchnięty bagnetem w piersi, że dalej nie mógł postępować. Na zakręcie ciasnej uliczki schował się on do ocalałego od zniszczenia domu, gdzie los sprowadził za nim niejakiego Mahomet-Alego, który później w ciemną noc, między posterunkami moskiewskimi, zdołał go ociekającego ze krwi przeprowadzić do pobliskiej wioski. We wsi tej nikogo nie zastali, bo wszyscy mieszkańcy uciekli w góry i w pieczary. Dostał się nareszcie na pół żywy Szamil do wsi Uncukul i tam zaległ łoże niemocy.

Zdało się że dni jego już były policzone, gorączka go mocno trawiła, a rana przybierała groźny charakter. Ale gdy po 25 dniach wrócił z wyprawy bojowej miejscowy chirurg Abdul-Azis i opatrzył go, chory uczuł tyle ulgi, że zasnął na całą dobę. Przybyła do niego w tym czasie i siostra Fatyma z Aszylti i przyniosła mu jego kosztowności po rodzicach pozostałe. Szamil patrząc na te kosztowności, rzekł w duchu miurydzkim:

- Weź to siostro, co mi potem….

Fatyma niezmiernie ceniąca i kochająca Szamila, wnioskując z tych słów brata prędką zapowiedź śmierci, zlękła się i zzieleniała z bolu sercowego.

Lecz stan zdrowia Szamila polepszać się odtąd począł, gorączka ustawała i rana się oczyszczała. Po trzech tygodniach starania, chirurg Abdul-Azis oświadczył mu, że już ustało niebezpieczeństwo, wszelako zalecił mu trzymiesięczny spoczynek.

W tym właśnie czasie podnosiło się po klęsce nowe, silne życie. Lud wołał o nowe boje i o następcę świątobliwego Kazi-Mułły. Miurszyd Mułła-Mahomet wskazał do tej godności walecznego Hamzad-Beka, a uroczystość wyniesienia go na immama odbyła się w Irganaj. Radość i okrzyki ludu uszczęśliwionego były nieskończone. Okrzyki te odbijając się echem od skał, przelatywały przez wąwozy od wsi do wsi i doleciały do zacisza Szamilowego. On, który obawiał się aby sprawa miurydyzmu, sprawa wolności i niepodległości, nie skonała ze śmiercią Kazi-Mułły, uszczęśliwił się tą wieścią. Nie dniami, ale chwilami już wzmagał się na siłach i przed terminem jaki mu naznaczył lekarz, poszedł do opuszczonej przez Moskali wsi Gimry i z rozjaśnionem ze szczęścia obliczem stawił się przed nowym hetmanem. Hamzad-Bek ujrzawszy Szamila, którego z powodu ciężkiej rany uważał był za uniezdolnionego do działań, z zapałem uniesienia przyjął go u siebie i również jak poprzednik umieścił go przy swoim boku, aby korzystać z jego nauki i rad.

Hamzad-Bek właśnie potrzebował kierunku takiego umysłu, jaki posiadał Szamil. Hamzad-Bek odznaczał się odwagą i osobistą dzielnością bojową. Śród walczących zastępów, jego rycerska postać malowniczo się przedstawiała między chorągwiami jego orężników. Siła rzutności jego magnetyzowała podkomendnych i nakazywała uznanie jego wyższości …. Ale wyższości chwilowej i warunkowej. Hamzad-Bek był stworzony do wprowadzania w bój towarzyszów, ale nie był on pono ani taktyk głębszy, ani strategik rozległy, a jeszcze bardziej nie był on administrator, ani polityk. Zacny Hamzad-Bek póki jeszcze w pysze nie zanurzał swej władzy, może czuł sam ten brak zdolności swoich i właśnie dla tego wezwał Szamila aby mu radził i pomagał. Dawne koleżeństwo i przyjaźń wzajemna ułatwić bardzo mogła te nowe stosunki, w innych już warunkach teraz postawione.

Szamil na wstępie doradzał nowemu immamowi, aby czasowo wstrzymał się od walnych bojów i aby przedewszystkiem zajął się w początkach wytworzeniem sił potrzebnych i zjednaniem sobie ludności ujarzmionej przez chanów i Moskalów, a potem aby stanowczo uderzył na Awarją. Przeszedł też cały rok na takich przygotowaniach, a w 1834 roku jak się wzmiankowało już, Hamzad-Bek zdobył Hunzag, inaczej Chuzach, a wielce szkodliwy dom nuncalów (chanów) w pień wyciął.

Wypadek ten przypisują głównie radzie Szamila, jako wówczas zapamiętałego wroga domów panujących na Kaukazie. Jednak jeżeli się Szamil zgadzał na podobne przedsięwzięcie, czemu trudno przeczyć, katastrofę tę wszelako należy uważać jako wynik okoliczności. Twierdzą że Szamil uwiadomiony o przechowanym w Hocatlu 12-letnim bracie chana, Bułaczu, kazał go również ściąć; lecz jemu także przypisują ocalenie młodej chanowej nie dla tego że była brzemienną, ale że była córką przychylnego mirydyzmowi szamchała (chana ) Mechti. Ten ostatni powód jest dowodem, ża Szamil kierował się nie nienawiścią z zasady do wszystkich członków rodzin książęcych, ale wyrozumowaną przez niego koniecznością gładzenia tylko tego co na drodze postępu sprawy stawało.

Wytępienie domu chańskiego w Awarji nie utorowało jednak drogi miurydyzmowi, owszem niektórych chanów związało więcej ze sprawą moskiewską, a nawet przewodnicy oddzielnych społeczeństw wolnych poczęli słuchać ze wstrętem o miurydyzmie. Lud ważył się w opinji.

Bądź co bądź Szamil był rad ze zwycięstwa i zajęcia Awarji, która była powodem znacznego przedtem przelewania krwi, a która na ten raz zdobytą została ofiarą tylko kilkunastu osób. Ale znając usposobienie wielu Awaryjczyków, a głownie mieszkańców Chunzachu, przychylnych rządom chańskim, Szamil radził Hamzad-Bekowi, aby się osobiście usunął z Awarji. Hamzad-Bek zaś ufny już własnemu rozumowi nie słuchał Szamila, owszem dla nadania sobie powagi groźnego zwycięzcy, osiadł w chunzachskim pysznym zamku chańskim, otoczony strażą ze setki może ludzi złożonej. Kilkakrotne rady Szamila nie mogły z tej fałszywie łechcącej go ambicji sprowadzić, a nareszcie ozwał się: „już moja brona po uprawnej roli bronuje, nie rozbije się ona o kamienie.” Jeszcze Szamil powróciwszy z wyprawy do Gimrów, niepokojony dolatującemi go wieściami, wysłał swego nukiera (posyłkę) do imama, błągając go o przeniesienie się do Hocatla o trzy mile do Chunzachu leżącego. Po trzech dniach nukier wrócił nocą do Gimrów i wysłał żonę do Szamila z uświadomieniem, że dla wielkiego zmęczenia nie może się stawić przed nim. Szamil domyślał się nieszczęścia i krzyknął:

- Hamzad-Bek zabity!...

Sprawdziwszy swój domysł, Szamil z prawa mu służącego natychmiast objął tymczasowo dowództwo nad hufcami Górali. Wielu kadiów zarządzających niepodległymi krainami, z powodu już zaszłej śmierci miurszyda Mahometa-Mułły, który ogłaszał imamów, w imieniu plemion wyprawiło poselstwa do Szamila, aby przyjął na siebie władzę imama. Lecz Szamil odmówił i przedstawił do tej godności kandydatów.

Po wspólnem porozumieniu się następnie kadiów, naznaczono w celu wyboru imama, zjazd ogólny na dzień 2. października 1834 roku, na górze Araktan (Arakany) [2].

Zjazd jednogłośnie zaraz okrzyknął Szamila imamem.

Szamil dobrze rozważający stan rzeczy i przewidujący, że w tych warunkach w jakich społeczeństwa miurydzkie w owym czasie zostawały, nie mógłby ująć w swe ręce wszystkich sił moralnych i materjalnych kraju, że dla utrzymania swej harmonji między plemionami musiałby poświęcić prawie cały czas, nie chciał przyjąć ofiarowanej mu władzy. Gdy Szamil przedstawił Zjazdowi Sagida z Igali, ten odpowiedział:

- Nie na moje siły takie brzemię, nie na moje zdolności takie rządy.

Gdy Szamil przedstawił na imamstwo Chadżio-Debira (Gazio) z Karanaju, ten także powiedział:

- Czyny żywota mego, ani imię moje nie budzi zaufania powszechnego. Przemawiam za tobą Szamilu, bo imię twoje brzmi na ustach każdego miuryda, a o sławie twojej dzieci nawet prawią.

Gdy Szamil jeszcze przedstawiał innych kandydatów i obiecywał każdemu swą pomoc, gdy ci kandydaci wymawiali się a nikt ich nie popierał, wtedy zniecierpliwiony rozprawami Chadżio, ozwał się do Szamila:

- Jak to, więc i ty Szamilu dopuszczasz abyśmy już drugi dzień trawili na rozprawach!? Ty się targujesz i nie chcesz przyjąć władzy dawanej ci przez wszystkie plemiona ? Więc ty gardzisz życzeniami plemion!? Wrogi na okól nas obstąpili, szyki na ciebie patrzą i czekają hasła twego na boje, a ty się uchylasz od obowiązku ! Więc ty chyba chcesz uniknąć śmierci poprzednich imamów? …. Co niepodobna ! Słuchaj Szamilu, jeżeli nie przyjmiesz władzy, my nazwiemy ciebie naszym nieprzyjacielem !...

Szamil do głębi ducha wstrząśnięty takiemi wyrzutami, odezwał się donośnie:

- Nie uchylam ja się od śmierci i w kazawacie (wojnie św.) gotów jestem zginąć. Nie jestem waszym nieprzyjacielem, bom gotów w obronie waszej umierać. Szczerze jednak wam powiadam, że ja się nie czuję zdolnym do rozkazywania wam, bo nie mam u was powagi Kazi-Mułły, bo nie mam u was bojowej sławy Hamzad-Beka. Wiem zaś że ludzie, których podaję na imamstwo mają szacunek powszechny, więc będą mieć i łatwiejsze posłuszeństwo. Przyszły imam potrzebuje bezwarunkowego posłuszeństwa wszystkich, aby dokonał czego się od niego wymaga. Popatrzcie wzrokiem jasnym. Zasady miurydyzmu wymawiają się ustami, a nie są wykonywane. Gdy potrzeba bojów, wtedy prowadzą się różnolite spory, waśnie, z których wróg korzysta, a nasi w zemście giną z rąk swoich. Każde plemię, a często i gmina osobnem polem chodzi. Imamy wiele trudu mieli, aby w potrzebie skupiać rozdrobnione siły. Przyszły imam, którego wybierzecie powinien mieć wszelką władzę i wszelkie posłuszeństwo.

