Część Dziewiąta

ZIEMIE CZERKIESÓW [1]

Płaszczyzna kabardyńska, - Piatyhorsk, - Wody mineralne, - Sposoby leczenia chorych, - Towarzystwo polskie, - Maszuk, - Wtargnięcie Czerkiesów, - Elbrus, - Rasa czerkieska i abazka, - Stan oświaty, - Ubiory, - Czerkieski, - Obrząd weselny, - Zwyczaje gościnne, - Obrzędy religijne i pogrzebowe, - Handel niewolnicami, - Rolnictwo, - Pogląd na dzieje Czerkiesów, - Braterstwo

Początek ostatniej wojny, - Wewnętrzne walki o zasady społeczeńskie, - Miurydyzm czerkieski, - System kniazia Worońcowa, - Zjazdy, - Mahomet Amin, namiestnik Szamali, - Sefer-Bej, - Czerkiesi za wojny wschodniej, - Niezgody społeczeńskie, - Bohaterskie wysilenia, - Upadek niepodległości Czerkiesów

**

Od Władykaukazu czyli od Kapkana, rozkłada się przed górami bujna w trawy, niezmierzona okiem płaszczyzna. U wstępu, w obwarowanych stanicach i w licznych strażnicach co pół mili przecięciowo od siebie odległych, strzegą jej kozackie linjowe pułki. Ku północnej stronie nad rz. Małką, stanice te rozchodzą się odnogami, nad Terekiem, ku Stawropolowi [2] i nad rz. Kubaniem [3]. Nas teraz zajmować będzie okolica nadkubańska.

Ziemia ta nie ma majestatyczności widzianych skał i gór olbrzymich, nie ma owych zdumiewających, tytanicznych zwalisk, jakie się gdzieindziej na Kaukazie spostrzegają, ale wszelako nie brak jej wzgórzy przeglądających się w ruczajach z ich łona płynących, ani pamiątek w ruinach zamków i w kamiennych posągach pozostałych.

Ziemia ta za to jest jak się rzekło bogata w roślinność, ma pełno gajów i mnóstwo lasów z wiekowemi dębami i bukami, które otaczają zarumienione na wiosnę grusze i czeresznie. Bujną pszenicę i proso wyrosłe w czarnoziemiu zwilża deszcze nieskąpy, a umiarkowane powietrze oddechem swoim pobudza wszystko do życia. Nawet u stóp gór ziemia kamienisto-piaszczysta wydaje swoje płody. Błogosławiona więc jest ta ziemia kabardyńska [4]!

Na lewo od naszej drogi ku zachodowi, kilka chełmów, jakby wideta z kilku żołnierzy przed zastępem gromadnych gór Kaukazu, rozglądała się do koła. W miejsowym języku nazywają się one Besz-tau, t.j. pięć gór [5], od których mieli mieć nazwę nasi piatyhorscy Tatarzy litewscy.

U podnóża jednej z tych gór Maszuka, nad rzeczką Podkumskiem, przed 1830 r. groziła Kabardyńcom [6] reduta Gorjaczewodsk, później opuszczona przez Moskali. Na jej miejscu wzniósł się Piatyhorsk [7], miasto powiatowe z kilkutysięczną ludnością, należące do gubernji stawropolskiej. Ładne nowe domy rządowe i prywatne i ślieczne aleje, są prawdziwą ozdobą tej jeszcze niedawno dzikiej miejscowości. Do takich ozdób należy i wznoszący się na wzgórzu, w 1843 roku wybudowany ze składek katolicki, a jak tu powszechnie nazywają polski kościołek, w którym ks. Sienkiewicz odprawiał nabożeństwo. Budująca się nowa trzecia cerkiew w mieście, jak to z wielu cerkwiami widzieć się w carstwie dawało, pękła, niedoczekawszy się wiązania dachu.

Wzrostowi miasta sprzyjają przedewszystkiem tutejsze wody mineralne, które corocznie ściągają wielu chorych i zdrowych gości, nietylko z Kaukazu, ale z odległych stron północnych. Niekiedy nawet rodziny polskie z za Dniepru, ktorym stan majątkowy na to pozwalał, przybywały w to miejsce dla widzenia się z krewnymi, którym wyjazd z Kaukazu był wzbroniony. W kilkimilowem promieniu od Piatyhorska, znajdują się jeszcze liczne źródła, a najważniejsze z nich wody żelazne w Żelaznowodsku, alkoliczne w Jesentukach, oraz w Nardzan (Kisłowodsk) i t.d. Wszystkie one są dość zimne, gdy siarczane w samym Piatyhorsku dochodzą od 21º do 37º R. gorąca.

Miejscowi Kabardyńcy ani odleglejsi Czerkiesi, w czasie mego pobytu w 1855 roku, nie korzystali zupełnie z tutejszych wód minaralnych. Przyjechał do kąpieli jedynie potomek chanów krymskich, pułkownik Sułtan-Sahat-Girej [8], wychowaniec petersburski, który przyjął tam chrzest prawosławny. Zginął on potem w kaukazkiej stanicy z niewiadomej ręki.

Czerkiesi przez wstręt narodowy nie lubią się udawać do lekarzy moskiewskich, chociaż ich w nagłych potrzebach nie odrzucają. Ich rodowi lekarze, oparci tylko na doświadczeniu miejscowem, leczą chorych ziołami, korzonkami roślinnemi z tajemnicznemi pisanemi talizmanami, jak i sąsiednie plemiona. W niektórych okolicach, gdy którego Czerkiesa złoży choroba na posłanie i gdy już lekarz nieuruchumie zajmie przy nim siedzenie, w domu całym wszczyna się umyślnie niezwyczajny hałas. Domowa i z sąsiedztwa zwołana schodzi się młodzież na różne gry; małe dzieci zajmują się także swojemi zabawkami. Ma to być sposób od odpędzania złych duchów, które jakoby dom nawiedziły. Jeżeli tam chory zaległ łoże z powodu rany odniesionej w boju, chłopcy i dziewczęta śpiewają na jego cześć rycerskie pieśni i bawią się przebieganiem po izbie i chwytaniem po trzykroć zębami zawieszonego na sznurkach upieczonego ciasta.

Koczujący z północnej strony, na stepach, Nogajcy [9], z pozwolenia piatyhorskich lekarzy, dostarczali chorym na piersi, kobyle mleko, sprzedając kwartową butelkę po 40 groszy polskich.

W Piatyhorsku miałem sposobność poznajomienia się z kilku rodakami przybyłymi tu z nad brzegów morza Czarnego dla poratowania zdrowia. Od nich, a osobliwie od Kowalewskiego [10] przybyłego z Abchazji, można się było dowiedzieć wielu szczegółów o tamtejszych plemionach. Weszli oni w stosunki z kilkoma zamieszkałymi na miejscu rodzinami polskimi, które powiększyła obecnością swoją jedna Angielka z Saratowa, której mąż Polak był tam zesłany w 1849 roku. Kobieta ta wyższego wykształcenia, poważnie zastanawiająca się nad otaczającemi ją przedmiotami, poruszyła wiele zagadnień, których wyjaśnienie przez jednych stawało się nauką dla drugich.

Aby uniknąć skwarów miejskich i widoku nasuwających się co krok na przechadzkach oficerów, robiliśmy wycieczki na Maszuk. Słabsi z nas i kobiety dojeżdżały na szczyt tej góry na osłach wynajętych od zarządu wód mineralnych. Tam bywaliśmy najswobodniejsi, a mogiła poety moskiewskiego Lermontowa [11], poległego tam w pojedynku, nie przeszkadzała naszym duchowym biesiadom. Nie wystrzegaliśmy się cienia poety, boć on jeden z wygnańców i pisarzy swego ludu, był jeszcze nie zepsuty caryzmem i opiewał swobodę i bujność ducha walczących Górali. Dziwnem zdarzeniem, Lermontow padł tą samą śmiercią i w tem samem miejscu, jak na lat kilka poprzednio przepowiedział.

Górę Maszuk gdy przebito u podstawy, znaleziono w niej rezerwuar gorącej, siarczanej wody, spływającej kilkoma podziemnymi strumieniami do miasta. Nad rezerwoarem wody, wznoszące się sklepienie, tworzy właśnie skorupę Maszuka.

Przed zakończeniem terminu kuracyjnego, towarzystwo nasze zbierało się zrobić wycieczkę w północne stepy do jurt nogajskich, lecz nie udało się nam widzieć ich zwiędłych a nieobrosłych wcale twarzy, ich oczu drobnych, a zapadłych w zgiętych do góry w półkole powiekach, w własnej ich siedzibie. Projektowaną bowiem tę wycieczkę, nowy wypadek uniemożebnił.

Kąpiele nagle przerwane zostały. Straszny popłoch zrobiła wiadomość o wycięciu w pień oddziałku przy Proczym-okopie nad Kubaniem. Wolni Czerkiesi właśnie w kilkaset koni wpadli do wnętrza Karaczaju [12], gdzie ludność zapalona ich obecnością porwała za oręż. Obawiano się napadu na sam Piatyhorsk. Ściągano wszelkie siły, aby bezpieczeństwo miastu i okolicy zapewnić. Przyjezdni chorzy i zdrowi i kto mógł z miejscowych, nieoglądając się na żadne zabezpieczenia, kwapił się z wyjazdem. Bardzo słusznie i wyjazd naszej Angielki przyspieszonym został, gdyż cokolwiek większe powodzenie Czerkiesów, naraziłby ją mogło na ciężkie przygody albo nawet na śmierć.

Powstanie tymczasem plemienia karaczajskiego [13] w kilka dni przytłumione zostało i wstrzymało przewidywany ruch całej Kabardy, ruch bardzo niepokojący Moskali, wobec prowadzonej wówczas walki w niedalekim Krymie.

Rozkolonizowany lud moskiewski modlił się wtedy co święto na nieszporach. Modlił się wedle modlitwy nadesłanej z synodu, klęczący, co jest niezwykłem w cerkwiach, o błogosławieństwo dla carskiego oręża i o szczęśliwe dla niego zakończenie wojny.

Przed wyjazdem z tych stron, w pewien pogodny dzień, weszliśmy jeszcze w kilku na szczyt Maszuka i wpijaliśmy się ztamtąd wzrokiem w łańcuch wznoszących się gór Kaukazu, a osobliwie w olbrzymi, śnieżny Elbrus, który na 20.000 stóp ang. [14] prawie wznosił się nad rozesłaną koło nas płaszczyzną.

Na widok Elbrusa, wklęsłą odnogą połączonego z pasmem gór, przedstawiały się nam w wyobraźni dawne wieki i ludy u stóp jego walczące. Stawał nam przed oczami i ów Prometeusz do skały kaukaskiej przykuty, a o którym chociaż bezimiennie, chodzą między ludem rozmaite podania. Jedno z nich opowiedział mi J.Dąbrowski [15].

„ Na paśmie gór stała wieś odwieczna. W tej wsi żył przed wiekami chłopiec, jako sierota przez wszystkich poniewierany. Dostał się on na pastucha do bogatego człowieka. Ale razu jednego gdy pasł trzódkę, zgubił kozę, która zabłąkała się w górach. Poszedł on jej szukać. Chodził i chodził po urwiskach, wdrapywał się na skały, aż na wyżynach brnął biedak po ogromnych śniegach. Zmęczony i zmartwiony, że nie znalazł zabłąkanej kozy, chciał już wracać do domu, gdy naraz zobaczył przed sobą wyrównaną i śliczną drożynę, porosłą zielem i kwiatami. Poszedł on ta drożyną. Szedł i szedł, aż doszedł do wklęsłej groty. W tej grocie zobaczył on olbrzyma przykutego do skały, któremu orzeł szarpał pazurami pierś. Ten olbrzym jak też zobaczył chłopca zawołał na niego:

„- Chłopcze, przysuń się ku mnie i podał mi w dłoń jedno ogniwo, abym mógł oderwać łańcuch od skały.

„Chłopiec zbliżył się do niego i całą siłą dźwigał ogniwo, żeby je przyciągnąć do olbrzyma, ale naprożno, bo je zaledwie mógł poruszyć. Olbrzym więc przemówił do pastucha:

„- Chłopcze, uczynię cię szczęśliwym na zawsze byleś zrobił co ci powiem. Idź do domu i ukuj mi nowe ogniwo, żebym je założył na łańcuch i żebym go mógł oderwać od skały.

„ Chłopiec obiecał mu to spełnić. A gdy wychodził z groty, spotkał kozę. Odprowadził on tę kozę gospodarzowi i zaraz się z nim rozstał. Poszedł potem uczyć się kowalstwa. Uczył się on kowalstwa długi czas; a jeszcze z kilka lat zbierał po drogach gwoździe i podkowy, zanim nazbierał tyle, żeby mu wystarczyło na takie wielkie ogniwo, jakiego potrzebował olbrzym. Gdy ukuł to ogniwo, chociaż wyrósł, ledwo przeledwo dźwignąć je potrafił; ale różnemi sposobami, powoli, dociągnął je już do owej drożyny. Gdy był u drożyny zerwała się nagle taka ogromna burza, że mu kroku dalej stąpić nie dała. Ale postanowił on doczekać się końca burzy. Stał też i czekał. A gdy się burza kończyła i on znów chciał iść dalej, ogniste pioruny spadły z nieba, strzaskały i rozniosły skałę, na której śliczna drożyna porosła zielem i kwiatami, leżała. Przed pastuchem rozwarła się głęboka, niedojrzana przepaść; ale został on na miejscu z swojem ogniwem i dalej. Potem tam wieś wystawiono, a że się pastuch nazywał Ułu-kuł , więc i wieś nazwano Ułu-kułu.”

Na tem się kończy podanie o Elbrusie, które jest zarazem, jak widzimy, odnoszące się i do innej, wysokiej na 18.000 stóp góry Ułu-kuł, będącej węzłem łączącym jedną z odnóg gromadnych, z głównym łańcuchem gór.

Pominąłem dotąd opis Kabardyńców, pod względem urządzeń, zwyczajów, obyczajów i wyznania, aby go ile to wypadać będzie, zespolić z innemi plemionami czerkieskiemi. Kabardyńscy bowiem w Wielkiej Ka’bardzie, czyli na płaszczyźnie, których zarząd centralizował się pod Moskalami w ufortyfikowanym Nalczyku [16], są tak bliskimi Kabardyńcom w Małej Kabardzie, czyli w górzystej części, jak są bliskimi Natuchajcom, Abadzechom, Szapsugom i innym Czerkiesom [17].

Wszystkie te plemiona w liczbie 450.000 zajmujące przestrzeń 420 mil kwadratowych, pochodzą z rasy semityckiej, mówią jednym, choć z różnemi odmianami językiem i bardzo podobnie mają urządzenia swoje społeczne.

