Gruzja 5-11 sierpnia – z notatek terenowych

Sierpień, Gruzja spotkała mnie upałem, młodym winem i chęcią poszukiwań odpowiedzi na interesujące mnie pytania, dotyczące badań terenowych w wąwozie Pankisi. Przez pierwsze parę dni nie docierało do mnie, że Tbilisi (bo to był pierwszy przystanek w drodze do Pankisi) jest inne, niż rok temu. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło: ten sam gwar i szum na ulicach, tylko już wyczuwało się napięcie, które z każdym dniem rosło, aż do swojej kulminacji – wybuchu wojny.

Piszę te słowa i do końca nie mogę się do nich przyzwyczaić – czy w ogóle można przyzwyczaić się do wojny? Do tego strasznego napięcia w słowach, w myślach, na twarzach coraz mniej licznych przechodniów na ulicach? Przez tydzień, który spędziłam w Tbilisi, moje słownictwo zostało zawirusowane dotąd tak absurdalnymi słowami jak mobilizacja, ewakuacja, bombardowanie. Jeżeli miałabym jednym słowem zdefiniować ten tydzień, to byłoby to „Niepewność”.

Kompletny chaos informacyjny - z jednej strony telefony od rodziny i przyjaciół z zachęceniem do powrotu, z drugiej strony dwa różne obrazy wojny przedstawiane przez rosyjskie i gruzińskie służby informacyjne. Ktoś słusznie zauważył, ze pierwsza na wojnie ginie prawda… Czułam się całkowicie bezradna wobec wszystkiego, co słyszałam i widziałam. Czułam się jak królik doświadczalny, którego rzucono w nowe, wrogie środowisko.

Co mam począć – pomagać? Ale jak? Przecież człowiek się nie liczy! Ważne są tylko rozgrywki polityczne, przecież kogo to obchodzi, że znajomej zabrano na front brata, który miał tylko 18 dni na przeszkolenie wojskowe! Kogo obchodzi opinia taksówkarza, który chce po prostu normalnie żyć i wysłać dzieci do szkoły z rozpoczęciem nowego roku szkolnego. No właśnie kogo? Kto ma ponieść odpowiedzialność za to, że naród gruziński od lat żyje w takiej niepewności? Za to, że Gruzini mówią, że ”my privykli”? Niestety, nie znam odpowiedzi na to pytanie i obawiam się, że jeżeli nawet włączę je do mojego kwestionariusza, nic się nie dowiem.

Po powrocie nie umiem się odnaleźć. Przed oczyma mam obraz ludzi modlących się, klęcząc na ziemi przed cerkwią w samym centrum Tbilisi. Czy tylko Bóg może pomoc Gruzji?


Ewakuacja obywateli Polski z Gruzji

Tekst i zdjęcia Olga Ożarenkowa



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!