Kraina ostatnich rycerzy. Dagestan w twórczości Halilbeka Musajasuła

Znany awarski artysta Halilbek Musajasuł (1897 – 1949) w roku 1912 rozpoczął naukę w Akademii Sztuk Pięknych w Tbilisi (filia Akademii Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu). Gruziński artysta Lado Gudiaszwili, który uczył się razem z Halilbekiem wspomina: „Byliśmy z Halilbekiem nierozłącznymi przyjaciółmi. Halil cieszył się opinią utalentowanego artysty i zawsze zasługiwał na wiele pochwał. Eksponowanie jego prac na reprezentacyjnych wystawach stało się najlepszym dowodem jego niekwestionowanego talentu i wielkich sukcesów. Artysta w swoich dziełach wykorzystywał motywy wywodzące się z tradycyjnej kultury rodzimego Dagestanu, co nadawało indywidualny charakter jego obrazom” (z listu do dagestańskiego artysty E. Puterbrota, Halilbek Musajasuł, „Cudowny kraj, drogi Dagestan, Machaczkała 2009, s. 4.).
Halilbek po raz pierwszy znalazł się w Niemczech w roku 1913 – jako utalentowany student został wysłany do Królewskiej Akademii Malarstwa w Monachium. Właśnie w Monachium artysta poznał Hitlera, który w owym czasie studiował w tym mieście. Znajomość ta wywarła olbrzymie piętno na późniejsze życie Halilbeka w Niemczech, gdzie malarz przebywał w latach 1921 – 1948. W roku 1926 artysta ukończył Akademię Sztuk Pięknych. Wiele podróżował po Europie. W końcu, po otrzymaniu pozwolenia na odbycie stażu w Niemczech, postanowił zamieszkać w Monachium. W roku 1930, dzięki licznym koligacjom na dworze szacha, Halilbek przyjął perskie obywatelstwo. Dzięki artystycznej naturze i bujnej wyobraźni malarz stworzył bogatą legendę o swoim pochodzeniu od perskich Achemenidów, w którą, jestem przekonany, sam szczerze wierzył.
Ówczesny niemiecki krytyk, doktor Szmelc, zauważył: „w Monachium bez wątpliwości tworzyło wielu artystów. Musajasuł był niewątpliwie jednym z nich. Obrazy tego malarza niezwykle wyraziście oddawały atmosferę jego Ojczyzny, kraju zemsty krwi i rycerskich pojedynków. Z twardych skał wyrosły ciemnookie kobiety, podobne do tropikalnych kwiatów: czułe i wytworne, przepiękne i oddane, tak delikatne jakby za moment miał je połamać podmuch wiatru, jednocześnie przywykłe do walki, świadome odwagi swoich mężów, którzy nie rozstawali się z bronią nawet w okresach pokoju i prac polowych” (cytat za „Cudowny kraj, drogi Dagestan, Machaczkała 2009, s. 12). W wywiadzie z roku 1943 dla niemieckiego czasopisma „Elegante welt” Halilbek mówi: „ …Ponad 20 lat minęło odkąd zmuszony zostałem do porzucenia swojej ojczyzny na Kaukazie. Przez cały ten czas z powodu władzy komunistycznej moja ojczyzna jawiła mi się jako kraina marzeń, a ja w swoich obrazach starałem się odtworzyć jej mieszkańców i przyrodę takimi, jakimi zachowali się w moim sercu”. Przy okazji czasopismo „Elegante welt” opowiadało o monachijskim artyście Halilbeku Musajasule jako o „znanym portreciście, w szczególności mistrzu obrazów przedstawiających kobiety”.
W roku 1936 w Monachium opublikowano w języku niemieckim książkę Halilbeka „Kraj ostatnich rycerzy” (Halil Beg/Laporte “Das Land der Letzten Ritter”, Muenchen, 1936). Wersja rosyjskojęzyczna ukazała się w Rosji dopiero roku 1999 opublikowana przez wydawnictwo „Jupiter” w Machaczkale. Pod względem formy dzieło przypomina opowieść napisaną dla młodzieży. Zapis literacki został sporządzony przez niemiecką pisarkę, Luizę Laport. Mimo że opowieści Musajasuła nie sposób nazwać pamiętnikami, to główna fabuła jest przeplatana wspomnieniami artysty z okresu dzieciństwa i młodości. W książce niemało również interesujących szczegółów z historii Dagestanu i Rosji z początku lat 20-tych. Artysta był synem naiba Maniżała Israpiła i we wczesnym dzieciństwie wraz z całą rodziną przemieszczał się z jednego aułu do drugiego. Jego rodzina wywodziła się ze znamienitego rodu Czoch. Przez pewien czas ojciec Halilbeka służył w Kazikumuchu, wcześniejszej stolicy Chaństwa Kazikumuchskiego. Artysta barwnie opisał bazar w tym mieście: „Na furmankach zaprzęgniętych w woły przyjeżdżały tu Kumycy sprzedawać piękne chusty. Ich osły były objuczone rodzynkami i winogronami, które rosły na stokach pagórków. Przywozili oni kosze pełne najwspanialszych brzoskwiń. Ci jasnowłosi, krzepcy i opaleni chłopi zawsze mieli ochotę się zabawić… Niewielkie pieniądze zarobione na owocach od raz przepijali i wracali do domu z pustymi kieszeniami” (s. 26-27).