Z południowej strony siedzib natuchajskich i w części na płaszczyźnie kabardyńskiej znajdują się Bazy [18] w liczbie 130 tysięcy, pochodzenia etiopskiego. Wyłączne rysy tego ludu i mowa zbliżona do języka Koptów, przypominają panowanie w tych stronach Egipcjan [19]. Podobieństwo o którem się mówi, trzeba zestawić z przedziałem trzydziestu wieków oddzielającym ludzi jednego pierwiastku, z różnemi warunkami klimatycznemi, a również z mieszaniną ras, jakiej musieli ulec kolonizowani. Niektórzy podróżni uważając na powierzchowną jedność abazkich obyczajów, wielu zwyczajów i jednakowość wyznania z Czerkieskiem, brali Abazów za Czerkiesów; a nawet najpiękniejsze z kobiet w tych stronach Abazki, wywożone do Turcji i do Egiptu nazywano powszechnie Czerkieskami.

Kształt budowy Czerkiesów, rozwinięcie zręczności w ruchach i uwydatnianie muskularnej ich siły, sprawia na obcych przyjemne wrażenie i rodzi dla nich pewnego rodzaju sympatię. Umysłowe też ich zdolności, stosunkowo do stopnia oświaty, są bardzo rozwinięte. Zebrania gminne lub całoplemienne, na których publicznie traktowano przedmiota ekonomiczne, wojenne i polityczne, bardzo wpływały na rozwój powszechnych pojęć o rzeczach ich dotyczących. Nawet posiedzenia sądowe odbywano na takich zebraniach, wśród lasów, zwykle pod prezydencją księcia. Każdy czerkieski szlachcic miał jednakże prawo do mówienia z koła i do wysłuchania jego zdania. Kodeksem wszelkich spraw były tylko prawa uświęcone zwyczajem.

Zauważono właśnie, że dolni Kabardyńscy i północni Natuchajcy, z powodu dawnego u nich panowania moskiewskiego, a tem samem z braku podobnych zebrań, są niżsi w rozwinięciu umysłowem od swoich wolnych pobratymców. A chociaż ich panowie wychowani pod kierunkiem moskiewskim, czerpali naukę z ksiąg europejskich, jednak lud cały nie miał do niej przystępu i z niedowierzaniem o niej słuchał.

Wszelkie obrady na zebraniach prowadzono w języku rodowitym, lecz w stosunkach z innemi plemionami posiłkowano się mową turkomańską, a gdy się zdarzyło pisano po turecku, a czasem po arabsku.

Pisma rodzinnego ani książek własnych Czerkiesi wcale nie mają. Ich historia zawiera się tylko w dokumentach tureckich i arabskich, jak u nas niegdyś w łacińskich, a przystępnych dla bardzo małej liczby wykształconych ludzi. Dla ogółu wystarczają podania ustne i pieśni bohaterskie, głoszone przez trubadurów, nieraz przy muzyce złożonej z trójstrónowej gitarki, z kobzy i z bębna.

Boje z Moskalami dawały wiele tematów do tych pieśni. Są z nich niektóre wzniosłe. Młodzieńca wracającego z walki, w której wszyscy jego towarzysze poginęli, pieśń każe wygnać z kraju, jako wyrodnego członka społeczeństwa.

Prawie wszystkie pieśni wojenne przyjmują do swego składu jedną z następnych albo obie zwrotki, albo ich treść tylko.

„Bez wahania z szablą w ręku rzucajcie się na boje. Ten, którego cel wojny porywa, staje się bohaterem.”

„Kto ginie na wojnie, staje się męczennikiem; a kto walkę przeżyje, należeć mu się będzie połowa chwały.”

Aby dać pojęcie o układzie i treści tych pieśni, jedną z nich przytaczam. „Gdy jenerał Urusów przybył z fortecy Szad, zebrano radę.

„Jej postanowienie wysłano do Ferzadi i zaraz Urusy udając odwagę, przeszli rzekę, a potem wznieśli za nią fort Albin.

„Jenerał blond włosy tam się usadowił. I na cóż to ma zasługiwać?... Na wielki bój! odpowiedzieli Czerkiesi.

„Kazi Oku- (Okiu ) Przemawia ! twoje serce było jako góra Saberkiesz, aleś ty padł. Twoja głowa na polu sławy odciętą od kadłuba została, ale drzwi raju zostały ci otwarte i tyś tam wszedł zaraz.

„Jego nogi kierowały rączym koniem w boju, a gdy zginął przykryły je krańce kolczugi.

„Czugi-Dowiat-Mirza tyle już lat dzielny, padł na polu bitwy jako męczennik.

„Odzież Hadżar-Oku-Subesza była żółtą; jako wąż dosięgnął on Moskala swem żądłem ( grotem ).

„Gdy szapsugi [20] wytrzymywali walkę słoniąc się ku górom, Natuchajcy z szablą w ręku rzucili się na bojowisko i wyginęli.

„W nocy Dżambolet był na straży, a w dzień żartki rumak jego przebiegł pole bitwy jako płomień niszczący.

„Haud-Oku-Mansur był na koniu śmiały, a na radzie był napełniony mądrością.

„Powiadają o tobie Indar-Oku-Nogaju, że chociaż dożyłeś wieku szanownego, ale twój oręż zdawał się być w ręku silnego i śmiałego młodziana.

„Głoszą o tobie Kust-Tegumi-Dzadzie, że chociaż na twojem obliczu były zmarszczki stare, przecież ręcznym bojem zasłużyłeś na nieustającą sławę.

„Kalabas-Oku-Hatukwoj, pewny siebie i swego rumaka, wydobył swą szablę i rzucił się na bój.

„Jego brat Kuszmud wydobył swą szablę, a pierś jego kasztanowatego rumaka, piorunem utorowała mu drogę przez wrogie szeregi.

„Młodzież czerkieska podążyła do boju, bo dzielna młodzież ochocza jest zawsze do wojny.

„Stanąwszy w jednym hufcu, powiązała ona cugle swoich koni i walczyła razem. Chociaż nie jeden koń taczał się ze znużenia, ale żaden nie odstał z swoim jeźdźcem wobec nieprzyjaciół.

„Jeśli poginiecie zostaniecie męczennikami, a kto walkę przeżyje należeć mu się będzie połowa chwały.

Mówiąc wyżej o małej liczbie wykształconych ludzi u Czerkiesów, winienem dodać, że nawet książęce dzieci dawniej nie znały się na piśmie. Córki bowiem prowadzone pod okiem matek uczono tylko szyć, haftować, urządzać przysmaki i być rozkosznemi. Chłopców zaś wydalano z domu i jak u chanów dagestańskich, poruczano ich wychowanie atalikom czyli opiekunom. Każdy atalik karmił swego wychowańca, odziewał go, uczył go zręczności, sprytu wojennego, uczył go strzelać, rąbać szaszką [21] lub siekać i rzucać kindżałem [22]; uczył go wymowy, która na zebraniach ludowych i w towarzystwie wiele miała znaczenia, a potem wprawiał go do harców z nieprzyjacielem. Po takiej edukacji i po dojrzałości oddawał atalik wychowańca ojcu, a przyjęciu go do domu towarzyszyła uroczysta biesiada, na którą znakomitsi sąsiedzi byli zapraszani. Każdy atalik zostawał w powszechnym poszanowaniu i więcej miał znaczenia wobec swego wychowańca i jego rodziny, niż nawet to znaczenie jakie nadaje pojęcie ludu naszego ojca chrzestnemu.

Historia Hadżi-Murata, a raczej jego ojca, opowiedziała nam w krwawych scenach najlepiej, o tych stosunkach duchowych całej rodziny atalika do familji wychowańca książątka.

Ubiór Czerkiesów różny jest od gruzińskiego, lezgińskiego i szyrwańskiego, a podobny jest z małemi odmianami do czeczeńskiego. Czerkies nosi żupan kolorowy, czasem jedwabny, spięty haftkami na piersiach, a spadający w fałdach do kolan. Obywa się często bez koszuli. Wierzchnia sukmanka najczęściej szarego koloru z przyszytemi na piersiach patrontażami do ładunków, pasem z guziczkami albo gwiazdkami srebrnemi. Czapka barania z wierzchem sukiennym służy mu na zimę i na lato. Na szerokie szarawary z kolorowej materii, albo z domowej roboty sukna, jakie się używa na sukmankę, nasuwa on pończochy długie, spinane lub zawiązywane sukienną podwiązką pod kolanami. Trzewiki ma zwykle z jednej skręconej skóry, ściągane na stopie rzemykami.

Każdy Czerkies kocha się w wąsach długich, podstrzyga sobie brodę, a w starości goli ją. Goli zawsze włosy na głowie, zostawiają tylko kosmyk na wierzchu czaszki.

Czerkies wysadza się na przepych uzbrojenia swojego. Rękojeść jego ostrej a giętkiej szaszki, osada gwintówki i pistoletu, muszą być w srebro okute. Nawet pochwa od szaszki i kindżała ściśnięta jest srebrnemi skówkami. Wszystkie pasy i rzemień obszyte są na nim galonami, a nieraz nawet misternej niewieściej roboty. Bogatsi mają uzbrojenie i rzędy wyzłacane, a niektóre ozdoby i szczerozłote.

Kobiety ubierają się bardzo zgrabnie i wygodnie. Kolorowa koszula z szerokiemi rękawami nieraz obszyta na piersiach taśmami, a spadająca do kolan, jest upiększeniem tego ubrania. Taśma ozdobna w hafty lub w guziczki spina tę koszulę w pasie. Szerokie, fałdziste szarawarki, najzwyklej czerwone, obszyte także galonkami, a pokrywające prawie stopy, zastępują miejsce spodnie. Sznur nanizany pieniędzmi lub świecącemi blaszkami srebrnemi, niekiedy i złotem, zawieszony na szyi, jest dodatkiem stroju. Z pod kolorowej czapeczki sukiennej, okrągłej, spada kilka warkoczy na plecy i na ramiona.

W niektórych stronach kobiety przywiązują sobie fartuszki i wdziewają na siebie tołubki z szerokiemi rękawami, a włóczące się z tyłu. W innych okolicach czadra czyli welon obwija cały ubiór kobiety i formuje niekształtną postać. Powolny krok Czerkieski, wzrok jej niepewny, jeszcze bardziej wtedy razi przechodnia. Lecz u siebie w domu wcale ona jest inną. Jej czarne, piękne oczy, ozdobione wydatnemi brwiami i długiemi rzęsami, grają blaskiem silnego życia. Umysł jej jest dowcipny w obejściu, niezmiernie płodny w wyobraźnię; szuka ona rozkoszy w gwałtownej miłości swego imaginacyjnego wielbiciela i szuka jego sławy bojowej na polu walki. A jeśli ona jeszcze pełnego jest ciała, jakaż ona szczęśliwa! Marzy, że ją wszyscy plemiennicy uważają za piękną, i że przyszły mąż, zazdrośny o nią cały wiek będzie. Szczupłych kobiet Czerkiesi nie lubią.

Obyczaj plemienny dozwala dziewczętom uczestniczyć na wszelkich uroczystościach i pozwala im nawet rozmawiać i bawić się z mężczyznami. Obyczaj ten nie jest w każdym plemieniu jednakiego rozmiaru, a wszędzie tu jest przeciwny obyczajowi praktykowanemu na południu Kaukazu, gdzie perskie i tureckie wpływy mocno wsiąkły w tamtejszą ludność.

Obrzęda weselne są tu także odmienne od tych jakie przytoczyłem opisując Chazry. Młodzieniec najprzód godzi się z ojcem swojej wybranej o kałym ( wiano ), który wnosi zaraz, albo też zobowiązuje się uiszczać go częściami w ciągu roku lub dłużej. Daje on za dziewicę pewną ilość koni, albo wołów czy też owiec, a czasem z dodatkiem broni lub innych przedmiotów. Potem gdy trzykrotnie wyrzeknie się w meczecie: „ Boże ! ja biorę tę kobietę za żonę” jedzie do niej z swym drużbą, aby z jego pomocą porwać ją z domu. Drużba wyprowadza cichaczem dziewczynę z izby, sadza ją na konia z tyłu narzeczonego i potem cwałem pędzą we troje do domu jednego ze swych przyjaciół żonatych. Tam drużba zwiastuje o dziewicy osłonionej welonem, której gospodarz wskazuje izbę. W izbie ona sama przy palącem się łuczywie, wyczekuje przyszłego męża. Gdy już przywitania i ugoszczenia miną i gdy cały dom zaśnie, wtedy drużba szuka po lesie lub po sadach nowożeńca, który znowu w największej ciszy i z ostrożnością, aby nie był przez nikogo podpatrzonym, zakrada się do zaślubionej ( i ostrzem kindżała przecina jej sznurówkę gorsetu od dziecinnych lat noszonego). Nazajutrz rano o świcie, aby uniknąć wstydu przed ludźmi, wymyka się on chyłkiem ze ślubnej izby, a żona jego o jasnym już dniu jedzie w towarzystwie niewiast i zajmuje dom jego. Tam dopiero wieczorem oglądają się nowozaślubieni i tak co dzień przez dnie i prze lata następne. Nie chodzą oni nigdy razem, ani ich nikt nigdy nie ujrzy koło jednej roboty, gdyż mąż któregoby ze swą żoną spostrzeżono, byłby wyśmiany jako niewieściuch. Żona także unika męża w dzień, a jeśli go wypadkiem gdziekolwiek ujrzy, zbacza w inną stronę, albo zasłania się cała dla niepoznania.

Zdarzyło się, że gdy jeden Czerkies chciał pokazać Europejczykowi swoją żonę i we dnie wchodził z nim do jej izby, ona natychmiast przez okno wyskoczyła.

Każdy się domyśla, że fantastyczny obrzęd wesela, tak działający na młodą wyobraźnię, jest obliczony na podniesienie złudzeń i marzeń, że nawet dalsze w ciągu życia odłączanie męża od kobiety, przypomina obyczaje pewnego okresu Spartów, jest wyrachowaniem dla podtrzymania iluzji i troską o dzielność przyszłego pokolenia.

Możnaby mocno obrazić Czerkiesa, pytając się o jego żonę lub dzieci; wstydem bowiem do lat podeszłych jest mu wspominać o przedmiocie jego miłości. Gdy Czerkies zostanie starym, wtedy wolny jest od tych krępujących go praw zwyczajowych, wtedy swobodnie może przy ludziach pieścić dziateczki swoje.

Przyjmowanie gości uważa się u Czerkiesów za uroczystość domową. Gdy gość wjeżdża na opalisadowane podwórze, wita go gospodarz stosownie do jego stanowiska w społeczeństwie. Podaje mu rękę, jeśli mu jest równy, kładzie zaś lewą na piersi, a prawą przykłada do skłonionej głowy, gdy ten gość jest większego znaczenia. Wprowadza go następnie do swojej izby obwieszonej na ścianach bronią różnego rodzaju i rzędami końskiemi. Gość zawieszając także wszystką swą broń na kołkach, prócz kindżała, podłożywszy nogi pod siebie, siada na rozesłanym kobiercu na ziemi, a gospodarz stojąc go przyjmuje.

