Część Ósma

GRUZJA Z OSETJĄ

Chaństwo Handżińskie. – Ludność różnoplemienna. – Lud gruziński. – Tyflis. – Łaźnia. – Wizyta i zabawa gruzińska. – Dzieje Gruzji. – Obyczaje i literatura. – Moskwicenie w szkołach. – Usidlanie panów. – Sztab wojskowy. – Okolice. – Podział stanowy feudalny. – Podburzenie poddanych mingrelskich. - Zajęcia przez Moskali Mingrelji. - Smierć kniazia Gagaryna.

Upadek książęcej Swanetji. – Zmiany nazwisk na moskiewskie. – Lud osetyński w górach. – Podania. – Żydzi rekruci. – Głębokie wąwozy, zamki, osady i widoki. – Opowiadania pocztarków. – Władykaukaz.

**

Część Ósma
GRUZJA Z OSETJĄ

Chaństwo Handżińskie. – Ludność różnoplemienna. – Lud gruziński. – Tyflis. – Łaźnia. – Wizyta i zabawa gruzińska. – Dzieje Gruzji. – Obyczaje i literatura. – Moskwicenie w szkołach. – Usidlanie panów. – Sztab wojskowy. – Okolice. – Podział stanowy feudalny. – Podburzenie poddanych mingrelskich. - Zajęcia przez Moskali Mingrelji. - Smierć kniazia Gagaryna.
Upadek książęcej Swanetji. – Zmiany nazwisk na moskiewskie. – Lud osetyński w górach. – Podania. – Żydzi rekruci. – Głębokie wąwozy, zamki, osady i widoki. – Opowiadania pocztarków. – Władykaukaz.

**

Chociaż to Gruzja w czasach kwitnących rozciągała granice swoje od Czarnego do Kaspijskiego morza i chociaż daleko nad niższą Kurą pleniła swoją narodowość, jednak później ustępując w góry przed najezdnikami, traciła swój żywioł od wschodnich kresów.

W chaństwie handżińskiem, w teraźniejszym elisawetpolskim powiecie, na wstępie z Szyrwanu, znajdujemy mieszaną ludność Turkomanów, Persów, Ormian, nieco moskiewskich małakanów [1] i Niemców, to jest kolonistów różnych zdobywczych narodów i kosmopolitów, a najmniej Gruzinów.

Miasto Handża nazwane przez Moskali Elisawetpolem [2], usadowione w pysznych sadach, posiada piękny rynek otoczony bajecznej wysokości i wspaniałości czynarami. Z budynków zwraca tu na siebie uwagę meczet perski, zapewnie przerobiony z dawnej chrześcijańskiej, gruzińskiej świątyni.

Z zachodniej strony miasta wznosi się wiele mogił pozostałych po napadach moskiewskich. Pierwsze zdobycie przez nich tego miasta odnosi się do 1804 r. gdy chan broniący przystępu, padł na wałach pod ich bagnetami. Drugi napad i zdobycie nastąpiło za wojny z Persami w 1826 roku.

Kilka rzeczułek przecina drogę ku Tyflisowi [3], które w czasie wezbrań topiąc w nurtach swoich wozy, konie i ludzi, stawały się niebezpiecznemi dla podróżnych. Poczęto myślić o postawieniu na nich mostów, co już zapewno najchętniej dla ułatwienia komunikacji wojskowych uczyniono.

Na znaczniejszej rzece Hram, istnieje od czasów perskich most wiaduktowej struktury. Podróżni zwykle tu się zatrzymują i schodzą do dolnych korytarzy i do galerii urządzonej pod mostem, a na pamiątkę swego pobytu zapisują ołówkiem na ścianach swoje nazwiska, wiersze i zdania w różnych językach. Jeden tylko napis znalazłem po polsku: „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Po za Hramem, ku zachodowi, znowu rozciąga się step szeroki, wzgórkami poznaczony, a zaludniony gdzie niegdzie znowu koczującemi Turkomanami. Na drodze spotkać można było tylko znowu małakanów i kolonistów niemieckich z zapuszczonemi brodami.

Chęć zbierała zapytać gdzie są Gruzini, gdzie jest Gruzja? Czy tylko istnieje na mapach, czy tylko zostawiono imię jej w jeografji… Smutno, by w Gruzji szukać Gruzinów!...

Przecież od wsi Kodi, o dziesiątek mil polskich od Tyflisu, poczyna się lud i mowa gruzińska. Lecz lud ten chrześcijański, pod chełpiącą się opieką Moskwy, jakąż nędzą jest przygnieciony! Lud pracujący na urodzajnych rolach, chodzi głodny i obdarty!...

Bujne zboża, w trzy dni mu szarańcza nieraz zjada, a resztkami dzieli się dobroczynność Moskwy i patriarchalność panów!... Lud ten chrześcijański żyje w ziemi, w kretowinach!... Wieś poznać tylko po dymach wychodzących z otworów ziemnych i z stojącej, smutnej, murowanej cerkiewki, więcej podobnej do wiejskiego spichlerza niż do kościoła.

Patrząc na tę nędzę materialną, na tę biedę umysłową, mimowolnie przychodzi myśl porównania losu tego ludu do wielokroć lepszego bytu materialnego i wyrobienia umysłowego Lezginów, Czeczeńców, czy to wolnych, czy nawet podległych chanom!...

A lud gruzinski godzien jest lepszej doli, bo to lud prawej duszy i uczciwego serca. Szczere usposobienie jego charakteru znęca ku sobie tych, co czują w sobie wstręt do przewrotności i matactwa. Podobnie jak Moskale nazywaja Polaków bezmózgowymi (bezmozgłymi), tak również nazywają oni Gruzinów baranami. W obu tych podbitych przez siebie ludach widzą prawość i zacność charakteru, śmieją się z nich, jako będących teraz w poniewierce dyplomacji pogańskiej.

Nie przez brak współczucia, lecz umyślnie odwróćmy oczy nasze od widoku tego ludu, ale tylko czasowo, a zajrzymy do stolicy kraju.

Witam cię Tyflisie rozkoszny z twojemu sadami i źródłami. Witam cię grodzie rozsiadły nad prądem Utkwari (Kura), a sięgający kilkunastowiekowych wspomnień, siedemkroć zmieniający swoją postać po siedmiu zburzeniach! Witam cię dumo narodu opowiadającego trzydziestowiekowe dzieje swoje!...

Tyflis, po gruzińsku Tpilizi czyli Cieplice, nazwa dana od istniejących tu źródeł siarczanych, był do 380 roku wioską zwyczajną. Król Warza Bakur wystawił w tem miejscu zamek, a w 469 r. Król Wachtang-Gurgaslan [4], znany u Gruzinów pod nazwą Wilko-Lwa, zbudował miasto, które następnie było rezydencją królów Bagratidów [5].

Obecnie Tyflis zbudowany jest w stylu mieszanym wschodnio-europejskim. Przy domach z krużgankami i z płaskiemi dachami, stoją budynki jakby przeniesione z Drezna, albo z Paryża. Wszystkich domów po obu stronach Kury liczy się około 4 tysięcy. Pomiędzy ciasnemi i krętemi ulicami wyprowadzone są i proste ulice z placami. Nasrożony działami zamek Metach na skale, po lewej stronie Kury, jest cytadelą Tyflisu. – Czterdzieści kilka świątyni ocalałych lub odnowionych po zburzeniach miasta, odległej sięga starożytności, a sobór sioński miał być założony jeszcze w VI. wieku. Między tymi kościołami Ormianie posiadają 23, luteranie jeden i katolicy jeden. Ten katolicki kościół założony w XIV. wieku, w wewnętrznym urządzeniu jest podobnym do dawnych drewnianych, parafialnych kościołów polskich. Miejsce wypędzonych ztamtąd kapucynów włoskich, zajęli księża polscy i ormiańscy. Mahometanie mają tu także dwa meczety.

Stała ludność miasta oblicza się na 40 tysięcy; cyfra zaś przebywającej czasowo ludności wynosi kilkanaście tysięcy. Wojska stale tu przebywającego liczyło się koło 10 tysięcy.

Słysząc oddawna cudowne bajki o łaźniach tyfliskich, właśnie od nich począłem odwiedziny miasta. Łaźnie te zbudowane na źródłach siarczanych, utrzymywane są w największej czystości i z największemi wygodami. Łaźnie konstantynopolskie zapewne jedne mogą dobijać się z tutejszemi o pierwszeństwo, a podobno i bejruckie. Czego kto pragnie, zechce, a stąpnie nogą, zaraz wszystko leci ku niemu, a nic bez etykiety wschodniej. Najprostsza rzecz, najprozaiczniejsza nabiera u łaziebników gruzińskich wschodniego uroku, poezji, ubarwień i ułud. Myjący się i posługujący, według niezłamanego niczem zwyczaju, okryte mają biodra. Muzyka gra na korytarzach, wewnątrz zaś na łaziebnicy nucą w przestankach odbijające się echem o sklepienia, piosnki, i przyklaskują dłońmi. Gdym wyszedł ze źródła gorącego i siadłem na szerokiej, położonej na kamiennej posadzce, desce, zbliżył się do mnie krzepki młody mężczyzna z zapytaniem czym gotów do omywania. Na znak gotowości mojej, podszedł zaraz z naczyniem pełnem rozpuszczonego mydła i dmąc je rurkami, tworzył nademną kłęby chmur mydlanych, które tęczami błyszczące powolnie spadały na mnie. Powaga owego mężczyzny przy tej czynności bawiła niezmiernie, ale istotnie strachem i serdecznym śmiechem mnie przejął, gdy skoczył na mnie już leżącego i zamiast rękoma, nogami wycierało ciało moje. Czułem jak każdą kostkę przebierał we mnie, jak każden muskuł wymacywał. Ileż on wtedy wywinął kozłów, nie przyczyniając mi najmniejszego bolu, lecz przeciwnie, sprawiając poczucie odświeżania się całego ciała!... Wygodnie i wykwintnie urządzona taka łaźnia kosztuje każdą osobę zaledwie dwa złote pol. z opłatą służby.

Biedniejsi we wspólnych salach mogą korzystać z zakładu i za czwartą część tej kwoty.

Z tej łaziebnej kąpieli wyniosłem następną piosnkę o dwóch rzekach:

„Bystry Bazarickali
Kochał się w falach Bzundżi;
Lecz Bzundża chciała dumna
Do morza sama płynąć,
Gdy jednak na zkręcie
Raz się z sobą spotkali,
Został w Bzundżi objęciach
Bystry Bazarickali.

Wieczorem udałem się z listem rekomendacyjnym do pewnego młodego Gruzina, właściciela domu w Tyflisie i właściciela małej wioszczyzny, w powiecie goryjskim. Spodziewałem znaleźć się u niego w gronie rodziny i w towarzystwie żony jego. Chociaż znałem już kilka Gruzinek żon oficerów i urzędników, jednak pragnąłem je poznać we właściwym ich żywiole, na rodzinnej ziemi.

Nadzieja wszakże moja omyloną została, bo młoda gospodyni ukazawszy się zaledwo dla przywitania mnie i wysłuchania kilku słów o swoim krewnym, który mi podał list rekomendacyjny, wyszła zaraz i już się więcej nie pokazywała. Była to młoda, bardzo kształtnej kibici osoba, podłużnych nieco rysów i jasnej białości twarzy, której jak zwykle Gruzinkom za zbyt orli nos wiele wdzięku ujmował. Przez oczy jej czarne a wielkie, wyglądała za zbytnia może senność duszy. Strój narodowy, żupanik ścięty w gorsie i przezroczysty, biały welon spadający z głowy z pod czółka aksamitnego a różnobarwnego, przyozdabiał ją bardzo.

Zapewne że opowiadaniami i opisami pięknych Gruzinek, za zbyt wygórowane miałem o nich pojęcie, gdy w Tyflisie nie mogłem trafić na wyrobiony przez siebie ideał. Może być, że w Imeretji, albo w Kachetii [7] rodzą się piękniejsze córy Gruzji, ale ze wszystkich, które poznałem, jedyna księżna Eliaszowi Orbeljan, obok zalet duchowych i wykształcenia, mogła utrzymać sławę piękności swoich rodaczek.

Gruzinki chociaż od dawna są przypuszczone do towarzystw męskich i chociaż uczestniczą nieraz na wieczorach i na balach urzędowych, jednak w domowem pożyciu zwyczaj ich odosobniania się dotąd zatrzeć się nie może. Mężczyzni zawsze mają się za panów swych żon, chociaż prawie nigdy nie nadużywają tego prawa.

Wspomnione odwiedziny moje skończyły się ckliwo. Gospodarz jednak oznajmił mi, że nazajutrz przed wieczorem udaje się do pobliskiej winnicy za Tyflisem, gdzie czas miał spędzić w dobranej kompanji, i zaprosił mnie z sobą. Nazajutrz więc byliśmy w tej winnicy, sąsiadującej z fermą założoną przez ks. Worońcowa. Na wzgórku obok drzewa, pod którem zabawa poczęła się odbywać, rozłożono ogień i zajęto się pieczeniem baraniego mięsa. Wydobyto z sakiew chleb i ser i odkorkowano kilka butelek najlepszego z krajowych gatunków wina kachetyńskiego. Puszczono dla zabawy przywiezione sokoły i strzelano do podrzucanych w górę czapek. Czterech muzykantów wygrywało na strunowych i dętych instrumentach lezginkę i melodje narodowe.

Chociaż Gruzini na większych ucztach, wynoszą do picia ogromne turze rogi, srebrne azarpesze [8], miseczki metalowe, które z kolei wypróżniają się duszkiem i podrzucają się do góry podchwytywane w powietrzu przez innych, jednak na naszej zabawie uniknięto tych olbrzymich naczyń bachusowych. Krążyła tylko kuła, naczynie drewniane, okrągławe z ciasnym gardziołkiem, przez który z podniesienia cienkim strumieniem przeciekając napój do gardła, bawił biesiadników swoim dźwięcznym szmerem i zachęcał ich do częstych powtarzań tej sztucznej zabawki.

Cała kompanja była złożona z owej szlachty gruzińskiej, która jest jeszcze jak się K.Ł. wyraził, prawdziwą szlachtą: szczerą, rubaszną, rozrzutną, samowolną, pobożną, gościnną, odważną i rozpróżniaczoną.

Nie przeszło trzech godzin, gdy już całe towarzystwo było pijane, prócz mnie i prócz Dż. młodego urzędnika. My też we dwóch zajęliśmy się wyprawą biesiadników napowrót do domu i obaj czuwaliśmy nad bezpieczeństwem ich zdrowia.

