Nam nie trzeba mesjasza

-Manana! Manana! Gazety przyniosłam! - dobiega głos z ulicy.

- O, widzisz Stanisław, my tu o polityce godzinami rozmawiamy, a trzeba działać i przegonić te dziadostwo - Manana podchodzi do okna i od Sary, lokalnej działaczki Gruzińskiego Marzenia odbiera kilkadziesiąt egzemplarzy opozycyjnej gazety.

- No to mam dziś pracowity wieczór. Trzeba obejść 2 bloki, rozdać tę makulaturę i zaprosić ludzi na spotkanie z naszą kandydatką.

Kim jest Manana? Na pierwszy rzut oka wydaje się być typową Gruzinką. Lecz zawsze w swoim życiu idzie pod prąd. Mając 23 lata wbrew społecznemu ostracyzmowi doprowadza do rozwodu z mężem bo jak sama mówi „ z pijakiem,brutalem, który nie szanuje kobiety i swojego dziecka nie ma sensu marnować sobie życia”. Pracę na taśmie w szwalni porzuca i wyjeżdża z malutką córką do Władykaukazu na uniwersytet. Tam kończy filologię rosyjską. Zaczyna pracę w szkole, a kiedy przychodzi kryzys i beznadzieja pierwszych lat niepodległej Gruzji, traci pracę i zaczyna zbierać złom aby zarobić parę lari na przeżycie.

Dziś Manana bardzo chciałaby pracować – wrócić do szkoły, ale jedyne co jej zostaje to 140 zł emerytury i 3 uczniów przychodzących na korepetycje. Zawsze zdystansowana do rzeczywistości, jednak ma już dość. Dość beznadziejnego życia, braku jakichkolwiek szans na lepsze jutro.

- Gdzie mamy pracować? Rząd fałszuje statystyki. Spójrz na ulice, widzisz gdzieś te 78% zatrudnionych? Ja nie widzę i ciężko mi uwierzyć że mamy 22% bezrobocia. Jedyne, co zostało to albo wyjazd do Turcji i opieka nad dzieciakami za 500$ albo najzwyklej w świecie musimy sami coś w tym kraju zmienić!

Zwiad Kwauralaszwili – szef kachetyńskiego oddsziału Partii Republikańskiej. W momencie gdy partia weszła w koalicję z Gruzińskim Marzeniem został zwolniony z pracy po 15 latach za „nie dopełnienie obowiązku pracy”

Kiedyś, siedząc w kuchni i popijając herbatę, Manana na spokojnie komentuje wypowiedź Prezydenta, który powiedział że dla obecnego pokolenia 40-60 latków nie ma nic do zaoferowania , a wszelkie reformy i przemiany pozytywnie odbiją się dopiero na pokoleniu urodzonym już w innej, niesowieckiej rzeczywistości.

-Według niego jestem nikim, jestem stracona i przekreślona, Ten kraj jest budowany z myślą o tych młodszych. Ja wiem, że oni są przyszłością, że my starsi mamy sowiecką mentalność, że urodziliśmy się w złych czasach, ale czy to ma znaczyć, że ja już nie mam żadnych praw, nie mogę godnie żyć, działać, angażować się? Gruzja to też mój kraj. Tu się urodziłam, i wychowałam. I nikt mi tego nie odbierze! Czy Saakaszwili chce czy nie, póki żyję, musi się też ze mną liczyć.

Na Saakaszwilego nie może już patrzeć. Wszechobecna propaganda sukcesu i ciągłe obietnice bez pokrycia przegrywają z szarą rzeczywistością.

„Trzeba zmian !” jak mantrę powtarza Manana. Takich jak ona jest więcej. Wielu widzi nadzieję i szansę w Gruzińskim Marzeniu, czyli koalicji partii opozycyjnych pod wodzą miliardera Bidziny Iwaniszwili.

Na pierwsze spotkanie organizacyjne partii nie idzie. Jak sama tłumaczy - „Najpierw muszę poznać naszego lokalnego lidera, nie można się zapisać do partii nie znając ludzi którzy pracują w terenie. Może być przecież tak że wstawią jakiegoś tutejszego dorobkiewicza. Ja chce działać na serio i z zaufanymi i sprawdzonymi ludźmi”. Po pewnym czasie otwiera się miejskie biuro Marzenia, lider jest znany - to były dyrektor miejskiego muzeum, ludzie mówią, że to „porządny, uczciwy facet, ale najważniejsze, że to dobry i twardy człowiek”, Manana z czystym sumieniem może zapisać się do partii Iwaniszwili.

Beso Dzalaganija – kilka dni po wstąpieniu do Gruzińskiego Marzenia został wysłany na bezterminowy urlop.