Gość jeśli jest przyjacielem gospodarza, ma prawo widzieć się z jego rodziną. Wtedy gospodarz dawszy znak o odwiedzinach, cofa się odedrzwi niewieścich. Kobiety przyjmują gościa stojąc, siadają dopiero gdy on usiądzie. Stare kobiety swobodnie nawet mogą podać gościowi rękę, jeżeli same uważają go za godnego faworu.

Czerkiesi nie mają oznaczonego czasu jedzenia. Każdy z nich je wtedy gdy mu się chce. Najzwyczajniejszem pożywieniem Czerkiesa jest kawałek chleba pszennego lub posianego placka, a osobliwie w czasie podróży lub w czasie wypraw bojowych.

Dla gościa wszakże po jego przybyciu, przygotowuje się jedzenie spiesznie. Po podaniu mu wody do obmycia rąk wnoszą się w miseczkach na małych okrągłych tacach różne przysmaki, przyprawiane w miodzie, ciasteczka, owoce i jagody, potrawka z kury, wędzone mięso, jaja w skorupie zgotowane, płow ryżowy, ciasto z prosa zastępujące chleb i t.p.

Po obiedzie podaje się gościowi woda do obmycia rąk, a gdy on jest wysokiej godności w społeczeństwie, obmywa mu ktoś z domowych zaraz i nogi.

Gospodarz nie tylko nie je nigdy razem z gościem, ale w obecności jego żadnego pokarmu nie przyjmuje.

Gość może przez służbę przesłać upominek dla żony gospodarza, albo sam jej wręczyć, jeśli jest w ściśle przyjaznych stosunkach z jej mężem. Zwykle daje się cobądź mogącego służyć do ubioru. Gość także otrzymuje podarek od gospodarza, któremu kiedyś stosownym podarunkiem u siebie w domu powinien się wywzajemnić.

Zdarza się, że cudzoziemiec będąc w gościnie u Czerkiesów, chwali niektóre jego rzeczy, czy broń, czy rzędy, czy też konie. Jest to nieświadomość gruba, uważająca się za natręctwo, albowiem zwyczaj wymaga, aby gościowi usłużyć taką pamiątką, któryby mu się najwięcej podobała.

Rozumie się, że co tu się rzekła, stosuje się do rodzin książęcych i do szlacheckich, bo lud poddany będąc w trudniejszych warunkach bytu, często musi odstępować od tych zwyczajów.

Wszyscy Czerkiesi są religji mahometańskiej i sułtana tureckiego, jako następcę kalifów, uważają za głowę swego wyznania. Przez tę łączność religijną Czerkiesi lubią wchodzić w polityczne stosunki z Turkami. Lecz jeżeli kto badawczo zajrzy w dogmata wiary Czerkiesów, znajdzie w nich podobne niektóre obrzęda, przypominające chrześcijanizm albo fetiszyzm. Mieszanina pojęć i obrzędów religijnych jest w zachodnich górach wielka, bo gdy chrześcijanie Osetyni między swoimi świętymi czczą i proroka Mahometa, to znowu Czerkiesi w wielu miejscowościach obchodzą święta domowe jednocześnie z chrześcijańskiemi, czczą krzyż i przy nim dzielą się komunją. Nalewają oni na drewnianą czaszę buzę ( napój z jęczmienia ), która zastępuje u nich wino i pożywają takową z kawałkami homi z prosa, używanego zamiast chleba. Lud ten jednak nie rozumie znaczenia krzyża w czystem pojęciu chrześcijańskiem. Powiada on, że gdy wielkiego proroka chciano zabić w łaźni, ukazali mu się aniołowie w okienku i dali mu znak do ucieczki. Prorok powiedział że ma za wielką głowę, która się nie przeciśnie przez mały otwór. Aniołowie jednak dali mu znaki że się przeciśnie. Wtedy prorok rozkładając ręce ukazał im szerokie ramiona i brzuch swój. Postawę tę rozkrzyżowaną proroka właśnie mają oznaczać krzyże umieszczone w wielu poświęconych gajach i z czcią religijną szanowanych.

Wychodząc na boje, orężnicy mając przed sobą mułłę, idą do takiego gaju i przed krzyżem oblepionym palącemi się świecami w największej ciszy i z widocznem przejęciem się nabożeństwem, zanoszą swe prośby do Stwórcy o pomyślność w walce. Potem nad jedną ze świec zapalają kłak sierści z wołu, który ma być zabity na ofiarę i wylewają na głowę tego bydlęcia buzę i kruszą chleb niekwaszony a zmieszany z serem. W czasie nabożeństwa orężnicy czynią różne śluby, które po wyprawie spełniają, zawieszając na krzyżu lub na drzewach albo narzędzia wojenne, albo część zdobytych przedmiotów, albo głowy ofiarnych bydląt, których nikt nie może ruszyć tak samo jak tych drzew zrąbywać lub obcinać pod ciężarem grzechu świętokradzkiego i strachem grozy społeczeńskiej.

Po każdej takiej uroczystości czy to w dni świąteczne, czy też na intencję pomyślności domowej, urodzaju i t.p., odprawiane są biesiady z tańcami, na które każdy obecny przynosi dar wedle swojej zamożności.

Mułłowie [23] w czasie obrzędów, ani nigdy nie noszą żadnych odznaczających ich ubiorów. Są oni wybieralni przez gminy z koła ludzi statecznych, mających najwięcej poważania i z tych, którzy dali dowody swego bojowego męstwa w młodości. Nawet zostawszy mułłami, gdy jeszcze zdrowie im pozwala, siadają na koń i przykładnie, na ostre, walczą z nieprzyjacielem.

Wiele jest mniemań a nawet i dzieje wzmiankują, że w stronach tych za panowania królowej gruzińskiej Tamary krzewiło się chrześcijaństwo. Miało ono zresztą swoich wyznawców między kolonistami greckimi, genueńskimi i innymi. Wiele opuszczonych kaplic po polach i lasach, wiele krzyżów i tablic kamiennych z napisami greckimi, a których kilka okazów sprowadzono do Piatyhorska, świadczą właśnie o tym fakcie. Nie dowodzi to przecież, jak im wmawiają Moskale, żeby Czerkiesi mieli być chrześcijanami, gdyż zapewne w kilka wieków po Tamarze wparci oni zostali w te strony.

Czerkiesie wierzą w duchową z nimi łączność zmarłych przodków. Po każdym nieboszczyku, broń jego porozwieszana na ścianie i pościel, na której umierał, w ciągu całego roku nigdy trącaną nie bywa. Cmentarze też ich są w poszanowaniu wszystkich, a niektórym grobom świątobliwych ludzi przyznają nawet moc cudowną. Pomiędzy takie groby, często w ruinach zostające, składają nieraz chorych, z gorączkowemi cierpieniami, na kilka nocy w tem przekonaniu, że duchy przodków przebywające w zwaliskach ułatwią odpędzanie złych duchów, które spowodowały cierpienia chorym.

Zwyczajnie Czerkiesi w pewne dni roku i w rocznice śmierci, odwiedzają groby swych krewnych, przyjaciół i sławniejszych ludzi. Słupy kamienne lub drewniane wstawiane w głowach leżącego trupa, są znakami dla odwiedzających. Bogatsi u grobów swych krewnych stawiają słupy z hakami dla przywiązania koni, należących do przyjezdnych z daleka na modlitwę osób. Modlitwy te przerywane są biciem się w piersi i szlochaniem kobiet, co jest zwyczajem czynić i przy samym pogrzebie, który prócz odśpiewania kilku jeszcze pieśni na cześć zmarłego, nie odznacza się żadnym szczególnym obrzędem.

Zdarzało się, że Czerkiesi zmuszeni opuszczać swoje siedziby w czasie bojów, przewozili nieraz z sobą pogrzebione ciała drogich im osób. Zwyczaj obwijania i zaszywania ciała w białe płótno i składania go w grobie nasypanym ziemią na pokład gałęzi, czyniącym przez to pieczarę, ułatwiał wyjmowanie świeżych trupów.

Dwie były drogi, któremi Czerkiesi postępując mogli sobie zasłużyć na pamięć dłuższą u plemion swoich i żyć w podaniach lub w pieśniach miejscowych. Temi drogami były, albo waleczność bojowa, albo żywot świątobliwy.

Poza temi drogami trudno było komubądź zasłużyć sobie na wziętość powszechną. Rolnictwo, rękodzieła i handel, uważane były tylko za sposób do życia. Żaden książę, żaden panek nie tknął się ich, uważając je za uchybiające ich stanowi. Zajęcia więc te przeszły w ręce niższych stanów, a Ormianie znajdujący gościnność w górach, oddawali się przeważnie handlowi i w ruch go wprowadzali. Wywożono drzewo, skóry, miód, wosk, masło, ser; wywożono roboty tkackie, materje haftowane, czapraki, trzewiki i galony ze szczególną sztuką przez kobiety wyrabiane; wywożono i puszkarskie wyroby, a kindżały i szyszaki czerkieskie, równające się damasceńskim poszukiwane były u sąsiednich ludów, a nawet i w Turcji. Natuchaje i Kabardyńscy przedawali owce, bydło i konie.

Są wspominki, że za panowania greckiego, prowadzono tu znaczny handel ludźmi. Potem Turcy obok pysznej postawy Gruzinek, chciwi byli na piękne Czerkieski i drogo kupowali je do swoich haremów.

Idąc za opowiadaniem miejscowem, przeniósłszy się w niedawną jeszcze przeszłość i stanąwszy na nadmorskiem targowisku, możnaby bardzo zajmujący a zarazem bardzo smutny dać obraz tego handlu. Nieraz spotkałby tam spotkać dziewę urodziwą, skromną, a jednak nieoburzającą się wcale za targ o nią. Oglądanie, opatrywanie i obnażanie wstydzi ją, ale jej sromu nie przynosi. Z ciekawością czeka ona końca swojej przedaży, a z dawanej ceny miarkuje czy sułtański, czy wezyrski, lub czy baszowski osiądzie harem. Przykro jej, gdy wymawiają jej wady cielesne i gdy mało ją oceniają, bo przenika już nieświetną swą karjerę.

Nieraz Ormianin za najpiękniejszą z nich oddał sto miar soli, po kilka sztuk różnej materji jedwabnej i wełnianej i sukna i jeszcze miarę prochu, co wszystko wtedy mogło odpowiadać wartości stu wołów górskich. Dałby on i drożej, ale powiada, że jeszcze będzie miał znaczne koszta podróży, że może napotkać niebezpiecznych krejserów moskiewskich [24], że może nie trafi do gustów kupujących i że jeszcze powinien mu się należeć zarobek.

Nikt tam nie mówi o swobodzie i o niewoli, o jej rozmiarach i rodzajach. Nikt nie wspomni o godności lub poniżeniu ludzkiem. Wszyscy się uznają na właściwem stanowisku, kupujący, sprzedający, sprzedawani i ciekawi.

Ci Europejczycy, którzy przebywali między Czerkiesami, którzy poznali wiele zacnych stron ich duszy i ową ich miłość wolności, nadziwić się nie mogli, że handel ludźmi przeszedł u nich w tak powszechny obyczaj, że ojciec biednego stanu odważył się na sprzedaż własnych dzieci, których wyżywić nie potrafił.

Co się rzekło o handlu ludźmi u chrześcijan Gruzinów, to się da zupełnie zastosować i do tutejszych mahometan. Żaden ojciec w sprzedaży silnych a sprytnych synów nie widział nigdy gotującego się im nieszczęścia. Owszem widząc przykłady wyniesienia się podobnych niewolników w Turcji, którzy nieraz dostępowali pierwszych godności w kraju, uważał że im przez przedaż lepszy niż u siebie w domu los zapewnia. Co do córek, niech zdarzony wypadek sam za ich ojców odpowie.

Gdy Moskale owładnęli tu wielu punktami nadmorskiemi, złapali oni jeden statek turecki napełniony Czerkieskami, przeznaczonemi do carogrodzkich haremów. Na dane zapytania czy chcą jechać do Moskwy, czy też chcą powrócić do ziemi rodzinnej, one ze łzami prosiły, aby im nie tamowano drogi do Konstantynopola, jako do miejsca, gdzie spodziewają się dostatku i swobody właściwej niewiastom muzułmańskim!?

Przytoczone wyżej porównanie wartości Czerkieski do wartości stu wołów nie jest przypadkowe. Czerkiesi bowiem jak inni Kaukazanie, stosowali dawniej wszelką ceną handlowego materjału do wartości wołu. Mówiono powszechnie, że dobra kolczuga warta jest sto wołów, a ładna dziewczyna pięćdziesiąt. Liczono czasem na owce, ale te były jakoby zdawkową monetą. Nie znaczy to wszelako aby Górale nie znali pieniędzy, owszem do niedawna kursowały, jak już mówiłem, 40 groszowe bazy chańskie, perskie i gruzińskie. Te ostatnie były bite w Tyflisie i za Moskali. Częste wykopaliska odkrywają także pieniądze perskie, greckie a nawet rzymskie. Teraz kursują moskiewskie.

Rolnictwo u Czerkiesów, chociaż nim się wyższe stany nie zajmują, jest w ogólnem poszanowaniu. Rozwój jego jest rozmaity, zależący od okoliczności politycznych, od stopnia pokoju kraju i klimatu. Wypadki wojenne nieraz pustoszyły całe okolice, a w sąsiednich stronach nie pozwalały w właściwym czasie należycie uprawić roli i zebrać łanów dojrzałego zboża. Klimat zaś na nizkich dolinach tak sprzyjający roślinności jak w Kabardzie i w całej nadkubańskiej prowincji, zbliżając ją do roślinności Szyrwanu i południowej Gruzji, krępował wegetacją w górach stosunkowo do ich wyniosłości. Są tu miejsca jak i w Dagestanie, na których rośnie trawa zaledwie w ciągu kilku tygodni, a niektóre wiecznie są śniegiem i lodem pokryte.

To też na dolinach rolnik uprawiający ziemię, stosownie do jej kleistości prowadzi orkę sochami lub pługami ciągnionemi przez parę albo przez kilka par wołów lub bawołów, biedny Góral nie może się zawsze wyręczać bydlętami, bo tam dla nich za wysoko i za ciasno. Musi on sam nieraz z głębokiego wąwozu dźwigać w worku na plecach ową ziemię, w którą potem rzuca jare ziarno na zmiłowanie Boże i grabiami zagłębia. Powiadam że na zmiłowanie Boże, gdyż zimno, bliskość śniegowych gór i skalisty pokład gruntu, często zawodzi jego nadzieje i zabiegi. Usypana znojem Górala rola, a dosypywana przez niego rok rocznie świeżą ziemią, z powodu ubytku jaki sprawiają wiatry, niezmiernie jest cenioną, a tembardziej gdy jest z grubszego pokładu. Może wartość roli w zaludnionej Anglji jest stosunkowo niższą. Ale Góral cóż ma z tej ziemi?... Ma jęczmienny ościsty często placek, albo garść tłoka z suszonego a potem zmielonego jęczmienia, którym żywi siebie i całą swą rodzinę. Szczęściem, że go natura usposobiła do znoszenia długiego głodu, i przy małej żywności zapewniła mu zdrowie i siły.