Okoliczność ta dała nam obu sposobność do wymiany swoich pojęć o żywotniejszych kwestjach społeczeńskich i współczuciem zbliżyła nas do siebie.

Na trzeci dzień byłem już w mieszkaniu Dź. Przyjął mnie bardzo szczerze i wyraził, że uważa za wielką przyjemność, że ma u siebie Polaka. Prosił mnie z góry o przyjaźń dla siebie.

– Jeśli tylko będę mógł odpowiedzieć oczekiwaniu Waszemu, rzekłem, chętnie skłonię dla was moje uczucia.

– My Gruzini jesteśmy ludzie dobrzy, mówił Dż. z uśmiechem, nie mamy może takiej głowy jak Ormianie, którzy pozajmowali liczne urzędowe stanowiska na Kaukazie, a nawet kierują u nas handlem i rej wodzą w rzemiosłach, jednak w jednem jesteśmy podobni do siebie… że doskonale pijemy. Sam Tyflis wypija rocznie 8 miljonów butelek wina, więc nie licząc dzieci i kobiet przypada rocznie na jednego mieszkańca około 800 butelek.

– Prawda, rzekłem, że stosunek ten jest rażąc, jednak przypuszczam, że oprócz was znajdują się jeszcze ludzie wstrzemięźliwi.

– O są, są, ale mała ich liczba.

Spojrzawszy na parę szaf z książkami naukowej treści, poznałem w Dż. człowieka pracującego, a dla upewnienia się w moich domysłach wyjawiłem mu swoje spostrzeżenie.

– Prawda, rzekłem, lubię książki i zaglądam do nich, chociażby dlatego jedynie aby nie zapomnieć odebranych nauk.

– A któreś pan szkoły kończył?

– Byłem studentem moskiewskiego uniwersytetu.

Wniesiono herbatę. Dż zręcznie mnie wybadywał o szczegóły powstań od czasów upadku naszego narodu, o historię krajowych spisków i o propagandę ludową. Na tem prędko zeszedł czas pierwszych moich odwiedzin u niego.

Drugie odwiedziny, które w parę dni nastąpiły na moją prośbę, były całkiem poświęcone dziejom Gruzji. Dż. przejęty sympatią dla Polaka, który mógł odczuć obraz klęsk przez jego naród przechodził i przechodzi, logicznie opowiadał mi jego dzieje i nie w jednem miejscu ze wzruszeniem i z podniosłością myśli swojej.

– Jak kwieciem roślinności rumieniła się ta kraina, zaczął prawie w te słowa, tak samo rumieniła się i krwią człowieczą. Kwiecie roślinne pycha ludzka i chciwość. Tu się lała krew z małemi przestankami, tu plemiona własne i sąsiednie walczyły o pierwszeństwo. Gruzja ze krwi zrosła, we krwi kąpana i krwią żywot swój ratująca, spoczywa dziś w bezwładnem omdleniu. Słusznie że chcecie poznać dzieje tej krainy z ust Gruzina, bo z urzędowych najezdniczych pisarzów, ułożylibyście fałszywe pojęcie historii naszej i nie poznalibyście dziejów Kaukazu. W historii bowiem Gruzji leży klucz do odsłonięcia przeszłości i całych gór od morza do morza. Nie licząc Ormian, wpartych więcej w Azję mniejszą, jedni Gruzini z plemion kaukaskich potrafili tylko wytworzyć z siebie naród. Inne plemiona stanowiły i stanowią do dziś dnia niewyrobione jeszcze ostatecznie społeczeństwa.

– Właśnie z tego powodu, odrzekłem, zapragnąłem korzystać z waszych wiadomości i z waszych odgadnie dziejowych, które obcym nawet najbezinteresowniejszym pisarzom nie bardzo byłyby łatwemi.

– Nasze podania, przemówił Dż. utrzymują, że Gruzini zamieszkiwali te strony jeszcze przed przyjściem Sezostrysa z Egiptu [9] i wspominają że w 2110 r. przed Chrystusem, wódz Kartlos rządził Kartulją, to jest krajem, który w naszym kraju do dziś dnia zachował tę nazwę. Na naszych pieniądzach, już teraz z obiegu wycofywanych widzieć można z jednej strony napis „Tpilizi”, to jest Tyflis, a z drugiej strony napis „Kartuli tetri”, czyli kartulińskie srebro. Nazwy obce jak Iheryjczyków, Georgjanów i Gruzinów podawali nam Rzymianie, Grecy i Turcy.

Oprócz bajecznej wzmianki o Kartlosie, długie wieki nie można spostrzedz w historii pisanej, jakiejkolwiek wzmianki o ruchu naszego narodu. Niepodobna jednak przypuszczać aby społeczeństwo nasze nie miało jakich głośniejszych czynów, ale nikły one przy kolosalnych wówczas działaniach Egipcjan. Od VII. wieku przed nową erą, geniusz grecki wypierał powoli Egipcjan z zajmowanych przez nich krain, zabierał orężem pobrzeżne miasta, ale na dalsze okolice działał wyższością swojej cywilizacji, handlu i ruchomego postępu. Przypuszczać należy, że zjawienie się w tych czasach Greków, było pożądanym wypadkiem i dla Gruzinów, ale zamieniło się ono potem na odmianę tylko obcych panów. Gruzja za słabą była, aby mogła niezależnie działać, musiała ona łączyć się z jedną stroną aby drugą zwalczyć, a często musiała wspomagać obie strony w miarę przewagi wojennej którejkolwiek ze stron walczących. Jak Grecy wyparowali stąd Egipcjan, tak znowu Persowie i Kartagowie niszczyli miasta i kolonje greckie. Korzystając z tych walk, po śmierci Aleksandra W. wzięli się Gruzini do broni i zwalczyli namiestnikami Anona. Wódz Farnawaz ogłosił się potem królem. – W drugim znowu wieku przed nową erą Rzymianie stali się panami stron tutejszych. Gruzja otrzymała od nich nazwę Iberii i traktowana była jako jedna z prowincji rzymskich, obsadzona znacznemi załogami, obwarowana okopami i napełniona licznemi kolnjami. Ale wewnętrzne niezgody państwa rzymskiego, napady Chazarów [10] z północy i występujące siły Persów z południa wschodu, ostatecznie w III. wieku po Chrystusie wytrąciły mu tę władzę. Sassanidowie perscy [11] weszli na królewską stolicę Gruzinów i założyli tu wiele kolonji perskich. Gdy znów Rzymianie w IV. wieku walczyli z Persami, Gruzini podtrzymywali starych swych wrogów, wypędzali Persów z Ormenji i wyrabiali sobie oddzielne stanowisko. Wiara chrześcijańska poczęła wsiąkać w ludność. Król Mijam protegował nową religię, a św. Nina [12] przybywszy z Jerozolimy rozpowszechniała zasady ewangejii po właściwej Kartulji i ziemiach okolicznych. Odtąd też Gruzja weszła na nową drogę swoich przeznaczeń, a imię św. Niny czczone jest u Gruzinów nietylko jako apostołki religijnej, ale i jako fundatorki duchowej gruzińskiego narodu.

– Szczególniejszą jest rzeczą, zauważyłem, że u niektórych narodów w rzeczach duchowego rozwoju, kobiety zajmują znakomite stanowisko. Wasza Nina przypomina naszą Dąbrówkę.

– Ja jeszcze spostrzegłem, rzekł Dż., że lud który w historji albo w baśniach narodowych nie ma bohaterek duchowych, nigdy nie dosięga wyższej potęgi moralnej.

– Św. Nina potęgą swego duchowego podniesienia, mówił dalej Dż., w dobrą chwilę namaściła nasz lud na długą przyszłość. Gruzja rozrastała się w posiadłościach, a w połowie V. wieku Wachtang-Gurgaslan rządził w Mingrelji i w Abchazji nad morzem i przyłączył Ossów (Osetynów) z wnętrza gór i Pieczyngów z północnej strony do krain swoich. Silne napady sąsiadów a nawet Persów, nie mogły powalić Gruzji, a jeżeli w połowie VI. wieku Hozru-Nuszyrwan rozkazywał Kaukazowi, jeżeli jego następcy w kilkadziesiąt lat potem rozpostarli tu swoje władztwo, to jednak pierwszy niebawem odstąpił od swoich pretensyj do Gruzji, a drugich posiłkujący cesarz Herakliusz [13] zyskawszy opłaconą pomoc Chazarów, zmusił do pokoju.

W dalszym ciągu wypadków, nowa siła miała opanować temi stronami. Muslemizm już wstrząsał całą Azją zachodnią, a zgiełk nowych bitew złą wróżbą odbijał się o szczyty gór. Mahomet sam chciał zdobyć te strony, ale nie czując się dość silnym do wykonania swoich planów, przekazał je swoim następcom. Pierwsza tez wyprawa arabów nastąpiła dopiero w 661 r. i oznaczoną została ich klęską pod Derbentem. Druga ich wyprawa prawie w ćwierć wieku później nacechowana była mocnym ogniem religijnego zapału i pogromem całego wschodu Kukazu, ale i wtedy przy pomocy Alanów i Chazarów skończyła się na ich wypędzeniu. Trzecia za to wyprawa poczęta w 722 r. wprowadziła Arabów w poprzedni ich zabór. Góry Dagestanu uznały moc i religję nowych panów. Nowe kolonje arabskie, nowe załogi wojskowe, trzymały w posłuszeństwie całe ludy. Nasz król Murwan Głuchy [13] przeszedłszy ciężką wojnę, na znak zależności poddać się musiał corocznemu haraczowi na równi z ówczesną Chazarją (Imeretja [14] i Achalcyk). Niepodległość Gruzji stała się zagrożoną, a środków wybawienia nie było widać. Ale to wybawienie w kolei czasu nieśli sami Arabowie. W drugiej połowie IX. Wieku namiestnik Isch’ak syn Izmaila nałożył ciężki haracz na podległych ma kolonistów arabskich, między którymi wywołał przez to wielkie oburzenia. Z kolonistami połączyły się plemiona miejscowej i dały znaki żywotności swojej. Chociaż z rozkazu Kalifa, namiestnik ten został śmiercią ukarany, jednak przez nią pragnienie niezależności plemion nie zostało zagaszone. Owszem przy rozprzęgającej się sile Kalifatu, wśród jego niepokojów wewnętrznych i śród wojen ościennych Gruzja wzmagała swoje siły i na nowo wchodziła w stosunki z cesarzami bizantyńskimi, dając im nawet pomoc zbrojną pod wodzą Tarnika przeciw Skwirowi powstańcowi w azjatyckiej części Grecji. Ale te zabiegi Gruzji o przyjaźń Greków póty były szczerze przyjmowane w Konstantynopolu, póty cesarzom potrzebną była jej pomoc. Cesarz Bazyli II [15] panujący w pierwszej połowie wieku IX., po zwyciężeniu Chazarów, zażądał nawet lenności Gruzji i czynił dwa najazdy w nasze strony; ale za pierwszym najazdem cała ludność wyniosła się w góry, a za drugim nasz król Jerzy syn Gurgenowy rozbił najezdników i zapewnił niepodległe losy krajowi, chociaż nie nadługo. Znowu w pół wieku potem Turcy Seldżucki zdobyli Tyflis, nasi królowie na krótki czas zostali wasalami sułtanów, ale zawikłane dynastyczne walki Turków, sektarskie rozterki, a nareszcie wojny krzyżowe, nie dozwoliły im usadowić się trwale w naszej ziemi.

– Biedny był wasz naród, rzekłem. Potrzeba było wielkiego hartu, aby wytrzymywać takie ciosy i zachować narodowego ducha śród gnębiącej niewoli.

– Teraz właśnie następują inne czasy, powiedział Dż. Nastają dalej chwile wspaniałej a błogiej dla Gruzji epoki, która okryła kraj wawrzynami zwycięstw i czynami wielkiemi. Od 1080 r., od Dawida I Odnowiciela [16] oblicze naszej ojczyzny zmienia rysy swoje. Zamiast ponurego, zmęczonego, zwyciężonego wejrzenia, kraj poczyna jaśnieć uśmiechniętą nadzieją lepszych czasów. Popalone i poburzone śród zaciekłych wojen siedziby ludzkie podnoszą się na nowo z ziemi. Niedola poprzednio rozsiadająca się na drogach, na ruinach i na polach krwią i łzami przesiąkłych, na widok radła kierowanego ręką spokojnego oracza, wznoszących się świątyń i zamków, na widok wreszcie narodowego przeczucia duchowego zadowolenia, uchyla się niedola w inne strony. Odgłos wrzawy bojowej Krzyżowców zdobywających Antjochję i Jerozolimę, zapala Gruzinów do walki otwartej. Hart ich ducha w ogniu nieszczęść wykuty, poczyna kruszyć skały i żelazne twierdz bramy. Zdobywają oni tyfliski i rustawelski zamki, znoszą do szczętu ich załogi i razem z Chazarami pędzą resztki Seldżuków aż pod mury Alepo. Na początku XII. Wieku nikt stopy wrogiej nie mógł spostrzedz w Gruzji. Dawid II. powziął myśl połączenia południowych plemion kaukaskich pod swojem berłem, orężem rozszerzył granice kraju Od Trebizondu do Derbentu i w szachu trzymał Ormian. Zawiązał on stosunki z Wenecją, z Genuą i z Grekami. Handel, przemysł i cywilizacja szły z Europy droga morską. Kilkudziesięciu młodzieńców corocznie kształciło się w Atenach. Pełne siły i dzielności było wówczas życie Gruzinów; przeniosło się ono i na dalsze czasy panowania jego synów; ale cały blask chwały i wieńca potęgi naszej wyraził się za czasów panowania córki Jerzego III, a jego potomki Tamary [17] między 1184 a 1212 rokiem. Sąsiedni pobratymczy atabegowie (książęta) składają jej hołd, a występujący przeciw niej Ormianie i panowie muzułmańscy z tureckich i z perskich krajów zwycięztwem zmuszeni zostają do pokoju. Przodkowie nasi wprowadzają wtedy chrześcijaństwo między górskie zachodnie plemiona, wszędzie stawiają nowe świątynie obok zamków, których całe budowy lub zwaliska ukazują się jeszcze na dolinach i na małodostępnych gór szczytach. Gruzja w tej kwitnącej epoce, z słabemi zasobami ludności swoje, wzbiła się do wyżyn powołania swego, zdobyła się na własną literaturę i wydała poetę Rustaweli [18], ucznia pono ateńskiego, który alegorycznie opiewał oblubienicę serca swego, niedostępną mu Tamarę. Lecz Kaukaz na to chyba z za obłoków wychylał w świat swoje biały Chełmy, aby od czasu do czasu sprowadzać w te strony wrogie potęgi, któryby rozlewając krew i rozsiewając kości po polach, zamieniły go w pustkowia. Gruzja w czasie półtorawiecznej niezależności swojej na to chyba wytchnęła i nabrała sił, aby po tym wieku złotym łatwiej mogła znieść żelazne i krwawe przyszłe jej czasy.