Po Szamilu przemawiał Sagit, Chadźio i inni, a każdy powtarzał o potrzebie posłuszeństwa i wszyscy na nowo zażądali od Szamila przyjęcia władzy. Szamil wtedy przemówił:

- Czy wszyscy zgadzacie się słuchać moich rozkazów?

- Co każesz wykonamy, gdzie wskażesz pójdziemy… i różnie w tym duchu przyrzekali zebrani.

Wówczas Szamil złożył ręce na piersi, podniósł oczy w górę i wyrzekł:

- Nic się nie dzieje bez woli Boga. Mówię wam i ogłoście plemionom, że ja jestem imamem!...

Zaraz odbyła się uroczystośc wyniesienia Szamila, którego wybór był tryumfem całego ludu.

Szamil zaczął od tego, co niegdyś doradzał Hamzad-Bekowi, zaczął od organizowania sił wojennych. Aby tej organizacji nadać moc trwałą i użyteczność, oparł ją na obszernych podstawach administracyjnych i politycznych. Była to praca trudna, przerywana walkami z wrogiem i z wewnętrzną nawykłością do zupełnie innych urządzeń, innych form, gdzie niegdzie może do większych, ale w samowolę wyradzających się swobód społecznych, które Szamil kazał poświęcić dla nowych ustanowień.

Organizacja ta przeprowadzała się powoli i nabierała mocy i trwałości w miarę zwycięztw, otrzymywanych nad nieprzyjacielem. Podaję ją tu w opisie, jak już stanęła koło 1840 roku, ze wzmiankami późniejszych ustanowień.

Ziemie podwładne Szamilowi, dzieliły się administracyjnie i wojskowo na cztery obwody, pod zarządem pierwszorzędnych naibów (wojewodów). Tymi naibami byli Acherdi-Mahoma, Sznaib-Mułła, Hadźi-Murat i Kibit-Machoma; później Daniel-Bek, Toszaw-Hadżi (czasowo) i Kazi-Mahomet.

Obwody te, z najwyżej 300 tysięczną ludnością, dzieliły się na naibstwa pod zarządem drugorzędnych naibów, których bywało dwudziestu. Każdy z głównych naibów zarządzał osobiście jednem z naibstw swego obwodu.

Naibstwa liczące po kilka tysięcy familji, dzieliły się na debirstwa (opola) pod zarządem debirów, a debirstwa na gminy pod zarządem mułłów.

Naibowie posiadający w swem ręku kilka połączonych władz, dla podołania czynnościom mieli swoich pomocników i pisarzy (mistrzów).

Siły wojenne Dagestanu i Czeczni dzieły się na piechotę, jazdę i artylerję. Liczba pierwszej wynosiła najwyżej 40.000, drugiej 6000, a trzeciej 500 ludzi.

Do piechoty liczył się każdy mieszkaniec zdolny do przenoszenia trudów obozowych. Broń własną i żywnośc zapasową na kilka dni, każdy mieć musiał w pogotowiu.

Niezdolni do trudów obozowych, niektórzy kalecy i niedorostki w razie wymarszu zdrowych ludzi z aułu, stanowili załogę miejscową (pospolitaki).

Imam starał się urządzić i nizam czyli regularną piechotę, ale słabe środki Górali i wstręt do bagnetów, wiele mu trudności stawiały. Nizam w 1850 r. przełamamy w związku swoim na dolinie szalińskiej przez Moskali, już się więcej nie zorganizował.

Jazda (murtari) wybierała się w każdej wsi, po jednemu z 10 dymów. Jeździec bywał odziany, uzbrojony i dostawał konia od rodzin, które go wybierały. Nadto jeździec w ciągu roku dostawał od nich 10 rubli żołdu, 10 worków zboża i 10 fur siana. Rodzina dostarczająca jeźdźca żadnych wydatków na utrzymanie jego nie ponosiła.

W razie zniszczenia której wsi przez nieprzyjaciela, jezdni utrzymywani byli ze skarbu imamskiego.

Jezdni powinni służyć od 20 do 60 roku życia pod chorągwią naibską i oprócz prowadzenia bojów z nieprzyjacielem i eskortowanie naibów, spełniali niekiedy i policyjne obowiązki.

Artylerję urządził imam dopiero w 1842 r. po zabraniu 40 dział moskiewskich z Awarji i gdzieindziej. Używał jej w polu i na pozycjach w obronnych aułach i w zamkach. Artylerja ta obsługiwaną była przeważnie przez zbiegłych od Moskali Polaków, a osobliwie Rusinów z nad Dniepru. Lecz byli przy obsłudze i czyści Moskale. Fabrykowane w górach działa z napisami arabskiemi z jednej strony: „Szamil,” a z drugiej: „Bóg wzmoże i wzniesie swą chwałę,” nie wytrzymały prób.

Siły te tak musiały być zawsze rozłożone na kresach granicznych, że zaledwo część ich mogła być użytą do ruchów na moskiewskim terytorjum. Na jeden punkt bez osłabienia innych nie mógł Szamil więcej gromadzić nad 10 do 15 tysięcy, a im więcej tem na czas krótszy.

Wszystkie zastępy bojowe dostawały proch przez naibstwa, ze skarbowych fabryk w Uneukulu, w Wedeniu i na górze Gunib urządzonych. Rzadko i to tylko przy obfitości prochu wydawał się on dla polowania, zabaw i t.d. Na ten wszakże użytek istniało kilka prywatnych fabryk. Czeczeńcy nie posiadający takich prywatnych fabryk, płacili po dwie kule za jeden nabój prochu.

Urządzone magazyny prowianckie po naibstwach, a powstałe z wnoszonej dziesięciny od każdego zboża, dostarczały żywność zastępom przeznaczonym do dłuższego przebywania na linjach bojowych, a w razie wypadku i gminom dotkniętym nieurodzajem, lub spustoszeniem przez nieprzyjaciół.

Cała siła piesza i jezdna podzielona była na dziesiątki, setki, trójsetki i t.d.

Starszyzna nosiła różne odznaczenia. Główni naibowie srebrne naramienniki na obu ramionach. Inni naibowie i naczelnicy jazdy nosili jeden naramiennik owalny. Juz-baszi (setnicy), ust-juz-baszi (trójsetnicy), bez-juz-baszy (półtysiączniki), nosili na piersiach różne srebrne blaszki kwadratowe, z odpowiedniemi napisami.

Za zasługi bojowe nagradzał imam końmi, szatami honorowymi lub pieniędzmi. Od 1841 r. za odznaczenie się dawano znaki według stopnia zajmowanego stanowiska. Niekiedy na poległych znajdowano naszyte na czałmie na piersiach z arabskim napisem: „walecznemu setnikowi” i trójkątne medale z napisem: „szczególnie walecznemu setnikowi”. Pierwszorzędni naibowie ozdabiani byli gwiazdami. Do niektórych z tych znaków przywiązana była nieznaczna pensja. Oprócz tych powszechnych oznak zaszczytu, imam niekiedy wyłącznie. Achwerdi-Mahoma miał u naramiennika zawieszony medal z napisem: „nie ma waleczniejszego nad Awerdi-Mahomę i dzileniejszej szaszki nad jego szaszkę.” Naibstwa i gminy odbierały za męztwo chorągwie z odpowiednimi napisami. Niektóre gminy dostawały kamienie z wyrytemi dla pamięci opisami ich głównych czynów. Taki kamień wmurowany był w baszcie nad bramą we wsi Gergebil, po obronie w 1847 r. od napadu księcia Worońcowa. Odbite nieprzyjacielowi chorągwie oddawały się zwyciężcom dla ozdoby ich domów. Takie chorągwie odbite gen. Grabbemu mieli Sznaib i Ułubej.

Przeciwnie za tchórzostwo w boju, winowajca nosił prawy rękaw obszyty wojłokiem [3], albo miał przyszyty kawałek szarej materji na plecach i nosił go dopóty, dopóki następnym męztwem nie zmazał swojej poprzedniej winy.

Przy nowej organizacji i przy zaprowadzonym coraz lepszym rygorze, zastępy miurydzkie robiły się coraz więcej zręczne w boju, stawały w wybornym szyku i w potrzebie potrafiły się rozwijać w linje i łamać w kolumny i w czworoboki.

Najdzielniejszym hufcem miurydzkim, byli murtizigaty, jeźdźcy doświadczonej odwagi, waleczności i wypróbowanej wierności dla sprawy i przywiązania do osoby imama. Stanowili oni przyboczną straż Szamila i w domu i w obozie. Liczba ich różna bywała; było ich niekiedy dwustu i mniej, a czasem i kilkuset ludzi. Za wojny wschodnie w 1854 r., w oczekiwaniu na przybycie Turków, dano im uniformy. Hufiec ten bezwarunkowo oddany usługom imama, obowiązany na czas murtizigactwa do bezżenności. Ci którzy mieli żony musieli zawiesić swoje stosunki z niemi i z całą familją, aby łatwiej aż do poświęcenia życia swego mogli słowem i przykładem, walecznością i rezygnacją, wpływać wszędzie i zawsze do utwierdzenia miurydyzmu i władzy imamskiej. Mieli oni zupełne utrzymanie ze skarbu imamskiego; szeregowi brali po 10złp. Miesięcznie i część zdobyczy osiągniętej na nieprzyjacielu. Niekiedy część ich bywała rozlokowywana po wsiach w pobliżu rezydencji imama. Oszczędzani oni bywali w bojach i tylko występowali w chwilach gdy osoba imama była zagrożona. Naczelnik murtizigatów był tak wysokiego znaczenia, że zasiadał w dywanie imamskim.

Oprócz administracyjnychi wojennych przeobrażeń, Szamil usuwając prawo zwyczajowe, a odmienne w każdem plemieniu, urządził także sądownictwo na podstawach szarjatu. Po naibstwach, które były osią krajowego zarządu, kadiowie rozpatrywali sprawy i wydawali wyroki. Decyzja w ważniejszych sprawach kryminalnych a nawet politycznych należała do naibów. Wyroki wszakże śmierci podawane były do przejrzenia pierwszorzędnym naibom, a w niektórych razach i imamowi, a raczej zostającemu przy jego boku najwyższemu urzędnikowi sprawiedliwości, którym był najdłużej uczony i cnotliwy Czeczeniec Taszaw-Hadźi.

Stosownie do winy, różne kary były wymierzane na winnych. Za jedne przestępstwa winowajcy nosili kawałki szarego sukna na sukni, nie mogąc w tym czasie mieć żadnych stosunków z kobietami; za drugie sadzani bywali do ciemnic na paro lub kilkotygodniowe więzienie. Tym ostatnim rodziny dostarczały żywność w gatunku i w ilości dozwolonej. Winowajcy osądzani bywali także na kary pieniężne albo na dostawienie pewnej ilości zboża lub bydła. Te ostatnie kary praktykowały się szczególniej w sprawach o zemstę krwi.