Na dolinach rolnik mając ziemię jeszcze nie wycieńczoną, obchodzącą się bez nawozu nawet, nie doznaje tyle kłopotu. Zorawszy rolę, zasiawszy i zabronowawszy, w pewności wyczekuje dobrego plonu pszenicy, kukurydzy, jęczmienia, a gdzie niegdzie i żyta zwanego sybirską pszenicą, byle tylko szarańcza nie przyniosła mu klęski.

Bruzd na polach prawie nigdzie tutaj rolnicy tutejsi nie przeprowadzają, a osobliwie w okolicach spadzistych; kopią ją tylko głęboko przy uprawie niektórych roślin. Starają się owszem zatrzymywać wilgoć w ziemi, którą często letnie słońce zbytecznie wysusza. Dla tego też powodu z doskonałem wyrachowaniem i wprawą mechaniczną, przeprowadzają kanały rzeczne między niższe pola, które nawadniają bocznemi, podrzędnemi kanalikami i wyrwami. Wykonanie podobnych robót jak i stawianie młynów na kanałach, prowadzi się pracą całych gmin.

Podobno Persi nauczyli tutejszych krajowców irygacji, bijąc dwumilowe kanały w Szyrwanie, narażonym na ogromne spieki letnie, a bardzo zresztą przyjaznym rolnictwu. Tam to mieszkańcy nabrzeża dolnej Kury, po opadnięciu rozlewu rzeki, na podobieństwo rolników nadnilowych, sieją pszenicę na mule i zbierają kłosy wydające od 30 do 40 ziarn!

Przy zbiorze zboża, przy żęciu i wiązaniu w snopy mężczyźni i kobiety razem pracują. Tam tylko gdzie mężczyźni wezwani zostali pod broń, cały ciężar pracy padał na kobiety. Snopy wysuszone na polu w kopach, przewoziły się na dwukolnych wozach, a w górzystych stronach na osłach, obładowanych dwucetnarowym ciężarem, do stert układanych przy zabudowaniach wiejskich.

Młocka odbywa się w czasie pogody pod otwartem niebem, za pomocą narzędzia zbitego z dwóch desek, ponabijanych u spodu ostremi kamieniami. Znane tu są i cepy, ale używane bywają tylko w takich razach, jeśli gospodarz chce mieć prostą słomę. Słoma zaś z pod wspomnianego narzędzia, zostaje zupełnie starta i razem z plewą służy za paszę dla koni i bydła rogatego. Zastępuje ona sieczkę, a nazywa się saman [25].

Dobytek góralski składający się z bydła, osłów i koni jest bardzo drobny, ale stosunkowo silny i zręczny do chodzenia po pochyłościach gór. Na dolinach bydło nazwane czarnomorskiem, a zapewno ukraińskiego pochodzenia, ogromnego jest wzrostu i wyrównywa sile bawołów szyrwańskich. Konie kabardyńskie i natuchajskie sławią się po całym Kaukazie zaraz po karabaskich, z ormiańskiej prowincji.

Hodowanie bydła odznacza się małą troskliwością rolników. Prawie cały rok, gdzie nie jest użyte do roboty, chodzi ono w stadzie gminnem po pastwiskach i dlatego też w czasie zimy bywa spędzane z górzystych miejsc na doliny, za oznaczoną płacę od każdej sztuki.

Owce ulegają temu samemu losowi.

Pasterze, którym porucza się całość dobytku, bywają wybierani przez gminy z ludzi najwięcej poważania, i bezinteresowności mających. Przybierają oni sobie podrzędnych pastuchów.

Konie, których mieszkańcy nigdy do wozów nie używają, trzymają się na pastwiskach przy wsi i w stajniach ciemnych, aby im jak powiadają, nadać więcej ognia, gdy wyjdą na światło. Prócz samanu, dostają konie siano, jęczmień, a rzadko owies. Więcej niż po jednym koniu posiadają tylko ludzie bogatsi i pasą je wtedy w tabunach na pastwiskach.

Przy domach chowają się wszędzie kury, a czasem i gołębie. Kaczki i gęsi zaprowadzili dopiero koloniści i u nich tylko dopytać się można o trzodę chlewną. Gdzie zaś koloniści lub wojskowi mają swoje posiadłości, obok muzułmańskich, wszędzie tam zabronione było trzymać świnie, dla wstrętu religijnego do nich tych ostatnich.

Koty i psy są zwyczajne po domach. Wielkiego wzrostu psy pasterskie, odznaczają się zmyślnością. Przy pilnowaniu stada rozchodzą się one na czaty, w pewnych odstępach jedne od drugich i tylko porzucają swoje stanowiska w razie ukazania się drapieżnego zwierzęcia, na którego razem uderzają. Psy gończe przyszły dopiero z Moskalami.

Rodowici mieszkańcy polując na dzikiego zwierza, puszczali się za nim konno przez pole; zabijali kulą, strzałą, kindżałem lub kańczugiem [26], a w lasach robili gromadne obławy.

Czerkieskie niektóre kilkumilowe lasy w głębi swojej były nieznanie jeszcze nikomu. Wyrąb w nich wszystkich był wolny dla wszystkich, prócz uprzywilejowanych gajów i drzew pamiątkowych, lub czcią naznaczonych. Czerkieskie góry sa bogatsze w lasy od dagestańskich, chociaż te ostatnie obfitują w węgiel kamienny i w torf, do którego jeszcze mieszkańcy przyzwyczaić się nie mogą.

W lasach czerkieskich rośnie masa drzew owocowych i dlatego niektóre z nich nazwaćby można sadami. Wiele też sadów niczem się od nich nie rózni, chyba tem że są ogrodzone. Tak samo nie znać w nich przyłożenia ręki ludzkiej, tak samo przepych swój zawdzięczają tylko naturze. W jednych i w drugich rosną morele, daktyle, cytryny, figi, włoskie orzechy, granaty, pomarańcze, jabłka, z których najlepsza dźibir-ałma, a z gruszek bek-armut, i t.d. Te owoce, które właściwie są i polskiemu klimatowi, ustępują naszym w smaku, zapachu i w soczystości.

Z niektórych lasów nawet dwukrotnie kwitnących, prócz owoców mieszkańcy wynoszą miód z pniów wybierany, a sami pielęgnują też w sadach pszczoły w ulach słomianych, wewnątrz i zewnątrz obmazywanych gliną.

Jedynemi sadami, które na troskliwość krajowców zasługują sa wyłącznie z morwowych drzew sadzone, a w których hodowla jedwabników się rozwija. Wyrób jedwabiu w ziemiach czerkieskich w stosunku do wyrobu w dolnym Dagestanie, w szczególniej w Gruzji i w Szyrwanie, jest nieznaczny. Gdy sprzedaż jego odbywa się tylko w kokanach, przeciwnie we wspomnianych prowincjach ukazuje się w handlu już przędzony jedwab na miejscu.

Mniej korzystne jeszcze porównanie da się zrobić w użytku winnic. Czerkiesi jako muzułmanie nie zajmują się zupełnie wyrobem wina, gdy tymczasem obok Ormianie w Kiźlarze, a Gruzini w Kachetji, wyrabiają doskonałe wina. Kachetyjskie wino przechowuje się w burdujkach, to jest szczelnie zaszytych bydlęcych skórach, obróconych szerścią na wewnątrz; w butelkach zas po paru latach się psuje.

We wszystkich winnicach tutejszych utrzymuje się gościnny obyczaj, że przechodzącym wolno rwać tyle gron, ile mogą spożyć. Za wynoszone z winnicy grona powinno się już płacić po 2 i po 3 grosze za funt.

Ogrodów warzywnych wcale nie znają tutejsi mieszkańcy, lecz melonami i arbuzami zasiewają znaczną część pól swoich. Ogrody pozaprowadzane zostały przy sztab kwaterach wojskowych i przy osadach kolonistów. Gdy poprzednio i za złoto nie można tu było dostać ani kartofla, ani ogórka, ani główki kapusty, aż trzeba było sprowadzać te produkta żywności z za Donu, i w dziesięćkroć je opłacać, teraz wystarczająca ich ilość rodzi się na miejscowej glebie.

Towarzystwo wiejskiego gospodarstwa założone w Tyflisie z ramienia wojskowego, za namiestnictwa ks. Worońcowa, w niczem jeszcze nie podniosło rolnictwa krajowego. Urządzone przez nie wzorowe gospodarstwo pod Tyflisem, sprowadzenie wykwalifikowanych agronomów, sprzedaż niektórych nasion roślinnych, urządzanie wystaw i wyścigów konnych, pozostały dotąd jałowemi, były więcej próżnemi przechwałkami, niż praktycznem zastosowaniem. Zdaje się, że sami członkowie towarzystwa i sprawdzeni agronomowie niedość zbadali wymagania ziemi, klimatu i sił roboczych kraju. Może być, że liczyli oni tylko na pensje. Pan Michaeli np. sprowadzony z Hamburga i wysłany do m.Kuby, wyznaczone mu pole dla uprawy tytoniu i nauczanie jej mieszkańców, prawie całe trzymał odłogiem. Tytoń nawet z pod jego uprawy, gorszy był od tego który sami Kubińcy uprawiali, a cóżby było gdyby go porównano z tytoniem guryjskim lub achałcykskim?

Z tych wszystkich agronomów jeden Maurycy Kazicki większe położył zasługi przez zaprowadzenie w powiecie lenkorańskim egipskiego indigo.

Towarzystwo wiejskiego gospodarstwa, dla okazania życia swego zwróciło uwagę na wybornie uprawianą i w dobrym gatunku otrzymywaną marzannę w okolicach Derbentu i Kuby. Zamiast wysyłania tego produktu do m. Moskwy, a ztamtąd do Europy, Towarzystwo zrobiło projekt wydobywania z niego farby na miejscu. Jenerał Szypow [27] jął się myśli założenia takiej fabryki nad Samurem, ale czy myśl swą uskutecznił? nie wiem.

Z powodu ciągle naruszanego spokoju w czerkieskich nadkubańskich prowincjach, Towarzystwo najmniej mogło okazywać zajęcia się polepszaniem gospodarstwa wiejskiego, ale miarkując z innych prowincji i z niedowierzania Moskalom we wszystkiem, zajęcie to miałoby jałowe skutki.

Mówiłem dotąd o Czerkiesach w wielu względach, dając im zawsze jedną, wspólną rasową nazwę. Nie stanowili oni jednak wyobrażanej u nas o nich jedności społeczeńskiej. Dążenie do niej objawiało się dopiero wobec zaborczego najazdu moskiewskiego; ale pomimo nawet niebezpieczeństwa nie mogło ono przyjśc do skutku. Podziały stanowe były temu największą zawadą. Każde plemię rządziło się feudalnie i osobno. Na czele każdego plemiona stał książę ( pszech ), któremu lennie ulegała szlachta ( uzdenie albo worki ). Ci ostatni rządzili parjarchalnie ludem poddanym ( pszitty ) i posiadali niewolników kupionych lub zabranych na wojnie. Znaczna liczba twokwatlów albo tchochotlów, czyli ludzi wolnych podobnych do drobnej szlachty polskiej, zostawała w lennej zależności od pszechów albo znaczniejszych worków, nie odrabiając im żadnych powinności rolnych, co przywiązane było do stanu pszittów.

Czy czerkiesi w dawnych wiekach zajmowali kiedy góry, trzeba dziś wiedzieć. Od jak dawna byli oni panami północnej płaszczyzny kaukazkiej, także trudno oznaczyć. Nazwa Czerkiesów datuje się dopiero od pojawienia się w tych stronach ludów tureckich ze środkowej Azji, w rodowitym zaś ich języku nazywają się Adige, Lezgini, Gruzini i Osetyńcy nazywają czerkiesów wyrazem Kazach albo Kazak, albo jeszcze Kazag. W kronice Nestora [28] jest wspomnienie o Kosogach, zamieszkujących te ziemie, więc prawdopodobnie mogli Czerkiesi być tu odwiecznymi mieszkańcami, chociaż różne nazwy ponadawały im zdobywcze narody. Mogli oni być jednem z rozpierzchłych się plemion żydowskich nawet. Mogli oni składać samoistne społeczeństwa albo i mieszaninę szczepów w różnych perjodach dziejów.

Mieszkający między nimi na dolinie kabardyńskiej Abazowie, których współplemiennicy zajmujący szczyty gór i pochyłości ich ku morzu Czarnemu, są jak wspomniałem osobnego pochodzenia. Ci górscy Abazowie stanowiąc choć nieliczne ale silne jądro narodowości osobnej, zacisnęli się klinami w okoliczne plemiona czerkieskie i wpłynęli tam na zmianę ich języka i na zwyczaje, sami przyjmując także wiele zwyczjów i wyrażeń się mowy od Czerkiesów. Mogło być i tak i dawniej z innemi szczepami i zapewne że było.

Jaśniejsze dzieje ludu czerkieskiego poczynają się dopiero od początku wieku XVI. Książęta ich stali się najprzód uległymi Turkom; a potem walcząc z chanami krymskimi, weszli w przyjazne stosunki z carami moskiewskimi. Iwan groźny ożenił się nawet z Marją córką jednego z książąt Temrjuka [29].

W ciągu wieku zmieniły się zupełnie te stosunki, gdyż Czerkiesi powoli ale ciągle parci prze Moskali ku górom, złączyli się dla wspólnej obrony z chanami krymskimi. Chociaż traktak belgradzki z Turcją w 1739 r. zapewniał zupełną niezależność Czerkiesom, jednak Moskwa po zajęciu Krymu, stopa za stopą zabierała im od wschodu ziemie, a w 1774 r. uzasadniając się na dowolnem tłómaczeniu traktatu kanardżyjskiego, zagrabiła im całą płaszczyznę aż po brzegi morza azowskiego.

Czerkiesi zajmujący pobrzeża Kumy, ustępując przed ciśnieniem Moskali, zajmowali powoli miejsca Abazów nad Kubaniem. Z Nadkubania wpychali ich Moskale w góry, a ciśnięci przez Czerkiesów znów Abazy zająć musieli w większej części swego plemienia najwyższe i najnieurodzajniejsze szczyty.

Gdy powstanie plemienia kabardyńskiego w 1804 r. nie miało powodzenia, myśl stanowczej a wspólnej obrony wobec niebezpieczeństwa od Moskali, poczęła przejmować umysły Czerkiesów. Myślano o połączeniu plemion przez jedność urządzenia społecznego; myślano o jedności działania przeciw wrogom przez zlanie się z sobą moralne.

Pierwsze plemię, które dało popęd czynny do takiego zlania się, istniało na wstępnej linji w okolicach Anapy. Powiadają, że panowie tego plemienia zawiązali między sobą zakon braterstwa, tlejsz. Związkowi ci bracia obowiązani byli, porzuciwszy dawny przepych i dworne zajazdy, odwiedzać się bez wystwności, odbywając drogę nawet pieszo, obowiązani byli radzić o wspólnych potrzebach i w imię zasługi religijnej pomagać sobie wzajemnie.

