Nie interesowała nas podróż do miejsc opisanych w przewodnikach, szczególnie tych ładnie wydanych, w których dowiedzieć się możemy o luksowych hotelach i restauracjach. Ciągnęły te nieopisane, niepolecane, takie jak Dagestan i wąwóz Pankisi - obok Czeczeni, dwa "największe" (medialne) siedliska islamskich fundamentalistów.
Do owych ekstremistów w Dagestanie i Pankisi postanowiliśmy wybrać się z "nieświadomym zagrożenia" dzieckiem - 7 miesieczną Lenką, próbując przełamać mit o tych niebezpiecznych, niemal że ograniętych wojną miejscach, o których niewiele wiedzą nawet wytrawni globtroterzy. Pokazać je z innej strony - nie popadając w przesadę - bez idealizacji ale i bez zbędnych stereotypow.
Dagestan i wąwóz Pankisi to dwa niemalże graniczące ze sobą regiony. Zamknięte granice, waśnie polityczne i góry wysokiego Kaukazu czynią je odległymi o tydzień drogi... wokół Kaukazu.
Tak prozaiczne przyczyny - a nie odgórnie postawiony cel przejachania 12 000 kilometrów - sprawiły, że objechaliśmy Kaukaz z naszym niemowalkiem niemalże dookoła.
Dagestan i wąwóz Pankisi to miejsca, do których rzadko docierają turyści, podróżnicy - nawet Ci - innym razem bardzo odważni, wybierajcy nieraz państwa w ktorych toczy się wojna domowa a ataki bombowe na ulicach są codziennościa. Afganistan, Pakistan, czy też niektóre niestabilne państwa Afryki - mimo trudnej sytuacji politycznej, doczekały się swoich wydań przewodnikowych, albumów, opisów. O Dagestanie trudno nawet wyszperać coś w internecie - na pierwszej stronie anglojęzycznego google wyskakuje nasza do niedawna polskojęzyczna strona www.kaukaz.net - czego nie przypisywałabym jej niebywałej popularnosci w anglojęzycznym świecie, a braku jakichkolwiek innych informacji o regionie.
Dagestan nie istnieje w przewodnikach - nie istnieje więc w świadomości, w obrazie świata rzesz globtroterów. Podobnie wąwóz Pankisi - choć tu sytuacja, z racji coraz większej liczby turystów odwiedzajacych Gruzję - zaczyna sie stopniowo zmieniać - docierają nieliczni dziennkarze, reporterzy, czasami nawet turyści. Dagestan natomiast pozostaje kaukaską terra incognita - która czeka na to, aby dotarli tam ludzie ciekawi świata jeszcze nie objętego przemysłem turystycznym.
Z Dagestanu do Pankisi można by dotrzeć w ciągu doby, może nawet szybciej - gdyby nie zamknięte granice. Nas tymczasem czekała tygodniowa podróż wokół Kaukazu.
Początkowo trochę nas to przeraziło - zastanawialiśmy się czy nie odwiedzić tylko jednego z owych "fundamentalistycznych" miejsc... Wizja objechania Kaukazu dookoła - choćby z tak prozaicznej przyczyny jak zamknięte granice, wydawała się jednak kusząca...
Jak wytrzyma to Lenka? Czy wielogodzinne przejazdy jej nie zmęczą? Była pełnia lata - lipiec. Dzieci ponoć należy chronić od upału... I jeszcze komary - niby nie malaryczne...władze poszczególnych republik i krajów nie lubią się chwalić liczbą zachorowań, a malaria w tym regionie się zdarzała - szczególnie na nizinach okołokaspijskich, gdzie liczne bagna stanowiły niegdyś siedliska malarii, sukcesywanie likwidowane jeszcze w czasach radzieckich.
Do Dagestanu wybieraliśmy się po raz kolejny, zafascynowani różnorodnością, urokiem i gościnnością tej republiki, w której od kilku lat prowadziliśmy badania etnograficzne. Tym razem zainspirowani książką Bułacza Gadżijewa "Polacy w Dagestanie" postanowiliśmy poszukać potomków polskich zesłańców (lub dobrowolnych przesiedleńców) na Kaukaz.
Wąwóz Pankisi był miejscem o którym wiele słyszeliśmy - i złego - z mediów, i dobrego - od przyjaciół, którzy podobnie jak my, pragną aby to miejsce przestało kojarzyć się jedynie z czeczeńskimi wojownikami i uchodźcami. Pomagaliśmy tam miejscowym Kistom stworzyć inną wizję ich ojczyzny tworząc zaplecze dla przyszłych turystów poprzez opisywane i propagowanie ciekawych miejsc w wąwozie w internetowym przewodniku www.pankisi.org. Więcej o projekcie Agroturystyka w Pankisi
Z naszą 7-miesięczną córeczką Lenką przejechaliśmy Ładą Nivą przez Ukrainę i Rosję nad morze Kaspijskie do Dagestanu. Przez Stawropolski Kraj, Kabardyno-Bałkarię, Karaczajo-Czerkiesie i Adygeę dotarliśmy nad brzeg Morza Czarnego gdzie promem przedostaliśmy się do Turcji a następnie do Gruzji (granica z Rosją jest zamknięta).
Po drodze nieplanowany „przystanek Elbrus” - częściowo kolejką, częściowo na nogach, dotarliśmy z Lenką na 4000km.