– Lud, który ma takie skarby przeszłości i żyje ich pamięcią, wtrąciłem, chociaż upadnie jednak nie zginie.

– Wierzę w to, odrzekł Dż., i wiara moja jest mocną jednak niewola cięży bardzo… wy to rozumiecie.

– Gdy brakło sąsiedniej potęgi, opowiadał dalej Dż., któryby w owych czasach mogła szkodzić Gruzji, nagły napływ Mongołów pod Dżengis-Chanem w 1222 r., nakształt huraganu sprawił w tej ziemi straszny przewrót polityczny, a po nich sułtan Dżelad-Eddin z Charyzmu pustoszył znowu cały kraj przez zemstę, że córka Tamary i Jerzego, piękna Russudana, nie chciała przyjąć go za męża. Potem Gruzja sama się osłabia, dzieląc kraj na dwie osobne posiadłości: kartulińską i imeretyńską. Nareszcie nastał napad hord Tamerlana (Timurlenga) [19] straszniejszy od napadu Dżengis-Chana, bo Tamerlan nie zadawalniał się hołdem panującym i haraczem ludów, ale niósł okropne prześladowania i czynił gwałty tym, którzy islamizmu przyjąć nie chcieli. Dopiero po śmierci Tamerlana w 1403 r. król Jerzy VII [20]. oczyścił kraj z hord jego samarzakańskich. Widocznem jest, że w tylu nieszczęściach zostający przodkowie nasi, przytępili swój zmysł polityczny. Aleksander I. wiedziony miłością dla dzieci, nie oglądając się na przyszłe losy połączonego już przez trwogę narodu, w 1424 r. podzielił znowu kraj na trzy księstwa oddzielnie, to jest na kartulińskie, imeretyńskie i kachetyjskie. Odtąd też dzielnice te nie mogąc przy słabych siłach utrzymać swojej niezależności wobec połączonych albo silniejszych sąsiadów, stawały się łupem najezdników i zmuszane bywały do haraczu i lenności. Książęta woleli jeszcze następnie dzielić podległe im krainy na nowe odłamy, woleli składać hołdy i dań obcym potentatom, aniżeli dążyć do jedności i siły narodowej. Bo tak było, że gdy Turcy naszli kraj z południa, książę kachetyjski został ich wasalem. Książę achałcykski oddzielił się od Kartuzji, a guryjski i odszski od Imeretji. Wkrótce sam król kartuliński stał się zależnym od szacha perskiego, a cała Gruzja stała się polem wojen religijnych między Persami i Turkami. Wszystko to już było po upadku Bizancjum (1453 r.), wypadku smutnie oddziaływającym na cały Kaukaz. Już do koła nie miała Gruzja nikogo coby ją wsparł, a miała tylko do wyboru albo wyrzeczenie się chrześcijaństwa, albo wczesny zgon. Na północy tylko rozciągało się nowe cesarstwo moskiewskie, któryby jej mogło zastąpić Bizancjum.

– Nawet ze sprocentowaną przebiegłością, rzekłem.

– Tak jest, rzekł Dż. Carstwo to w szybkim pochodzie posuwało granice swoje ku górom. Aleksander III., książę kachetyjski a wasal perski, pierwszy z panujących gruzińskich, w 1586 r prosił tajemnie Teodora Iwanowicza o opiekę dla siebie; a w trzy lata potem poselstwo kartulińskie prosiło go o pomoc przeciw Turkom. Car przyjmował dary i przysięgi od chrześcijan, wysyłał im złociste obrazy świętych, ale zarazem słuchał obietnic perskich i z Turkami nie zrywał. Ubijali się często następnie ci muzułmanie na naszych ziemiach, król Artszyl a potem Wachtang V [21] ratowali się ucieczką do Moskwy, ziemie zaś opanowywali to Persi, to Turcy, aż nareszcie w 1724 roku zostały one w ręku ostatnich. Piotr W. dyplomatyzując z Persami i z Gruzinami swobodnie podbijał nadkaspijskie prowincję. Gdy potem Nadar-Szach perski w 1736 r. wyrwał Turkom Tyflis, Gruzini w kilkanaście lat potem znowu walczyli o niepodległość przy Erywaniu w 1752 r., pod wodzą króla Herakliusza [22], walne zwycięstwo odnieśli nad Persami. Na prośbę księcia imeretyńskiego oddział wojska moskiewskiego wszedł do Imeretji pod dowództwem Totlebena w 1769 r. w celu walki przeciw Turkom, ale po niepowodzeniu przy Poti, w trzy lata wycofany został. Król kartuliński Herakljusz zaprosił ten oddział do nowego boju przeciw Persom. Poszli Moskale z Herakljuszem pod Achałcyk, ale tam zdając na los wypadków, porzucili go, a sami udali się ku Kutaisowi znowu przeciw Turkom. Oddział ten w 1772 r. wycofany został w góry. Herakljusz wojował potem z Lezginami i jeździł do Konstantynopola dla wymiarkowania biegu polityki ówczesnej. Po tej podróży podpisał on traktat z Moskwą w 1783 r., na mocy którego został jej wassalem i zyskał załogę moskiewską, która z obawy odcięcia jej przez Górali, cofnęła się na stepy północne. Uznanie się Herakljusza wassalem Moskwy dotknęło żywo szacha perskiego, ale z powodu krajowych rozterek nie mógł on zarazu myśleć o wyprawie, aż dopiero w 1795 r. Aga-Mahomet-Chan przyszedł z wojskiem do Karabagu i zażądał lenności króla. Herakjiusz wezwał na pomoc jen. Gudowicza, stojącego na północnych stepach, a sam uciekł w góry. Szach zdobył i zrabował Tyflis i gdy liczny lud uprowadzał do niewoli, z rozkazu carowej Katarzyny, idący przez Dagestan jen. Zubów, zastąpił mu drogę u nizin Kury i odbił znaczną liczbę niewolnika. Herakljusz znużony wiekiem i trudami umarł w Telawie w 1798 r., a syn jego Jerzy XIII. Objął rządy kraju. Niedołężne jego panowanie i niedołężna obrona przeciw Turkom i Lezginom, zgodziła nieszczęśliwą myśl w jego braciach usunięcia go z tronu. Powstały wówczas zamieszki podmuchiwane moskiewskiemi intrygami. Zepsucie obyczajów i przekupstwo wyższych warstw społeczeństwa doszło do zenitu. Najemni Lezgini nie odbierając należnego im żołdu, nachodzili i rabowali miasta. Jerzy XIII. Zażądał poparcia Moskwy przeciw swym braciom, nieuznającym jego rządów i sprzeciwiającym się następstwu po nim jego syna. Poselstwo tez królewskie złożone z książąt i z panów przychylnych królowi a obdarowane przez Moskali, wyjednało w Petersburgu swe poparcie. Wojska moskiewskie niebawem zajęły Tyflis. Po śmierci Jerzego, w tej chwili, gdy był przygotowany spisek na życie syna jego Dawida, jenerał moskiewski Łazarew oświadczył, że bez zatwierdzenia carskiego żadnego króla ogłaszać nie pozwoli. Car Paweł następnie w styczniu 1801 r. wydał ukaz, mocą którego niby na zasadzie tajemnych umów ze zmarłym królem, królewicz Dawid ogłoszonym został nie królem, ale rządcą… (prawitiel) Gruzji. Ukaz ten wywołał powszechne wzburzenie i okrzyknięto królem Julona, urodzonego z drugiej żony Herakljusza, Darji. Moskale zrzuciwszy już maskę podstępnej swej przyjaźni, orężem i więzami zmusili powstańców do znoszenia nowej niewoli...

– Cóż za podobieństwo ich upadku z naszym, pomyślałem.

– Aleksander I., mówił Dż., wydał nowy ukaz 12. września 1802 r., wcielający Gruzję jako już prowincję, na wieczne czasy do cesarstwa moskiewskiego. Aktem tym wyrwała nas Moskwa od zależności perskiej lub tureckiej, ale cięższe swe jarzmo na nas narzuciła. Wszyscy gorętsi patrjioci porwani byli z kraju, a cała rodzina królewska wywiezioną też została do Moskwy i utrzymywaną tam była z pensji rządowej!...

Na tem zakończyło się opowiadanie Dż. Lecz dzieje Gruzji mają swój ciąg dalszy. Jeszcze car Paweł przed swoją nagłą śmiercią we własnoręcznym liście pisanym do jen. Knoringa, zalecał mu nowy sposób podbijania krajów azjatyckich, to jest kazał mu w imię własnego interesu mieszkańców tych ziem, a przedewszystkiem Ormian, przyłączać do Moskwy. Użyto więc nadal propagandy, a opierając się na jedności chrześcijańskiego wyznania, starano się burzyć lud przeciw sąsiednim muzułmanom i starano się dowodzić, że chrześcijanie tameczni wystawiani ciągle na walki z Mahometami, jedynie mogą zażyć spokoju i swobody pod opieką moskiewską. Spokój ten wszakże tak kwiecisty na ustach Moskali, naruszany był o wiele więcej pod ich opieką. Ci protegowani chrześcijanie musieli ciągle wystawiać zbrojne drużyny dla zdobywczych celów swoich opiekunów. Krew gruzińska lała się już w kilku wojnach carskich z Persami, z Turkami i w długoletnich bojach z Góralami.

Na wszystko posłuszny, lud gruziński nie chce tylko dawać rekruta do armji carskiej. Wszelkiemi siłami oparł się temu w 1812 r. a potem w 1831-1832 roku. Otwartemi rękoma przyjmowali wtedy Gruzini jeńców polskich w Tyflisie, okazywali im współczucie i nie szczędzili im uraczenia. Chcieli oni znaleźć w nich przyjaciół na wypadek walki, którą gotowi byli wywołać dla poszanowania krwi swojej. Moskwa znając wtedy usposobienie tych jeńców i bacząc na powstanie ówczesne Górali, zaniechała rekrutowania. Gruzini zaniechali znowu walki przez źle zrozumianą politykę swoją. Gdyby bowiem byli wtedy powstali, nie wchodząc nawet w związek polityczny z Góralami, byliby ich przyjaźń zyskali dla siebie, osobliwie dla Szamali tolerującego nawet u siebie wyznanie chrześcijańskie, i byliby inaczej postawili losy swojej ojczyzny. Oni tymczasem odosabnianiem się swojem osłabili sąsiednie plemiona i w swej niedoli czekają wewnętrznych wstrząśnień moskiewskich i zewnętrznych przyjaznych okoliczności.

Ostatnia wojna Moskwy z Turcją (1853-1856) z początku obojętnie przyjętą została przez Gruzinów. Czuli oni, że zostają między młotem a kowadłem. W nieoświeconej ludności w sercach prostych, propaganda moskiewska wielkie nawet wyłomy zrobiła na korzyć swojej sprawy. Wyradzało się powszechne przekonanie, że Moskwa idzie zrzucać jarzmo z chrześcijan tureckich odebrać klucze od świątyni jerozolimskiej z rąk niewiernych. Lecz gdy Francuzi i Anglicy wdali się do tej wojny, promyk światła oświecił wiele umysłów i podał nadzieję niepodległości. Mingrelja [23], Swanetja [24] i już Imeretja zajmowane przez Omer-paszę [25], otwarcie zaczęły występować przeciw Moskwie. Koniec wojny tej na pozór bez żadnych rezultatów, pamiętną wyrządził klęskę tym krainom, wyrządzał ją i Gruzinom najprędzej. Gdy bowiem ważyły się losy bojów na granicy tureckiej, gdy Turcy kierowani niezdolnymi baszami przyzwyczajać się zaczęli do przegrywania bitew, dopóki ich dzielnym duchem nie natchnął zastęp europejskich emigrantów i sam wódz Wiliams [26], w Karsie - Górale korzystając z rozdzielenia sił moskiewskich i z wyprowadzenia z kraju na linję bojową uzbrojonych drużyn gruzińskich, wpadli w 7 tysięcy do kachetyjskiej prowincji i prąc ku Tyflisowi drobne oddziały nieprzyjacielskie, opustoszyli całą okolicę i kilka tysięcy ludu uprowadzili do niewoli. Nie obroniły ich zamki, baszty i pieczary.

Wypadek ten srodze dotknął nie tylko lud ale i panów. Do niewoli bowiem dostały się i dwie księżne Czewczewadze i Orbeliani, z zamku Cinondal. Los szczególnie jednej jako pochodzącej z królewskiego rodu gruzińskiego, stał się powodem otwartych narzekań i lamentów na Moskali. Jeden z książąt poufnie mi powiedział: „jeszcze też Gruzja nigdy podobnej hańby nie doznała, żeby krew królewska stała się poniewierką muzułmanów”. Moskale pospieszyli ku obronie okolic zagrożonych przez Szamila, który nie znajdując spodziewanych Turków w Tyflisie i zagrożony wtargnięciem sił moskiewskich, z Dagestanu do Awarji, cofnął się w góry. Lud z miast i z lasów zbierał się napo wrót do opuszczonych siedzib wiejskich, a na szlaku pochodu Szamilowego od grzbietu gór do wsi Szildy, usypano liczne grobowce nad mnóstwem poległego ludu.

Dla uspokojenia boleści Gruzinów, a bardziej dla uspokojenia panów, zakładnik i syn Szamila, Dżemał-Eddin, który w owym czasie był porucznikiem ułanów i kwaterował w Łęczycy, zwrócony został ojcu w zamian za wspomnione księżne i za jej służbę. Krewni księżniczek złożyli jeszcze do kasy Szamilskiej 40 tysięcy rubli w brzęczącej monecie.

A lud zabrany? Lud pozostał w niewoli. Panowie się o niego nie upominali, a Moskale też o niego nie dbali.

