Część VII Off-road z niemowlakiem - Chewsuretia


Wracając z wąwozu Pankisi odwiedziliśmy sąsiednią dolinę (na zachód od Wąwozu) - Chewsuretię. Droga, choć przejezdna jedynie samochodem 4x4, jest w niezłym stanie. Co roku przybywa tu coraz więcej zachodnich turystów ( ... tzn turysta w Chewsuretii nie jest taką rzadkością jak w Pankisi, choć owo "coraz więcej" w naszym przypadku znaczyło 2 grupki zachodnich turystów i 2 grupy gruzińskie spotkanie w ciągu 3 dni)


Droga do Szatili z Gruzińskiej Drogi Wojennej to około 100km czyli cały dzień drogi, a nie śpiesząc się dwa. Lenka posila się lodami (nic więcej z lokalnych sklepów oprócz jogurtu i lodów jej nie smakowało) w ostatnim sklepie przed Szatili (do którego pozostaje jeszcze 50 km).


i nocujemy w jednej z urokliwych dolinek, jak zwykle przy źródełku (ten beton w tle).


Rano podziwiamy miejscową instalację elektryczną... (wbrew pozorom nie telefoniczną...) pod którą straliśmy się nierozstawiać namiotu.


W wyższych partiach gór, czasami trzeba przejachać przez niewielką rzeczkę - w czasie wolnym od opadów nie jest to problem, gdy jednak dłużej popada droga może zrobić się nieprzejezdna.


Kamienne wieże to nie rzadkość zarówno w górskich regionach Gruzji, Inguszetii, Czeczenii czy Dagestanu. Te jednak są stosunkowo łatwo dostepne.


Szatili - kamiennie miasto, z którego wysiedlono mieszkańców w czasach radzieckich. W chwili obecnej mieszka tu kilka rodzin, żyjących z turystyki. W jednej z wież znajduje się schronisko Szatili ma własną elektrownię, która w zupełności spełnia niewielkie wymagania osady.


Szatili "od tyłu".


Kolejne kamienne miasto około 10 km od Szatili na wschód. Droga powoli się kończy - dalej prowadzi malownicza ścieżka, którą można przejść lub przejechać konno do Omalo w Tuszetii. Na całej trasie, wg miejscowych nie brakuje wody, chodzą tak często gruzińskie grupy, czasami można również spotkać obcokrajowców.


Powoli opuszczamy Chewsuretię...


Zatrzymujemy się niedaleko pasieki.
- Właśnie wczoraj nocowali u mnie Polacy - mówi sympatyczny pszczelarz. Nawet trochę mówili po rosyjsku...


Kupujemy przepyszny miód za zbyt niską cenę...

Dojeżdżamy do asfatu. Zaczyna padać - widzimy, że jakiś turysta na poboczu reperuje rower. Może potrzebuje pomocy? - turysta okazał się Polakiem z Anglii - zdecydowaliśmy się na wspólne biwakowanie, z którego większość upłynęła w naszym samochodzie gdzie we czwórkę schroniliśmy się przed deszczem.

Ciąg dalszy...

Część IX Przez Gruzję i... 600$ na granicy .
Powrót do opisu podróży - Z niemowlakiem wokół Kaukazu .



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!