Przez Turcję, Bułgarię, Rumunię, Węgry i Słowację


Chwila odpoczynku w Trabzonie, po nieprzyjemnościach na gruzińskiej granicy


Jedziemy brzegiem morza. Serpentyny dają się we znaki, ale jest naprawdę pięknie.


Rozkładamy namiot na plaży, idziemy spać.... a tu około godziny 24 ktoś nam świeci latarką po namiocie... Kurcze pewnie jakieś dresy albo milicja. Uff to drugie. Pan mundurowy usilnie próbuje nam coś wytłumaczyć - po turecku niestety... Pewnie chce żebyśmy sobie stąd poszli... Pokazuję na dziecko... może się zlituje, myślę.
Idziemy spać. Za pół godziny znowu latarka. Cholera, tym razem pewnie już nas wyrzucą - ale uparci. Przyprowadził tłumacza.
- Musicie stąd iść bo tu jest niebezpiecznie - mówi tłumacz.
- Ale czemu?
- Er hmmm tu przychodza w nocy świnie.... tzn dzikie świnie...
- hehe - probują powstrzymać się od głośnego śmiechu...
- Ale jeszcze niedźwiedzie mogą być, naprawdę lepiej stąd iść.
- Ale my się świń nie boimy... dziękujemy za ostrzeżenie, zastanowimy się.
Ale miła ta turecka milicja....


W pewnym momencie wjeżdżamy w mniej zaludnioną strefę - zaczyna brakować paliwa, o które w Turcji przestaliśmy się martwić. Okazuje się, że najbliższa stacja jest za 40 km.... hmm nie dojedziemy. Ale ktoś tu musi handlować beznyną...


Okazuje się, że to nie takie prost - policja ściga nielegalnych handlarzy, więc nikt tak otwarcie benzyną nie handluje. Nie mija 10 minut jak znajduje się jakiś taksówkarz, wrzuca nam do bagażnika butelkę z benzyną rozglądając się czy nikt nie patrzy. Szybka transakcja, odjeżdżamy


W wielkiej konspiracji nalewamy paliwo na trasie... patrząc bacznie czy nie zbliża sie radiowóz.


Ataturk - zdobi ulice, szkoły, urzędy...


Mając dość serpentyn skręcamy na autostradę w stronę Stambułu....To tu znajdują się jedyne mosty przez Bosfor - jedyne i zwykle dość zakorkowane.
Do Europy wjeżdżamy w nocy, koło 1.00...szukamy jakiegoś hoteliku. Kręte strome uliczki, głównie jednokierunkowe...
Azja ciągnie - po półgodzinnym błądzeniu znów doń wjeżdżamy...
Coś nas pokusiło, żeby zwiedzić to miasto, zamiast przejechać je w nocy....


Porzucamy samochód - w mapą w ręku wyruszamy na wycieczkę po Stambule, wybierając środki komunikacji miejskiej.


Hagia Sofja trochę zachwyca wielkością i przepychem... ale i rozczarowuje ... niegdyś świątynia chrześcijańska, potem muzułmańska jest dziś martwym muzeum, do którego ściagają tłumy turystów. Nie wiem dlaczego, ale myślałam, że jest to nadal działający meczet...

Wieczorem uciekamy ze Stambułu. 6 pasmowa autostrada, korek i 40 stopniowy upał oraz nieotwierane tylne szyby (pod tym względem Niwa przypomina malucha...), nieśpieszna odprawa celna i w końcu Bułgaria... Nie mamy mapy (mieliśmy wracać przez Ukrainę...), jedziemy z atlasem Wspólnoty Państw Niepodległych i okolic, gdzie mniej więcej widać główne drogi.


Spacerujemy po krętych uliczkach Plovdivu. Zmęczeni ciągłą jazdą nie mamy ochoty na zwiedzanie. Starożytny teatr fotografujemy przez płot.


i Rumunia, choć odległa o 1 km, trzeba poczekać na prom na Dunaju, co na naszej mapie zaznaczone nie bylo...


Nocleg nad Dunajem wspominamy niemiło, zapewne w przeciwieństwie do komarów...


Zwiedzamy kolorowy (o inne w Rumunii trudno...) klasztor


Przerwa na "kąpiel" w urokliwym źródełku


Godzina przez Węgry, potem Słowacja i przerwa na smażony syr.


Pod wieczór przekraczamy granicę Polski i ostatni nocleg chcemy spędzić w jakimś przydrożnym motelu. Niestety każdy kolejny okazuje się zajęty. Pozostaje las. Marzniemy, jest jedynie około 25 stopni...


Szczęśliwie docieramy do domu

www.niemowlak.kaukaz.net
Iwona i Sebastian Kaliszewscy z Lenką



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!