Pozostałemu na pobojowisku ludowi, za całą pociechę pozostały cerkwie i smutne pieśni. Nucił on swoje śpiewki odwieczne z rosnącemi coraz zwrotkami i wierszami zwykle rozłożone na chóry. Śpiewał on pono najwięcej swoją „Nabadi”.

„Trzy burki czernieją w polu!
To ojciec i dwaj synowie
Przyszłym plonem się radują,
Orząc w bawoły, głośno wyśpiewują:
Haralo! Haralo!

Pomyśleli o spoczynku,
Każdy z nich lemiesz swój składa.
Ze strawą czekają w cieniu,
Żona na męża a siostry na braci.
Gdy modlitwę odmówili,
I pokrzepili się strawą,
Powracają znów do pracy
I orząc pługiem głośno wyśpiewują:
Haralo! Haralo!

Ostre kindżały są Dżarców!
Dla krwi ludzkiej i grabieży
Tłumy ich w pola się wparły;
Kobiety w lasy uciekły,
Szukać tam dla się kryjówek.
Chłopi jęli się gwintówek,
Wznieśli na wroga topory…
Z rolników stali się dzielni rycerze!...
Wiatr potem uginał dojrzałe kłosy.
Tam gdzie na wiosnę czerniały trzy burki,
W jesieni trzy niewiasty płakały pod krzyżem!...
Smutno było, cicho… nie było komu śpiewać
Haralo! Haralo!

Po tym smutnym obrazie doli Gruzinów, nie traćmy wcale nadziei by oni, kiedyś, w jakiejkolwiek formie bytu samoistnego, znowu nie mieli powstać. Trzeba tylko ku temu ludzi silnej woli i ducha, coby wytrwałością obrzydzili massom życie bierne, a miłością zagrzali je do życia czynnego i świadomego swoich kroków. Chwila jedna, ani rok jeden, jak nigdzie tak i tu nie wystarczą.

Na dowód że życie takie polityczne Gruzinów wzmoże się z czasem, mogą służyć chęci i prace niektórych ludzi ku podźwignieniu piśmiennictwa krajowego. Po objęciu władzy namiestnikowskiej przez ks. Worońcowa, ukazał się dziennik gruziński, który zaledwo lat kilka przetrwał. Po długiej przerwie okazało się inne pismo Zorza, które wychodziło co miesiąc w ośmioarkuszowych zeszytach, pod redakcją Kereselidze [27]. Pismo to umieszczało poezje, powieści podróże, artykuły historyczne, etnograficzne, krytykę i rozmaitości. Wiem od wykształconych Gruzinów, że ich piśmiennictwo sięga już siedmiu wieków, a najwyżej stało za panowania Tamary w XIII. I XIV. Wiekach. Na czele poetów stawiają oni Abduł-Messia, Czachruchadze [28], Szawtela [29], a osobliwie Rustaweli, którego znakomity poemat „Tygrysia skóra” przełożył na język polski Kazimierz Łapczyński, z filozofów wspominają Chonelego, Tmogwela i Petrycego profesora szkoły bizantyjskiej. Z teraźniejszych pisarzy zdolnie występował ks. Al. Czawczawodze, mąż branki Szamilowej, jako bajkopisarz, ks. Erystawi jako tłómacz Mickiewicza i ks. Grzegorz Orbeljan [30] jako rymotwórca, Gruzini próbują sił i w dramaturgii i w swym języku przedstawiali komedje na scenie. Rzadko oni w swej komedji lub w powieści obejdą się bez wspomnienia Warszawy. Warszawa jest tem dla Gruzinów, czem dla Polaków Paryż.

Wydawnictwo dzieł gruzińskich, z powodu małej liczby czytających i kupujących jest bardzo trudnem zadaniem, a wiele rękopisów leżących dotąd w pakach, czeka na druk. Poezje przez przepisywanie łatwiej przechodzą do ogółu niż inne utwory. W każdym prawie domu gdzie czytają, znajduje się przynajmniej jeden zeszyt pieśni zmarłego na początku bieżącego wieku, Dawida, rektora seminarjum telawskiego.
Dziejopisarze gruzińscy wiele mogą znajdować dawnych materjałów w archiwach domowych a osobliwie w królewskiem archiwum w Mechecie. O drukowanie tych materjałów, o wydawnictwo dzieł pożytecznych z dawniejszej epoki i o zbieranie podań, baśni i pieśni ludowych upominało się pismo Zorza, wstydząc obojętności panów na literaturę krajową.

To zamiłowanie Zorzy w swojskiej literaturze, jako zapowiadające rozbudzanie się ducha narodowego, bardzo się nie podobało Moskalom i redakcja urzędowej gazety Kawkaz w Nr. 92 z 1857 roku odpowiedziała jej: „że literatura jest wyrażeniem życia narodu, że literatura aby była samoistną, potrzebuje żeby i naród był samoistnym, oddzielną gromadą; a że w tym względzie przeszedł już czas dla gruzińskiej literatury, więc napróżno ją nazywać zapomnianą, wzgardzoną i ogłuszoną”. Kończy zaś: „Starać się teraz o odrodzenie starej gruzińskiej literatury tak jest bezowocnie, jak nam na Rusi starać się o odrodzenie słowiańskiego piśmiennictwa. Wszystko ma swój czas. Oddajcie hołd należny waszym znakomitym poetom, kochajcie i studjujcie waszego Szotta-Rustaweli, jak my studjujemy śpiewaka o pułku Igora i nasze narodowe pieśni i skazki; lecz przedewszystkiem pomyślcie, że już jaskrawa pręga losu Gruzji, jej historyczne i polityczne przerodzenie się, odcięły dawną od teraźniejszej literatury”.

Sądzę, że kiedy redakcja Zorzy, zachęcając rodaków do uprawiania swojskiej literatury, zdobyła się na powiedzenie prawdy gruzińskim panom, że z należną wzgardą zapewne odepchnęła machiawelskie krętaniny Kawkaza. Bo ileż to w dawnych pisarzach znajdzie teraźniejsze pokolenie gruzińskie pokarmu dla siebie!?... ile zachęty do trzeźwości, do pracy i do oświaty!... Dosyć tu przywieść słowa królewicza Wachuszta, syna Wachtana, który przy wydaniu z cytatami polskich historyków, kronik, pod nazwą: „Kartlis Cehowreba”, biorąc za dewizę maksymę Pliniusza Stoika [31]: „uważajmy za straconą każdą tę godzinę, której nie użyliśmy na naukę”, tak się odzywał do rodaków: „ Prawdziwe są te słowa, bo czas jest prędko przemijający. Nikt go nie może wrócić, bo ginie on, jeśli wtedy gdy w naszej jest mocy, owocu z niego nie podniesiemy.

„Jeżelismy potrafili wzgardzić godziną, minutą, sekundą, nie potrafimy także skorzystać z miesiąca ani roku.

„Czas składa dni, miesiące, lata, wieki, które chociaż się i powtarzają, ale nigdy nie są temi, które przeżyliśmy; i przy największej usilności nie potrafimy potem cobądź tak zrobić, jakbyśmy to dokonali w swoim czasie. Dlatego też nie należy marnować ani jednej chwili na bezkorzystnem próżnowaniu.

„Jeśli zgromadzimy skarby wielkie, to takowe znikną nie przeżyją i wieku; jeśli wyniesiemy nasze imię, owładniemy krajami jak bohater macedoński i inni, mało i z tego korzyści. Jeśli wzniesiemy miasta, zbudujemy domy z sadami, kwitarniami, wodotryskami i źródłami, jeśli będziemy się pieścili i przepędzali czas na zabawie, na polowaniu i muzyce, mężczyźni z kobietami a kobiety z mężczyznami, przejdzie to wszystko prędzej niż miesiąc, niż dzień i niż godzina.

„Lecz jeśli będziemy dążyli do wiedzy, to ona tylko stanie się pożądanym a niewiędnącym owocem. Bo nauka robi nas mądrymi i wolnymi, zbliża nas do Boga i utwierdza w bojaźni pańskiej. Ona kształci marynarzy na wszystkich morzach, usposabia ku przedmiotom wzniosłym, pokazuje w harmonijnym związku własność przyrodzenia i obrót gwiazd. Ona wykorzenia złe, napawa miłością dla bliźniego, udoskonala naturę, tworzy i kruszy, uzdalnia do wspaniałości, wynosi królów i mocarzy świata, ona straszy wrogów a wśród swoich rodzi odwagę i zacne przekonania”.

Rozpamiętywania nawet Rustaweliego w jego „Tygrysiej skórze”, którą tak lubią Gruzini, a które podaję tu z przeposzczenia K. Ł., ileż teraz, wobec niesionej przez najazd demoralizacji, godne są ich uwagi?...

„Kiedy zima ściśnie różę, liście u biednej opadają, ale i letnie słońce gdy dogrzeje, choć chóry słowicze na cześć róży cudownemi głosy śpiewają, kwiat różany skarży się na spiekotę.

„Upał pali, mróz więdnąć zmusza. Jedno i drugie ranią, a rana zawsze boli. Tak samo i serca ludzkie trudno od boleści obronić.

„W szczęściu i w nieszczęściu szalone. Od nagłej radości i od cierpienia głębokie rany odbiera.

„Doczesność nigdy go całkowicie nie zaspakaja i dlatego kto oddaje się światu, jest wrogiem samemu sobie”.

**

„Człowiek w smutku powinien na wadze kłaść z jednej strony wszystkie swoje pomyślności, z drugiej niepowodzenia.

„Jeśli ogół powodzeń przeważa, to nie powinien zwracać uwagi na chwilowe cierpienia.

„Kto darów Bożych nie przyjmuje z wdzięcznością, jakże może więcej od pana Boga wymagać.

„Sercu nie trzeba wiele pozwalać, bo to więzień zazdrosny, nienasycony, ślepy, bezrozumny, nieposłuszny nikomu.

„Ani król żaden, ani śmierć owładnąć niem nie może”.

Czyż podobne ustępy, podniesione znaczeniem historycznem, nie są klejnotami duchownemi narodu gruzińskiego?... Nic więc dziwnego, że Moskale chcą je rzucić w zapomnienie wieków, oni co nie tylko zwyczaje narodowe zetrzeć usiłują, ale i obyczaje kuszą się skazić.

Lud wiejski bezpośrednio nie został jeszcze tkniętym. Obyczaje jego zostały też same prawie co i dawniej, a przemawiają one za nim, gdyż liczba przestępstw zwyczajnych bywała bardzo mała i oprócz pijaństwa nie słychać prawie było o złodziejstwach lub rozbojach. Domy u Gruzinów nawet w Tyflisie nie zamykały się na żadne zamki. Lecz wyższa warstwa społeczeństwa, narażoną została na różne pokusy i ciosy.

Całe potomstwo rodziny królewskiej i dzieci znaczniejszych panów wychowywane są w Petersburgu. Szkoły męskie i żeńskie w Tyflisie i innych miastach założone są na zabicie języka narodowego i całej swojszczyzny. W nich moskalą dzieci, począwszy od przemiany ich nazwisk. Czy gruzińskie czy ormiańskie, czy turkomańskie nawet dziecko, podlega temu porządkowi. Tam Agar nazywa się Abgarow, Aiwaziants-Ajwazowskij, Argutian-Argutinskij, Łomidze-Łomidzew, Jusu-Jusupow, Matatias-Madatow, Orbeljan-Orbeljanow, Pefutjan-Bebutow, Wartan-Wartanow.

Całe wychowanie tak jest skierowane, by młodzieniec pragnął zostać oficerem, a dziewica żoną jenerała, a przynajmniej oficera moskiewskiego. Niektórzy z pisarzy cudzoziemskich unoszą się, w zachwyt się wprawiają nad bezstronnością rządu moskiewskiego, który tylu Ormian i Gruzinów wyniósł w armji na wyższe stopnie oficerskie; jednak gdyby oni zrozumieli stosunki miejscowe i szkody jakie prze to ponosi narodowość tych ludów, poznaliby zręczność rządu petersburskiego, który stara się moskaląc ich, dorzezać Gruzję rekoma własnych jej synów.

Wielu było rządców w Gruzji od upadku tego kraju, którzy zręcznie podkopywali korzenie jego narodowego bytu. Był Jermołow, Paszkiewicz, Gołowin, Rosen, Grabbe, Neidhardt, kniaź Barjatinskij, ale żaden z nich nie zaszkodził tyle Gruzji ile kniaź Worońcow. Przebiegły ten polityk, nie wysyłał Gruzinów do Syberji, ani gdzieindziej; owszem okazywał się on najzapaleńszym ich przyjacielem. Był przystępny i rozmowny. Każdy wieśniak swobodnie mógł z nim rozmawiać o swojem położeniu. Najuboższe dziecko dopuścił on do siebie, pogłaskał i obdarował. Często wsiadłszy na osiołka przejeżdżał ciasne ulice Tyflisu i ciskał garściami kopiejki pomiędzy dziatwę.

Gdy tym sposobem od dzieci do starców ujmował wszystkich z warstwy ubogiej, trzymał się znowu systemu schlebiającego i rujnującego względem wyższej warstwy społeczeństwa. Wydawał u siebie częste wieczory i urzędowe bale, na które znaczniejsze rodziny zapraszał. Rodziny te nawzajem z przymówienia się namiestnikostwa, zapraszając ich i familie jenerałów i wyższych urzędników do siebie, wysadzały się nad możność. Tym sposobem, balami, ubiorami i wystawnością wschodnią, zniszczył Worońcow zasoby panów gruzińskich. Pozaciągali oni długi z funduszu na ten cel umyślnie przez rząd wyznaczonego i w lat kilka nie było prawie majątku, któryby w całości lub przynajmniej w części nie był odłużony w skarbie publicznym. Dziedzice tym sposobem zależnymi zostali od dowolnej względności rządcy kraju, musieli służyć przedewszystkiem w wojsku dla pobierania pensji i wchodzić w stosunki z moskiewskiemi familjami.

Rujnując bogactwo narodowe, namiestnik widocznie protegował gry w karty i rozprzężenie obyczajów. Rozdmuchiwaniem słabych namiętności starał się on odwrócić uwagę panów od działań swoich i zabijać w nich wszelkie uczucia patrjotyczne. System ten piekielny wszystkich zaborczych i despotycznych rządów, doskonale mu się udawał.

W dykasterjach namiestnictwa kaukaskiego panuje wyłącznie język moskiewski. Same zaś dykasterje zależne są od ministrów w Petersburgu. W niektórych razach, ostatni namiestnicy z odwołaniem się do cara, mogli uchylać albo zmieniać ogólne postanowienia ministrów i senatu.