Wiadomo, że Górale z uświęcenia zwyczaju liczyli sobie za obowiązek religijny mścić się śmiercią za śmierć, kalectwem za kalectwo. Nie jedno zabójstwo rodziło szereg nowych. Synowie, wnuki, mścili się za przodka swego, bracia za braci, krewni nawet dalsi obowiązani byli do zemsty. Szamil dopiero w wielkim wysileniem przekonał lud, że zemsta krwi powinna być spełnianą tylko na wrogach kraju, a w łonie jednego społeczeństwa powinna się załagadzać karą majątkową krzywdzącego, na korzyść rodziny skrzywdzonej i na korzyść skarbu publicznego.

Dla uniknięcia podobnych przestępstw srodze było wzbronione używanie upajających napojów.

Kary śmierci były dwojakiego rodzaju, jedna poczesna, a druga hańbiąca. Poczesną śmiercią ginął ten, kto siedzący na ziemi z odwiniętym kołnierzem na szyi i nachylony w modlitwie miał mieczem głowę odciętą. Hańbiącą zaś śmierć ponosił, kto na rusztowaniu miał toporem odrąbaną głowę.

Jeńcy wojenni – mówi się o szeregowych – zostawali niewolnikami tych, którzy ich na polu bitwy zabrali. Prawo dozwalało właścicielom postępować z nimi według upodobania. Byli więc przedawani i używani do robót około domu lub w polu, do paszenia trzód i innych zajęć. Przyjmujący wiarę mahometanską i żeniący się w górach, stawał się równym innym mieszkańcom.

Oficerowie moskiewscy uważani byli za niewolników tej z gmin, która ich ujęła. Przeznaczani oni byli do wykupu za parę do kilku tysięcy rubli. W czasie targu o nich, nie używano ich do żadnych robót, a niekiedy wypuszczano z więzienia, z warunkiem aby za wieś nie wychodzili. Podporucznik Nikorin, podpułkownik Kobjew i inni opowiadali o łagodnem z nimi obchodzeniu się.

Uciekających oficerów okuwano w cięzkie kajdany i trzymano w lochach, a czasem tracono. W czasie szybkiego marszu Moskali pod Dargo w 1845 roku, Szamil odstępując nagle i paląc auł, kazał ściąć 34 uwięzionych tam oficerów.

Szamil mając wzgląd na zminiejszanie się ludności przez ciągłe boje, dozwolił naibom upoważniać takie związki małżeńskie, którymby się nawet rodzice nowożeńców sprzeciwiali. To prawo dające oporę dla miłujących się par, jako przeciwne odwiecznym zwyczajom, wywołało niezadowolenie niejednych rodziców, twierdzących że ono upoważnia młodzież do przedwczesnych niedozwolonych związków z sobą. Spory o wysokość kołymu czyli wiana, jakie powinien wnieść nowożeniec rodzicom zaślubionej, toczyły się często przed sądami, z prawem apelacji do naibów, którzy ostatecznie sprawę rozstrzygali.

Do czasu nowego urządzenia, skarb publiczny albo imamski (beit-el-mal) zasilał się z chamusu czyli piątej części zdobyczy, przez kogokolwiek i gdziebądź na nieprzyjacielu osiągniętej; składał się jeszcze ze sztrafów pieniężnych wnoszonych za wyrokami sądowemi przez przestępujących prawa. Szamil zaś do powyższych źródeł skarbowych, dodał jeszcze kilka innych. Naznaczył on powszechny podatek zekat po rublu z każdego domu; dołączył wszelkie przekazane po zmarłych dochody meczetowe i przyłączył wszelkie majątki po właścicielach bezpotomnych.

Szamil chciał urządzić własną mennicę, ale jak mówią, z obawy aby Moskale nie podejrzewali gór o posiadanie bogatych kruszców, albo aby mu nie nasyłali fałszywej monety, zaniechał tej myśli. Trudno wiedzieć coś rzeczywistego w tym względzie, ale wiadomo, że konfiskował on narzędzia i warstaty tych, którzy się robieniu moskiewskich pieniędzy oddawać chcieli. Ostatecznie z obawy aby podwładnego mu kraju fałszywemi pieniędzmi nie zarzucano, za podobne rzemiosło naznaczył on karę śmierci przez ucięcie głowy.

Ze skarbu imamskiego dawano nie tylko na utrzymanie domu imama, na utrzymanie murtizigatów, ale wydawano nagrody wojskowe, wspomagano zniszczone na majątkach rodziny oraz wdowy i sieroty po poległych obrońcach; wspierano mało mające dochodów meczety i szkoły przy nich urządzone; zasilano funduszem młodych ludzi udających się po wyższą naukę do Konstantynopola; zaopatrywano też ludzi wysyłanych w poselstwie i t.d.

Urządzona poczta, służyła tylko dla spraw publicznych. Posłaniec (nukier) okazywał papier od imama lub od którego naiba, dostawał w każdej wsi gotowego konia i przewodnika, a na noclegach dostawał kwaterę i pokarm. Spisane rozporządzenia ogólne, administracyjne lub policyjne, pod odpowiedzialnością debirów i mułłów, przesyłały się ze wsi do wsi, zatknięte w rozszczepioną laskę na podobieństwo dawnych wici.

Całą tę budowę organizacyjną Szamil uwieńczył dywanem, który był jego radą i ministerstwem w różnych gałęziach zarządu. Dywan ten w ostatnich czasach składało się sześciu członków: Mohammed-Efendi (godność biskupia) z Kazi-Kumucha, Radzabil-Mahoma z Czerkej, Jahija-Chadźio naczelnik artylerji, Dżemał-Eddiu teść Szamila, Chadźio-Debir z Karanaj i Mitlik-Murtuzali komendant murtiźigatów. Prócz tego dwóch mirzów; Mahomet-Kadi i Adir-Chan pełnili obowiązki przybocznych sekretarzy imama.

Praca organizacyjna Szamila, oparta na duchu miejscowych potrzeb, a przeprowadzająca się lat kilka z wysileniem, przygotowała góry do długiej niewidzianej nigdy takiej obrony w tych stronach i przeciw siłom, któreby w krótkim może czasie mogły zachwiać nie jednem państwem europejskiem drugiego a nawet i pierwszego rzędu.

Lecz Szamil rozumiał, że same boje jako nienawistne zapasy dwóch sił, nie doprowadzą gór do żadnych rezultatów. Ściskał więc on te prace cementem idei religijnej, jak się wyraziła odezwa do Kajtachów „podnosząc do wysokości słowo Boże.” Nie przestawał on na tem, że idea miurydyzmu, że nauka Mahometa-Mułły, że życie Kazi-Mułły zapalały lud do walki i czyniły go zdolnym do przenoszenia trudów. Utrzymywał on ciągłą propagandę, ukazując wolnośc jako najzacniejszą cechę człowieka, ukazując chanów jako gwałcicieli prawa Bożego, a Moskali jako najezdników podkopujących grunt, na którym idea wolności i równości się utrzymuje.

Szamil obrzydzał ludowi bogactwo, jako psujące człowieka, jako wiążące go do ziemi, jako trwożące go w boju i w domu. Jego porywająca wymowa podnoszona była do apostolskiego znaczenia, gdy życiem swojem stwierdzał słowa swoje. Ubiór jego był ze zwyczajnych krajowych wyrobów. Żadnych błyskotek, jedwabiów nie nosił i nie pozwalał ich rodzinie swojej. Wykwintnych potraw unikał. Całem jego pożywieniem była rano i wieczorem herbata albo mleko z chlebem, a w ciągu dnia ryż i miód z chlebem albo owoce. Jadał zawsze sam jeden, usługiwany przez żony.

Skromne życie Szamila prowadziło za sobą wielką oszczędnośc skarbca ogólnego, którym mógł dowolnie rozporządzać. Szanował on grosz publiczny i dbał o jego przysporzenie.

Te osobiste przymioty Szamila więcej działały na lud niż najzręczniejsze zabiegi dyplomacji, ale dla tego właśnie samego był on znakomitym politykiem. Któż to sprawił jeżeli nie on, że ta Czecznia, która odrębnie zawsze się rządziła i walczyła, że ta Czecznia tak harda, gdy szło o usunięcie jej autonomji, że ona naraz w 1837 r. zgadza się iść pod prawa miurydyzmu. Światły i waleczny jej naczelnik Toszw-Hadźi przyjechał do Dagestanu i w imieniu całego ludu skłonił głowę przed imamem.

- Sława bojów twoich, powiedział jest chwała gór, ale sława cnót twoich jest chwała całego islamizmu. Zgasł mój rozum przy jasności unysłu twego, niech on mnie odtąd oświeca i kieruje naszem plemieniem.

Szamil po paru latach osiadł między tym ludem w Dargo, a potem w Wedeniu, aby osobiście wpajać w niego taryhat, nie bardzo zgodny z jego dutychczasowemi społecznemi zasadami i urządzeniami, oraz aby ściślej połączyć Czecznię z Dagestanem.

Chanowie wstydzili się swego upokorzenia, i dla zatarcia rażących różnic niektóremi urządzeniami, starali się nasladować miurydzkie ustanowienia.

Moskale aby zatrzeć Szamilowi imię, nazywali go obałamucającym lub religijnym oszustem. Posty jego a szczególniej chaławaty (medytacje) w meczecie , lub w gabinecie, po odsiadywaniu których zwykł zorocznie zwoływać mułłów i dawać im nowe wskazówki życia, nazywali obłudą. Pomawiali go, że się ogłasza nowym prorokiem, że udaje iż rozmawia z Bogiem i z Mahometem, aż między wileu bajkami wymyślili jedną, którą dla próbki i porównania przytaczam.

„Gdy jednego roku straszny głód zapanował w górach, Szamil zebrał radę. Radzili różnie wezwani naibowie i mieli się ku wyjściu nic nie postanowiwszy, gdy stara matka Szamila powiedziała:

„-Jabym radziła, aby uczynić pokój z Urusami, bo im nie podołamy, a tylko przez upór same cierpienia spadają na lud biedny.

„Wezwani naibowie spojrzeli po sobie jakby zapytując, czy nie jest to zdanie Szamila wypowiedziane przez jego matkę. Zasmucił się bardzo z tego Szamil, bo wypadek ten nasuwał mu niezmiernie wiele kłopotu. Każda Góralka za podobne odezwanie się musiałaby być karaną. Począł więc myślić jak ma postąpić z matką i czy ma prawo wydawać na nią wyrok. Rada powiedziała, że on jako imam jest sędzią najwyższym całego loudu, a więc i swojej matki rodzonej. Szamil więc oddał matkę pod sąd, który ja skazał na 40 rózeg chłosty. Przeczytawszy wyrok, zamknął się Szamil na trzy dni w meczecie i rozmyślał. Potem kazał zwolać sąd i lud i przemówił do niego:

„-Ludu prawowierny! Jesteś wyznawcą proroka. Ten prorok nakazał w koranie karać winnych. Moja rodzicielka zgrzeszyła przeciw Bogu, żądając naszej zgody z niewiernymi. Według ustawy koranu moja matka winna więc być karaną i sąd sprawiedliwie ją osądził na karę cielesną. Modląc się o oświecenie mego rozumu – abym nie zbłądził w tak trudnym dla mnie razie, gdy syn ma zatwierdzać wyrok na matkę _ odebrałem od proroka natchnienie, które rozstrzyga tę wyjątkową na mem stanowisku sprawę. Otóż przestępstwo musi być ukarane, ale karę ja mogę przyjąc na siebie.