Bardzo interesująco został opisany obrządek obrzezania, przez muzułmanów nazywany „sunnet” (s. 28-31). Czasami w tekście pojawiają się ciekawe detale, w szczególności poświęcone kośbie. Różnica tkwi w tym, że w awarskich wioskach koszą kobiety, a nie mężczyźni. Autor przedstawia to tak: „Ze wszystkich stron dobiegały dźwięki pieśni i tańców. Kobiety kosiły, a mężczyźni klepali kosy błyszczące w słońcu. Wszyscy pracowali bez wytchnienia!” (s. 46). Ojciec Musajasuła umarł gdy syn był jeszcze mały. Jego dziecięce wspomnienia związane ze stawianiem płyty nagrobnej były bardzo wyraziste i zrodziły w nim pragnienie zostać artystą. Halilbek pisze: „Codziennie na przestrzeni kilku tygodni ze zniecierpliwieniem obserwowaliśmy pracę mistrza… Od wewnętrznej strony nawierzchnię płyty kamiennej ozdabiały artystycznie przeplatane złote i turkusowe ornamenty tworzące płaskorzeźbę. Na froncie znajdował się pokaźny i szlachetny wzór: wielkie, głęboko wyciosane, bujnie rozrośnięte drzewo. Na każdym jego listku elegancko zostały wygrawerowane imiona naszych przodków. To było drzewo genealogiczne mojego rodu, na którym przedstawiono mnie jako nierozwinięty kwiat… Dzięki mistrzowi Ismaiłowi usłyszałem swój wewnętrzny głos” (s. 62 – 63).
Książka Halilbeka zawiera wiele legend narodowych opowiadanych podczas różnorodnych świąt. Niektóre z opowieści przepojone są nienawistnymi historiami o zemście krwi. Autor ze szczegółami opisuje zabójstwo dibira Hasana i to, jakie skutki niosło ono za sobą: „Zgodnie z tradycją po czterdziestu dniach miało miejsce oficjalne pojednanie… W tym czasie kilku cieszących się szacunkiem duchownych, którym towarzyszył wielce szanowny szejk Uzun-hadżi, krążyli pomiędzy zwaśnionymi stronami starając się je pojednać. Ich wzmożone wysiłki nie ustawały od dnia pochówku… Oto i w tym przypadku piekło zwyciężyło nad szariatem... Pojednanie było odrzucone przez obie strony. Duchowni wypełniali swoją powinność, a mężczyźni trwali przy prawie swoich przodków i jednogłośnie wyrazili wolę zapoczątkowani zemsty krwi” (s. 125 – 126). Prawo zemsty rodowej funkcjonowało na takich samych zasadach jak prawo bractwa krwi. Przepadek takiego bractwa krwi Ingusza Asłana i Awara Iskandera barwnie opisał Halilbek (s. 127 – 137). W książce wiele miejsca poświecono obyczajom Awarów. Na uwagę zasługuje przepiękne opisanie wesela brata artysty Ałtaja (s. 166 – 172). Na tle własnej biografii autor przedstawia dzieje porewolucyjnego Dagestanu. Obiektywnie pisze o dagestańskich działaczach z przeciwstawnych obozów. Przykładowo mówi on o Ułłubim Bujnackim: „Bujnacki, który przyjaźnił się wcześniej z Ałtajem (bratem Halilbeka – M. R.), niewątpliwie był zacnym człowiekiem. Przewodziła nim nadrzędna idea narodowa i jej realizacji błędnie oczekiwał od bolszewików, których rewolucyjne hasła go zaślepiły: rosyjski komendant głównodowodzący pragnął go pojmać i osądzić przed sądem wojennym” (s. 186). Ilustracje w książce zostały wykonane przez samego autora i one również świadczą talencie Halilbeka.
Co jest interesujące, na emigracji Musajasuł, mocno odczuwał potrzebę zjednoczenia wielonarodowego Dagestanu: „Kraj ten, jego doliny i góry, były jednością. Naród, składający się z wielu plemion, był jednym narodem” (s. 198). Halilbek, który w momencie wybuchu wojny przebywał w Niemczech, jak tylko mógł pomagał swoim rodakom. Dodatkowo pełnił on rolę reprezentanta towarzystwa Czerwonego Półksiężyca Turcji: Związek Radziecki oczywiście odmówił podpisania Międzynarodowej Konwencji o Jeńcach Wojennych. W swoim „Monachijskim Dzienniku”, który do tej pory w całości nie został opublikowany, artysta pisał: „… rano powinniśmy jechać do obozu jeńców. Po drodze mijaliśmy już tysiące oberwanych, głodnych ludzi… nad obozem unosił się przeraźliwy jęk. Pomiędzy nami było wielu Dagestańczyków, Czeczeńców. Kaukazczycy opowiadali mi: tysiące naszych zabijają.… Wszystkiego, co mi opowiadali ci nieszczęśliwi ludzie nie mogłem zapisać. To hańba człowieczeństwa i jeśli ma ona tryumfować to lepiej niech umrę” (cyt. S. M. Akbiew, Bracia Musajasuł, Machaczkała 1995, s. 28).

Tekst: Michail Roszczin
Tłumaczenie: Aneta Waszkiewicz

Zdjęcia obrazów: z kolekcji Michaila Roszczina
Zdjęcie z widokiem na Czoch: www.odnosielchane.ru



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!