Sztab wojskowy szczupły po zajęciu tego kraju, wzrastała tu w miarę wzrostu sił zbrojnych. Gdy liczba wojska jeszcze za Jermołowa w r. 1823 wynosiła zaledwie 22.000, już w 1842 r. podniosła się do 150.000, a w trzy lata później do 200.000. Kniaź Barjatińskij nareszcie rozporządzał w 1856 r. 300.000 wojskiem.

Właściwy kaukaski korpus składał się z 19, 20, 21 i grenadierskiej dywizji, oprócz tego z 37 bataljonów linjowych, z 20 bataljonów strzeleckich, z 1 saperów i z 16 baterji różnego kalibru dział. Każda piesza dywizja mieściła w sobie 4 pułki, każdy pułk miał 5 bataljonów liczących w sobie po 1047 ludzi. Baterje artyleryjskie miały po 8 dział czynnych i po 4 rezerwowe. Wojska 13tej a nawet 18tej dywizji wzmacniały te siły. Jeden tylko pułk dragoński, niżegorodski, składał regularną jazdę armji. Od roku zaś 1856, przyłączono siewierski i perejasławski pułki kawaleryjskie. Każdy z tych pułków składał się z 10 szwadronów a 11ty odwodowy. Każdy szwadron ze 190 ludzi. Skład niektórych linjowych batalionów dochodził do 2000 ludzi. Kozacy dońscy dostarczali kilka pułków corocznie; skład każdego pułku wynosił od 400 do 600 ludzi. O siłach kozaków kaukaskich podałem wiadomość w pierwszym ustępie; cyfrę zaś milicjonierów pieszych i konnych można przepięciowo oznaczyć na 50.000.

Ogromne cyfry ludzi regularnego wojska, oznaczone według bataljonów i szwadronów, zwykle się zmniejszały w czasie pochodów. Bataliony i szwadrony uruchomiając się, zwykle zostawiały w sztab-kwaterach słabszych i zdatnych do rzemiosł żołnierzy, którzy zajmowali się pułkowemi robotami i zasilali załogi po kraju.

Jak sztab wojskowy tak i wszystkie zakłady Tyflisie są obsadzone Moskalami. W jedynem gimnazjum dla chłopców, w instytucie rządowym dla panien i w drugim prywatnym, może się i trzech Gruzinów nauczycieli nie znajdzie. To samo stosuje się do bibljoteki publicznej, do gabinetu fizycznego i do obserwatorjum astronomicznego. W klubie zaś dworzańskim i w teatrze tolerowano język miejscowy, ale moskiewskiemu dawano panowanie.

Pobyt w Tyflisie był zawsze zajmującym dla każdego Polaka, chociażby jedynie dla tego powodu, że tam zawsze znaczna liczba rodaków przebywała, między którymi byli ludzie zasługi naukowej lub patriotycznej.

Wyjeżdżając z Tyflisu po drodze wiodącej ku górom, spotyka się pozłacany krzyż żelazny z okiem Opatrzności i z napisem słowiańskim wziętym z biblji. Jest to pomnik religijny cara Mikołaja, który wystawiono na pamiątkę wywrócenia się z nim powozu i skaleczenia jego ręki w 1837 r., gdy zwiedzał Gruzję i gdy pozostawił po sobie to wspomnienie, że na placu tyfliskim własną ręką zdarł szlify jeneralskie z jednego książątka gruzińskiego.

Okolica znowu zdaje się pustą i dziką. Zadziwiają ją tylko liczne kościółki i kaplice po wzgórzach i nad urwiskami stojące, a pełne podań o przeszłych czasach i o cudach przedwiekowych. Gdy jednak podróżny zapyta o ludność, usłyszy odpowiedź, że on żyje w podziemnych izbach, obok owych kościołów i kaplic. Lud gruziński przywiązany do swej wiary, pobożny, niecierpiący mahometan, którzy mu się dali we znaki, nie obejdzie się prawie w żadnej wsi bez domu modlitwy. Wszystkie one są jednak ubogie i tylko umieszczony krzyż na szczycie budynku oznajmia że to nie magazyn zboża a kościółek chrześcijański.

Tego ogólnika nie można jednak powszechnie zastosować. Przy zlewku Aragwy do Kury leży Mechet [32], biorący wedle podania nazwę od nazwiska najstarszego z pięciu synów Kartlosowych, Mechetosa. Niegdyś był to główny gród gruziński, stolica królów i rezydencja Katolikosa greko-gregorjańskiego. W nim oprócz wielu domów wznoszą się dwie stare, opuszczone, ale pięknej struktury bizantyńskiej świątynie, podobne do siebie jak dwie bliźnie siostry. W jednej z nich przechowują się groby wielu królów, archiwa stare i inne zabytki. Świątynie te ścigają pobożnych pielgrzymów z całej starożytnej Gruzji.

W Duszecie, w miasteczku porządnie zabudowanem widać ładny, nowy kościołek, ale on jest ormiański. Na stronie, ozdabia tę okolicę pałac jenerała Czelajewa, Gruzina, który podobny jest z portyku do gotyckiego kościoła, a ze skrzydeł do zbrojnego zamku.

Następuje wąwóz paragwajski, jedna z najpiękniejszych w Gruzji. Droga prowadzi nad rzeką Aragwą między dwoma pionowemi ścianami gór porosłych drzewem. W zachwycenie człowiek wpada, gdy mu podróż w noc jasną wypadnie odbywać przez to miejsce. Drzewa, księżyc i gwiazdy przeglądając się w wodzie, stanowią ułudne połączenie z przepaścią. W wąwozie tym usadowiony jest linjowy bataljon wojska, który wyparłszy mieszkańców z Ananuru, wystawił w nim koszary i wiele ładnych drewnianych domków.

Poza Ananurem, na połowie drogi do Passanaura, w miejscu gdzie góry tak się nachylają ku sobie, że zdaje się, iż drzewa wyrosłe na ich szczytach prawie się trącają konarami, wyglądają z dwóch stron przegryzłe zębem czasu baszty, jedna Waszełob a druga Czerczali. U kresów gruzińskich, w dawnych wiekach, strzegły one przejścia przez wąwóz, teraz są one tylko smutną pamiątką dawnego życia.

Przebywszy wązki pas właściwej Gruzji, mało ona nam prócz Tyflisu i kilku miejsc zaleciła na oko. Lecz wcale odmienne podają wiadomości o kachetyjskiej i imeretyńskiej prowincjach. Tam lud nie przebywa w jamach, ale mieszka w kamiennych domach, których nieraz jak twierdz bronił przed wrogiem.

Na zachodzie leżąca Swanetja albo Szuan, i na południu jej leżąca Mingrelja i kraj Lazów aż do Trebizondu [33], były niegdyś nieodłączną częścią Gruzji i do niedawnych lat zachowały swą wewnętrzną niezależność i własne swoje feudalne urządzenia, pozostałe z praw gruzińskich. Według nich społeczeństwo dzieliło się na trzy główne stany, to jest na panów tawadżi, na szlachtę czyli stan rycerski aznaur, i na poddanych, którzy również jak u Czerkiesów podzielni byli na ludzi dworskich i na ludzi rolniczych.

Ludzie dworscy z pokolenia w pokolenie zajmowali się wyłącznie zajęciem, a niekiedy za zasługi oddane panom dostępywali wolności. Taką kartę wolności otrzymał niedawno jeden ze sług książąt Orbeljanów, za narażanie się w przeprowadzeniu drogi do stosunków z Szamilem i docieranie z żywnością i odzieżą do zamku weddeńskiego, gdzie osadzone były branki z ich roku.

Prawo pisane króla Wachtanga a wydane na początku przeszłego wieku oznaczało wspólność majątkową rodzin poddanych, lecz prawo zwyczajowe oddawało cały majątek poddańczy pod rozporządzenie panów.

Dola ludu gruzińskiego tak była ciężką, że gdy carowa Katarzyna dla politycznych widoków sprzeciwiała się handlowi poddanymi, chociaż w własnym kraju dozwalała go, lud ten uczuł się mocno skrzywdzonym. Dostanie się do Konstantynopola było wtedy dla wielu nadzieją błogiej przyszłości. W kraju własnym poddani często cierpieli wielki niedostatek, a przykuci do gleby, niekiedy przez całe życie nie mieli nawet sposobności oglądania swego pana, a tembardziej uzyskania od niego poprawy przykrego bytu. U muzułmanów zaś przy rzetelnem wypełnianiu służby i przy szczęściu mogli marzyć o uwolnieniu i o dalszym świetniejszym losie swoim.

W czasie wojny wschodniej książę abcharki a jenerał moskiewski Michał Szerwaszidze, jako najbliższy krewny zmarłego księcia mingrelskiego, domagał się u rządu moskiewskiego regencji w Mingrelji i opieki nad małoletnim księciem Mikołajem Dadjanem. Moskale jednak stanęli w poprzek pretensjom ks. Szerwaszidze i uznali rząd czynią i opiekunką małoletniego księcia, matkę jego Katarzynę, wdowę po Dawidzie, lennie panującym. Ks. Szerwaszidze po wylądowaniu w Suchum-Kale [34] Omer-Baszy, otwarcie przerzucił się na stronę Turków, a księżna Katarzyna dwuznaczną się także dla wojujących stron okazała. Po wojnie więc rząd moskiewski mszcząc się za takowe zachowanie się rodzin książęcych, postanowił wyzuć je z posiadanej władzy. Zaraz w 1857 r. nasłał do Mingrelji sowich agentów, którzy z łatwością wzburzyli cały lud poddańczy. Powszechnie postanowiono odmówić księżnie i panom opłacania podatków i wszelkiej robocizny. Księżna Katarzyna słuchając rady innych agentów, wezwała sąsiedniego gubernatora kutajskiego o pomoc wojskową, dla uspokojenia ruchu chłopskiego. Gubernator ks. Gagaryn wysłał z Kutajsu [35] wojsko, które już czekało na to wezwanie. Niebawem rozruch przytłumiono, ale poradzono zarazem księżnej, dla uniknięcia nadal podobnych kłopotow z ludem, aby zrzekła się swoich pretencji do władzy za dożywotnią pensją. Rada ta była delikatnym rozkazem. Katarzyna podpisała akt zrzeczenia się władzy, którą w imieniu cara objeli czynownicy moskiewscy. Dowiaduję się, że młody książę Mikołaj Dadjan, wpuszczony z korpusu paziów w Petersburgu, za podobną radą zrzekł się ostatecznie swoich praw zwierzchniczych na korzyść cara za miljon rubli; z majątku zaś jego prywatnego ufundowaną została ordynacja. Woli ludu, rozumie się, nie zapytywano się wcale, czy pragnie wcielenia do ziem moskiewskich! Moskalom wystarczyło podburzyć go a potem przytłumić jego wybuch i zaprowadzić swoje panowanie.

Książę Szerwaszidze uciekł do Turcji, a potem miał wrócić do życia prywatnego.

W książęcej Swanetji, gdy wassal Konstanty Dadeszkalian opierał się namowom ks. Gagarina i nie chciał się zrzekać kilkakrotnie zapewnionych mu przez Moskwę praw do posiadłości swoich, gubernator ten zaprowadzał tam podobne rozruchy chłopskie jakie poprzednio miały miejsce w Mingrelji. Dadeszkalian widząc przez to niechybny upadek swego rodu i zniknie ostatniego szczątka niezależności podległej mu cząstki ojczyzny gruzińskiej, wpadł tu Kutajsu i wystrzałem z pistoletu zabił gubernatora w jego własnym domu. Ujęty zaraz Dadeszkaljan za wyrokiem sądu wojennego powieszony został a cała już Swanetja kosztem życia dwóch ludzi, przyspieszyła upadek swojej jakiej takiej odrębności.

Wspomniałem wyżej książąt Szerwaszidze, Dadeszkaljana i innych; niech jednak nikt nie bierze tych nazw za dawne nazwiska rodowe. Nazwisk bowiem familijnych Kaukazczycy nie znali i u ludu do dziś dnia ich nie znają. Nazywano się tylko po imieniu z dodaniem tytułu władzy lub znaczenia kastowego, a gdy kto ich nie posiadał, więc z dodaniem miejsca pochodzenia, przezwiska, przydomku albo imienia ojcowskiego.

Gdy się mówiło Sefer-Bej, tytuł beja mógł służyć tylko jednemu Seferowi. Gdyby się zdarzyło, żeby w jednej krainie było dwóch Sefer-Bejów, jeden syn Sefer-Beja, a drugi Arslan-Chana, mówiło się wówczas na pierwszego Sefer-Bej-Sefer Bej-Ogły, a na drugiego Sefer-Bej-Arslan-Chana-Ogły. Dopiero Moskale wprowadzili nazwiska familijne, dawszy na całe pokolenia nazwy od imienia ojców lub od miejsc pochodzące, a znakomitym rodzinom tytuły znaczenia jakie posiadały w krajowym języku. Tak jak potomkowie chańskich rodzin, ponazywani zostali od nazw rezydencji swoich: pokolenie szamchała (chan) na Tarkach, kniaziami Tarkowskimi, a chana na Baku, Bakichanowymi, tak również potomkowie królów gruzińskich, nazwani kniaziami Gruzińskimi. Inni zaś jak kniaź Dajdan, kniaź Erystawi, kniaź Gurieli, są to tytuły dawniej udzielnej władzy, któremi ich samych lub ich przodków w miejscowych narzeczach tytułowano. Jest to zupełnie odpowiedne, jak gdyby ktoś z polaków nazywał Moskali: pan Barin, pan Dworzanin, książę Kniaź, książę Car, książę Władyka i t. p. To też zapytać „czy byłeś u kniazia Erystawi”, to tak samo brzmi w uchu umiejącego po moskiewsku Gruzina, jak gdyby kto z Polaków zapytał Moskala „czy byłeś u księcia Kniazia”. Są to na pozór tylko błahostki, ale w gruncie miały one ukryte znaczenie polityczne. Bo Moskale tytułując wobec krajowca jego panującego jako zwierzchnika, wspominają go wobec siebie tylko jako nazwisko zwyczajne.

Teraz po upadku lenności i po podboju całego Kaukazu, Moskale mogą te dyplomatyczne nazwy usuwać, przekręcając je lub zmieniając na nazwy czysto moskiewskie. Próbki tego systemu pokazali oni już, jak się powiedziało, na wychowańcach swoich szkół w Tyflisie.