„Potem zaleciwszy wykonawcom wyroku, aby kara nie pozornie tylko ale poczuciowo była wykonana, położył się imam na przygotowanym kobiercu i odebrał szczerych czterdzieści rózg. Szamila pobolało jakiś czas, a głupi Górale naprawdę uwierzyli, że on z Bogiem i prorokiem rozmawia.”

Moskale puszczając taką historyjkę, mieli zamiar rozpuścić wieść, że całe już góry, że już nawet matka imama – a która wtedy wprawdzie nie żyła – poddania się im żądała, i że Szamil jeden jako chciwy trzyma się krnąbrnie w swych buntowniczych zamiarach.

Takie tendencyjne baśnie chociaż z najlepszą wiarą były przyjmowane przez moskiewskie żołdactwo, a chanów i ich popleczników bawiły, nie miały posłuchu u ludu ujarzmionego, bo on czerpał wiadomości z gór przez swoich abreków (wychodźców), albo tajemnym sposobem od pogranicznych mieszkańców gór wolnych.

Lud wiedział, że Szamil był szczerym wyznawcą koranu, że miał tę samą co i on wiarę, że się modlił i spełniał obowiązki religijne z głębokiego swego przekonania. O żadnem oszukaństwie, ożadnem szalbierstwie imama, nigdy nikt w górach nie mówił, bo nikt tego nawet nie przeczuwał. Życie zaś codzienne Szamila na które ciągle baczono, budziło powszechny szacunek i dowodziło o jego prawdziwej bogobojności.

Spełniając zasady swojej wiary, Szamil publiczne dawał dowody poszanowania innych przekonań religijnych. Wielu żydów w swobodzie pod jego opieką wyznawało swoją religję. Roskolnicy moskiewscy uważani za rewolucjonistów w urzędowej wierze, biegli pod jego opiekę i pod nią dopiero swobodnie mogli rozprawiać o Rjazinie, o Pugaczewie i swobodnie mogli zachować liturgją i księgi uświęcone przez patrjarchę Nikona [4]. Mieli oni swoją cerkiew w Dargo, a gdy w 1845 roku dla kombinacji strategicznych spalił ją Szamil z całą swoją rezydencją, sam kosztem skarbca publicznego kazał potem wybudować inną w Szubucie.

Szamil ani Górale, pomimo ich usposobienia rekigijnego, nigdy nie byli zagorzalcami, ani prześladowcami. Usposobienie ich religijne w mahometaństwie tak się miało do tureckiego, jak w katolicyzmie polskie naprzykład do hiszpańskiego.

Przy opisie walk miurydów, podałem zarys bojów Szamilowych, nacechowanych wyższemi pojęciami taktyki i strategji. Z nich każdy łatwo mógł rozpoznać silny charakter męża tego, który nie łamał się ponoszonemi klęskami, ani też nigdy nie zapalał się dobrem powodzeniem. Nie zbyt on dbał o opinję osobistej waleczności, ochraniał zawsze swą osobę i oprócz achulgińskiej obrony, tylko w razie ostatecznej potrzeby dobywał szaszki i mieszał się pomiędzy szeregami swoich hufców. Nigdy go też żaden Góral nie nazwał dźigitem, chociaż Szamil poniósł w bojach dziewiętnaście ran od kul, od bagnetów i od pałaszy i chociaż był gotów do największych poświęceń osobistych.

Obaczmy go na tem polu, właśnie w zamku Achulgo w 1839 roku, który dla kombinacji strategicznych chciał koniecznie ale nie mógł wtedy utrzymać. Było to po długiem oblężeniu, po stracie paruset odważnych Górali, a szczególnie dzielnych przywódców Ali-Beka, Surchaja, Ali-Czuła i Mahomy, gdy brakło amunicji i żywności i gdy wszystkie punkta prócz jednej skały nad rz.Kojsubyły już zajęte, Szamil dla wyjścia z trudnego położenia postanowił prowadzić układy z jenerałem Grabbe. Mieli oni w tym celu spotkanie na płaszczyźnie przed zamkiem. Zasiedli obaj na kobiercu, a po za nimi o kilkadziesiąt kroków stało z dwóch stron po kilkaset ludzi uzbrojonych.

Grabbe z góry powiedział Szamilowi, że Moskale dlatego atakują niektóre plemiona, że one napadają na drogi, na forty i na stanice kozackie.

Szamil odpowiedział, że gdyby Moskale wycofali wojsko swoje z Dagestanu, a na linji kaukazkiej gdyby się cofnęli za Terek, wtedy nastałby trwały pokój.

Grabbe przedstawił Szamilowi niepodobieństwo samoistnego bytu Górali i że oni tylko pod rządem cara mogą być szczęśliwi.

Szamil odpowiedział, że plemiona istniały dawniej, rządziły się same, że więc i nadal mogą pozostać niepodległe.

Grabbe później obiecywał imamowi wysoki stopień jeneralski, wielkie majątki i łaskę carską.

Szamil odrzekł, że w islamizmie nie może mieć wyższego znaczenia nad to jakie posiada, i że bogactwa go nie obchodzą.

Potem układali się o zamek Achulgo i stanęło na tem, że poddanie się zamku miało w trzy dni nastąpić, a pozostała załoga miała być z Szamilem wolno wypuszczoną. Dla zapewnienia wykonania tej umowy, Szamil wydał Moskalom najstarszego swego a kilkoletniego syna Dżemal-Eddina, jako zakładnika.

Szamil poświęcając syna, nie myślał jednak o kapitulacji. Chciał on tylko zwłoki czasu dla wycofania całej załogi z zamku. Ucieczka urządzona była z pomocą wiązadeł broni poskręcanej sznurami z końskich ogonów, i spuszczonych ze skały na koryto rz.Kojsu, urządzona była i z tratwy na której miała się załoga przeprawić częściami na drugi brzeg.

Ulubiona siostra Szamila Fatyma, zapytał go wówczas, coby jej wypadało czynić, gdyby w czasie ucieczki napadli na nią Moskale.

- Otóż masz kindżał, powiedział jej Szamil podając jej oręż, nie oddawaj się żywą !...

Z kilkoma ludźmi, z żoną i z synem młodszym souścił się najprzód Szamil szczęśliwie. Lecz… Moskale dostrzegłszy ruch tratwy na wodzie dali ognia i skierowali działa na skałę, z której spuszczała się improwizowana drabina. Nie pozwolili się oni nikomu już ratować, a o świcie zażądali natychmiastowego poddania zamku, pod groźbą stracenia syna Szamilowego.

Załoga nie chciała się poddać. Moskale szturmowali zamek i opanowali go. A wtedy gdy już prawie wszyscy obrońcy padli, Fatyma – matka trojga dzieci – aby się żywą nie oddawać, kindżał braterski utopiła w swych piersiach.

Poświęcenie Szamila powiększone potem jeszcze zostałe śmiercią jego najdroższej żony po imieniu także fatymy (Patimat), córki chirurga Abduł-Azisa z Unkula, która po rozstaniu się z synkiem Dżemał-Eddim, z ciężkiego smutku po nim umarła.

Moskale takie znaczenie przypisywali zajęciu Achulgo, że wybili pamiątkowy medal dla kilkunastotysięcznego zdobywającego go oddziału. Myśleli oni, że w tym zamku siły góralskie się skruszyły.

Nie było tak jednak, bo Szamil w którego duchu ześrodkowała się cała potęga Górali, umiał klęski łagodzić i poprawiać się z błędów.

Odtąd nigdy już on nie dowodził osobiście żadną załogą, już nigdy nie narażał gór na zawikłania jakieby wynikły z raptownej śmierci jego albo też niewoli. Rozległe zaś jego kombinacje wojenne zaraz wstrzymały w szachu nieprzyjaciela, który go licznemi bataljonami opasywał. Nagły potem a obrachowany rzut sił ku Awarji, zmusił wroga do opuszczenia nie tylko świeżo zajętego Achulgo, ale i innych ważnych punktów.

W miarę powiększania się liczby nieprzyjacielskiego wojska, które z korpusu kikunastotysięcznego wzrastało do dwustotysięcznej armji, musiał Szamil i potrafił z jednych i tych samych zaspbów miejscowych, wytwarzać coraz nową a większą siłe.

Była to rzecz trudna!... Łatwo było Moskwie zapełnić kadry i wysyłać coraz nowe bataljony, pułki i dywizje; łatwo jej było sprowadzać sztucery belgijskie, które miały przewagę nad gwintówkami góralskiemi, - bo ona mogła oddzielić część wyćwiczonego wojska i wydać miljony pieniędzy na jego potrzeby, - Szamil zaś nie miał wyćwiczonego wojska, a jego skarbiec publiczny był zaledwie fortuną naszego panka. Przeciw regularnej, płatnej armji, musiał on wyprowadzać do boju lud, który sam ciężko uprawiał ziemię, którą część zebranego zboża zwoził do magazów, który wspólnym kosztem uzbrajał kawalerzystów i który sam siebie musiał uzbroić w rynsztunek wojskowy.

Z tego ludu jednak przez utrzymanie porządku i przez podnoszenie idei wolności, Szamil utwarzał bitne zastępy, prowadząc go na zaciete walki.Ten lud kierowany przez Szamila nieraz przepędzał Moskali z gór i z miejsc ufortyfikowanych. On to w górzystej Awarji w 1841 i 1842 roku zabrał wrogom działa i ogromne zapasy amunicji. Na innych punktach szarpiąc ich podjazdami, wyrywał im zagrabioną zdobycz. A owe walne bitwy w lasach iczkeryńskich i jeszcze obrona Gergebila, Sałtów i Czochów jakiez to nauczające dały dowody, że lud wyzwalający się dziesięćkroć mniejszych potrzebuje zasobów materjalnych do prowadzenia wojny, niż naród ujarzmiający ! Lud ten 300-tyxięczny tylko, biedny, ogłodzony nieraz, jakąż poteżną siłę stanowił przeciw wrogom. Tajemnicą tej siły było gorące pragnienie niepodległości i poświęcenie ….

Poświęcenie przedewszystkiem!... Kto powiada, że Górali zasłaniały tylko skały i niedostępne miejsca, ten się myli. Nie ma miejsca, któregoby nie można było obejść i zdobyć, choćby długiem oblężeniem. Górale przedewszytkiem walczyli poświęceniem. Ileż oni w ciągu wojny utracili mienia i dobytku ! Tysiące sztuk bydła i owiec, jedyny skarb biednego ludu, uprowadzała Moskwa. Liczne auły, z setkami pietrowych domów w ruinę obrócone zostały.