Spotykamy się z Mananą przypadkiem na ulicy. Co u ciebie? Jak tam praca? Tradycyjna wymiana uprzejmości, ale jednak Mananę coś gryzie, znany już grymas na twarzy nie daje się ukryć. „Ahhh bo znowu mnie ludzie denerwują. Idę do sklepu,a tam jak zwykle wszystkie okoliczne baby plotkują jedna o drugiej, towarzystwo rozpolitykowane. No i zaczynają huczeć na mnie, że bawię się w politykę. No to nie wytrzymałam i musiałam im powiedzieć, że czas się obudzić i zacząć myśleć samodzielnie i nie powtarzać propagandy zasłyszanej w telewizji. Przecież one nie muszą do opozycji się zapisywać, ale niech po prostu zaczną patrzeć i myśleć samodzielnie”.

Na kilka miesięcy przed wyborami znani są już główni kandydaci opozycji. Trwa praca u podstaw. W każdej gminie otwierają się biura partii, a działacze organizują spotkania z kandydatami.

„Stanisław, jutro się nie spotkamy, ale jak masz ochotę, to zapraszam Cię na spotkanie z naszą kandydatką”.

Dzień wcześniej Manana rozniosła gazety i zaproszenia w swojej okolicy. Tłumów jednak się nie spodziewa.

Wiesz. Ludzie popierają Iwanishwili, żyją tutaj i widzą że nic się nie zmienia, ale co z tego . Boją się. Boją się że odbiorą im zasiłek , albo ubezpieczenie zdrowotne tylko dlatego, że angażują się po złej stronie. Nie ma co się dziwić ludziom.”

Deszczowe przedpołudnie. Kobiety ruszają na spotkanie. Manana z parasolem w ręku przewodzi grupie zaprzyjaźnionych sąsiadek. Zagaduje spotkanych ludzi, zaprasza na wiec.

„Ludzie chodźcie z nami! Tylko od nas zależy, czy zmienimy ten syf!” - jak zwykle dosadnie i po żołniersku.

Ludzie wyglądają przez okno, a Manana podnosi głowę i przygląda się wypatrującym ją głowom.

„Nino! Tamuna! Giorgi! Co z wami? Dołączcie, przyjdźcie chociaż posłuchać!”

Ludzie kiwają głowami, pokrzykują że „jeszcze nie czas” i że popierają opozycję, ale na spotkanie nie pójdą.

-”Mówiłam ,jeszcze dużo czasu do wyborów, ale ludzie powoli do nas się przekonają. Przecież też chcą zmian”.

Grupka dochodzi do obskurnego starego dworca. To tu odbędzie się spotkanie. Każdy jest zaskoczony tak dużą frekwencją. Przyszło ponad 50 osób. Kandydatka spóźnia się. Rozmowy z merem miasta przedłużają się. Dzień wcześniej na spotkaniu w sąsiednim obwodzie lokalny, opozycyjny dziennikarz został pobity przez przedstawicieli rządowego Ruchu Narodowego.

Mimo opóźnienia i deszczu, ekipa Manany w pozytywnych nastrojach. Kandydatka w końcu się pojawia. Wszyscy uważnie słuchają i ożywiają się kiedy punktowane są niepowodzenia i krętactwa prezydenckiej ekipy. Mimo skupienia jedna z kobiet zaniepokojona szepcze do Manany:

- Spójrz w tym czarnym mercedesie siedzi ekipa „prezydencka” znowu obserwują i spisują, kto przyszedł na wiec.

Boją się, próbują straszyć. Zobacz! tam pod ścianą też jest kobieta z urzędu, stoi, słucha i potem zapisuje kto co powiedział.” dopowiada jeden z organizatorów spotkania.

Mimo obecności „ partyjno- samorządowych obserwatorów” spotkanie trwa nadal. Wszyscy przyzwyczaili się, że za każdym razem są obserwowani, a ich aktywność notowana.

Spotkanie zakończone. Ludzie w bojowych nastrojach rozchodzą się do domów. Mijając czarny mercedes, co niektórzy pokrzykują „Precz z Saakaszwili! Czas na zmiany!”.

Manana jest zadowolona. Całe spotkanie spokojnie słuchała z uwagą, a po wszystkim stwierdza tylko krótko, że było warto zaangażować się politycznie. „Teraz czas pojechać do Kutaisi, musimy się policzyć, ile nas w Imeretii jest. Wtedy będzie łatwiej działać jak wiesz, że nie jesteś sam i że inni też myślą podobnie do Ciebie.”

Zakrija Kukuladze – prowadziła z synem sklep spożywczy. W momencie kiedy syn zaczął udzielać się w działania opozycji. Do matki przyszedł właściciel lokalu i wypowiedział umowę najmu sklepu. „Moje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo mojej rodziny jest najważniejsze. Przepraszam”.