Wyparte prze Moskali to plemię, posunęło się po nad morzem ku południowi, a wszedłszy na ziemię zajmowaną przez szapsugskie i natuchajskie plemiena, zlało się z niemi, nie zostawiając i śladu swojej odrębności. Plemię to znikłe miało się nazywać Szeak.

Myśl jednak braterskiego związku nie znikła, przyjętą została razem z plemieniem przez Szapsugów i Natuchajców, czyli przez ich panów, którzy wobec niebezpieczeństwa parci byli do łączenia się wzajemnego.

Braterstwo to przeprowadzało dzieło postepu u dwóch plemion. Posuwało ono pojęcia obyczajowe i religijne do wyższej sfery. Uzacniało i ugodniało ono kobietę, nawet we własnych jej oczach. Poddanym przynosiło także ulgę, dozwalając im zawieranie małżeńskich związków w obszerniejszym obrębie, i srogiem prawem zabezpieczając kobiety od gwałtów pańskich. Wolność teraźniejsza Czerkiesek, o jakiej wzmiankowałem wyżej, musi być w części owocem tego towarzystwa.

Każdy z jego członków mógł przebywać w obecności żon i córek innej rodziny.

W miarę wzrostu braterstwa, podzieliło się ono na podrzędne koła tokawse. Członkowie jednego towarzystwa, choćby i nie byli sobie krewni, nie mieli prawa – zapewne dla większego jeszcze rozszerzenia braterstwa – zawierać związków małżeńskich z córkami lub siostrami innych członków. Na jednego księcia, który uchylił takiemu postanowieniu, nałożyło tokawse karę, każąc mu dać na korzyść ogółu 200 wołów; nieprawą zaś żonę kazano mu odesłać do jej rodziców.

Z latami słabnął ten związek i raczej istniał we wspomnieniu społeczeństwa. Nowe niefortunne powstanie Kabardyńców w 1825 r., a wspierane i przez związkowych braci, przyczyniło się jeszcze bardziej do jego osłabienia.

Aliści wkrótce z południowych stron, powstawał wicher wojenny, który rozdmuchiwał zapał bojowy Czerkiesów. Gdy oto bowiem w 1829 r. Moskale wdając się w wewnętrzne rozterki Abadzechów, zajęli podstępnie ich krainę, gdy wymogli na Turkach odstąpienie Suchum – Kale z całą okolicą i gdy poczęli oni budować nadmorskie forty, wtedy różni książęta zapytywali ich o cel tych zbrojowni. Moskale skromnie odpowiadali, że stawiają magazyny dla wymiany towarów z Góralami. Czerkiesi milczeli jeszcze. Lecz gdy poczęli budować warownię Gagry, deputacja od Szapsugów zażądała wyraźnego tłómaczenia się Moskali. Jenerał Rojewskij dumnie rzekł do deputacji:

- Ziemia wasza i wy sami jesteście peszkieszem (upominkiem) sułatańskim dla wielkiego cara.

- Aha, teraz rozumiem, odrzekł jeden starzec z poselstwa.

Te słowa starca Moskale uważali za naiwną poddańczą odpowiedź. Tymczasem czerkiesi poczuli obrazę ich godności, uznali wyrządzoną im krzywdę i nagle zebrawszy się wypędzili Moskali z zajmowanych punktów nadmorskich. Do działań tych należeli Szapsugi, Natuchaje i Ubychy [30].

Wkrótce jednak pod wodzą Bergmana przybyła flota moskiewska z siłą lądową, która opanowała na nowo zajęte przedtem punkta i jeszcze przy ujściach rzek poczęła stawiac nowe forty, czemu Czerkiesi nie w stanie byli przeszkodzić.

Tak było znowu do 1835 r. to jest do czasu, gdy Moskwa i na północy posunęła kordony swoje od Kubania ku Łabie. Wtedy książęta po dziesiąty raz zrozumieli, że Moskwie nie chodzi ani o handel, ani o haracz, ani o ich lenną zależność, ale po prostu o zabór. Kto wie, możeby jeszcze jedenasty raz dali się przekonywać o zacnych zamiarach Moskwy, ale ich zaskoczyły nowe okliczności i nowy prąd miejscowych wypadków.

Głos niższych warstw społeczeństwa wobec powszechnego niebezpieczeństwa, coraz donośniej wyjawiał życzenie przystąpienia do wcielonego we wschodnich górach miurydyzmu i połączenia się przez to dla wspólnego działania z Lezginami. Panowie czerkiewscy postanowili utrzymywać oręż przeciw Moskwie, ale niechętnie o miurydyzmie słuchali. Zamiast połączenia się z Lezginami i zamiast zbratania się z ludem i uwolnienia go od poddaństwa, woleli oni odżywić tlejący związek Braterstwa, obejmujący tylko pańskie rodziny i rozlać go na uboższy stan szlachecki.

Za staraniem energicznego Natuchaja, Kalabata – Oku [31], powiązały się żwawo liczne koła tego związku; a gdy w 1837 r. zebrał się zjazd w dolinie Aguja, już stawiło się około tysiąca członków. W oczekiwaniu donośnych skutków przybyła na ten zjazd deputacja od drobnej szlachty abadzechskiej, z prośbą o przyjęcie ich do związku.

Zjazd ten odznaczył się wielką żywotnością. Panowie różnych plemion przyrzekli sobie wzajemną pomoc, jedność działania i śmiertelną walkę z wrogiem. Na wniosek deputacji abdzechskiej, uchwalono założenie kasy pożyczkowej dla poszkodowanych przez wojnę, i jeszcze uchwalono założenie drugiej kasy z dobrowolnych składek, dla wynagrodzenia biednych ludzi odkrywających zdrajców ludu swego. Postanowiono aby żadne plemię nie wchodziło z Moskalami w żadne tajne stosunki ani układy. Jako granice ziem związkowych, oznaczono trójkąt w linji nadmorskiej, z linji kaukazkiej ku Elbrusowi, a od niego z linji ku Suchum Kale. Postanowiono zmienić system wojenny, zaniechać wstępne boje, a łamać siły nieprzyjacielskie ciągłemi podjazdami.

Zjazd jeszcze zobowiązał obecnych członków do wpływania na sąsiednią szlachtę, do zachęcania jej do wspólnego połączenia się w imię Boga, przeciw wdzierającym się wrogom.

Nowo przystępujący do Braterstwa złożyli przysięgę tej treści:

„Przysięgam, że pozostanę wiernym mojemu ludowi i że z Moskalami, jako z nieprzyjaciółmi kraju, nie będę mieć żadnych, ani handlowych, ani innych jakichkolwiek stosunków. A gdybym wiedział o podobnych wypadkach, będę o nich oznajmiać i będę zasłaniać wszystkich od wszelkiej napaści i od szkód. Stanowczo wyrzekam się najeżdżania moich współplemienników, a o ludziach coby je czynili będę również donosić i bronić każdego od ich napaści i szkód.

„Przysięgam zachowywać się zawsze według tej klątwy i nigdy nic przeciwnego nie czynić.

„Przysięgam również, że gdybym dopuścił się jakiego przestępstwa, albo miał w niem udział, albo bym tylko słyszał o czynach przeciwnych tej przysiędze, że bezwzględnie o tem wszystkiem głośno oznajmię.”

Rozjechali się zgromadzeni pod wpływem grożącego niebezpieczeństwa od Moskali i zajęli się skrzętnie zwoływaniem współbraci szlacheckiego rodu do przyjęcia wspólnych obowiązków, wypływających z ducha stowarzyszenia i z postanowień zjazdu agujskiego. Myśl braterstwa zespalała tym sposobem w stanie pańskim plemiona, i czyniła je coraz szerszemi w granicach i silniejszemi do odbijania fali napływającej powodzi moskiewskiej, a najprzód ratowała niepodległość Natuchajów na pierwszy ogień wystawionych z morza i od lądu.

Wojna podjazdowa Czerkiesów, ciągłe klęski zadawała Moskalom. Nie dość że ci nie mogli sobie otworzyć drogi nadmorskiej, ale jeszcze w każdym forcie tak byli pilnowani, że nikt z załogi, dalej nad wystrzał karabinowy nie mógł wychodzić. Zołnierze nie mogli się odważać chodzić do lasu po drzewo, i długi czas takowe dostarczano na statkach. W nocy załogi ratowały się czujnością psów, które karmiono i trzymano w norach za wałami. Zostając w takiem ścieśnieniu niektóre załogi wiele cierpiały na zdrowiu. Febry zabójcze, szkorbuty, zapalenia oczów, dziesiątkowały ludzi. Dla kompletowania takich załóg, musiano wysyłać co rok potrójną, poczwórną nawet liczbę ludzi. Kto był tam wysyłany, uważał się za ofiarę śmierci.

Gdy boje się nie przerywały, gdy dyplomacja moskiewska pracowała nad zyskaniem sobie stronników w plemionach, w łonie ich tymczasem poczęły wzrastać spory, a w kilka lat od zjazdu agujskiego wszczęła się zacięta walka o zasady społeczne.

To braterstwo, które nie chciało mieć nad sobą kierownika i które w poddanym nie chciało uznać brata swego, podtrzymywane tylko przez szlachtę, a przez książąt tylko tolerowane i w ich sercu cierpko znoszone, nie mogło ostać się długo w swej sile. Niejaki Hamusz występował głośno przeciw tej instytucji jako naruszającej prawa dziedziczne książąt i zaprowadzającej nieład, zjazdy, sejmikowania i niesforność wojskową. Z drugiej strony nauka miurydyzmu, pomimo kordonów moskiewskich pokazywać się zaczęła między plemionami. Szczególniej stan wolny twokwotlów i młodzież wszelkich stanów mile o nim słuchały.

Gdy też w 1842 r. pierwszy raz ukazał się u Czerkiesów apostoł miurydyzmu Hadżi-Mahomet, z niezmiernym zapałem został przyjęty przez niższe stany. Książęta i uzdenie przeciwnie okazali mu się nieprzychylni, nie chcąc i słuchać o usamowolnieniu ludu poddańczego.

We dwa lata po śmierci Hadżi-Mahometa, zajął jego miejsce Solejman-Effendi, który przez przyłączenie się do przeciwników miurydyzmu zdradził swoją misję. Wpadłszy przez to w nieufność u Szamila, przeszedł za Kubań i pod opiekę moskiewską, nauczał ujarzmione gminy o wierności cara.

Przybycie kniazia Worońcowa na namiestnictwo w 1845 r., a może i klęska jego w wyprawie na Dargo, poczęła nowy system Moskali pod względem wojennym i dyplomatycznym. Przedsiębiorąc wstępny bój w Lezgistanie i w Czeczni, postanowili oni podjazdami tylko utrzymywać Czerkiesów w szachu, a głównie przcinać im dostęp do morza, w celu przerywania im stosunków z tureckimi statkami, przybijającemi do brzegów i dostarczjącemi im zapasy prochu, broni i soli w zamian za produkta górskie. Po takim nakreśleniu planu, kazał Worońcow zbudować kilka nowych fortów nad brzegiem morskim; aby zaś zmniejszyć śmiertelność wojska, kazał parę garnizonów przenieść z miejsc najniezdrowszych i kazał wydawać żołnierzom co dzień kawę z rumem, wódkę, mięso i gęstą kaszę, albo groch. Dla uwolnienia zaś tego wojska od mizantropji i od sodomji, kazał sprowadzić znaczną liczbę kobiet. Z dóbr ukraińskich jego żony Elżbiety z branickich dostarczono sto poddanek. Aby zyskać dostateczną liczbę oficerów z innych części wojska, przeznaczył im Worońcow poczwórny żołd i podwójne koszta przejazdu. Od strony lądu zaprowadził on nad Kubaniem wzmocniony system fortyfikacyjny osad wojskowych i stanic kozackich.

Wbrew rozporządzeniom poprzedników swoich, Worońcow dozwolil wchodzić w stosunki handlowe plemionom ujarzmionym z wolnemi, które pomimo zakazu wiązały się tajemnie na pogranicznych linjach. Dla ułatwienia intryg politycznych i dla zerwania stosunków z Turkami, polecił on nawet założyć kilka kantorów handlowych, przy których za bezcen miały magazyny dostarczć Czerkiesom potrzebne im produkta, a osobliwie sól kuchenną, i nieść zarazem niesnaski i zdrady.

Worońcow wysilał się przez swoich agentów, aby uniemożebnić zaprowadzenie miurydyzmu u Czerkiesów, a nawet w 1847 r. zalecił gen. Kowalewskiemu jak najwięcej trapić podjazdami Abadzechów, jako najwięcej okazujących skłonności miurydzkich.

Pomimo tego ziarno rzucone przez Hadżi Mahometa dobrze się przyjęło w tem plemieniu, jako posiadającem najliczniejszy stan twokwotłów. Po przybyciu zas do niego nowego nauczyciela Mahometa-Amina [32], który już jako naib [33] i namiestnik Szamila wystąpił, miurydyzm się coraz więcej szerzył, propaganda przechodziła od gminy do gminy, od plemienia do plemienia. Nawet uzdenie i książęta pod silnem parciem opinji poczeli się okazywać zwolennikami tej nowej nauki, ale do pewnych granic.

Poczuwszy się na sile miurydzi czerkiescy zwołali zjazd ogólny, na którym stan średni głównie był reprezentowany. Wyższe stany nie chciały w nim brać szczerego udziału i nie dozwoliły go brać stanowi poddańczemu.

Uchwała tego zjazdu było: że postanowienia jego obowiązują wszystkich mieszkańców do ścisłego ich wypełniania; że nieposłuszni siłą będą zmuszeni do wykonywania jego uchwał; że zjazd jako sejm, mieć będzie na swe rozkazy zbrojny hufiec, utrzymywany z ogólnych podatków; że każde plemię dzielić się będzie na gminy, a każda gmina składać się będzie z około stu dymów; że gminami zarządzać będą nie panowie ale wybrani przysięgli starostowie i że do ich zarządu należeć będą sądy niższe; że nareszcie ci starostowie dla utrzymania swej powagi będą mieli pod swemi rozkazami mutazagów (zbrojnych milicjantów ).

Postanowienia jednak tego zjazdu spełzły na niczem, z powodu jawnego lub skrytego przeciwdziałania stanów wyższych.

W 1849 roku Szamil powziął śmiały zamiar połączyć swe zastępy z zastępami Abadzechów, znieść siły moskiewskie około Władykaukazu, opanować Kabardę i wpływem oręża zmusić panów czerkieskich do zasad miurydyzmu. W tym tez celu zrobił on wyprawę z Czeczni, przerżnął się między twierdzami i stanicami moskiewskimi, przebył Terek i stanął na ziemi kabardyńskiej. Lecz gdy w owym czasie Mahomet-Amin, zaskoczony przez Moskali nad Łabą, nie mógł mu zaraz podać ręki, musiał Szamil wracać, torując sobie drogę przez naleciałe szeregi moskiewskie i przez nagle wezbrane wody na rzeczkach i na górskich niebezpiecznych potokach.