Sami Górale opuszczając swoje siedziby palili je i palili wszystko z mienia co w nich było. Często rodzina góralska rzucała wszystko co miała, na pół naga uciekając przed niewolą!

Nie góry więc same, nie urwiska i nie rzeki, ale takie zrozumienie walki i tylkotakie poświęcenie mogło dziesiątki lat przedłużać wojnę….

Szamil, jak się rzekło, mówił ludowi o marności rzeczy ziemskich, a zalecał niezależność społeczeńską. Czyny wszystkie sprowadzał on do zasługi religijnej.

Człowiek ze zdrowemi zmysłami a niespodlony na duchu, może tylko zginąć dla wzniosłej idei. Umierają ludzie za niepodległość ojczyzny, za wolność, umierają i za wiarę. Górale umierali za wiarę, bo szczytnie ją postawili pierwsi nauczyciele miurydyzmu, mówiąc że mahometanin nie może być niczyim niewolnikiem, bo on z prawa boskiego powinien być wolnym. Chociaż zasada ta odnosiła się tylko do jednego wyznania, lecz wobec najazdu moskiewskiego wystrczyła dla ludu, któremu chodziło tylko o odparcie tego najazdu. W dogmacie wiary, dającej mu wolność, znajdował on ideę, która zaspokajała jego najdroższe pragnienia. Nieraz nawet starzec uwolniony od stawania w zastępach, szukał boju i bił się choćby na pojedynkę, aby mógł umrzeć za tę ideę.

Moskale swojemi przyborami wojennymi, odbierający przewagę jaką istotnie w niektórych okolicach dawały Góralom skały i wąwozy, nie mogli ich jedankże przełamać, dopóki idea taka przejmowała umysły całej ludności i Szamila.

**

Duch miurydyzmu koncentrujący się w górach Dagestanu schodził powoli ku dolinom i wstępował już na ziemie Czerkiesów. Szamil od 1842 r. miał u nich swoich powiernych, a nareszcie swego namiestnika w osobie Mahomet-Amina. Zdawało się, że Szamil przedstawiciel idei miurydyzmu w niedługich latach wyprze Moskali za Terek i za Kubań, i że zapewni niepodległość ludności kaukazkiej.

Dzieło ro możeby się uwieńczyło pożądanym skutkiem, gdyby nie świetny z powierzchowności, ale w skutkach najfatalniejszy wypadek, który jeśli nie przyniósł zarodu upadku, to z pewnością przyczynił się do poniżenia ducha miurydyzmu u Górali. Mam tu na myśli przerzucenie się na stronę niepodległych plemion sułtana (chana) ziemi elisujskiej, Daniel-Beka.

Daniel-Bek cały czas od rozpoczęcia bojów przez Miurydów, należał do liczby tych chanów, którzy walczyli przeciw wolności i równości społeczeńskiej. Podległy Moskalom, przepuszczał swobodnie ich wojsko przez swoje posiadłości położone z południowej strony Lezgistanu i w czasie wypraw przystawiał im kontygens milicji, którym często i sam dowodził. Moskale – tłómacząc się potrzebą zabezpieczenia osoby samego sułtana, przystawili do jego boku w zamku Elisu, oddział z piechoty i z kozaków złożony, z parą armatami. Nareszcie tłómacząc się potrzebą baczności na emisarjuszów miurydzkich z gór wysłanych i potrzebą ciągłych stosunków sułtana z rządem moskiewskim, przystawili mu komisarza rządowego pod nazwą stanowego prystawa. Każdy taki urzędnik bywał na to postawiony, aby powoli, od czasu do czasu, zręcznie wydzierał władzę panującym domom i aby nareszcie lud ukorzyć przed carem.

1844 roku był właśnie takim prystawem urzędnik Mieluszko, który zbyt widocznie i nagle zaczął ścieśniać sułtana w jego postępkach, a nareszcie dopuścił się na nim osobistej obelgi. Chociaż Daniel-Bek bardzo już przywykł do Moskali i wiele z ich zwyczajów wprowadził do swego domu, nie mógł jednak znieść doznanego od Mieleszki upokorzenia. Zwołał on nagle lud do meczetu, przedstawił mu nadużycia najezdników, zerwał z siebie szlify jeneralskie i ordery carskie, zdeptał je nogami, a lud za sobą wezwał do walki. Mieleszkę zaraz kazał powiesić, zaś kozaków z dwoma działkami, naśladując w tem mieszkańców Gimry, którzy wypędzając Moskali od siebie pomagali im działo przez górę przeprowadzać, wyprawił pod własnym konwojem za granicę posiadłości!?... Następnie Daniel-Bek ogłosił się wyznawcą zasad miurydzkich, opuścił swiją rezydencję w Elisu i z liczną ludnością przeniósł się w wyższe, obronniejsze okolice.

Czyn ten sprawił niesłychane wrażenie na Kaukazie. Moskale zdziwieni i przerażeni nim, ostrożniej ale i podejrzliwiej zaczęli postępować i innymi panami. Górale ucieszyli się. Szamil aby okazać że nie jest wrogiem osób ale zasad chańskich, że nie pragnie żadnego z nich śmierci, ale wymierza im według czynów ich sprawiedliwość, mianował zaraz Daniel-Beka naibem Irybu. Oddał mu pod zarząd nie tylko świeżo przyłączoną krainę, ale i kilka naibstw przedtem już wolnych.

Szamil niezmiernie ujęty czynem Daniel-Beka, otaczać począł jego osobę, szczególnemi względami i okazywać mu tyle szacunku, ile nie okazywał żadnemu z naibów. Dla ściślejszych jeszcze z nim więzów, ożenił później syna swgo Kazi-Mahomę z córką Kerimą (Karimat), dorodną ale dumną dziwicą, nazwaną różą Kaukazu.

Węzły te jednak drogo opłacili Górale i sam Szamil.

Słyszałem nieraz, że Daniel-Bek i w górach nie był zadowolony z losu swego. Wiem że prowadził on korespondencję z swoją krewną Nach-Bike, chanową mechtulińską a podwładną moskiewską. Można przypuszczać, że on ją prowadził z wiedzą Szamila, lecz to pewna, że pod jaj jawną osłoną, przysyłał on chanowej wiele tajemnych zwierzań się. Nawiasowo pisał on do niej, że gdyby go Moskale żywcem ujęli, pewnoby go srogą śmiercią zamordowali. Chanowa znowu także z wiedzą i w skutek zapewnień urzędowych księcia Argutyńskiego lub Orbeljani odpowiadała, że gdyby on wrócił, nie tylko że życiaby swego nie narażał, ale powróciłby sobie dawny stopień jenerał-lejtnanta i pensją jaką posiadał.

Daniel-Bek zrazu wcale nie myślał o powrocie do Moskali. Chociaż był podwładnym Szamila, jednak zaspakajał swą dumę pierwszym znaczeniem, jakie po imanie posiadał w górach. Chodziło mu tylko o zapewnienie sobie tego znaczenia. Myślał on, że w razie śmierci Szamila, gdyby wybór padł na jakiego podrzędnego miryda, albo nawet na którego z jego dawnych poddanych, jego stanowisko mogłoby byż zniżone, albo nawet zupełnie podkopane. W potocznej więc rozmowie z naibem tylitlińskim Kibit-Mahoma, pochodzącym także z chańskiej rodziny, podsuwał myśl, aby dla usunięcia nieporządków jakieby mogły wyniknąć po śmierci Szamila przy wyborze nowego imama, a z których Moskale bardzoby mogli korzystać, zawczasu przygotować przyszłego imama.

Myśl ta na pozór zacna i oględna, podawana w kołach starszyzny, znajdowała coraz więcej uznania. Szamil długi czas nie dawał w tym względzie swego zdania, ale swojem milczeniem zdawał się pochwalać podobny pomysł.

Dywan imamski nareszcie i pierwszorzędni naibowie przedstawili Szamilowi propozycję, by dla powodów wyżej wzmiankowanych, naznaczył po sobie następcę w osobie syna swego Kazi-Mahomy.

Szamil nie odpychając zasady zabezpieczającej spokojne przejście władzy do swego następcy, odparł tylko formę tego aktu. Pochodząc sam z wyborów, chciał aby i jego następca z nich także pochodził. Zwołał więc 1848 r. wyjątkowe za swych rządów zebranie starszyzny wszystkich gmin Wedenia, dla rozpatrzenia tej ważnej sprawy. Zebranie to na którem Szamil osobiście nie był, składające się całe z ludzi zależnych od naibów, a więc i od Szamila, zadecydowało najprzód potrzebę wybrania następcy, a potem ogłosiło Kazi-Mahomę przyszłym imamem.

Rzecz przeprowadzona była spokojnie i szybko. Dyktatorska choć niewidzialna reka Szamila nadała ład zebraniu. Jego moc miała się przelewać na przyszłość w jego pokolenia i utworzyć nową panującą dynastję w górach. Myślało tak wielu z głównie Daniel-Bek. Szamil prawdopodobnie myślał także p tem. Wiele czynów w przyszłości zdradzało te jego myśli, czyli wykrywało odstępstwo od idei miurydyzmu.

Krok fałszywie postawiony spychał go odtąd powoli do nowych ciągłych, idących za sobą błędów i do przepaści. Szamil wzrosły już w pychę, zwykle już nie mącącą ale zakrywającą jasne pojęcia, nie rozumiał tego, że gdy Moskal potrafi oddać życie swoje za cara, - bo bez niego nie mógłby istnieć, - że Góral wcale nie potrafi przelewać krwi swojej dla żadnego choćby miurydyzmem uświęconego chana; nie rozumiał on wtedy, że gdy ideą polityczną moskiewską jest car – niewola – podbój, że odeą góralską jest Bóg – wolność – swoboda.

Szamil wtedy już się przeżył. Jak każdego człowieka osobiste zasoby ducha i potęga zdolności, chociażby on był największym i najgenialniejszym, mogą wystarczyć tylko dla jednego pokolenia, tak i Szamil w krępujących go formach władzy, odosobniony od ludu, żyjący dawnemi a nie odświeżającemi się pojęciami społeczeństwa, nie odczuwał nowych potrzeb, nie umiał korzystać z nowych okoliczności i stojąc na szczycie tego społeczeństwa, własną ręką łupał je na dwa odłamy, czyli na dwa prądy życia.

Starszyzna próchnieć zaczęła, lud począł narzekać na swoich mułłów, debirów i na swoich naibów. Jeszcze on nie śmiał nic mówić przeciw Szamilowi, ani przeciw jego synowi.

