Media i separatystyczne republiki Gruzji



W marcu 2012 roku w gruzińskich mediach pojawiła się informacja o powstaniu inicjatywy stworzenia wspólnej gruzińsko-abchasko-osetyjskiej gazety „Tbilisi-Suchumi, Tbilisi-Cchinwali”. Autorką inicjatywy jest Nestan Kirtadze, była sekretarz Partii Pracy, która po odejściu z partii stworzyła „Dom gruzińsko-abchaski i gruzińsko-osetyjski”. Organizacja ta planująca stworzyć ruch obywatelski istnieje od pół roku i mimo, że nie doczekała się jeszcze strony internetowej, zapowiada ambitne działania angażujące unijnych grantodawców. W oświadczeniu Kirtadze podkreśliła bezprecedensowość projektu pierwszej wspólnej przestrzeni informacyjnej. Na razie pomysł jest na etapie szukania sponsorów.
Oprócz gazety zapowiedziano stworzenie wspólnego media-holdingu, radia i telewizji internetowej. Ogłoszono również, że organizacja będzie działać na rzecz przywrócenia kontaktów naukowych, handlowych i wznowienia transportu między Gruzją a Osetią Południową i Abchazję.
Nieco wcześniej Kirtadze poinformowała media o innej ambitnej inicjatywie jaką jest stworzenie w krajach UE „Domów Gruzińskich”, mających na celu integrację gruzińskiej diaspory.

Pierwszą i jedyną jak dotąd wydawaną gruzińsko-osetyjską gazetą jest dwutygodnik „Kartl-Osi”. (Nazwa oznacza dosłownie gruzińsko-osetyjski). Gazeta powstała z inicjatywy organizacji Most Przyjaźni Karlosi i jest częścią szerszej idei podtrzymania dialogu między gruzińską i osetyjską społecznością, odbudowy zaufania poprzez wspólne inicjatywy, w celu stworzenia warunków pokojowego sąsiedzkiego współżycia i rozwoju.
W dialog ten organizacja ta zaangażowała oprócz Gruzinów, również południowo-osetyjski sektor pozarządowy, jak też weteranów wojny (zarówno konfliktu z lat 1991-92, 2008 roku). W 2011 wyszło 12 numerów pisma tylko w języku gruzińskim, w 2012 pismo zaczęto wydawać w dwóch wersjach językowych: gruzińskiej i rosyjskiej. Obecnie nakład gazety wynosi 800 egzemplarzy w każdej wersji językowej.

Czasopismo jest dystrybuowane bezpłatnie, głównie w regionie Shida Kartli, w tym w ośrodkach dla gruzińskich uchodźców z Osetii Południowej, po stronie osetyjskiej w miastach Cchinwali i Achalgori oraz okolicznych wioskach.
Większość dziennikarzy - zarówno Gruzinów jak Osetyjczyków - angażuje się w tworzenie pisma na zasadzie wolontariatu. Publikacja finansowana jest z funduszy Unii Europejskiej, administrowanych przez UNDP: COBERM (Confidence Building Early Response Mechanism).

Z POMYSŁODAWCĄ I ZAŁOŻYCIELKĄ GAZETY "KARTL-OSI" MEGI BIBILURI ROZMAWIA DIANA ZADURA:

Inicjatywa Nestan Kirtadze dotycząca stworzenia gazety abchasko-gruzińsko-osetyjskiej zyskała dość szeroki oddźwięk w lokalnych mediach. Jak Pani sądzi, co nowego może wnieść ten projekt?

Przede wszystkim chciałabym zaznaczyć jak ważne są wszelkie nowe, pokojowe inicjatywy. Jeśli chodzi o Nestan Kirtadze, nie powiedziałabym, że jej inicjatywa jest nowa. Już jakiś czas wydawane są podobne pisma: gruzińsko-osetyjskie „Kartl-Osi” i gruzińsko-abchaskie „Meridiani”.

Zdaje się, że istnieje również radio Atinati, nadające z Zugdidi, które angażuje do udziału w audycjach Achazów…

Owszem. Dlatego oświadczenie Nestan Kirtadze podkreślające unikalność jej inicjatywy jest dla mnie niezrozumiałe. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę różnorodność organizacji pozarządowych, które realizują inicjatywy pokojowe, w tym te mające odbudować gruzińsko-osetyjskie i gruzińsko-abchaskie relacje.
Muszę zaznaczyć, że mass media odgrywają ogromną rolę w procesie regulacji konfliktu i odbudowy zaufania, podobnie jak odgrywają ogromną rolę w eskalacji konfliktu. Dlatego do tworzenia mediów, skierowanych do społeczności, które doświadczyły konfliktu, należy podchodzić niezwykle ostrożnie.

Czy słuszne jest Pani zdaniem łączenie konfliktu gruzińsko-abchaskiego i gruzińsko-osetyjskiego w jednej gazecie?