Od granic gruzińskich, podnosząc się coraz wyżej po drodze wojennej, w kamiennej wsi Kajszaur spotyka się Osetynów, osiadłych, nie tylko tu na południowym ale i na północnym skłonie gór. Domyślają się, ze to plemię nazywano także Ostwi, a siebie łowiące Ironami, powstało z kolonji Sarmatów medyjskich, z resztek Alanów i z Azów średniowiecznych. Podlegli oni losom, jakie cały Kaukaz przechodził. Doznawali napadów Dżengis-Chana i Tamerlana i uginali się pod różnemi potęgami. Uwolnieni od obcych więzów, wojowali z sąsiadami, z chanami krymskimi i z Moskalami, albo wchodzili z nimi w przyjazne stosunki.

Plemię to zaledwie 180 tysięcy ludności mające, korzystając z swojej obronnej miejscowości, było zawsze trudne do zwalczenia. Stawiało ono opór wielki, a przez to narażało się także na wielką zemstę nieprzyjaciół. Postawa to Osetynów, ich dzielność rycerska, wyrównywająca czerstwości ich zdrowia i tęgości sił, były jedną z przyczyn, dla których Moskale nie kwapili się bardzo w zajęciu południowych stron Kaukazu. Nie mogąc oni w przeszłym wieku posyłać znacznych sił w te strony, chcieli inną drogą zdobyć sobie Osetynów. Wiedząc, że między nimi jest znaczna część mahometan, a nawet pogan, założyli oni pograniczną komisję religijną, w Mozdoku, i weszli w stosunki z chrześcijanami tego kraju. Misja wszakże tej komisji nie wielkie miała powodzenie. Inaczej tu się działo za apostolstwa Gruzinów w XII. Wieku. Moskwa na rzeczywistą propagandę nigdy się zdobyć nie potrafiła, bo jej apostołami bywają jenerałowie i kozacy, którzy przemocą spędzają lud do cerkwi i gwałtem dają mu komunję. Dalsze jej apostolstwo prowadzą sądy, które przestępcom zmniejszają kary, albo uwalniają ich zupełnie od nich, jeśli przyjmą prawosławie.

Komisja mozdokska istotnie do dwóch celów dążyła, nie do chrześcijaństwa i nie do nieba, lecz do zajęcia drogi przez góry i do odszukania w nich kopalni złota. Raporta jej do rządu świadczą o tem.

Osetyni musieli zrozumieć tę propagandę, bo wypędziwszy z gór agentów komisji, od czasu do czasu robili wycieczki na carskie pogranicza. Ostatni otwarty bój prowadzili oni z carstwem w 1804 r., wycięli w pień sąsiednie załogi moskiewskie i nie przepuszczali ich karawan przez góry. Oddziały moskiewskie z dwóch stron zdobywały wtedy drogę bagnetem i dopięły swego celu, chociaż aż do 1830 r. kupcy przewożący towary, musieli się opłacać Osetynom.

Najwyżej wzniesioną siedziba ludzka z południowej strony gór, jest wieś Kobi. Na stacji pocztowej zebrało się nas trzech podróżnych. Doradzano nam, abyśmy dwumilową przestrzeń do następnej stacji odbyli pieszo. Zgodziliśmy się. Dano nam pod rzeczy dwie juczne, nędzne szkapy. Nikt tu bowiem nie jeździ końmi, prócz kurjerów i podróżnych bez ładunków. Kto przebywa z większymi pakunkami, musi wynajmować od Osetynów kilka lub kilkanaście par wołów za dobre pieniądze.

Był wtedy początek czerwca, więc mało było śniegu na górach a i ten nie groził zasypami. Brnęliśmy po błocie, a w niektórych miejscach przechodziliśmy po niestajałych jeszcze bryłach lodu na potokach spływających do Aragwy. Deszcz lał jak z wiadra. Zatrzymaliśmy się dla wytchnięcia u Gud-góry [36].

Góra Gud jest najniebezpieczniejszem miejscem w porze zimowej i na początku wiosny. Nie jeden kurier, nie jeden dziesiątek kupców, znikał tam na zawsze zrzucony lawiną śniegu w przepaścisty wąwóz, w którym białą i jasną wstęgą płynie Aragwa. Corocznie w czasie spadania lawin, podróżni, karawany, wojsko, musi się zatrzymywać po dni kilka i kilkanaście, zanim zdoła się jako tako oczyścić drogę i przejście uczynić możliwem.

Góra Gud w tych strasznych dniach zniszczenia, z swemi zawiejami światło dzienne zakrywającemi, z szumem a hukiem, jest podobna do burzy morskiej. O! kogo burza zastanie na Gudzie pokrytym śniegiem, ten zapewno zapomni o towarach jeśli on kupiec, o sławie bojowej jeśli on żołnierz, i każdy o wszelkich projektach ziemskich zapomni, gdy uczuje się igraszką natury i ofiarą w ręku śmierci!... Nic Gudowi się nie oprze, tak wówczas jest on mocny i potężny!

W pojęciu mieszkańców Gud ma ducha swego, bo na Kaukazie ma go mieć i każda inna góra, ale duch Guda jest najstraszliwszy.

Przewodnicy wyjęli z toreb ościsty chleb jęczmienny i przekąszając serem, smacznie go zajadali.

– Jak to, przemówiłem, tak niedobry chleb jecie?

– A taki, rzekł jeden z nich, innego nie mamy.

– U nas bywa bieda na chleb, rzekł drugi, czasem go wcale nie ma.

– To tylko zwyczajne narzekanie, powiedziałem, bo pewny jestem, że żaden z was nigdy nie doznał takiej biedy, żeby nie miał chociaż kawałka chleba.

– Prawie że doznałem, odrzekł Osetyn, bo przeżyłem dni takie żem idąc taczał się z głodu. Nieraz zboże nasze marnieje na polu od wczesnego zimna; skądże brac chleba?
Chodzimy wtedy na zarobki w doliny, lub niesiemy tam na sprzedaż co się w domu urobi; ale jakby naumyślnie wtedy właśnie mało płacą...

– Sadziłem inaczej o waszej zamożności, bo widziałem wasze domy schludne, a w nich sprzęty czyste.

– To obyczaj nasz taki, chyba dlatego, że ubóstwo świecące.

Ruszyliśmy potem z miejsca, ciągle brnąc po błocie. Przechodząc koło głębokiego wąwozu, w którym widać było wioskę, rozmowny Osetyn ozwał się:

– Ja wam opowiem ciekawą historję, jaka się stała w tej oto wiosce, a dowiecie się jakie głody u nas bywają.

– A bardzo prosimy, rzekliśmy wszyscy.

– Wieś ta nazywa się Omlet, mówił Osetyn. Nie wielka ona, bo tylko z kilku sakli (domów) złożona. W jednej z tych sakli żyła kiedyś cudo dziewczyna. Była ona tak piękna i powabna, że wszystko na nią patrzało jak w tęczę. Czy miejscowi, czy obcy, wszyscy się nią zajmowali, a przechodzący kupcy z karawanami zawsze jej zostawiali drogie upominki. Nie tylko ludzie ale i duchy w niej się kochały. Najbardziej zakochał się duch Gud-góry. Gdy dziewczyna wstępowała na wyżynę, Ścieszka się z nią podnosiła, obok kwiatki dla niej wyrastały, a kamienie dla niej układały się we wschody. Gdy wszystkim pastuchom zawsze cos przepadało ze stada, dziewczynie ani jedno Jagnie nigdy nie zginęło. Po minionych jej 15 rogach (latach) zakochał się w pięknej dziewczynie i młodzieniec ze wsi. A że on był dorodny, tęgi jeździec, wyborny strzelec i że zręcznie tańczył lezginkę, więc go i dziewczyna sobie podobała. Odbyły się zaręczyny, ale ślubowi sprzeciwiał się Gud i różnemi psotami dokuczał młodzianowi. To go zabłąkał w dolnych gęstwinach, gdy polował na jelenie; to go zaćmił tumanem, gdy wracał ze stadem owiec, albo go imał w tańce zawieruchy. Odwaga młodziana dzielnie wszystko zwyciężyła aż do ciężkiej zimy. Gdy przyszła zima i zapędzała wszystkich do ognia na kominie, straszliwy Gud rozigrał burzę, która zrzuciła lawinę śniegu na saklę w której się młodzi i oblubienicy razem bawili. Ochłonąwszy z przerażenia i znalazłszy parę kawałków chleba i sera, cieszyli się że nie doznają głodu, dopóki ich ludzie nie odkopią. Przeszedł dzień i drugi i trzeci i już dawno chleba nieszczęsnym nie starczyło. Młodzian stał się najprzód smutnym, potem złym, a potem jakby wściekłym. Miłość go najprzód opuściła, potem pożegnała go i ludzkość. Stał się jakby zwierzęciem, jakby tygrysem… porwał w żylaste swe ręce dziewczynę, zapuścił w jej białe ciałko ostre swe zęby i wyrwał jej kawałek mięsa. Wtedy łopatnicy odszukujący ofiar, usłyszeli przeraźliwy ale słaby krzyk dziewczyny, wzięli się szybko do odkopywania śniegu i odgrzebali nieszczęsnych. Odtąd pogarda dziewczyny na zawsze padła na młodziana, a Gud w zemście zadowolony tak się śmiał z obojga, że trzęsąc się poruszał bryły kamienne, które staczały się Az w wąwozy, szyderczym zaś świstem swoim napełniał powietrze do koła.

Osetyn wierzący w bajkę, którą opowiadał, oddał ją z całym ogniem siły imaginacyjnej. Lubował się wdziękami cuda-dziewczyny, straszył się niezmierną mocą Gud-góry; a gdy o głodzie oblubieńców mówił, mienił się aż na twarzy!...

Spojrzałem przed sobą. Ciągnęła gromadka z kilkudziesięciu ludzi złożona. Bliżej, poznałem że to byli żydzi z Polski. Szli młodzi chłopcy pokurczeni, zziębnięci i widocznie zgłodniali.

– Zkąd wy jesteście? zapytałem dla upewnienia.

– My, rzekł jeden, jesteśmy z gubernji lubelskiej, a są tu i z radomskiej.

– Więc jesteście z Polski, rzekłem dopiero po polsku.

– A to i pan z Polski!... ozwało się kilku ze łzami na oczach.

– Uważam żeście zziębnięci i zgłodniali biedne dzieciaki, przemówiłem.

– O, my bardzo biedni, my głodni, a odzywać się trudno, bo nami poniewierają.

– Więc jako wasz rodak, rzekłem, dzielę się z wami współczuciem i czem mam. Nie mogę się dłużej zatrzymywać, wam też nie pozwolą… Bądźcie zdrowi!...

Widok smutku i nędzy tych chłopiąt bardzo mnie rozrzewnił. Czułem ich skargę, którą niemo przedemną na losy wypowiadali. Czułem jeszcze ich sympatię do mnie jako do Polaka. Wyrwani od domowego ogniska, szli w daleki świat na długo, wszyscy może i bez powrotu.

Oglądali się potem za mną, a mnie ciężkie myśli przesuwały się po głowie, to o młodzieńcu i dziewicy, których Gud przysypał lawiną; to o żydach i o polskiej ziemi, która ich przyjęła w swoje objęcia; to o dniach próby i opuszczenia nas przez świat cały, gdy wróg troistosilny przygniótł nas lawinami niewoli i zgasił światło życia swobodnego!...

Za Gudem kiśnie obszerna Czarcia-dolina, zapewne tak nazwana od rozległego, błotnistego rozlewu, lecz przewodnik jeden dowodził że nazwa ta pochodzi od tysiącznych tumanień ludzi przez złego ducha i od tysiącznych przygód nieszczęsnych, jakie tu spotykały podróżnych.

Od Czarciej-doliny podnieśliśmy się na wysoką, 8498 stóp ang. mającą, Krzyżową-górę. Na najwyższym punkcie drogi, nazywającej się wojenno-gruzińską, postawiony został w 1824 roku, to jest za rządów Jermołowa, kamienny krzyż, z odpowiedniemi po moskiewsku napisami. Krzyż ten zamienił inny, jaki wedle podania istniał już przeszło sześć wieków. Tu biorą początek źródła wód spływających i zwiększających się w miarę poniżania spadku ku stronie południowej i ku północnej.

Spuszczając się z Krzyżowej-góry ku północy, spotyka się po lewej stronie murowany budynek z wieżycą i z dzwonem. W domu tym osiadłe SA na koszcie rządowym dwie osetyńskie rodziny, które obowiązane są w czasie burzy bez ustanku dzwonić, dla podania głosu tym któryby się zabłąkali w zamieci. Oprócz tych rodzin usadowiona tu jest wojenna, robocza rota, która w lecie zajęta jest naprawą drogi, a w zimie przekopywaniem lawin i odszukiwaniem tonących w śniegu ludzi.

Jeszcze dalej przewodnicy prowadzący biedne szkapy za cugle, o ćwierć staja zboczyli z drogi i nas za sobą pociągnęli.

– Napijemy się może wina? zapytał jeden z nich.

– A czy macie ze sobą wino, rzekłem, bo my nie mamy.

– Tu wina jest pod dostatkiem, nie trzeba go wozić, rzekł przewodnik i wskazał nam źródła wielkiemi strumieniami wytryskające ze skały.

Wesele ogarnęło całą naszą gromadkę, przebyliśmy bowiem najtrudniejszą część drogi. Nogi i piersi mocno nas bolały, od wspinania na wyżyny. Wypoczywaliśmy, więc przy owych źródłach wód mineralnych smaku winnego, a napełnionych gazem.

Obszedłszy potem boki jednej ze skał, ujrzeliśmy się zaraz na przeprzęgu pocztowym, obsługiwanym przez Osetynów. Gdy dla nas zaprzęgano konie, liczna służba wybierała się także w drogę, wprzęgając do niskich wózków, pomiędzy dwa dyszle, po jednym drobnym wole górskiej porody. Udawali się oni po zboże do wsi Ałma, leżącej niżej po lewej stronie naszej drogi, w której sławi się Cminda-Karchi.

Kościołów, baszt, zamków, spotyka się dalej wiele na górach. W nich ukrywali się i bronili głownie mieszkańcy, w czasie obcych napadów. Niektóre kościoły są bardzo czczone od ludu, składającego nawet zboże na utrzymanie rodzin, które zobowiązywały się ich pilnować. Na szczycie góry Kwenesz-mty istnieje jeszcze stary ogrodzony do koła murem klasztor z kościołem, w którym tylko raz do roku odprawia się nabożeństwo.