Szemrania te dochodziły do uszu Szamila, który zamiast wniknięcia w istotne potrzeby ludu i zadosyćuczynienia im, przestawał na zalecaniu, aby naibowie powiększali straż domową i aby bez eskorty nigdy się z domu nie oddalali. Poczet swego konwoju poprzedzanego toporem jako godłem władzy, kazał odtąd także wzmacniać w podróżach. Wzmacniając terroryzm, zabijając samodzielność, budził on nowe niezadowolenia. Nie umiał on już pogodzić mocy dyktatury, potrzebnej w tak trudnych zapasach z nieprzyjacielem, z potrzebą rozwoju życia umysłowego i duchowego, które daje siłę walkom.

Niezależnie od jego z natury prostego i łagodnego wsposobienia, wkradła się na jego dworzec pod nazwą potrzeby, fałszywa etykieta. Chociaż do ostatka rządów swoich wzbraniał on żonom szat jedwabnych i wszelkiej wykwintności, chociaż z synowej swojej aby nie była dla domu jego pokusą, zdejmował błyskotki i rzucał je w ogień, chociaż sam w ubiorze i w jedzeniu nie zmienił wcale trybu skromności, jednak dziedziczna dyktatura siłą nazwy samej czyniła i cały dom odosobnionym. A nie było komu ostrzec Szamila o jego i o całego ludu niebezpieczeństwie.

Żony jego, które miały dla niego niekłamany szacunek, teraz mu także poczęły składać oznaki hołdu. Najulubieńsza w tym czasie Szuaneta darząc go szczerą miłością, nie umiała jako wychowanka chrześcijańska i nie mogła jako nie przeczuwająca ducha góralskiego, objaśniac go temi radami, jakie serce przez przeczucie dać mogło. A tamta która na Szamila pewien wpływ wywierała, Fatyma z Uncukulu, już nie żyła.

Czerpiąc więc wiadomości o kraju z urzędowych tylko sprawozdań dywanu, z doniesień naibów lub z jedynie poufnych stosunków jakie miał z synem Kazi-Mahomą, domyślał się tylko niezadowolenia ludności i sądził, że dodaną jeszcze jedną gałęzią organizacji, dojdzie do uciszenia opozycji.

Dla zaciągnięcia wiadomości o krzywdach ludu lub o jego potrzebach, ustanowił pod zarządem syna Kazi-Mahomy rodzaj żandarmskiej instytucji: mudirów, których obowiązkiem było sprawdzać czynności naibów i mechtesibów, objeżdżać wskazane im okolice, przyjmować wszelkie zażalenia, a oprócz tego wymiarkowywać usposobienie ludności i wpływać na nią w duchu z góry natchnionym.

Widzieliśmy, że przeszłą organizacją Szamil silnie zorganizował podwładny mu kraj i że przez to ułatwił obronę jego; lecz po zwichnięciu swej drogi nic nie potrafił zmienić ani dodać w duchu swego społeczeństwa, ale naśladował obce organizacje, zbytnie albo nieodpowiadające miejscowym potrzebom i charakterowi wojny, jaką była powyższa.

Ściśnięty lud w swoich czynnościach, w żadnej osobistości nie mógł wykazać wyższego talentu czy to na polu bitwy, czy też na polu administracji. Nie mogli się wykazać nowi samodzielni partyzanci Hamzad-Beki, Surchaje, Ali-Beki, Mahomet-Musa-Kaije, i tacy taktycy jak Sznaib-Mułła, a osobliwie pogromca Moskali nad rz. Walerik, znakomity Achwerdi-Mahoma. Ostatnia organizacja i jej dopełnienia zbyt skuły osobistą swobodę każdego Górala, obcięły mu skrzydła imaginacyjne i umysł przykuty do poziomu. Nie wychowała ona mędrców ludowych, do wspólnictwa których w wzniosłości myśli i ducha przyznałby się Mahomet-Mułła z Jarachu lub Kazi-Mułła. Ich miejsca na naibstwach, zajmowali ludzie miernych zdolności, ale układni przed Szamilem. Inni wyższego talentu, już zestarzali, trzymani byli na urzędach, aby wspierali istniejący porządek czyli ustaloną formę i zasadę następstwa imamskiej władzy w jego rodzinie. Naib Duba i Hadżi-Murat wyróżniali się tylko z tej kategorji.

Kazi-Mahoma mastępca imamski, o którym sam ojciec powiedział, że „mój Kazi-Mahoma zajęty jest haremem,” chociaż osobiście mężny, lecz niedoświadczony i nieudaolny jako taktyk, dla wprawy do rządów orócz innych poruszeń, mianowany został pierwszorzędnym naibem w Czeczni. On, Daniel-Bek i starzec Kibit-Mahoma, w ostatnich latach, jakby o zakład bitwę po bitwie przegrywać poczęli.

Tacy naibowie pomimo klęsk przez nich ponoszonych nie usuwani od dowództwa, przestawali budzić zaufanie i niepokoili lud rozpowszechniającem się niedołęztwem. Osobliwie niemiłym i obawnym stał się dla niego Kazi-Mahoma. Lud też szczególniej z nad Kara-Kojsu, szukając sam przez się przyszłego hetmana, zwracał oczy na Agałar-Beka z Kazi-Kumuchu, jenerała moskiewskiego. Był to zapalczywy nieprzyjaciel Szamila, rzutki i zdolny wojownik i organizator, ale czy byłby dobrym miurydem, czy odpowiedziałby zadość powołaniu imama ?... wątpię. Przyczyną jego niezdolności do takiej władzy wskazuję w rozwiniętym w nim potem nałogu do pijaństwa.

Taki był stan rzeczy w 1852 roku, gdy Szamil nie mogąc siłą wyprzeć Moskali z nad morza Kaspijskiego, powziął zamiar ogarnąć te strony za pomocą walenrodyzmu. Udając niełąskę Hadżi-Murata, a potem zabrawszy mu rodzinę, zniszczywszy jego majętność i zagroziwszy ukarać śmiercią, wysłał go, po tajemnicy wprzódy umowie, do trudnych robót spiskowych. Chociaż Szamil zręcznie uczynił go w oczach Moskali odstępcą od mirudyzmu i smiertelnym swoim nieprzyjacielem, jednak walenrodyzm, jak to już opisałe, nie powiódł się Hadżi-Muratowi, a Szamil stracił najlepszego, najwięcej uroku w górach i na dolinach mającego partyzanta.

Siła sprawy miurydzkiej, w gnieździe swoim traciła już na żywotności. Rosła ona przecież w krainach podległych Moskalom, a co najważniejsze, zapuszczała coraz głębsze i rozleglejsze korzenie w stronach czerkieskich. Trudno przewidzieć coby nastąpiło z takiego stanu rzeczy za lat kilka nawet. Ale wnoskując z niepowodzeń Moskali, którzy już przy nagromadzonej 800-tysięcznej regularnej i nieregularnej armji, zaledwie tego lub owego roku mogli chełpić się kilku milami kwad, zdobytemi na swych przeciwnikach, i licząc chociaż na jeden pomyślny obróót przyszłych powstań ujarzmionych przez Moskwę plemion, przypuścić można, że wkrótce wszędzie na lądzie byliby najeźdźcy odcięci od Gruzji i od stron południowych Kaukazu. Po zajęciu drogi wojenno – gruzińskiej przez miurydów, Szamil rozkazywałby całym górom od morza do morza, a siły moskiewskie zajęte i innemi sprawami, nie byłyby w stanie podołać wtedy Góralom.

Niebawem nastała wojna wschodnia. Ufając tureckim siłom i ich pomocy, wyższe stany czerkieskie wręcz wyrzekły się miurydyzmu, który zaledwie u jednego plemienia mocniej się zatrzymał. Tym sposobem książęta zerwali i te słabe nici, jakie ich wiązały z Szamilem. Lud wtedy musiał tam być poddany książętom.

Szamil jakby mało na to zwracał uwagi, wysłał Mahomet-Amina do Warny dla umów z Frengami, który był razem posłem i książąt czerkieskich. Jednocześnie imam wchodził w stosunki i w umowy z Turkami, o wspólność działania przeciw Tyflisowi. Niezrażony niedołęztwem tureckich baszów na azjatyckiej granicy, miał on świetne nadzieje na przyszłość. Czytywał publicznie listy odbierane przez niego od znakomitości zagranicznych, w których uwielbiano jego genjusz i zapowiadano bliską niepodległośc ludów kaukazkich. Od sułtana tureckiego, na którego przyjęcie uformował podwójny komplet murtizagatów, miał otrzymac order i tytuły honorowe. Po wzięciu Sewastopola, w pogranicznych aułach, kazał dawać salwy z dział i ręcznej broni, i tym sposobem w wielu miejscach wschodnich. Moskale dowiedzieli się o smutnym dla nich wypadku.

Szamil zrobił sam dywersją dla Gruzji, wtargnął na płaszczyznę kumykską i małemi wycieczkami utrzymywał znaczne siły moskiewskie u swoich granic.

Wtedy to właśnie Szamil tryumfował, zabrawszy księżniczki gruzińskie w zamku cinondolskim, za uwolnienie których odebrał z rąk Moskali najstarszego syna Dżemał-Eddina. Rozczulający to był widok, gdy zapłakany ze szczęścia imam, przyjmował go w swoje objęcia. Ożenił go zaraz z młodszą córką Daniel-Beka, lecz Dżemał nie lubiący jej, zawarł związki potem z córką walecznego naiba Talhika, poległego w boju jeszcze w 1860 r., co dobre wrażenie na ludzie sprawiło. Lud miał wielką sympatję do Dżemała, zawsze go serdeczniewitał jako męczennika sprawy, a nawet pragnął, aby on objął rządy po ojcu. Jednak wielu z tych co mieli synów, braci albo i ojców w niewoli, niezadowoleni byli, że Szamil nie wydostał ich razem z swym synem. Przypisywali mu oni z tego powodu troskę tylko o swoją rodzinę.

Gdy wojna wschodnia tak dziwacznie prowadzona, zakończyła się dziwaczniejszym jeszcze traktatem paryzkim, w którym ani wzmianki nie uczyniono o Kaukazie, Szamil, wedle późniejszego zeznania Daniel-Beka, mocno się zasmucił.

Mocno się Szamil zasmucił, bo z jednej strony ujrzał wpływy swoje długiem staraniem zdobyte u Czerkiesów, przez okoliczności wojny wschodniej w gruncie zniweczone, a z drugiej strony przeczuwał, że nagromadzone na tureckiej granicy siły moskiewskie, przeciw niemu się jeszcze obrócą. Radość jego z odebrania syna swego Dżemał-Eddina już miała mniejsze znaczenie, a i całe ono znikło, gdy ten syn ciężko począł chorować i umarł.

Szamil, który zapowiadał pomyślny obrót z wojny wschodniej, stracił z tego powodu także wiele uroku i u swoich bezpośrednich podwładnych. W ich oczach malejący Szamil okazał się bez znaczenia u sułtana i u Frengów.

