Off-road z niemowlakem - Tuszetia

Łada Niwa to jeden z najpopularniejszych samochódów w Gruzji - stosunkowo mało pali (ca 10 litrów/100km), wszędzie przejedzie, niewieka, choć jak trzeba to i 10 osób wejdzie.

Nasza ciemno zielona Niwka nie wyróżniała się specjalnie. Obca rejestracja również nie dziwiła. Wielu Gruzinów (a stosunkowo jeszcze więcej Kistów) wyemigrowało - przyjeżdża na lato samochodami na zachodnich numerach - z Niemiec, Austrii, Norwegii. Nikogo to specjalnie nie dziwi i nikt nie spodziewa się obcokrajowca w środku. Zresztą Ci ostani nie są w Gruzji w ostatnich latach taką atrakcją - przyjeżdża ich coraz więcej.

Palcem po mapie patrzymy gdzie można by się tu wybrać na 1 dniową wycieczkę z wąwozu Pankisi. Niepopodal, "żółta", "wojewódzka" asfatlowa droga prowadzi do Omalo w Tuszetii. 70 kilometrów. Wyruszamy.

Początkowo przyzwoita, jak na Gruzję droga - momentami nawet asfalt nie pamiętający czasów ZSRR. Gdzie indziej dziurawy, ale nie liczymy tu na luksusy.


Wjeżdżamy w dolinę prowadzącą do Omalo - hmm droga na wojewódzką nie wygląda.


Droga prowadzi w wyłomie skalnym - po drodze można załapać się na darmową myjnię.


Czasami trzeba też przejechać przez wodospad


W wyższych partiach droga się poprawia...


Nasza prędkość nie przekracza jednak 10-15 km/h. Upływa kilka godzin, okazuje się że do celu, do Omalo pozostała nam jeszcze niemal połowa drogi (z 70 km). Czas mamy - gorzej z benzyną... Przy takiej prędkości, na redukorze, zużycie wzrasta niemal dwukrotnie... Mijające nas samochody pytamy czy gdzieś na miejscu można kupić benzynę. Niestety - Omalo zamieszkuje raptem kilka rodzin i panuje tam raczej niedobór niż nadmiar benzyny.


Dojeżdżamy do przełęczy i w tył zwrot... Pominę tu kwestie bardziej prozaiczne które zdecydowały o tym, że zdecydowaliśmy się nie ryzykować, jak np. brak pieniędzy na benzynę czy fakt zabrania za małej ilości pieluszek na więcej niż 1 dzień.

Wniosek: Mapami, szczególnie tymi ładnymi, po angielsku nie należy się za bardzo sugerować. Z kolei map miejscowych nie ma - nikt tu ich za bardzo nie potrzebuje. Kilkugodzinny rajd po księgarniach skończył się w naszym przypadku niepowodzeniem. Wydawnictwa kartogoraficzne z lat 70 są w cenie - innych nie ma.

Późnym wieczorem wracamy do Duisi, gdzie nasi gospodarze postawili na nogi miejscową milicję, myśląc, że coś się nam stało... Może więc dobrze, że nie spędziliśmy tygodnia w Omalo w oczekiwaniu na samochód który przywiezie nam benzynę.

Ciąg dalszy...

Część VIII Niemowlak w Chewsuretii
Powrót do opisu podróży - Z niemowlakiem wokół Kaukazu .

fot. K. Szmigielska i I&S Kaliszewscy



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!