Wąwozy tu są tak wąskie a głębokie, że podobnych nie ma na całym Kaukazie. Lecz za to, co za potężny wyraz przemawiającej tu do człowieka natury! Nie dziwić się też, że mieszkańcy prawie rozmawiają tu z temi olbrzymiemi górami i skałami, z szumiejącemi wodospadami i rozbijającemi się wichrami. Nie dziwić się, że oni korzą się przed tą potęgą i mocą, nad którą panuje Bóg. To też tu nazwy gór, wsi, rzek, ochrzczone są świętemi imonami. Tu są krzyżowe i troickie skały, góry i klasztory, tu są siońskie wsie i rzeki.

Gdy podjeżdżaliśmy do małej nowej wioski Kazbek, woźnica spostrzegł moje zajęcie się widokiem śnieżnej góry tegoż nazwiska, wzniesionej nad poziom morza o 16.480 stóp angielskich.

– To już góra nad górami, rzekł, czy nie prawda?

– Prawda, ale Elbrus jeszcze wyższy, odpowiedziałem.

– Nie widziałem Elbrusa, rzekł woźnica, ale u nas mówią, że nie ma wyższej góry na świecie. Ta góra to Czeristi-czub (podnóżek Chrystusa). Na tym świętym podnóżku stoi namiot Abrahama, a w którym niewidzialna ręka podtrzymuje zawieszoną na powietrzu kołyskę, otoczoną dokoła niezliczonemi skarbami. Za dawnych, bardzo dawnych czasów dostało się tam dwoje ludzi; dostał się ksiądz cnotliwy i syn jego na ciele i na duszy czysty. Ksiądz nie wrócił ztamtąd, a syn jego wrócił i przyniósł ze sobą kawałek drzewa z kołyski i szmatkę płótna z namiotu. Skarbów jednak nie mógł on dotknąć.-Z tej góry co siedem lat spadają ogromne bryły lodu i kamieni i straszne zniszczenie sprawiają.

Przyjechawszy do Kobi, zapytałem smotrytela (dozorcę) stacji pocztowej, o tych mających periodycznie spadać lawinach z Kazbeku. Odpowiedział on mi, że rzeczywiście takie spadają bryły, że zawaliwszy koryto Treku, woda tworząc niejako jezioro, szeroko się rozlewa, dopóki lud nie stopnieje. Bryły te zajmują czasem półmilową przestrzeń i wznoszą się na wysokość do 360 stóp. Jednak wypadki te nie powtarzają się periodycznie co siedem lat, ale wydarzają się kilka razy w ciągu stulecia. Opowiadanie swoje opierał smotrytel na wskazówkach Kazem-bega podobno wiele przyczynili się do opanowania tych gór w 1804r. przez Moskali. Mieli oni także wiele manuskryptów arabskich zebranych w górach. Oddać w ręce najezdników.

Nocleg w Kobi dawał uczuć podróżującym cenę węgla i żywności. Z powodu trudnego przywozu wszystkie produkta opłacały się we czworo drożej.

Z Kobi pojechaliśmy sławnym wąwozem darjalskim do Larsu. Opowiadania zachęconego tureckim tytoniem woźnicy, wielce nas zaciekawiły. Z nich dowiedziałem się o szczególnej czci Osetynów dla św. Jerzego, Michała, Mikołaja, Dawida, Jana Chrzciciela, a osobliwie dla Marji Panny i dla św. Eljasza. Święci ci mają poświęcone kaplice, groty i gaje. Uroczystości odbywają się w nich przy paleniu świec obok krzyżów i na ołtarzach, przez składanie ofiar z drobiu i z dobytku. Kończą się one jadłem, śpiewaniem i tańcami. Rodacy ich mahometanie, jako też zamieszkali w części między nimi Czerkiesi [37], bywają obecni na tych uroczystościach i pewien udział w nich przyjmują. Chrześcijanie wzajemnie modlą się na widok nowin księżyca i niektóre uroczystości mahometan obchodzą. Najwięcej dziwny jest obchód pogrzebowy zabitego przez piorun człowieka. Uważa się to za błogosławieństwo św. Eljasza, o którym twierdzą, że przebywał w tych górach. Na znak radości, schodzą się krewni, przyjaciele i znajomi i tańczą koło trupa, potem go chowają na miejscu zgonu, a grób nasypują kamieniami.

Śród tych opowiadań pędziliśmy z góry pomiędzy stromemi, krętemi a wysokiemi skałami. Malownicze te skały jakiemiż kształtami i jaką rozmaitością barw i deseni się cechowały!?... Napróżno opowiadać to prostym językiem. Napróżno opowiadać o nadzwyczajnej sile przyciągającej jaką ma Kaukaz! Tam poeta zachwyci się pięknemi krajobrazami, pięknemi typami i pięknym duchem ludowym. Tam naturalista znajdzie dla się w wielkiem a żywem muzeum przyrody. Tam badacz dziejów i każdy przejęty nauką człowiek, znajdzie dla siebie skarby najwięcej zajmującego go przedmiotu.

My pod ciężarem myśli i ducha pędziliśmy gdzieś, zdaje się w podziemia. Omijaliśmy tak zwany Wściekłyparów, gdzie nieraz potok burzliwy porywał podróżujacych i unosił do huczącego jak tysiące młynów Tereku.

Tam świat wydawał się inny, jakby zaklęty, o jakim nasłuchaliśmy się w bajkach za dzieciństwa. Gdyby się tam czasem nie ukazało drzewko, albo kępka trawy; gdyby nad sobą nie widać było wstęgi błękitnego nieba, albo jeszcze tych jakby wieżyc, owych szczytów skał, pozłoconych blaskiem promieni słonecznych, możnaby mniemać, że to nie ziemia nasza.

Ale, pokazała się na górze, po prawej stronie, wieś kamienna. To Darjał, albo Chewis-Kari z swoim zamkiem starożytnym. To Porta Caucasica, albo Porta Sarmatica, przez którą jako przez bramę skalistą wąwozu, długi czas północni barbarzyńcy przejść nie mogli, dopóki nie podważyli jej Gruzini dla protektorów Moskali! Nie wiedziałeś biedy ludzie, coś czynił!..

Podanie niesie, że zamek ten zbudowany został za króla Mirjana na 150 lat przed Chrystusem. Nasz woźnica znowu twierdził, że zamek ten był zaklętym pałacem, z którego królowa Darja rzucała w przepaść uprzykrzonych kochanków swoich.

W wąwozie urządzone zostały niedawno fortyfikacje, których strzegą żołnierze i działa.

Od Łarsu, gdzie niegdyś Osetyni odbierali cła od przejeżdżających kupców, wąwóz coraz się więcej rozszerza i góry coraz się więcej zniżają. Na nich szczególniej od wschodu rozrzucone są wioski z dwoma otoczonemi sadami prześlicznej zieloności. Lasy i gaje urozmaicają jeszcze ten sielankowy a miły widok. Nie ma tu już obawy, aby urwane odłamy skał gniotły człowieka, albo żeby go niosły potoki szumiącego obok Tereku.

Na jego odlewie ujrzałem kilkadziesiąt kobiet piorących bieliznę. Zdziwiło mnie to widowisko, więc prosiłem woźnicę o objaśnienie.

– Są to kozaczki z Kapkaja, rzekł on, do którego jeszcze mamy siedem wiorst drogi. Piorą tu one bieliznę na cichej odnodze rzeki, gdyż w samej stanicy Terek w ścieśnione swe koryto przyjmując mętne górskie potoki, o tej porze bywa bardzo brudny.

– Widzę, rzekłem, że i żołnierze towarzyszą kozaczkom.

– Żołnierze, odrzekł, są tu dla bezpieczeństwa kobiet i broń ta co stoi w kozłach, jest nabitą.

– Przecież Osetyni są spokojni.

– Ale za Osetynami na wschód mieszkają Czeczeńcy, którzy nieraz z zasadzek wypadają na drogę. Nie ma tego roku żeby tu figlów nie wypłatali. Przed kilkoma laty, z tamtej strony Kapkaja, napadli na pułkownikowę jadącą z linji kaukazkiej uwieźli ja w góry, a powóz zostawili na drodze.

– Pewno za nią wzięli duży wykup, powiedziałem.

– A tak, rzekł, pułkownik dał kilka tysięcy rubli, ale i te mu zginęły a żony nie miał.

– Więc oszukali go Czeczeńcy? Zapytałem.

– O nie! Odrzekł. Pułkownikowa będąc w górach przez rok cały, tak się do tego rabusia co ją porwał przyzwyczaiła, że potem z mężem było jej smutno. Porozumiała się więc z sąsiednimi Czeczeńcami i ci ją napowrót do dawnego przywłaszczyciela zaprowadzili. Było tu wiele śmiechu z tego wypadku.

Gdym kończył tę rozmowę, ułudne zjawisko przedemną stanęło... Góry się nagle otworzyły na obszerną dolinę! Przypomniałem sobie, że cos podobnego we śnie czy na jawie, kiedyś gdzieś widziałem... Łza mi oczy zwilżyła. Była to przestrzeń, przypominająca świat naddnieprzański. Serce mi zabiło do kraju, którego jeszcze wówczas nie dano mi oglądać!

Wjechaliśmy do Władykaukazu [38], dawnego osetyńskiego Kapkaja, zabranego jeszcze w 1784 roku. Opasany wałami i otoczony działami był on wtedy osadą dwóch pułków piechoty i stanicą kozaków linjowych. Ci ostatni powstali z kozaków małoruskich, wyprawionych do Polski w 1831 roku, a potem w powrocie podzielonych na coraz mniejsze części, rozbrojonych nareszcie i tu przypędzonych.

Władykaukaz porządnie zabudowany, posiadał kilka cerkwi i kościołek katolicki. Przebywali w nim z zesłanych Polaków: Wincenty Sapalski [39] górnik, Dorant, Ignacy Zawadzki, Szymanowski i inni.

Przypisy

[1] Mołokanie (mlecznicy) – jeden z odłamów rosyjskich starowierców powstały w połowie XVI w. w Rosji z inicjatywy Matwieja Simeona Dalmatowa. Nazywani „duchowymi chrześcijanami” odrzucali koncepcję Trójcy Świętej, kult ikon, liturgię, duchowieństwo i chrzest z wody. Począwszy od XVII w mołokanie z powodu pacyfistycznych poglądów byli prześladowani przez władze carskie, co też w XIX w. zaowocowało zsyłkami wielu wyznawców na Syberię, Kaukaz i do Azji Centralnej. W 1833 r. wewnątrz ruchu doszło do rozłamu w wyniku, którego powstali mołokanie „stali” i „skaczący”. Ocenia się, że w XIX w. na terytorium Cesarstwa Rosyjskiego żyło około 0,5 mln mleczników.

[2] Jelizawietpol – w latach 1804 – 1918 nazwa leżącego w północno – wschodniej części Małego Kaukazu azerskiego miasta Gandża (Гянджа).

[3] Tyflis – obowiązująca w latach 1845 – 1936 nazwa dzisiejszego Tbilisi.

[4] Król Wachtang-Gurgaslan (Gorgasali) (452 – ok. 502 r.), znany przede wszystkim z aktu przeniesienia stolicy Gruzji z Mcchety do Tbilisi. Przydomek Gorgasali (wilkogłowy od perskiego Gorg-a-sar) otrzymał z powodu kształtu noszonego hełmu. W 482 r. przyjął wydany przez konstantynopolitańskiego patriarchę Akacjusza Henotikon (Dokument Zjednoczenia) czym przyczynił się do zapewnienia autokefalii Gruzińskiemu Kościołowi Prawosławnemu.

[5] Dynastia Bagratydów – Najdłużej władająca dynastia królewska w Europie, zasiadająca na tronie Gruzji, aż do XIX w. Większość specjalistów jej początek wiąże z naznaczeniem w 806 r. przez Arabów na władcę Armenii Ormianina Aszoty Bagratuni Mięsożernego. Bagratydzi dzielą się na linię ormiańską (Bagratuni) i gruzińską (Bagrationi). Samo słowo „bagrat” wywodzi się od staroperskiego „bagdata” – „Dany przez Boga”. W Armenii i Gruzji nazwę dynastii tłumaczy się jako „Dzieci domu ustanowionego przez Bagrat”. Wraz z rewolucją bolszewicką większość członków obu linii rodu Bagratydów zbiegła do krajów Europy Zachodniej. Dwóch ostatnich potomków dynastii powróciło do Gruzji i mieszka dzisiaj w Tbilisi.

[6] Kachetia – najbardziej wysunięta na wschód część Gruzji ze stolicą w Telawi. Od północy region graniczący z Dagestanem, zaś od południa i wschodu z Azerbejdżanem. Kachetia do końca VIII w. pozostawała niezależnym księstwem, lecz na początku IX. została zjednoczona z Gruzją przez króla Dawida IV Budowniczego.

[7] Azarpesz to srebrny czerpak przypominający łyżkę wazową przy pomocy, której w dawnej Azji pijano wino.

[8] Istniało trzech faraonów o tym imieniu pochodzących z XII dynastii sprawującej władzę ok. 1991 – 1786 r. p.n.e.. Prawdopodobnie autor miał na myśli najsłynniejszego z nich – Sezostrysa III (ok. 1878 – 1840 r. p.n.e.). Często mylnie utożsamiany z Ramzesem II opisany został w „Dziejach” Herodota jako zdobywca południowej Europy.

[9] Chazarzy – turecki lud koczownicy, który stworzył silne państwo – Kaganat Chazarski na obszarze współczesnej południowej Rosji obejmujące również część Kaukazu Północnego. Kaganat istniał od VII do X w. W XI w. większość Chazarów wyemigrowała na Ruś, gdzie wymieszała się i stopiła z miejscową ludnością. Również część z nich osiedliła się w Gruzji. Religią wyznawaną przez Chazarów był judaizm rabiniczny, co też dało początek kultywowanemu w niektórych kręgach żydowskich i antysemickich mitowi o tzw. „Wielkiej Chazarii”.

[10] Dynastia władająca Imperium Perskim w latach 224 – 651.