Zaprawdę, że tyle ile Turcy i sprzymierzeni w wojnie wschodniej, nie przyczynił się nikt do podbicia Kaukazu przez Moskali !. A sumienie narodów i rządów europejskich jest spokojne i może nie przypuszcza, aby Szamil lub jakieś inne plemię czyniło im podobny wyrzut. Ale tak jest. Powtarzam, że Europejczycy pomagali Moskalom do dobycia Kaukazu!...

Szamilowe przewidzenia spełniły się. Moskale ściągnąwszy wojsko od granicy tureckiej a w części i z Krymu, w 1856 r. poczeli najprzód wydzierać Góralom odebrane im wybrzeża i doliny. W 1857 r. przeważną siłe obrócili przeciw Czeczni, aby ją oderwać od miurydów i pozbawić Górali najurodzajniejszej krainy. Wycinano i palono lasy, pustoszono całe okolice. Szamil sam niszczył co miało wpaść w ręce wrogów. Robił on nadzwyczajne wysilenia, lecz nie mógł podołać nawale moskiewskiej. Ostre męztwo Lezginów i Czeczeńców z nadmiarem znojów i niepowodzeń tępieć zaczęło. Boje, czyli jeden dwuletni bój, przerywany słabemi wypoczynkami, skończył się w kwietniu 1859 roku zdobyciem Wedenia, obronnej rezydencji Szamila.

W własciwem miejscu mówiłem o tych wypadkach obszerniej, o ostatnich zaś chwilach upadku, jako cechujących Szamila i ludność całą, uważam za potrzebne szczegółowiej się rozwieżć.

Moskale dowodzili, że dokonany przez nich podbój Czeczni, której płodami oprócz jednej Sałatwiji żywili się wszyscy Górale, musi wywołać zupełny upadek miurydów.

Szamil jednak wierzył jeszcze w gwiazdę swoją i w siłę bronionej przez niego sprawy. Pamiętał on, że Górale dwukrotnie już znajdowali się w pdobnie trudnem położeniu i że Czecznia była już dwukrotnie moskiewską. Oparty o silne pozycje postanowił on walczyć odpornie, dopóki los nie rozwiąże mu rąk do zaczepnych działań. Liczył na powstania w podbitych przez Moskali ziemiach i na zgodniejsze działania Czerkiesów.

Los go wszelako teraz zdradził. Nie los Daniel-Beka, ciągle cofając się bez bitwy, przepuścił Moskali przez podwładne mu naibstwo i oddał w ich ręce silnie ufortyfikowany Iryb. Za Daniel-Bekiem dopuścił się zdrady i Kibit-Mahoma, przepuszczając nieprzyjaciół przez ziemię tylitlińską. Lud przerażony naprzód upadkiem Wedenia, a potem taką haniebną zdradą najwyżej przez Szamila szacowanych naibówl, sam znękany ciągłemi bojami i pełny nieufności do władz swoich, z rezygnacją patrzał już na nowe zdrady innych naibów, którzy bez wystrzału oddawali Moskalom najobronniejsze stanowisko w Czoch i Ułuk-Kale. Lud ten sam, który niedawno jeszcze bronił Moskwie przejścia przez lichy strumyk, dawszy ognia z kilkunastu gwintówek, jakby dla przywitania sprzymierzeńców, spokojnie patrzał na przeprawę Moskali przez Andyjskie-Kojsu, na przeprawę trudną, na której niejednokrotnie kruszył się zaborczy zamach.

Lud ten sam, który bezwarunkowo był posłusznym imamowi, który jakiekolwiek postawienie się przeciw niemu uważał za grzech społeczeński, teraz otwarcie wystąpił przeciw jego osobie. Awarowie koło Hocatla chcieli ująć syna jego Kazi-Mahomę, by go wydać wrogom lub zabić, strzelali bowiem do niego. Gdzieindziej w lasach karabskich mieszakńcy zatrzymali juki imamskie, rozebrali 15 tysięcy rubli z kasy, zabrali broń drogą i różne kosztowności ze skarbca ogólnego. Wszędie po aułach składano hołd Moskalom, wydawano im jeńców, a nawet zbiegów, witano ich jako ludzi niosących więzy lub śmierć Szamilowi.

Lud w zapalonej nienawiści swojej do imama uczynił się naraz tchórzliwym i płaszczącym się przed wrogami, zwalając cała dzielność poprzednia i teraźniejsze swoje poniżenie na Szamila. On nie rozumiał, że przez swoje wysokie wzniesienie się duchowe, niegdyś sam postawił na wysokośc Szamila, że Szamil był jego myślą, jego wyrazem i siłą, słowem, że był jego przedstawicielem.

Szamil także jęknął boleśnie na to straszne odstępstwo ludu, który przez ćwierć wieku, był mu potulny jak dziecko. Ale czy on zrozumiał, że dzierżąc dyktatorską władzę, sam w ostatnich latach despotycznemi rozporządzeniami zabijał ducha wolności w górach, że uczyniwszy z ludu tylko maszynę wojenną, odebrał mu zdolnośc samodzielności i dał mu niemoc w nieszczęściu. Jakiegoż powtarzam człowieka, jakiego zdolnego wodza wychowały jego rządy ? Żaden się nie pokazał, bo pod nim nie było pola do samodzielności i do okazania talentów.

Ten lud, który na poczatku jego rządów miał wyrobione poczucie obowiązków aż do zaparcia się siebie, który stawiał ucywilizowanym ludom przykład poświęcenia, jakże przy końcu jego rządów zmalał, zmizerniał !? Jakby on nie ten sam był!... To też teraz lud ten w konwulsyjnych drganiach mścił się na przewodniku swoim, myśląc że sobie ulgę a jemu wymiar sprawiedliwy czyni.

Obaj nieszczęśliwi i lud i jego hetman !...

Opuszczony imam spojrzał przed siebie i obaczył wyjątkowego znaczenia góry Gunib. Odosobniona ta skała od innych wyniosłości, z trzech stron będąc pionową, lub zwieszona nad poziomem, przez naturę przeznaczoną została na silną twierdzę. Pokryta na swej powierzchni grubym słojem ziemi, karmiącej ludność dwóch wiosek i cudownie z daru przyrodzenia zapatrzona w strumienie zdrowej wody, pokazywała się sposobną do długiej obrony. Stał tam jeszcze magazyn zboża i prochownia.

Na tę górę prowadziła tylko jedna kręta ścieszka pomiędzy stromemi strzępinami skały, ścieszka na wielu ustępach zabarykadowana bryłami kamieni, prawie niepodobna do przejścia. Góra więc ta, zdała się imamowi tarczą jego przeciw wrogom i ostatnią osłoną jego godności.

Wdrapał się na nią imam otoczony pięćdziesiątkowanym tylko hufcem murtizigatów i niezachwianymi miurydami, którzy naprzekór całemu ludowi chcieli do końca wiernymi idei niepodległości.

Było ich wszystkich dwustu. Do tej garstki przyłączyli się i gunibscy mieszakńcy. Szamil więc ujrzał się wodzem już tylko może czterystu oręznych ludzi, ale na czele tej drużyny postanowił walczyć.

Spojrzał on z góry …. I do koła u stóp swojej skały, widział rozkładające się już bataljonowe kolumny wojska moskiewskiego i naliczył ich kilkadziesiąt… W oddali, przez lunetę, poznawał błyszczące się bagnety wrogów na murach Sugratla, Czoch, Tylitli ! Na taki widok można mu było zmartwieć, ale Szamil nie okazywał trwogi swojej. Głęboko wklęsłe siwe oczy jego patrzały się z pod gęstych brwi z determinacyjnym spokojem. Oczy te 62 lat na świat patrzące, wznosiły się teraz częściej niż zwykle ku niebu, jakby dla ściągnięcia ztamtąd zastępu posiłkowego. Widokiem nieba wzmacniał on ducha swego, a w niektórych chwilach zdawał się być przeniknięty nieziemską atmosferą. Jego świąteczna szata i biały turban na głowie, wtórowały formą i barwą jego duchowemu usposobieniu. Chwilami znowu prostował swą wzniosłą postać, a wtedy jego lwich zarysów, ale przyjemna twarz, przybierała ton imponujący. Znowu chwilami znac było na nim wzruszenie; zdawało się, że każdy włos na jego siwawej brodzie drgał od gry miotającej nim burzy wewnętrznej. Nadchodziła chwila pieczęci żywota.

Wódz moskiewski, kniaź Barjatyńskij, posłał do niego parlamentarza, aby się poddał i dał mu obietnicę, że będzie miał wolny przejazd do Mekki z dożywotnią pensją. Szamil odrzucił te propozycje. Barjatyńskij jeszcze kilkakroć ponawiał propozycje, ale bez żadnego skutku. Szamil w końcu nie chciał wdawać się w żadne stosunki z Moskalami i zapowiedział, że jeżeli mu będą jeszcze przysyłać parlamentarzów, iż on każe im głowy ścinać!

Moskale więc przygotowali się do długiego prawidłowego oblężenia, robiąc dla siebie reduty i zasieki. Pułkownik Tergukasow stojący z jedną kolumną pułku apszerońskiego ze strony północnej, zawiadomił sztab, iż zauważył tam moznośc dostania się po ustępach skał na szczyt góry, byle Szamil nie stawiał mu przeszkody, chociazby częścią swych wojowników. Projekt ten rozważono i przyjęto. W dzień pochmurny w przeciwnej strony tych ustępów, począł Barjatyńskij przypuszczać fałszywy atak na zabarykadowaną, a opisaną wyżej ścieszkę. Cała prawie siła Szamila pobiegła jej bronić.

Nagle miurydzi w popłochu porzucają tę ścieszkę, z tyłu bowiem siebie mieli już kolumnę Tergukasowa, która pod zasłona chmur, nie znalazłszy na swej drodze żadnego oporu, wdrapała się ustępami na sam szczyt Gunibu. Tam dopiero kilku wartowników dało ognia i uciekło ze stanowiska.

Szamil pedem zajął jedną wieś i jeszcze postanowił bronić się w niej. Nowi parlamentarze nie mogli znowu wymódz na nim poddania się. Bój się nowy zapalił, bój nierówny, bo z jednej strony najpewniejszy zwycięztwa, a z drugiej dobijający się tylko śmierci.

Daniel-Bek będący już w obozie moskiewskim, żałował takiej doli imama i prosił kn. Barjatyńskiego, aby mu nie dał umrzeć śmiercią Kazi-Mułły. Barjatyński rozumiał także, że dla tryumfu jego, że dla poniżania sprawy miurydzkiej w oczach Górali, stokroć, tysiąckroć, byłoby lepiej aby Szamil oddał się żywy w jego ręce. Więc dwa razy przerywał ogień działowy, burzący i palący ostatek schronienia wielkiego imama i dozwalał Daniel-Bekowi namówić go do poddania się, zapewniając mu teraz życie w głębi moskiewskiego kraju.