Myślę, że wspólne tworzenie gazety to dobry pomysł. Abchazowie i Osetyjczycy mają dobre stosunki, odwiedzają się i współpracują ze sobą. Niemniej te dwa konflikty mają zupełnie inną specyfikę. Patrzenie na oba te punkty zapalne jako na jeden problem jest bezproduktywne. Każdy z nich potrzebuje odrębnego podejścia.

W inicjatywie Kirtadze, oprócz połączenia trzech stron w jednym projekcie, nowością wydaje się pomysł zrobienia tego w języku abchaskim i osetyjskim..

Z językowego punktu widzenia rzeczywiście jest to nowość, ale gdy zakładaliśmy naszą gazetę po stronie osetyjskiej była pełna zgoda, by pismo wydawać po rosyjsku, jako że do dziś w Cchinwali niewielki procent ludzi czyta po osetyjsku. Ten język jest językiem mówionym, ale rzadko pisanym. Tym bardziej, że niedawno język rosyjski w Osetii stał się drugim językiem urzędowym. Dla nas ważniejsze jest by gazeta trafiała do czytelników, by była czytana, niż by pokazać, że robimy gazetę po osetyjsku.

Na ile realne jest Pani zdaniem powodzenie nowo ogłoszonej inicjatywy?

Wydać gazetę może dziś każdy, jeśli ma na to środki. Podstawą pisma jest jego idea, misja, potem wyniki jakie przyniesie. Każdy artykuł trzeba pisać z wielką uwagą, by uwzględnić racje obu stron. Bardzo ważne jest zachowanie neutralności i apolityczności. Po stronie osetyjskiej intencje Kirtadze poddano w wątpliwość, Boris Czoczijew [Wysłannik Prezydenta Osetii Południowej ds. regulacji konfliktu, negocjator w rozmowach genewskich] nie oszczędził jej krytyki.

A jaki jest stosunek oficjalnych władz Cchinwali wobec pisma „Qartl-Osi”?

Cchinwali nie czyniło żadnych bezpośrednich komentarzy na temat naszego pisma. Zapewne byłoby inaczej gdyby nie to, że udaje nam się zachować neutralność. Jak dotąd nie mieliśmy problemów z dystrybucją gazety w regionie Cchinwali. Ale też nie staramy się rzucać w oczy, nie wygłaszamy ambitnych oświadczeń, nie robimy PRu wokół naszych działań.

Jakie stanowisko wyraża Tbilisi wobec inicjatyw takich jak Qartl-Osi?

Jesteśmy organizacją apolityczną i działamy na poziomie obywatelskim. Nasza działalność na rzecz pokoju jest podwójnie ważna, ponieważ obecnie na poziomie państwowym dialog gruzińsko-osetyjski nie istnieje. Nasza organizacja tworzy komunikacyjny most łączący obie strony - i co dla nas najważniejsze - cieszy się zaufaniem osetyjskiej społeczności.
Struktury państwowe oceniają nas pozytywnie, a przede wszystkim nie przeszkadzają nam w działaniu. Myślę, że również w ich interesie jest odbudowa zaufania i dialogu między ludźmi, których konflikt dotknął bezpośrednio. Łatwo robić ekspertyzy i wygłaszać specjalistyczne wnioski, ale należy pamiętać o roli lokalnych społeczności. Rozwiązania odgórne to jedno, ale w regulację konfliktu należy włączać zwykłych ludzi. To od nich, od ofiar konfliktu powinna wychodzić pokojowa inicjatywa.

Czy udaje się zaktywizować uchodźców? Jak wygląda w praktyce zaangażowanie lokalnej społeczności w projekty pokojowe?

Dokładnie dlatego stworzyliśmy w 2006 roku Most Przyjaźni Kartlosi: by włączyć w proces pokojowy tych, którzy na sobie odczuli jaka jest cena wojny. Pracowaliśmy w regionie cchinwalskim, w gruzińskich wioskach, które w wyniku wojny sierpniowej już nie istnieją. Dziś ich mieszkańcy są uchodźcami, włączają się zarówno w dialog, jak w redakcję gazety. Na łamach naszego czasopisma popularyzujemy pozytywne historie współpracy i pomocy w regionie konfliktu. Udało nam się zebrać te historię i wydać w postaci książki „ Inne oblicze wojny”.
Oprócz uchodźców w dialog zaangażowali się weterani obu stron konfliktu, a więc ci którzy brali w nim udział z bronią w ręku.
Udaje nam się włączyć w ten proces młodzież, która w sposób szczególny odczuła wojnę. Dziś skutki konfliktu najsilniej odczuwa ludność tak zwanego regionu pogranicznego, w tym rzesza rodzin mieszanych gruzińsko-osetyjskich. Oni lepiej wiedzą jak należy nawiązać dialog i uregulować konflikt, niż ci którzy tylko patrzą z daleka i wygłaszają głośne oświadczenia.
Kwiecień 2012

wywiad prowadziła: Diana Zadura



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!