W następnym roku Mahomet-Amin, robił wycieczki nad Łabę, w celu odciągnięcia Moskali od wschodnich gór, aby ułatwić Szamilowi pochód jego letni na lezgińską kordonową linję. Książęta z swej strony ciągłemi podjazdami przeszkadzali Moskalom jak dawniej i później przeprowadzenia dróg ku górom.

Prace Mahomet-Amina niezłamane stawianemi przeszkodami, a przeprowadzane z wielką wytrwałością i cierpliwością, mogły się z czasem spodziewać dobrych owoców. Co miesiąc rosła liczba wyznawców miurydyzmu, powiększała się nawet Szapsugów i Natuchajów, przesiąkłych feudalnemi urządzeniami. Między Abazami rozprzestrzeniała się też ta nauka, a szczep Ubychów w niej przodował.

Postęp ten jednak nie był tej siły i znaczenia, jakiem nacechował się w pochodzie swoim w Dagestanie. W ziemiach czerkieskich przybierał on formę pośrednią, nie przekształcającą społeczeństwa, lecz tylko łagodzącą los ludu. Była to droga pośrednia, eklektyzm demokratyzujący feudalność. Panowie nie mający dość siły do wyrzucania miurydyzmu, byli za to dość jeszcze silni, aby go nagiąć do celów osobistych. Potem w kilka lat musieliby ustąpić….

Naraz wielkie wypadki zmieniły cały stan walki społecznej na ziemiach czerkieskich. Nastał rok 1853 i wojna turecko – moskiewska ! Cała sympatja Czerkiesów wynurzyła się dla Turków. Książęta spodziewali się od nich pomocy, wyglądał jej i Mahomet-Amin…

Naib jednak miurydzki spostrzegł, że mu nagle ubyło sił i znaczenia; dojrzał on, że liczyć jedynie może na plemię Abadzechów i że miurydyzm w innych plemionach ulatniać się zaczął. Głoszono że sułtan popierać będzie książąt, masy więc do nich znów przylegały. Przedstawicielem stronnictwa arystokratycznego i przez nie silnie popierany, zjawił się Sefer-Bej.

Pochodził on z książęcej rodziny Zan, panującej w przeszłym wieku nad osiadłem w okolicy Anapy, a później rozpierzchłem plemieniu Szeaki. W dzieciństwie wydany Moskalom jako zakładnik, zostawszy oficerem uciekł w góry, a potem w 1830 r. wyjechał na czele deputacji do Konstantynopola. Nie zyskawszy żądanej pomocy dla Czerkiesów, Sefer-Bej pozostał w Turcji, zaciągnął się do wojska i był przez władze faworyzowany, ( a na co poselstwo moskiewskie niemiłem okiem patrzało).

W 1853 r. przybył Sefer-Bej do Czerkiesów. Na wstępie chciał on sformować u nich oddział ochotników na rozkazy sułtana. Mahomet-Amin stanął przeciw temu zamiarowi i wpływem swoim nie pozwolił wyprowadzić młodzieży z gór. Sefer-Bej rozdąsany niepowodzeniem, oskarżył Mahomet-Amina o nieżyczliwość dla Porty, która uwzględniając tłómaczenia się tego ostatniego popierała stanowisko Sefer-Beja, poruczając mu dyplomację w Konstantynopolu i naczelne dowództwo nad połączonymi siłami plemion.

Mahomet-Amin stanowiska swego misyjnego opuścić nie chciał i bez Szamila nie mógł. Abadzechy też i zaraz w 1854 r. wyzwolone od Moskali plemię Bżeduchów silnie za naibem i za miurydyzmem przemawiało.

Tym sposobem wytworzyły się dwie władze i dwa stronnictwa. Agenci moskiewscy zręcznie w tym czasie odgrywali rolę miurydów i podnosili znaczenie Mahometa-Amina, aby osłabiać wpływ silniejszego wówczas Sefer-Beja, w którego jak w gwiazdę zbawienia patrzali przyjaciele feudalizmu.

Po długich sporach, które się przecięły za wdaniem się Szamila, Mahomet-Amin za zgodą powszechną wyjechał w 1854 r. do Warny dla przedstawienia i rozpoznania stanu rzeczy i zachęcania wodzów europejskich do wkroczenia na Kaukaz. Poseł ten w imieniu Szamila i książąt czerkieskich obiecywał 40 do 50 tysięcy jazdy do wkroczenia w posiadłości Moskwy, byle Europejczycy wysłali kontygent piechoty na Kaukaz. Saint Arnaud [34] wysłuchał Mahomet-Amina, obiecywał mu posiłki i zarządził dla niego honorowy przegląd jednego kawaleryjskiego pułku.

Lecz gdy oprócz zbombardowania nadmorskich twierdz zajmowanych przez Moskali, Anapy [35] i Sudżuk-Kale, żadnej pomocy widać nie było, Moskale przez swoich agentów prawili Czerkiesom o obojętności dla nich Europejczyków, a nawet o niebezpieczeństwie z ich strony dla nich grożącym, gdyby mieli z wojskiem posiłkowym zajmować ich ziemie.

Po zdobyciu Sewastopola, gdy Murawiew [36] jakby w odwet zajął paszałyk karski i zagrażał prowincjom azjatyckim Turcji, gdy na prawem jego skrzydle Bagration-Muchrański [37] już zaczepiał sandżak kabulecki, wtedy dopiero w drugiej połowie października 1855 roku, sprzymierzeni wysłali Omer-Baszę z 30-tysiącznym korpusem na Kaukaz. Wylądował on w Suchum-Kale, a opierając swoje lewe skrzydło o ziemie czerkieskie, zajął w boju Mingrelją i posunął się ku Tyflisowi. Czerkiesi wtedy z północnej swej strony zaczepiali Moskwę, niepokoili ją koło silnego fortu konstantynowskiego i wytrzymywali walkę u aułu Jedepeukaj.

Bacząc na przychylność, jaką okazywała Omer-Baszy nawet ludność chrześcijańska, można się było spodziewać nawet prędkiego przez niego oswobodzenia Kaukazu. Lecz ku wiośnie 1856 r. nastało zawieszenie broni, a potem pokój między sprzymierzonymi a Moskwą.

Czerkiesi ujrzeli się znowu o własnej sile tylko, z obcemi obietnicami. Nie upadali jednak na duchu. Mieli oni wiarę, która nie ograniczała się do samej tylko prowadzonej wojny. Sięgała ona dalej, w przyszłe wieki.

- Musicie się teraz poddać, powiedził ktoś do starego Czerkiesa. Urusy wobec was są za silni, aby wam nie mieli podołać.

- To i cóż że nas podołają, ale nie zginiemy i znowu będziemy wolni.

- Z podległością stracicie wolność.

- Na jakiś czas to prawda. Byli tu wszak Rzymianie i długi czas panowali. Byli tu i Grecy i różni i długi czas panowali. A gdzież ich tu dziś szukać ? Nie ma ich. Tak samo będzie i z Urusami. Znikną ztąd, a my tu jak jesteśmy, tak będziemy.

W grudniu zawiązały się nowe boje nad Łabą i Kubaniem. Moskale zniszczyli ałun Enem.

Rok 1857 zaczął się też bojami i dyplomacją. Książęta wyprawili nowe poselstwo do Konstantynopola, które znowu otrzymało obietnicę posiłków i zachętę do wytrwałości w prowadzeniu wojny ?!... Szapsugi dwukrotnie przechodzili Kubań atakując wrogów; lecz Moskale wzmocniwszy siły swoje, nagle dwoma oddziałami, pod wodzą Filipsona i Debon wpadli do ich ziemi i kilkanaście drobnych aułów w perzynę obrócili. Od strony też morza dessanty moskiewskie zajmowały porzucone przez nich, na widok flety sprzymierzonej, punkta. Tam Natuchaje opór im stawiali.

Bili się Czerkiesi o niepodległość i o wolność, ale jej poddanemu swemu ludowi dać nie chcieli. Mahomet-Amin znowu wzywał do zniesienia poddaństwa i o zgodę wobec niebezpieczęnstwa. Sefer-Bej jednak nie chciał reformy społecznego układu i cieszył wszystkich obcą pomocą.

W stronnictwie arystokratycznym ukazały się jeszcze przygasłe niezgody. Kłótnie familji panujących prowadziły za sobą wzajemną zawiść ich poddanych. Zemsta krwi odżyła w swej zasadzie. Żaden sejmik nie mógł już obejść się bez zerwania, a jeśli przyszedł do skutku, to jego postanowień nie wykonywano. Śród tego strasznego rozprzężenia i nieładu, żadna ręka nie mogła ująć jedności rządu, a agenci carscy, dokonywali reszty zamętu, wikłając każdego księcia w niewidzialną sieć zazdrości i podejrzenia ku sąsiadom.

We wrześniu, jako przyrzekł Sefer-Bej, za staraniem Izail-Baszy dyrektora poczt w Konstantynopolu i Ferhad-Baszy (Węgra Stejna), u brzegów czerkieskich stanął w Tuab statek angielski Kanguroo. Wysadził on na ląd 450 emigrantów, głównie Polaków, pod wodzą Mechmet-Beja, renegata węgierskiego Bangya, opatrzonych w broń, działa, amunicję bojową, prasę drukarską i maszynę do bicia pieniędzy.

Mechmet-Bejowi poruczono zaraz północną linją obronną. Nie znając on jednak ani charakteru swoich podkomendnych, ani charakteru wojny, nie mógł korzystnie służyć Czerkiesom. Wyprawa jego na przodowe stanice kozackie wprawdzie odznaczyła się blaskiem powodzenia i znacznemi stratami Moskali, ale nie miała ona cechy rozleglejszych obrachowań strategicznych. Po dalszem niepowodzeniu cofnął się on do systemu czysto odpornego, najniebezpieczniejszego w wojnach narodowych. Słaby nawet odpór jaki dawał Moskalom idącym trzema kolumnami, trzebiącemi lasy, palącemi wsie i uprowadzającemi liczne stada bydła, stał się przyczyną że go podano w podejrzliwość o zdradę. Pułkownik Łapiński [38] miał, nawet odkryć jego stosunki z dowódzcą moskiewskim Filipsonem, co spowodowało jego usunięcie od dowództwa.

W lecie 1859 r. Czerkiesi niepokoili stanicę zassowską, załogę anapską i walczyli z oddziałem adagumskim, bez korzyści dla obu stron.

W tym czasie umarł Sefer-Bej. Wkrótce runął kolos Lezgistanu, znakomity immam Szamil. Padły dwie nierówne sobie, a różne potęgi myśli i ducha, walczące za niepodległość gór Kaukazu.

W tym czasie wypadało , aby Mahomet-Amin jako ostatni niezależny naib, podniósł w swym ręku chorągiew miurydyzmu, pod którąby stanęli jeszcze poruszający się później Czeczeńcy i Lezgini. Mahomet-Amin jednak nie sięgnął po godnośc immamską; sąsiedni nawet panowie przestali go uważać za naiba, a traktowali go jako zwykłego naczelnika plemienia Abadzechów.

Książęta czerkiescy nie potrafili uczynić z siebie ducha ofiary, dla zasłony prywaty swojej nazywając miurydyzm nauką oderwaną, mistyczną i bałamutną. Oni nie chcieli nie tylko podtrzymywać, ale nawet sami powinni byli wznieść i ukazać ludom Kaukazu za drogę zbawienia.

Książęta Czerkiescy nie chcieli tego zrozumieć, ale zrozumieli to Moskale. Gdy się oni urządzili z Lezgistanem i swój zarząd tam wprowadzili, i gdy już powzięli stanowcze zamiary podbicia Czerkiesów, pierwszą ich uwagę zajęło plemię Abadzechów, w którem trwał pierwiastek zgody, posłuszeństwa i siły, a którem przywodził naib miurydzki. Moskale bowiem zawsze i wszędzie duszą najprzód wyobrażenia wolności i równości. Te idee uważają oni dla siebie za najniebezpieczniejsze. Resztę uważają oni jako będącą w ich bezpośredniej lub pośredniej mocy.

Filipson wzmocniony siłami poprzednio walczącemi przeciw miurydom w Dagestanie. W jesieni zaraz przystąpił do forsownego wycinania lasów, palenia wsi i przesiedlania ludności. Walki Czerkiesów od strony ladu i od morza, nie zdołały oprzeć się postępowi najeźdźców, gdyż na miejscu zabitego Moskala stawał drugi, trzeci i tak bez końca. Wyręby w pogranicznych abadzechskich lasach, wzmocnione polowemi redutami, odcinały ich od Szapsugów, od północnych Natuchajców, a następnie i od Bżeduchów

Odcięte gminy z przerażeniem patrząc na przesiedlanie ich w dalekie strony, prosiły jako o łaskę, o dozwolenie udania się im na pobyt do Turcji. Moskwa korzystając z tej prośby, pewnie i z jej natchnienia uczynionej, zaraz od 1860 r. postanowiła gwałtem wysiedlać do Turcji całą ludność górską, aby na zawsze pozbyć się żywiołu opornego, i aby w pogranicznym państwie zwiększać kłopoty rządu i szerzyć tam przekonanie między ludnością o potędze oręża moskiewskiego [39].

Przybył jeszcze graf Jewdokimow [40] ze świeżym wojskiem z Czeczni, które nachłynęło na Abadzechów. Party przez Moskalow ustępował Mahomet-Amin przed nimi, każąc im strumieniem krwi okupywać każdą piędź ziemi zajętej. Ale wysilony na duchu, podniecany przez uzdeniów, którzy i tam w pewnych gminach panowania nad ludem się wyrzekli, zwołał sejmik i zapytał co ma uczynić, aby uniknąć powszechnej rzezi lub wysiedlenia? Sejmik wyrzekł, aby wszedł w układy z Moskalami.

Mahomet-Amin 1 grudnia posłał Moskalom akt poddaństwa następującej treści:

„My Abadzechy postanawiamy przyjąć rządcę, jakiego naznaczy rząd cara Urusów i wstrzymamy się od wojny z ziemiami Urusów: a tych którzyby byli nieposłuszni temu postanowieniu, będziemy karali i wypędzali od siebie.

„Urusy nam zachowają dawne zwyczaje, religję, swobodę pilgrzymowania do naszych miejsc świętych i uwolnią nas od podatków i dostarczania wszelkich przedmiotów, a także uwolnią nas od rekrutowania od zapisywania ludzi naszych do kozaków.

„Ochotnikom naszym wszakże wolno będzie służyć w wojsku i otrzymywać wyższe stopnie i nagrody.

„Gminy abadzechskie nie będą nigdy ruszane, ale pozostawione na ich ziemiach.

„Nasze ziemie zostaną zawsze naszą własnością i nigdy żadna ich cząstka nie będzie mogła być zajętą pod stanice kozacką.

„Poddani razem z ziemią nigdy nie przestaną należeć do swoich panów, a jeżeliby który z poddanych uciekł do Urusów, będzie niezawodnie odesłany.

