Część VI Konno i na plecach Kistyńca z Wąwozu Pankisi

Naszym celem było opisanie i obfotografowanie górskich tras do internetowego przewodnika http://www.pankisi.org. Pomagali nam w tym miejscowi Kistowie, których zadaniem było oprowadzenie nas po najciekawszych miejscach na górskich szlakach, opowiedzenie intersujących historii i legend (z tym ostatnim było trudnej ze względu na zbyt kiepską znajomość rosyjskiego)

Wyruszamy na wędrówkę po górach. Przyszykowaliśmy buty, nosidełko i nastawiliśmy się na dłuższy marsz z nieco większym niż zwykle obciążeniem na plecach. Na brzegu rzeki czekały na nas konie. Będą niosły bagaże - pomyślałam.


Tymczasem Dato, młody dżygit (napisem ISLAM na ramieniu), bieże ode mnie nosidełko, wskakuje na konia i przejeżdża przez rzekę...


Trochę się przestraszyłam - nie napisu oczywiście (choć wbrew wszelkim wytumaczeniom stereotypy na pewno odegrały tu jakąś rolę), co dość już rwącej w tym miejscu rzeki Alazani.


Po drodze mijamy starą osadę z charakterystyczną kamienną zabudową. Nasi przewodnicy każą nam fotografować - czuję się jak japoński turysta burząc spokój gospodarza, zaskoczonego wizytą


Późnym popołudniem docieramy do stajanki Chatchana, gdzie witają nas przesympatyczni gospodarze, którzy nie żałują smacznego jedzenia. Nietrudno równiez o opiekę nad dzieckiem... Niemowlaka wyrywają sobie na przemian miejscowe nastolatki i starsi gospodarze.


W okolicy Chattchana znajduje się niewielki wodospad - doskonałe miejsce na poranną kąpiel lub... skoki na główkę :).


Opuszczamy Chattanę udając się w dalszą drogę w wyższe partie gór, tym razem głównie pieszo. Konie służą przede wszystkim do transportu towarów - nasze plecaki niewiele ważą w porównaniu do jedzenia, które wieziemy. W górach brakuje warzyw, owoców - stale potrzebna jest również dostawa soli, cukru oraz mąki na wypiekany na miejscu chleb. Nie brakuje natomiast serów, które oczywiście robione są na miejscu.


Gość to na Kaukazie świętość - mawiają niektórzy. Dato nie daje nam w związku z tym nieść nosidełka - wszelkie pokojowe próby przejęcia dziecka kończą się niepowodzeniem. Dato nie mówi po rosyjsku więc dyskusje trwają zwykle dość krótko.


Obozowisko pasterzy na Nakerała zamieszkuje babcia z wnuczkami, które, mimo dziecięcego wieku pomagają jej w codziennych obowiązkach, chodzą po wodę, dbają o kury. Dzieci na Kaukazie wychowuje się nieco inaczej niż w Europie - choć szanowane i kochane - nie są w centrum uwagi. Gdy przychodzą goście - zamiast absorbować ich uwagę - mają przede wszystkim nie przeszkadzać i zająć się swoimi sprawami. Od najmłodszych lat pomagają również w obowiązkach domowych.


Nakerała.


Nasi przewodnicy chodzą po górach w dość specyficzny sposób ... Trasę, którą normalnie pokonalibyśmy w 2 godzinę, przebywają w dwukrotnie dłuższym czasie. Po drodze trzeba przecież pogawędzić z każdym nowospotkanym pasterzem, pośpiewać i zjeść niesiony w plecaku posiłek, który wystarczyłby na 15 osób...


W drodze powrotnej, zatrzymujemy się "na obiad" w kolejnym obozowisku pasterzy. Opieka dla Lenki jak zwykle sama się znajduje...

Ciąg dalszy...

Część VII Off-road z niemowlakiem - Tuszetia
Powrót do opisu podróży - Z niemowlakiem wokół Kaukazu .

Zdjęcia: K. Szmigielska i I&S Kaliszewscy



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!