Szamil zaczął się namyślać… Zostało mu tylko 47 miurydów. Reszta poległa a z nią i kilkanaście kobiet. Pozostałe przy życiu niewiasty jedne owdowiałe, drugie pokaleczone, trzymając u swego łona drobną dziatwę także w części poranioną, jęczały z bolu ran i z bolesnego uczucia. Szamil widział ten straszny obraz nieszczęścia i rozpaczy, która ogarnęła i tę garstkę miurydów co żyła jeszcze z nim, ale niemo wyrażała utratę tej nadziei, która ją ożywiała lat trzydzieści!...

Daniel-Bek dokonał swego. Szamil się poddał!...

Wyszedł on z kilkoma ludźmi ze wsi i zmieszany stanął przed kniaziem Barjatyńskim. W tej chwili może zapragnął on śmierci Kazi-Mułły, Hadżi-Murata ,,,, za późno ! Lecz opamiętał się wkrótce i przytomnie odpowiedział na pytania kn.Barjatyńskiego. Wódz moskiewski zapytał go:

- Czy ty jesteś Szamil?

- Tak, ja jestem, odrzekł.

- Więc dobrze. Ocaliłes sobie życie. Zachowasz swoje żony, dzieci i swoje mienie. Jutro odeszlę cię do Petersburga do miłościwego cara, który ostatecznie los twój urządzi.

Niewolnik spuścił głowe nie rzkłszy ani słowa. Moskale, którzy go ogłaszali dotąd za buntownika, teraz zaczęli dowodzić, że on był znakomity wojownik, mądry prawodawca, a nawet zacny człowiek, i poczęli mu świadczyć względy i okazywać honory, jakie dawali Francuzi Abdel-Kaderowi [5]. Lecz Szamil wcale innego był znaczenia i wcale inne miał posłannictwo niż Abdel-Kader…

Wieziony Szamil z rodziną przez okolice dawno od Moskali zajęte, doznawał wszędzie od ludności największego współczucia. Smutek, rozpacz nawet malowała się na wielu twarzach. Kobiety płakały i rwały sobie na głowie włosy. Tu i owdzie rzucał się lud do całowania rąk jego i szat. Przyjmował upadły imam te objawy uczucia ludowego, lecz ze wzgardą odepchnął od siebie naiba z Żyran, który w dniach nieszczęścia opuścił zdradziecko chorągiew miurydyzmu.

Zbliżając się ku Temir-Chan-Szurze, którą kilkakrotnie atakował, gorzko zapłakał na jej widok. Od dwóch dni tłumy ludu go tam oczekiwały i zaległy drogę na całą milę. Jeden z moich rodaków, który był między ciekawymi, tak się wyraził w liście do mnie: „Poszedłem aż do Muselim-aułu, a ztamtąd kłusem biegłem pomiędzy eskortującymi dragonami, co krok się oglądając żeby mnie końmi nie stratowano.. Nie żałuję tego, bo widziałem na własne oczy Szamila ! Żon jego nie widziałem, bo wszystkie były w zakrytych brykach.”

Po kilku dniach Szamil został wywieziony do Petersburga, a ztamtąd odesłany był z całą rodziną do Kaługi, jako do miejsca swojej niewoli, zkąd uwolniony, umarł w 1871 r. w Medynie. Jego złemu duchowi Daniel-Bekowi przeznaczono do śmierci po 4 tysiące rubli rocznej pensji i wskazano mu Tyflis na miejsce pobytu.

Rodzinę Szamila składały wówczas trzy żony jego. Jedna Zaida (Zeideta) trzydziesto dwuletnia niewiasta, córka zacnego Dżemal-Eddina z Kazi-Kumuchu, która była gospodynią domu. Druga Szuaneta (poprzednio Anna) trzydziesto sześcioletnia kobieta, córka kupca Ormianina z Mozdoku, która zostawszy branką dla oswodzenia licznej swojej rodziny, wyuczyła się koranu i po dwu latach została żoną Szamila. Trzecia dwudziesto trzechletnia Amineta, która była branką z ziemi Kietów i od pięciu lat wieku swego wychowaną była w domu Szamila.

Zaida miała chłopięcych usposobień, lecz piękną dwunastoletnią córkę Nażawetę.

Szuaneta miała kilkoletnią córeczkę Zaidetę, a kilkoro dzieci poprzednich pochowała.

Synowie: Kazi-Mahoma 24-letni, jak również Mohamet-Szabi (Szeffi) 20-letni i córki Napizeta 18-letnia i Fatima (Patimat) 16-letnia, zrodzone były ze zmarłej Fatymy z Uncukula.

Do tej rodziny liczyła się jeszcze stara Bakko, matka wspomnianej Fatymy, którą Szamil wysoce cenił i dla której może przez wdzięczność opieki, jaką mu w jej domu dano rannemu po klęsce gimryńskiej, okazywał ciągle wyłączne względy. Będąc w swym zamku co dzień ją w jej mieszkaniu odwiedzał i co dzień pieczołowitością ją okrywał. Nareszczie stara Nanana, matka Aminety i piękna kokietliwa synowa Karimat, żona Kazi-Mahomy, a córka Daniel-Beka, zamykała koło rodzinne Szamila.

Dla utrzymania licznej tej rodziny w niewoli car przeznaczył 12 tysięcy rubli rocznej pensji.

Oprócz przytoczonej Fatymy z Uncukula, pożegnał Szamil cztery jeszcze inne groby, przysypując ciała zmarłych żon jego: najpierwszej Fatymy i Chorji pochodzących z Gimrów, następnie Dżawgarady niewiadomego mi pochodzenia i Zainady, Czeczenki.

**

Po upadku Szamila i po upadku miurydyzmu w Dagestanie, rząd moskiewski natychmiast starał się zaprowadzać tam swoje ustanowienia. Począł on od mianowania naczelnikiem zarządu chańskiego w Awarji, kadeckiego wychowańca, adjutanta carskiego Ibrahim-Chana z Mechtulji, który po zgasłym Sułtan-Achmecie, jako jego brat cioteczny był najbliższym krewnym ponującego tam niegdyś domu.

Podbity lud dagestanski a szczególniej czeczeński, słysząc o nieustających walkach Czerkiesów, począł się nagle upominac. Zaczął on okazywać nienawiść do Moskali, a kobiety na ich widok zakrywając oczy z płaczem wołały:

- Boże! czegośmy doczekały… Nigdy ich nasze oczy nie oglądały, a oni teraz swobodnie chodzą po naszych aułach!...

We wsi Bałakan, gdy tłumacz idący z oficerami zażądał od pastucha, aby im wystawił swoją czapkę do strzału, ten śmiało odrzekł tłumaczowi:

Lepiej sam strzelaj do oficerów, których masz obok siebie.

Po okazywaniu wielu podobnych niechęci do najezdników, gorętsi poczęli czynić zmowy do powstania. Jedna zbrojna gromada ukazała się nawet u Czarnych gór w Czeczni i do boju wstąpiła. Czujnośc jedank i nowe kaźnie moskiewskie, sparaliżowały ogólny wybuch.
Kaukaz po długich wojnach wpadł w ręce barbarzyńców nowoczesnych, tem straszliwszych, że upolerowanych pokostem cywilizacji. Wypadek ten jest niezmiernej wagi. Przewidując go sir John Mac Neil, niegdyś poseł angielski w Persji, wyrzekł znajome na Kaukazie słowa: „tutaj właśnie zachwieje się równowaga polityki świata.”

Moskwa od dawna dążyła od tego podboju, za Piotra W. i przed nim jeszcze. W przeprowadzniu swoich zamiarów była nadzwyczaj zręczną, cierpliwą, przebiegłą i podstępną. Oszukując wszystkich dokoła, potrafiła się zawsze w swych podbojach i zabiegach uniewinnić i wytłumaczyć, albo prawami międzynarodowemi, albo potrzebą dróg handlowych, albo stosunkami serdecznej przyjaźni. Wspierała jedne plemiona przeciw drugim, chrześcjan przeciw muzułmanom, panujących przeciw poddanym, poddanych przeciw panującym. Ofiarowywała się panującym z haraczami, których potem z tego tytułu nazwała dawnymi poddanymi, jako pobierającymi carską pensję. Wszystkich potem zdławiła.

Wplątując Ormian w sieci swej polityki, Moskwa oderwała od Persji i od Turcji obszerne prowincje z Erywaniem i z Achałcykiem i zbudowała na samej granicy twierdzę Aleksandropol (Gumry). Brzegi morskie uzbroiła aż do Mikołajewskiego fortu. Są to przednie placówki, do dalszych projektowanych zaborów.

Po zajęciu Kaukazu stał się ona niezmiernie śmiałą, bo powetował jej się na lądzie Sewastopol, bo ma otwarte wrota do Małej Azji i ogromne siły do jej zajęcia. Chodzi jej o przyjazną tylko porę.

Obojętność Europejczyków na los ludów kaukazkich, przypisać należy niezrozumieniu przez nich wagi posiadania Kaukazu. Inaczej czyżby oni czekali losu rozpędzonych Czerkiesów ? czyżby oni – prawda że nie jutro, ani może za wiek, czekali na cara, który jak Atylla z biczem Bożym miałby spaść na nich?...

Niech groby ludów kaukazkich będą przestrogą dla innych! Kto ma oczy niech widzi, kto ma uszy niech słucha.

Przypisy

[1] Ulem – od arab. alim oznaczające muzułmańskiego uczonego, znawcę prawa szariatu. W szerszym rozumieniu pojęcie to oznacza wszystkich wykwalifikowanych muzułmańskich duchownych, posiadających głęboką wiedzę z różnych dziedzin Islamu. W tej kategorii mieszczą się takie osoby jak mufti, kadi, fakih, muhhadith, a także w niektórych społeczeństwach mułłowie i imamowie.

[2] Obecna nazwa to Arakani, położone na płd – zach. od Bujnacka.

[3] Rodzaj filcu wytwarzanego z wełny i sierści zwierzęcej.

[4] W latach 1653 – 1655 siódmy patriarcha Moskwy i Wszechrusi Nikon (Nikita Minow) wprowadził szereg reform rosyjskiej cerkwi prawosławnej, które doprowadziły do rozłamu (raskołu) wśród wiernych i duchowieństwa. Osoby nie uznające zmian, nazywane raskołowcami, staroobrzędowcami, starowiercami, spotykały się z surowymi represjami ze strony władz carskich, w związku z czym ich znaczna część zmuszona była poszukiwać azylu w miejscach niekontrolowanych przez państwo rosyjskie, np. na Kaukazie Północnym.

[5] Abd al-Kadir al-Jaziri (1808 – 1883 r.). Algierski bohater narodowy, sufijski duchowny, w latach 1832 – 1847 ogłoszony emirem prowadził zbrojny opór przeciwko francuskiej inwazji na Algierię. Po zaprzestaniu walki i ułaskawieniu przez Napoleona III powrócił do Damaszku, gdzie poświecił się pracy intelektualnej. W 1864 r. wstąpił do loży masońskiej.



Projekt zrealizowano ze środków Narodowego centrum Kultury