[11] Św. Nina nazywana też Christianą, apostołka i patronka Gruzji, żyła na przełomie III i IV w., niewolnica z Kapadocji sprzedana gruzińskiemu władcy, według innej wersji córka spokrewnionego ze św. Jerzym rzymskiego urzędnika (generała) Zabulona oraz siostry patriarchy Jerozolimy Zuzanny, która pod wpływem religijnej wizji miała nawrócić na chrześcijaństwo starożytną Iberię (w tym także Gruzję). Jak podaje legenda św. Ninie początkowo, poprzez cud uleczenia z ciężkiej choroby, udało się nakłonić do nowej wiary wyłącznie gruzińską królową Nanę. W tym samym czasie król Mirian III pozostawał sceptyczny w stosunku do chrześcijaństwa. Na zmianę królewskiej postawy wpłynęło dopiero zaciemnienie słońca, którego był świadkiem w trakcie jednego z polowań. W wyniku tego wydarzenia Mirian III zgodził się przyjąć nową religię, co też nastąpiło pomiędzy 327 a 337 r. n.e. Św. Nina została pochowana w gruzińskiej wiosce Bodbe w Kachetii.

[12] Herakliusz - (ok. 574 – 641 r.), pierwszy cesarz bizantyjski (610 – 641 r.), wprowadził grecki termin basileus w miejsce łacińskiego cesar imperator augustus zastępując również w charakterze języka urzędowego łacinę greką. Zreformował armię oraz doprowadził do upadku władcy Persji Chosroesa II, jednakże nie udało mu się wskutek inwazji arabskiej utrzymać kontroli nad Jerozolimą i Bliskim Wschodem.

[13] Marwan ibn Muhammad ibn Marwan lub Marwan II (688 – 750), kalif (744 – 750). Ostatni kalif z dynastii Umajjadów. W VIII w. najechał Armenię oraz Gruzję. Przez Ormian obdarzony przydomkiem „ślepy”, przez Gruzinów „głuchy”.

[14] W poprawnej pisowni: Imeretia – region w zachodniej Gruzji zamieszkiwany głównie przez Imeretian. W latach 975 – 1466 Imeretia wchodziła w skład zjednoczonego Królestwa Gruzji, zaś od drugiej połowy XV w. stanowiła samodzielne królestwo. W 1810 r. po usunięciu z tronu Solomona II region znalazł się pod kontrolą rosyjskiego cara. Największym miastem Imeretii jest Kutaisi, zaś innymi ważnymi centrami pozostają Samtredia, Tkibuli, Senaki, Zestaponi.

[15] Bazyli II Bułgarobójca (958 – 1025 r.) cesarz bizantyjski (976 – 1025 r.) z dynastii macedońskiej. Koronowany w wieku 5 lat na cesarza, od 976 r. sprawował władzę samodzielnie. Przydomek zyskał po krwawej rozprawie z Bułgarami w 1014 r., kiedy to po zwycięstwie nad armią cara Samuela pod Biełasicą oślepił i odesłał do kraju 14 tysięcy bułgarskich jeńców. Wkrótce potem pokonał także Normanów i książęta południowych Włoch sprawiając tym samym, że Cesarstwo Bizantyjskie przejęło kontrolę nad terytoriami rozciągającymi się pomiędzy Armenią a Serbią.

[16] Dawid IV Aghmaszenebeli (1073 – 1125 r.), król Gruzji (1089 – 1125 r.) nazywany także Dawidem Budowniczym bądź Odnowicielem. Zakończył okres zwierzchności Turków Seldżuckich (tzw. wielkie poturczenie) nad państwem gruzińskim, przezwyciężył rozbicie polityczne królestwa jednocząc zachodnią i wschodnią część kraju. Reformator sądownictwa i mecenas sztuki. W 1122 r. przeniósł stolicę zjednoczonego królestwa do Tbilisi. Po śmierci został pochowany w Monastyrze Gelati niedaleko Kutaisi.

[17] Tamara I Wielka (1160 – 1213 r.) – najstarsza córka króla Jerzego III, święta, od 1184 r. królowa Gruzji. Okres jej panowania często nazywany jest złotym wiekiem w historii Gruzji. Na początku XIII w. armiom Tamary udało się podporządkować sobie Emirat Karsu, Erzurum, a także część północnokaukaskich plemion. W 1204 r. po zajęciu Trapezuntu gruzińska królowa ustanowiła wasalne w stosunku do Gruzji Cesarstwo Trapezuntu, które istniało przez następne 250 lat. Miejsce pochówku zmarłej w 1213 r. Tamary pozostaje nieznane. Według niektórych podań jej ciało zostało ukryte w leżącym niedaleko od Kutaisi monastyrze Gelati.

[18] Poeta Rustaweli – Szota Rustaweli (1172 – 1216 r.). Uznawany za jednego z największych gruzińskich poetów. Jego najsłynniejszym dziełem jest epopeja narodowa „Rycerz w tygrysiej skórze”. Według legendy postanowił popełnić samobójstwo z powodu nieodwzajemnionej miłości do królowej Tamary, na której dworze służył jako skarbnik i doradca. Zmarł w 1216 r. w Jerozolimie.

[19] Tamerlan (1336 – 1405 r.) często nazywany także Timurem był twórcą imperium Timurydów rozciągającego się od Zakaukazia, przez Persję do Indii włącznie. Pogromca Złotej Ordy i Mameluków. Mecenas sztuki, jednocześnie zasłynął z niezwykłego okrucieństwa i bestialstwa. Zmarł w trakcie wyprawy wojennej do Chin, po czym został pochowany w stolicy swego państwa, Samarkandzie.

[20] Jerzy VII - Król Imeretii (1392-1393), Gruzji (1393 – 1407). Za jego panowania Gruzja dwukrotnie padła ofiarą katastrofalnych najazdów armii Timura, zakończonych z jednej strony wasalizacją kraju, z drugiej przywróceniem Jerzemu prawa do koronacji jako chrześcijańskiego władcy. Zginął w 1407 r. w bitwie przeciwko Turkomanom (według innych źródeł Turkmenom).

[21] Wachtang V- król Kartlii (1658 – 1675 r.), zwolennik bliskiej współpracy z Persją, w 1654 r. przyjął islam i zmienił imię na Szach Nawaz. Po śmierci pochowany w Qum w Iranie.

[22] Irakli II (1720 – 1789 r.), król Kachetii (1744 – 1762 r.), król Kartli i Kachetii (1762 – 1798 r.). W 1783 r. zawarł z carycą Katarzyną II traktat o przymierzu i protekcji, którego złamanie przez syna Irakliego II, Jerzego XII (Giorgiego XII) zostało wykorzystane przez cara Aleksandra I jako pretekst do aneksji w 1801 r. wschodniej Gruzji.

[23] Mingrelja inaczej Megrelia (gruz. Samegrelo) to wysunięta na północny-zachód, sąsiadująca z Abchazją prowincja Gruzji. Obecnie liczy około 462 tys. mieszkańców, głównie Megrelów i Swanów. Stolicą prowincji jest miasto Zugdidi.

[24] Swanetia – wysokogórski region zachodniej Gruzji ze stolicą w Mestii położony na wschód od Megrelii. Dzieli się na Swanetię Dolną i Górną, która jest znana przede wszystkim z dobrze zachowanych średniowiecznych baszt obronnych. Ze względu na zabytki Górna Swanetia została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Region głównie zamieszkany przez Swanów.

[25] Omar – Pasza, serb. imię Mihailo Latas (1806 – 1871 r.) – wybitny turecki generał, z pochodzenia Serb, wraz z polskim generałem Chrzanowskim zreformował w pierwszej połowie XIX w. armię otomańską. Wspominany w dziennikach Teofila Łapińskiego jako ten, który miał dowodzić tureckim desantem na Suchumi.

[26] William Fenwick Williams – ur. 4 grudnia 1800 r. w Annapolis w Nowej Szkocji. Zasłużony oficer, w trakcie wojny krymskiej (1854 – 1856) brytyjski pełnomocnik w Turcji. Otrzymawszy tytuł paszy na przełomie jesieni – zimy 1855 r. dowodził obroną tureckiego Karsu. 29 listopada zmuszony został do poddania twierdzy i oddania się w rosyjską niewolę. Po powrocie do kraju od 1859 do 1864 r. pełnił funkcję Naczelnego Wodza i był odpowiedzialny za przygotowanie Wielkiej Brytanii do ew. wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Zmarł 26 lipca 1883 r.

[27] Iwan Kereselidze (1829 – 1892 r.) – jeden z pierwszych gruzińskich dziennikarzy, pisarz. W latach 1857 – 1875 oraz ponownie od 1887 r. główny redaktor jednego z najbardziej wpływowych i najdłużej wydawanego dziennika „Tsiskari”. Twórca gatunku felietonu w Gruzji. W 1873 r. założył dziennik „Gutnis Deda” (Oracz), wkrótce zamknięty przez carskich cenzorów. W „konflikcie pokoleń” jaki rozgrywał się pod koniec XIX w. w szeregach gruzińskiej szlachty i inteligencji przyjął konserwatywne stanowisko „ojców”, co też objawiało się poprzez użycie archaicznego języka gruzińskiego (saszualo) w jego twórczości z tamtego okresu. Zrujnowany finansowaniem działalności „Tsiskari” zmarł w biedzie i został pochowany na Didubeskim Panteonie Osób Publicznych w Tbilisi.

[28] Czachruchadze – Gruziński poeta żyjący na przełomie XII i XIII w. Najczęściej identyfikowany z żyjącym w tym samym okresie Grigolem Czachruchadze. Autor „Tamariani”, zbioru 22 utworów poświęconych królowej Tamarze i Dawidowi Soslanowi. Czachruchadze prawdopodobnie pochodził z Kchewi i był osobistym sekretarzem królowej Tamary.

[29] Joan Szawteli – gruziński poeta żyjący na przełomie XII/XIII w. Autor poematu „Abdul Mesjasz” powstałego na cześć Dawida Odnowiciela (Budowniczego) i królowej Tamary.

[30] Książę Grzegorz Orbeliani (1804 – 1883) poeta romantyczny, arystokrata, generał, gubernator guberni tyfliskiej, uczestnik po rosyjskiej stronie w wojen przeciwko Persji i Turcji. W 1832 r. wydalony z Gruzji za udział w spisku gruzińskiej szlachty mającym na celu przywrócenie władzy dynastii Bagratydów. Po powrocie do kraju wziął udział w kampanii przeciwko Szamilowi. Autor licznych wierszy patriotycznych opiewających dawną świetność monarchicznej Gruzji.

[31] Pliniusz Stoik - autor prawdopodobnie miał na myśli Pliniusza Starszego (23 – 79 r.) - filozofa, historyka i pisarza rzymskiego. Zarządca Hiszpanii, Germanii, Galii, pełnił także obowiązki w Afryce. Jest autorem wielu pozycji historycznych, z których do naszych czasów zachowały się jedynie 37 tomowa Naturalis historia (Historia naturalna). Zmarł wskutek erupcji Wezuwiusza.

[32] Mechet inaczej Mccheta - do VI w. stolica Gruzji położona w prowincji Kartlia w odległości około 20 km od Tbilisi. Ocenia się, że powstała około 1000 r. p.n.e. W 317 r. w Mcchecie chrześcijaństwo proklamowano religią państwową Gruzji. W 1994 r. wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

[33] Autor miał na myśli istniejące od XII do XV w. w południowej części basenu Morza Czarnego Cesarstwo Trabzonu (Trapezuntu). Powstało w następstwie zajęcia w 1204 r. przez IV krucjatę Konstantynopola. Wraz z uformowanym w tym samym okresie Cesarstwem Nicei oraz Despotatem Epiru określane było mianem spadkobiercy Cesarstwa Bizantyjskiego. Decydującą rolę w utworzeniu cesarstwa nazywanego także „ostatnim Greckim Imperium” odegrało wsparcie udzielone przez królową Tamarę władcy Aleksiejowi I. W 1461 r. Trabzon podbili Turcy Otomańscy. Obecnie jest to jedna z prowincji Turcji.

[34] Suchumi (abch. Akua) – stolica formalnie pozostającej w składzie Gruzji republiki Abchazji. Założona w VI w. p.n.e. jako grecka kolonia Dioskuria. Suchumi w ciągu wieków wielokrotnie, w zależności od panującego układu politycznego, zmieniało nazwę. W XIX w. panowanie nad strategicznie położonym miastem stało się przedmiotem zbrojnej rywalizacji pomiędzy Rosją i Turcją. W latach 1992 – 1993 Suchumi było głównym ośrodkiem walk pomiędzy Abchazami i Gruzinami.

[35] Kutaisi – stolica Imeretii, zachodniej prowincji Gruzji. Po Tbilisi drugie największe miasto republiki, liczące około 230 tysięcy mieszkańców. Do 1810 r. stolica królestwa Imeretii. Wspominane w legendzie o Złotym Runie.

[36] Góra Gud jest położona niedaleko Przełęczy Krzyżowej (Gudaurskiej) będącej najwyższym punktem (2379 m n.p.m) tzw. Gruzińskiej Drogi Wojennej łączącej Kaukaz Północny z Południowym.

[37] Czerkiesi - Naród z grupy narodów adygskich zamieszkujący północną część Karaczajo–Czerkiesji (KCzR). Podobnie jak Kabardyjczycy i Adygejczycy, Czerkiesi określają się jako Adyge; termin Czerkies/Czerkiesi, używany jest często do określania wszystkich narodów adygskich, pochodzi prawdopodobnie od starogreckiego słowa kerket, którym Grecy określali plemiona adygskie żyjące na wybrzeżu czarnomorskim. Czerkiesi mówią językiem kabardyjsko–czerkieskim, tym samym którego używają Kabardyjczycy; jest on zapisywany cyrylicą. Wyznają islam w wersji sunnickiej.

~38 Władykaukaz (władaj Kaukazem/władca Kaukazu) – stolica Osetii Północnej – Alanii założona w 1784 r. Jednym z jej głównych zadań było utrzymanie kontroli Rosji nad Gruzińską Drogą Wojenną. Od połowy XIX w. licznie zasiedlana przez Polaków – w mieście istniał nawet tzw. polski kwartał. Dwukrotnie w latach 1931 – 1944 i 1954 – 1990 Władykaukaz przemianowywano na Ordżonikidze, a w latach 1944 – 1954 nosił nazwę Dzaudżikau.

~39 Wincenty Sapalski (1821 – 1885 r.) – syn polskiego zesłańca, matematyka Franciszka Wincentego Sapalskiego. Z wykształcenia geolog górniczy.



Projekt zrealizowano ze środków Narodowego centrum Kultury