W Gruzji udaliśmy się do wąwozu Pankisi. Odwiedziliśmy, już czysto turystycznie również sąsiednie doliny - Chewsuretię i Tuszetię oraz pokazaliśmy niemowlakowi kilka średniowiecznych gruzińskich światyń i muzeum Stalina.
Powrót do Polski miał być krótki — statkiem przez morze i do Polski. Ciekawość wzięła górę — wróciliśmy przez Turcję Bułgarię, Rumunię Węgry i Słowację, przejeżdżając łącznie 12 000 km.

Lence wystarczała pompa, źródełko lub górska rzeka. Nie przepadała za kąpielami. Morze Kaspijskie w Dagestanie było wyjątkowo zimne w tym roku (czyli jak Bałtyk w najcieplejsze lata), w morzu Czarnym trafialiśmy natomiast na zbyt duże fale, przez które Lenka jeszcze nie umiała skakać. Górska rzeka Alazani, ukochana przez miejscowe dzieci również niestety nie przypadła do gustu Lence. Tylko czasami zdarzały się luksusy w postaci metalowej bali czy też miski w której można było przeprowadzić dłuższą kąpiel.
Uzębienie naszgo niemowlaka - choć w trakcie wyjazdu prawie dwukrotnie się powiększyło było niewystarczające do poradzenia sobie z baranim szaszłykiem. Pewną wadą kuchni na Kaukazie jest mała popularność zup - zamiast tego próbowaliśmy sosy z różnego rodzaju mięsnych potraw oraz sałatek.
Kilka słoiczków zabranych z Polski (których właściwa temperatura przechowywania została przekroczona ponad dwukrotnie z racji podróży w bagażniku) przydało się w Chewsuretii, gdzie po przejechaniu 100 km dowiedzielśmy się, że najbliższy sklep był 50 km temu, co po górskiej serpentynie z koleinami oznaczało 5-6 godzin jazdy...
Te dla dorosłych lepiej działały (najskuteczniejsza była jednak ucieczka w góry...). Niedobór higieny oraz nadmiar słońca Lence się przysłużyła - w pewnej chwili zupełnie zniknęła jej ciemienicha.
Do najprzyjemniejszych należały noclegi u przyjaciół dawnych - lub tych nowopoznanych - z którymi kontakt Lenka zdecydowanie ułatwiała. Domy w Dagestanie (w wielu innych miejsach na Kaukazie również) mają często wydzieloną izbę, specjalnie dla gości, zwaną izbą kunacką. Izbę pełną materacy, poduszek i kołder - na których Lenka mogła bez przeszkód ćwiczyć wstawanie, które zainaugurowała już trzeciego dnia wyjazdu, na granicy ukraińsko-rosyjskiej. W Dagestanie na nocleg zostaje się zaproszonym zwykle w kilka minut po przyjeździe do wsi. Spotkani ludzie widząc przybysza, pytają - U kogo tu jesteście? U nikogo? No to u mnie. Tym bardziej podróżując z dzieckiem.
W przydrożnych barach, restauracjach zamiast walczyć z dzieckiem usiłującym utopić grzechotkę w piwie możemy liczyć na pomoc (oczywiście nieodpłatną - to nawet nie przyszło bym im do głowy) ze strony obsługi. Lenka z uśmiechem na ustach zwiedzała kolonijne stołówki, zaplecza chińskiej restauracji, ogródka z piwem w Dagestanie czy grillbaru na drodze z Batumi do Tbilisi.
Niekiedy proponowano nam również zostawienie dziecka na dłużej - takiej potrzeby jednak nie było, poza jednym wyjątkiem gdy zbieranie informacji do przewodnka po Pankisi odbywało sie w środku dnia, w pełnym skwarze na otwartej przestrzeni. Wówczas uznaliśmy, że Lence lepiej będzie w kilkuosobowej gromadce miejscowych dzieci. Jak mawiali miejscowi przy pięciu własnych, szóste nie robi już takiej różnicy.
Przede wszystkim jednak - o czym się często zapomina - podczas podróży - choćby na koniec świata - dziecko ma dla siebie oboje rodziców. Choć Lenka zapewne nigdy nie opowie nam o swoich wrażeniach - nowych krajobrazach, językach smakach i dźwiękach - to sprawiała wrażenie dziecka szczęśliwego, któremu nie przeszkadzał brak łazienki czy klimatyzowanego hotelu.
| Część I Przez Ukrainę i Stawropolski Kraj do Dagestanu ![]() |
| Część II Niemowlak w Dagestanie ![]() |
| Część III Na Elbrus z niemowlakiem ![]() |
| Część IV Z Rosji przez Turcję do Gruzji ![]() |
| Część V Wąwóz Pankisi ![]() |
| Część VI Konno i na plecach Kistyńca z wąwozu Pankisi |
| Część VII Off-road z niemowlakiem - Tuszetia ![]() |
| Część VIII Niemowlak w Chewsuretii |
| Część IX Przez Gruzję i... 600$ na granicy ![]() |
| Część X Powrót przez Turcję, Bułgarię, Rumunię i Słowację ![]() |
Podróżując z dzieckiem po "islamskim kaukazie" staramy się przełamać stereotypy zarówno o tym - uważanym za niebezpieczny regionie jak i o podróżowaniu z niemowlakiem - z którym naszym zdaniem podróżować łatwiej niż ze starszym dzieckiem.
Poprzednie podróże, fotografie: www.tajga.org