„Lud zachowa prawo rządzenia się podług adatu (prawa zwyczajowego). Oficer Urusów zamianowany na rządcę, będzie to prawo uznawać i będzie postępować według sprawiedliwości i wedle uchwał sejmu ludowego.

Z tego dokumentu widzimy, że akt ten poddania się bardzo zręcznie był zrobiony, że istotnie poddanie się także Abadzechów byłoby tylko minimalne. Z drugiej znów strony upatrujemy tu uzdeni cechujących się niesprawiedliwością względem ludu, któremu już nawet w ostatniem nieszczęściu, nie tylko nie chcieli dać swobody, ale nawet gwarantowali sobie u Moskali wydawanie zbiegłych poddanych!...

Filipson grając komedję, podpisał tę umowę, jakby mającą jaką wartość, przeznaczył komisarza dla Abadzechów i zajął się wytępianiem na osóbkę Szapsugów. Sumienie Abadzechów zaczęło im wyrzucać odstępstwo. Wielu z nich pobiegło zaraz wspieraqc współbraci, a za nimi i kilka gmin całych odezwało się przeciw umowie. Mahomet-Amin został pogardzony nawet przez tych, którzy mu pojednanie z Moskalami doradzali. Wyniósł się on ostatecznie do Turcji, nie czekając końca wojny. Za ukazaniem się garstki nowych ochotników ze Stambułu, wszyscy Abadzechowie znowu powstali.

Na wiosnę 1861 r. Moskale w zdobywczym pochodzie wezwali odciętą na podgórzach ludność, aby się przeniosła za Łabę. Temirgoje i niepodlegli dotąd Kabardyńcy spełnili ten rozkaz. Besleni wybrali sobie wygnanie do Turcji; barakajska zaś, bagdyska i parę jeszcze gmin zdołały się przerwać w góry.

W jesieni tegoż roku car zwiedził ziemię nadkubańską. Kazano się stawić deputacjom od gmin odwiekowych i od nowoprzesiedlonych, dla złożenia mu hołdu. Deputacje uczyniły co im kazano i przemawiały jak je nauczono, z wielkim zadowoleniem monarszem. Na żądanie carskie przybyło nawet poselstwo z gór, dla zawarcia nowych umów. Poselstwo to według mandatu danego im przez książąt i szlachtę, oprócz warunków zgody podanych przed rokiem przez Mahomet-Amina, żądało jeszcze zniesienia wszystkich warowni moskiewskich nad Kubaniem i nad Łabą. Te propozycje rozgniewały cara, który drogą zniszczenia kazał spiesznie zabierać góry.

Postępy Moskali coraz więcej zasilanych bataljonami z ujarzmionych miejsc Dagestanu tak były szybkie i groźne, że Abadzechy zaraz w następnym 1862 roku, prosili o nowe układy, odstępując od żądania warowni moskiewskich. Deputację odesłano z obozu do Tyflisu, a kniaź Barjatyński [41] odezwał się do niej, że teraz tylko opuszczenie kraju przez Abadzechów może przerwać dalszą wojnę z nimi. Po powrocie deputacji Abadzechy zajęli obronną górę zwaną po moskiewsku Semkolen, ale byli z niej wyparci. W połowie czerwca Moskale dotarłszy kolumnami aż do źródeł rzeki Białej, wysiedlili kilka gmin Makoszów i Egeruchajów za Kubań.

Przez owładnięte pasy Abdzechji, dostali się nareszcie Moskale do Ubychów, jednego z plemion abaskich, liczącego zaledwie 25 tysięcy ludności. Ubychy posiłkujący zawsze inne plemiona, nie wytężali dotąd swej siły. Teraz by niedźwiedzie z pod śniegowych zasypów zerwawszy się na huk dział straszących ich dzieci i niewiasty, gniewem i wzgardą życia przejęci zostali. Nasrożyli się w swoje przyłbice, pancerze, misiury i kolczugi, pozostałe im może po rycerzach jeszcze szturmujących do ziemi świętej, a wyrzucownych tu na brzegi Euxinu z Genueńczykami i Byzantczykami. Przypasali miecze znaczone wyobrażeniem lub imieniem Marji, znakiem krzyża, lub ustępem łacińskim z biblji. Krew swą etiopską, może nieco pomieszaną z krwią poprzednich zdobywców, poruszają w naprężonych żyłach i opuszczają chmurni swoje domy od wieków wrogom nieznane. By wicher zlatują z swoich gór śnieżnych, wpadają z ogniem zapału na ufortyfikowaną już Kamchetę w Abdzechji, wycinają w pień załogę moskiewską, zdobywają i tratują stanice nad Łabą, palą je i lud kozaczy pędzą w góry do niewoli. Porwane tą zapędliwą odwagą okutych w żelaza Ubychów, podnoszą się ujarzmione gminy Szapsugów, chwytają za oręż, oblegają forty moskiewskie Gregorjew i Dmitrjew, wpadają do ziemi Natuchajów i w perzynę zamieniają nowe siedziby wrogów. Szapsugów znowu wspierają gminy nadkubańskie, dostarczając im prochu, ołowiu i broni !... Moskale stracili tyle pasów ziemi podbitej. Zostali oni w chwilowem przerażeniu !... Posiłki jednak , które im nadeszły, wystarczyły na odepchnięcie Ubychów w góry.

Wiosna 1863 roku oznaczoną znowu została płaczem wielu rodzin natuchajskich z nad morza i szapsugskich z nad rz. Adeguma i Dżuby, gwałtem przesiedlonych do ujść Kubania.

Szczęście jest wielkie dla ludzi, że się w nieszczęściu łatwo pocieszają. Na czarne niebo niepowodzeń, weszła dla Czerkiesów gwiazda nadziei; a tą gwiazdą stała się wiadomość o bitwach nad Dnieprem, o powstaniu w Polsce !?... Z powodu polskich ruchów postanowili znękani czerkiesi walkę przetrzymywać. Wysłali tajemnie deputacje do Konstantynopola i do Londynu z prośbą o pomoc. W Londynie posłowie Hadżi-Hajden-Hassan i Rustam-Ogły nic u Russela zyskać nie mogli, a u narodu angielskiego wyjednali nieco ciekawego zajęcia sobą, trochę rozpraw i parę słabych metyngów. Z Konstantynopola zaś przybył z garstką ochotników z czterema oddziałami pomocy Izmail-Basza.

Powstały nowe wysilenia. Przewodnicy zachęcali do wytrwałości; aby zaś mieć oparcie w działaniach sypali na prędce oprowadzaną palisadami redutę między Pszechą a Szipsem, wpadającemi do Kubania. Moskale jednak przed dokończeniem szturmowali tę fortyfikację, zdobyli ją, paraliżując następnie ruch powstańczy. Straszna rozpacz stała się powszechną. Ocalałe resztki najczynniejszych obrońców opuszczają domowe ogniska, aby nie wpaść w ręce wroga i chronią się gromadkami w przetrzebionych lasach i w pieczarach.

W lutym 1864 roku graf Jewdokimow kazał na nowo całej pozostałej ludności górskiej przenosić się na Tamań za ujścia Kubania. Pędzono w te strony prawie sto tysięcy niedobitków, kobiet i dzieci, aby je potem w większej części z wiosną, wysłać do Turcji. Do Sybiry mała ich część poszła, gdyż tam wtedy pędzono Polaków, a nie chcieli Moskale ngromadzić naraz krocie ludu, przejętego żywiołem swobody. Lecz gdy Moskale kazali się wynosić gminom Dżigetów (Dżegitów) [42], razem z ich przetrzebionemi już jednoplemiennikami Ubychami, gdy kazali oni opuszczać im stare siedliska i szanowane przez nich cmetarze z kośćmi ich ojców, wtedy Dżigety mający zawsze najwięcej sławy bojowej, mający miano, któremu wszystkie ludy kaukazkie czciły bohaterów swoich, nie mogli znieść takiego upokorzenia i nieszczęścia. Wszyscy którzy ująć oręż mogli, co do jednego, zebrali się na skale nad Gadlikiem i przyjęli bój śmiertelny. Przyjęli bój po to, aby sami konając, znaleźli w śmierci wroga zadosyć uczynienie dla siebie !...

Jeszcze nie koniec tym zaciętym zapasom !

Jeszcze snuły się kamiennej wytrwałości dusze, jakby śmiertelne posłannice wszelkich plemion, które dla idei niepodległości, chciały zgonem ciał swoich jakby przekazem testamentowym, ogłosić przyszłym pokoleniom ich zadanie. Na znaki umówione, już nie jako miurydzi, jako stronnicy książąt, ale jako czyści Czerkiesi, pościągali się ci ofiarni ludzie z lasów, ze skał, z pieczar i z bagien do zaklęsłego wąwozu Abigo. Przyszedł do nich jen. Szatiłow, próbował umów – ale naprózno, próbował szturmu – ale napróżno. Brat carski Michał Mikołajewicz [43], jakonowy namiestnik, kazał ich wytracić działowemi nabojami. Szatiłow rozkaz ten literalnie wypełnił, zarzucił bowiem kartaczami, granatami i bombami całą poświęconą gromadę.

Dnia 14. czerwca 1864 roku Michał Mikołajewicz złożył raport carowi, że na Kaukazie nie ma już ani jednego plemienia wolnego.

Tak się zakończyła, ostatnia za dni naszych, trzydziesto kilkoletnia wojna Czerkiesów z Moskalami !...

Przypisy

[1] Czerkiesi - Naród z grupy narodów adygskich zamieszkujący północną część Karaczajo–Czerkiesji (KCzR). Podobnie jak Kabardyjczycy i Adygejczycy, Czerkiesi określają się jako Adyge; termin Czerkies/Czerkiesi, używany jest często do określania wszystkich narodów adygskich, pochodzi prawdopodobnie od starogreckiego słowa kerket, którym Grecy określali plemiona adygskie żyjące na wybrzeżu czarnomorskim. Czerkiesi mówią językiem kabardyjsko–czerkieskim, tym samym którego używają Kabardyjczycy; jest on zapisywany cyrylicą. Wyznają islam w wersji sunnickiej.

[2] Stolica leżącego w Rosji Kraju Stawropolskiego licząca około 364 tys. mieszkańców. Założona w 1785 r. Do 1935 r. nosiła nazwę Stawropol – Kaukaski, zaś w latach 1935-1943 Woroszyłowsk. Od tego czasu funkcjonującą nazwą jest Stawropol.

[3] Rzeka Kubań (adyg. Psyż) – licząca 870 kilometrów rzeka ciągnąca się od góry Elbrus do Morza Azowskiego, przepływająca przez terytorium republiki Karaczajo – Czerkiesji, Adygeji, Kraju Stawropolskiego, Kraju Krasnodarskiego.

[4] Kabarda – region historyczny rozciągający się na Północno - Zachodnim Kaukazie i obejmujący swoim zasięgiem zachodnią część dawnego obwodu terskiego. Dzieli się na Kabardę Większą i Mniejszą. Po rozgromieniu państwa Alanów przez mongolskie hordy od XV w. (jeśli Mongołowie to w XIII w.) na opustoszałych ziemiach kabardyjskich zaczęli się osiedlać Adygejczycy. W połowie XVI w. powstały księstwa feudalne Wielkiej i Małej Kabardy istniejące na tym obszarze do 1774 r.. Wówczas na mocy traktatu turecko – rosyjskiego w Kuczuk – Kajnardży zostały włączone w skład Imperium Rosyjskiego. Do drugiej połowy XIX w. na terytorium Kabardy miały miejsce liczne powstania ludności czerkieskiej, uśmierzone ostatecznie przesiedleniem większości ludności do Turcji. Kabarda już podporządkowana Rosji, ulegała licznym administracyjnym i terytorialnym przeobrażeniom, aż w 1936 r. powstała Kabardyno – Bałkarska Autonomiczna Socjalistyczna Republika Sowiecka, przekształcona w 1954 r. w Kabardyno – Bałkarską Autonomiczną Republikę Sowiecką. Od 1993 r. oficjalną nazwą jest Republika Kabardyno – Bałkarii.

[5] Tur. besz – pięć, tau – góra. Masyw wulkaniczny (1402 m n.p.m.) zlokalizowany w Kraju Stawropolskim niedaleko Piatigorska, nazwany ze względu na pięć charakterystycznych szczytów (Większy Tau, Mały Tau, Kozie Skały, Lisi Nos, Włochata/Kosmata) . Miejsce znane ze względu na liczne źródła mineralne oraz bogate złoża uranu.

[6] Kabardyjczycy - Największy naród z grupy narodów adygskich, liczący w Rosji ok. 520 tys. osób. Podobnie jak Czerkiesi i Adygejczycy określają się jako Adyge. Mówią w języku kabardyjsko–czerkieskim, który jest zapisywany na podstawie cyrylicy. Większość Kabardyjczyków wyznaje islam w wersji sunnickiej, część – prawosławie (tzw. mozdoccy Kabardyjczycy). Wśród Kabardyjczyków po dziś dzień ważną rolę odgrywa kodeks honorowy, który niegdyś regulował zachowanie kabardyjskich książąt i szlachty tzw. adyge habze.

[7] Obecna nazwa to Piatigorsk – miasto położone w Rosji w Kraju Stawropolskim liczące około 140 tys. mieszkańców. Założone w 1780 r., znane przede wszystkim jako kurort – ośrodek wypoczynkowy.

[8] Sułtan Chan – Girej (1808 – 1841 r.), Adygejczyk, oficer w rosyjskiej armii, pisarz, folklorysta, etnograf. W wieku 29 lat otrzymał tytuł komandora kaukasko – górskiego półeskadronu. Wkrótce awansował na stopień pułkownika. Zwolennik pokojowej współpracy pomiędzy Rosją i narodami adygejskimi, pod koniec swojego życia ostro zweryfikował swoje poglądy. Twórca pierwszego adygskiego abecadła. Autor wielu publikacji poświęconych kulturze i historii Adygejczyków. Przyjaciel Lermontowa i Puszkina.

[9] Naród zamieszkujący stepy kilku republik Kaukazu Północnego. W całej Rosji żyje ich ok. 90 tys. Dzielą się na kilka grup: Kara–Nogajów (Dagestan), Nogajów aczykułackich i kumskich (Kraj Stawropolski), kubańskich (Karaczajo–Czerkiesja) oraz astrachańskich (obwód astrachański). Mówią językiem nogajskim, który ma dwa dialekty: karanogajski i kubański. Język nogajski był zapisywany na podstawie arabskiej grafiki od XVIII w., od 1928 r. na podstawie alfabetu łacińskiego, a od 1938 r. – cyrylicy. Nogajowie są muzułmanami–sunnitami. W XVII w. ziemie nogajskie zostały włączone do Rosji, a niezależność ord zlikwidowana; w 1957 r. nogajskie stepy rozdzielono pomiędzy Dagestan, Kraj Stawropolski i Czeczenię. Nogajowie jako jedyny (oprócz Kałmuków) naród północnokaukaski reprezentują mongoloidalny typ antropologiczny i wyraźnie odróżniają się od pozostałych mieszkańców regionu.