Na niedzielę zaplanowano regionalną konwencję opozycji. Od razu jednak pojawiają się przeszkody. Irina, młoda dziewczyna, pomagająca w biurze opozycji opowiada, że na kilka dni przed konwencją, lokalna policja odwiedza miejscowych kierowców i właścicieli marszrutek i „delikatnie” ostrzega, że jeśli ktokolwiek pojedzie w najbliższa niedziele na konwencję w Kutaisi „może spodziewać się kłopotów”. W biurze partii narada. Co robić? Ktoś wpada na pomysł, żeby zaangażować prywatne samochody, opłacić koszty benzyny. Manana pomaga znaleźć chętnych i sprzyjających opozycji kierowców. Udaje jej się zaangażować czterech znajomych.

W niedzielne południe, razem z kilkoma sąsiadkami rusza na miejsce zbiórki. Na placu dziesiątki prywatnych samochodów, a chętnych do wyjazdu jeszcze więcej. Kobiety zachwycone są organizacją. „Czy ja jestem w Gruzji ?! Przecież tu wszystko działa jak w zegarku!” Rzuca ktoś z rozbawionego tłumu. Wszyscy funkcyjni w kamizelkach. Jeden rozdaje koszulki z partyjnym logo, inny zbiera 4 osobowe grupy, a kolejny przyporządkowuje je do konkretnego samochodu.

Całkowity entuzjazm. Nikt się nie boi, w koło przecież sami swoi. Co odważniejsi wymachują pięściami w kierunku policji, która z odległości w cywilnych strojach obserwuje całe zdarzenie.

Manana i jej 80 letnia znajoma, są zachwycone. „Tyle młodzieży, tyle entuzjazmu! Fantastycznie jest poczuć, że jest nas więcej!”. Wszyscy demonstracyjnie zakładają opozycyjne koszulki. Nawet 80 letnia Ketino wygraża się Prezydentowi. „Przeżyłam Stalina, przeżyłam Chruszczowa i innych, to i Saakaszwili mnie nie wykończy!”.

Plac pod pomnikiem Dawida Budowniczego w Kutaisi zapełniony po brzegi, mimo to Manana i jej grupa znajomych znajdują miejsce prawie pod samą sceną. Wśród tłumu powiewają rozdawane wcześniej flagi Gruzji, NATO i Unii Europejskiej. Ludzie wytrwale czekają na przemówienie swojego lidera – Bidziny Iwanishwili, to dla niego tutaj przyjechali.

Aplauz, brawa i wiwaty zlewają się w jeden wielki krzyk radości. Iwaniszwili wychodzi na mównicę. „Zobacz jaki spokojny i opanowany ,on nawet jak wychodzi na mównice jest totalnym zaprzeczeniem Miszy!”. Od tłumu oddziela go kuloodporna szklana szyba. Jego przemówienie kilkakrotnie przerywa skandowanie jego imienia. 'Bi-dzi-na! Bi-dzi-na!” -wiwatuje tłum. Za którymś razem wyraźnie poirytowany upomina publikę.

- Nie skandujcie mojego imienia! Już kiedyś skandowaliśmy „Gamsachurdia!”, nie raz krzyczeliśmy „ Misza!”. Starczy! Gruzja ma już dość mesjaszy. Gruzji potrzeba ciężkiej i uczciwej pracy - Tłum oszalał. Ludzie usłyszeli dokładnie to, czego oczekiwali.

Po wszystkim Manana zabiera swoją ekipę, każdy jest pod wrażeniem wystąpienia. W drodze powrotnej jeszcze długo dyskutują i rozkładają na części pierwsze każde zdanie wypowiedziane przez Ivanishwili. Na sam koniec jeszcze, Manana rzuca do znajomych :

„Przyjaciele! Warto było się pomęczyć ostatnie dni. Wszystko wyszło wspaniale. Zobaczycie zmienimy ten kraj. Zmienimy prezydenta. W końcu wywalczyliśmy w 2004 demokrację to i musimy z niej korzystać!

Tengo Kuribadze – zwolniony z pracy w urzędzie miasta po tym jak na Facebooku pozytywnie komentował wpisy na profilu Gruzińskiego Marzenia.

Teraz czeka wszystkich prawdziwa przedwyborcza praca. „Trzeba przygotować spisy wyborców, roznosić ulotki, plakaty, przekonywać i rozmawiać z ludźmi. Może nawet parę lari do kieszeni wpadnie” Manana z nadzieją patrzy w przyszłość. Nie wyobraża sobie żeby Ruch Narodowy wygrał po raz kolejny wybory. Wie też że kampania wyborcza kiedyś się skończy i będzie trzeba zająć się innymi rzeczami. Razem z przyjaciółką piszą projekt o mały grant na rozpoczęcie mikro biznesu.

„Do 4 nad ranem siedziałyśmy z Luizą i pisałyśmy biznesplan, ale udało się! Jest wniosek, tylko czekać na odpowiedź a zrobimy tutaj małą świetlicę dla dzieciaków.!”

Stanisław Brudnoch

Śródtytuły pochodzą z artykułu opublikowanego na exokavkaza.com

Tekst został również opublikowany na www.new.org.pl



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!