[10] Piotr Pietrowicz Kowalewski (1808 – 1855 r.) generał – lejtnant rosyjskich wojsk artyleryjskich. Uczestnik wojny turecko – rosyjskiej z lat 1828 – 1829, od 1843 r. aktywnie zaangażowany w konflikt na Kaukazie Północnym. Brał także udział w wojnie krymskiej (1853 – 1855 r.) w trakcie której poniósł śmierć.

[11] Michaił Jurjewicz Lermontow (1814 – 1841 r.) pisarz, żołnierz, w 1837 r. za napisanie wiersza „Śmierć poety” wskazującego sprawców śmierci Puszkina zesłany na Kaukaz. Od kwietnia 1838 r. służy przez krótki okres w nowogrodzkim pułku huzarskim po czym z przyczyn zdrowotnych zostaje oddelegowany do St. Petersburga. W 1840 r. wdaje się w pojedynek z synem francuskiego ambasadora za co ponownie zostaje zesłany na Kaukaz. Wkrótce ginie w pojedynku w Piatigorsku. Znany przede wszystkim z buntowniczych wobec caratu utworów oraz pozycji poświęconych Kaukazowi. Uważany za jednego z największych pisarzy rosyjskich XIX w.

[12] Historyczne terytorium Karaczajów wchodzące obecnie w skład Republiki Karaczajo – Czerkiesji. Do najazdu Mongołów Karaczaj znajdował się w obrębie państwa Alanów, w połowie XIX w. został podbity przez wojska rosyjskie. W 1990 r. uformowała się Karaczajo – Czerkieska Sowiecka Republika Socjalistyczna przekształcona później w Republikę Karaczajo – Czerkiesji.

[13] Karaczaje - Największy naród Karaczajo–Czerkiesji. W całej Rosji żyje ok. 192 tys. Karaczajów. Żyją także w Kazachstanie (potomkowie zesłańców z lat 1940.) oraz na Bliskim Wschodzie (potomkowie karaczajskich muhadżirów z XIX w.). Mówią językiem karaczajo–bałkarskim z ałtajskiej rodziny języków tureckich. Wyznają islam w wersji sunnickiej. W 1828 r. ziemie karaczajskie weszły w skład Imperium Rosyjskiego (włączono je do kręgu elbruskiego). W latach 1870. władze carskie prowadziły politykę nadawania ziem karaczajskich rosyjskim urzędnikom, co prowadziło do emigracji Karaczajów do osmańskiej Turcji. Od 1991 r. w Federacji Rosyjskiej istnieje Republika Karaczajo–Czerkieska, w której wyraźnie dominują klany karaczajskie.

[14] 1 stopa angielska – to około 30,5 cm, co daje w przybliżeniu wysokość 6100 m. n.p.m.

[15] Jarosław Dąbrowski (1836 – 1871 r.) w latach 1855 – 1859 uczestnik po stronie rosyjskiej w walkach z Szamilem na Kaukazie Północnym. Po powrocie do Polski angażuje się w działalność niepodległościową, za co zostaje zesłany w 1864 r. przez władze carskie na 15 lat katorgi. Po udanej ucieczce z Rosji od 1865 r. przebywa we Francji. W 1871 r. zostaje mianowany dowódcą 11 legionu francuskiej gwardii narodowej, zaś w maju tego samego roku ogłoszono go głównodowodzącym wojsk Komuny Paryskiej. Niecały miesiąc później zginął w walkach na barykadach Paryża.

[16] Nalczyk (z kabard. „nal” – „podkowa”) – stolica położonej w Rosji republiki Kabardyno – Bałkarii. Założona w 1724 r. Uzyskała prawa miejskie w 1921 r. Miasto uzyskało nazwę z powodu charakterystycznego kształtu zabudowań, które oglądane z okolicznych wzniesień przypominają podkowę. Obecnie Nalczyk zamieszkuje prawie 270 tys. mieszkańców.

[17] Do rosyjskiego panowania Adygejczycy dzielili się na kilkanaście plemion: Abadzechów, Biesleniejewców, Bżedugów (dzielących się z kolei na Chamyszejewców i Czerczeniejewców), Żaniejewców, Jegieruchajewców, Mamchegów, Machoszewców, Natuchajców, Temirgojewców, Chatukajewców, Szapsugów i Chakuczów. Później różnice te zatarły się i jedynie Szapsugowie zachowali po dziś dzień poczucie odrębności.

[18] Abazyni (Abaza) to grupa etniczna w Karaczajo–Czerkiesji i zachodniej części Adygeji. Potomkowie Abazynów żyją także w Turcji, Jordanii, Syrii i Libanie. Abazyni są muzułmanami sunnitami. Przodkowie Abazynów pochodzą prawdopodobnie z górskiej Abchazji, skąd przesiedlili się na północne stoki Kaukazu: w XIV–XVI w. (Abazyni tapanccy) oraz w XVIII–XIX w. (Abazyni aszczcharscy). Od XVII w. podlegali stopniowej islamizacji, jednak aż do XIX w. w ich wierzeniach istotną rolę odgrywały elementy pogańskie i chrześcijańskie. Po zakończeniu wojny kaukaskiej większość ludności abazyńskiej przesiedliła się do Turcji. Abazyni zagrożeni są obecnie asymilacją z Czerkiesami, czemu próbują przeciwdziałać m.in. tworząc struktury powstałego niedawno rejonu abazyńskiego w składzie KCzR

[19] Gralewski nawiązuje tutaj prawdopodobnie do błędnych podań Herodota o egipskim faraonie Sezostyrysie, który miał wraz ze swoimi wojskami dotrzeć do terenów dzisiejszej Europy i Kaukazu.

[20] Niewielki naród należący do adygskiej grupy narodów kaukaskich. Szapsugowie mieszkają w dwóch rejonach Kraju Krasnodarskiego: tuapsyńskim i lazariewskim oraz w Adygeji (niewielka grupa). W spisie powszechnym z 2002 r. narodowość szapsugską podało 3,2 tys. osób (w rzeczywistości może ich być ok. 10 tys.). Są muzułmanami sunnitami. Ich język jest dialektem języka adygejskiego. Do zakończenia wojny kaukaskiej byli największym plemieniem adygskim żyjącym nad Morzem Czarnym. Po wojnie kaukaskiej większość Szapsugów przesiedliła się do Turcji, a ich ziemie zostały zasiedlone przez Rosjan. Szapsugowie są jedyną adygską grupą, która po zakończeniu wojny kaukaskiej pozostała na wybrzeżu Morza Czarnego.

[21] Szablą.

[22] Kindżał (z arab. handżar) – dawniej będący w powszechnym użyciu na Kaukazie rodzaj długiego noża.

[23] Mułła - duchowny muzułmański, w zależności od tradycji tłumaczone jako mistrz, uczony lub nauczyciel.

[24] Chodzi tutaj o kirasjerów tj. typ ciężko opancerzonej kawalerii powszechnie używanej w XIX w. na europejskich polach bitew. Nazwa pochodzi od charakterystycznego pancerza: kirysu.

[25] Rodzaj budulca, niewypalanej surowej cegły składającej się z gliny, słomy i innych włóknistych materiałów.

[26] Bicz w Rosji nazywany nahajką.

[27] Mikołaj Mikołajewicz Szypow (1848 – 1911 r.), generał – lejtnant, dowódca jednostek kawalerii. W latach 1885 – 1893 ataman Uralskiego wojska kozackiego.

[28] Kronika Nestora znana także pod nazwą „Powieść minionych lat” oraz „Powieść doroczna”. Staroruski latopis (kronika) autorstwa kijowskiego mnicha Nestora obejmująca historię państwa ruskiego od czasów Ruryka do pocz. XII w. Pierwsza edycja pod tytułem „Powieść minionych lat” została spisana prawdopodobnie koło 1113 r.

[29] Maria Tiemrukowa ( ? – 1569 r.) - kabardyńska księżniczka, druga żona Iwana IV Groźnego. Matka jedynego syna, zmarłego niedługo po porodzie, carewicza Wasilija Iwanowicza.

[30] Ubychowie (апёх, пэху, асадзуа, уббух, брухи) to niewielki naród stanowiący ogniwo pośrednie pomiędzy Adygami i Abchazami zamieszkujący do 1864 r. pas zachodniego wybrzeża Kaukazu Północnego rozciągający się od rzeki Chosta do rzeki Szache, w skład, którego wchodziło m.in. dzisiejsze Soczi. Po przegranej wojnie kaukaskiej Ubychowie prawie w całości (poza 300 osobami) zostali zmuszeni do przesiedlenia się na terytorium dzisiejszej Turcji, gdzie ulegli dezintegracji. Ostatni przedstawiciel tego narodu posługujący się językiem ubychskim Tewfik Esjencz zmarł w 1992 r.

[31] Natuchajski przywódca, który poległ w bitwie bzijuckiej rozgrywającej się pomiędzy chłopami adygejskimi wspartymi przez kozaków oraz szlachtą bżedugską i szapsugską. Starcie miało miejsce 10 czerwca 1796 r. i okazało się zwycięskie dla Bżedugów i Szapsugów.

[32] Muhammad Amin - trzeci naib Szamila w Czerkiesji. Od 1848 do 1851 r. walczył o konsolidację militarną plemion czerkieskich ostatecznie zakończoną sukcesem oraz uznaniem jego przywództwa. Militarny i polityczny przywódca Czerkiesów. Poddał się Rosjanom po ogłoszeniu kapitulacji przez Imama Szamila. Od 1862 r. nieskutecznie próbował przeciwdziałać muchadżyrstwu.

[33] Naib – z arab. zastępca. Imamat stworzony przez Szamila podzielony był na jednostki terytorialne zwane naibstwami, na których czele stali naibowie – osobiści przedstawiciele imama na danym terytorium. Naibstw był ok. 30.

[34] Jacques Leroy de Saint Arnaud (1801 – 1854 r.) – Marszałek Francji, Minister Wojny, w trakcie wojny krymskiej pełnił funkcję głównodowodzącego armią francuską na Wschodzie.

[35] Miasto-kurort wczasowy leżące w Kraju Krasnodarskim nad brzegiem Morza Czarnego. Obecnie zamieszkane przez 55,7 tys. mieszkańców.

[36] Mikołaj Mikołajewicz Murawiew (1794 – 1866 r.) uczestnik licznych wojen z Turcją, kampanii kaukaskiej, a także walk na ziemiach polskich w latach 1830 – 1831. Od 1854 do 1855 r. pełnił funkcję namiestnika Kaukazu i głównodowodzącego stacjonujących w regionie wojsk rosyjskich. Wsławił się zdobyciem w 1855 r. Karsu.

[37] Jerzy Bagration – Muchrański (1789 – 1830 r.), gruziński książę, pisarz. W 1812 r. uczestnik zbrojnej rebelii przeciwko panowaniu rosyjskiemu w Kachetii. Po jej upadku zostaje zesłany do Sankt Petersburga, gdzie angażuje się w życie lokalnej wspólnoty gruzińskiej oraz prowadzenie działalności wydawniczej. Zmarł na wygnaniu.

[38] Teofil Łapiński (1826 – 1886 r.) znany też tureckim pseudonimem Teffik Bej, polski emigrant, autor dziennika „Gorcy Kaukazu i ich wojna wyzwoleńcza przeciw Rosjanom”, uczestnik rewolucji na Węgrzech (1848 – 1849 r.) oraz wojny krymskiej, gdzie służył w stopniu pułkownika artylerii w polskim legionie generała Zamojskiego. W latach 1857-1859 dowodził polskimi ochotnikami walczącymi na Kaukazie po stronie Czerkiesów. W 1863 r. objął przywództwo nad kilkoma nieudanymi morskimi wyprawami z Anglii i Danii na Litwę celem udzielenia pomocy militarnej polskim powstańcom. Na początku lat 70 po uzyskaniu amnestii od Cesarstwa Habsburskiego powrócił do rodzinnej Galicji, gdzie wiódł spokojny żywot. Śmierć zastała go we Lwowie.

[39] Muchadżyrstwo (z arab. „przesiedlenie”) - zapoczątkowane z inicjatywy Rosji i Turcji po zakończeniu walk na Kaukazie masowe wysiedlenie większej części ludności Zachodniego Kaukazu, a także części Centralnego na terytorium Imperium Osmańskiego. Muchadżyrstwo odbyło się w kilku falach i w efekcie od jednego do dwóch milionów Kaukazczyków porzuciło swoje dawne miejsca zamieszkania. Wielu z nich zginęło w trakcie podróży lub z powodu braku odpowiednich warunków do życia w Turcji. Przez Czerkiesów Muchadżyrstwo uważane jest za tragedię narodową i akt ludobójstwa.

[40] Mikołaj Iwanowicz Jewdokimow (1804 – 1873 r.) hrabia, generał – adiutant. Urodzony na Kaukazie syn prostego żołnierza, jeden z najbliższych towarzyszy Księcia Barjatińskiego. W latach 1857 – 1859 razem z nim brał udział w walkach z Czerkiesami w zachodniej części Kaukazu Północnego. Od 1860 r. został mianowany naczelnym wodzem wojsk rosyjskich na Zachodnim Kaukazie. Od 1863 r. pełnił służbę w charakterze doradcy Wielkiego Księcia Michała Mikołajewicza.

[41] Aleksander Iwanowicz Bariatyński (1814 – 1879 r.) książę, od marca 1835 r. uczestnik walk na Kaukazie Północnym. Wielokrotnie ranny i nagradzany. W 1848 r. za odwagę w walkach toczących się na obszarze Czeczenii został mianowany generałem – majorem. W 1853 r. za dalsze zasługi otrzymuje tytuł generała – adiutanta, a w lipcu tego roku tytuł naczelnika głównego sztabu wojsk na Kaukazie. W 1856 r. zostaje mianowany głównodowodzącym Kaukaską Armią i namiestnikiem Kaukazu. Wkrótce za zwycięstwa na Kaukazie otrzymuje stopień generała – feldmarszałka. W 1862 r. na własną prośbę zostaje odsunięty od wszystkich pełnionych funkcji oprócz członka Rady Państwowej. Umiera 9 lat później w Genewie.

[42] Od nazwy tego plemienia najprawdopodobniej pochodzi słowo dżygit, które można przetłumaczyć jako „chojrak”, „kozak”.

[43] Michał Mikołajewicz Romanow (1832 – 1909 r.), czwarty syn Mikołaja I, wielki książę Rosji, Namiestnik Kaukazu i głównodowodzący armią kaukaską (1862 – 1865 r.) i wojskami kaukaskiego wojennego okręgu (1865 – 1881 r.), głównodowodzący kaukaską armią w czasie wojny rosyjsko – tureckiej 1878 – 1878 r., od 1878 r. generał – feldmarszałek (od 1878 r.), w latach 1881 – 1905 przewodniczący Rady Państwowej.



Projekt zrealizowano ze środków Narodowego centrum Kultury