Kaukaska mozaika

Dagestan znaczy po persku „kraj gór” i takim widzą to miejsce geografowie i alpiniści. Jednak z perspektywy kogoś, kto bardziej interesuje się ludźmi niż przyrodą, jest to przede wszystkim kraj dolin. Wysokogórskich, trudno przystępnych dolin, oddzielonych jedna od drugiej skalnymi ścianami, przez wieki skutecznie izolującymi te małe terytoria od zewnętrznego świata. W każdej z nich mieszkają inni ludzie: mówią między sobą odrębnym, niepodobnym do żadnego innego językiem, a nawet wierzą nieco inaczej, mimo łączących ich wszystkich ogólnych zasad islamu.
Tyle zazwyczaj wie przeciętny czytelnik sięgający po książkę o Dagestanie. Iwona Kaliszewska i Maciej Falkowski, autorzy „Matrioszki w hidżabie”, dają mu możliwość poszerzenia tej wiedzy w stopniu niedostępnym dotąd polskim odbiorcom. Uzupełniając się kompetencjami (ona - antropolog kultury, on - politolog), zjeździli dagestańskie doliny z dołu pod górę i z powrotem. Byli wszędzie… no, prawie wszędzie. To co stworzyli, nazwali reportażami, jednakowoż ich książka nie jest typowym dla tego typu opracowań, luźnym zbiorem impresji. Wręcz przeciwnie: konwencja kalejdoskopu reportaży paradoksalnie pomaga zrozumieć Dagestan, który jest przecież mozaiką, a nie monochromatyczną jednością.
Ta różnorodność w mniejszym stopniu dotyczy tego, co widać na pierwszy rzut oka. Różnice leżą w charakterach górali. Bo jakże niepodobne są do siebie takie auły, jak surowy Gubden, pełen brodatych mężczyzn i odzianych w chusty kobiet, gdzie przybyszowi nie wolno robić zdjęć - i otwarte na obcych Maali, gdzie tacy sami brodacze i tradycyjnie odziane kobiety z chęcią pozują do fotografii! Sogratl, który wydał kilka pokoleń muzułmańskich mędrców i nauczycieli, to zupełnie inna historia niż osada Czoch, zamieszkana przez „bojowników postępu” i ateistów. Dziwni zresztą ci dagestańscy ateiści, bo chodzą na modły do miejscowego meczetu.
Autorzy nie poprzestają na mozaice, trafnie diagnozując problemy trapiące cały Dagestan. To kraj prawie kompletnie wypłukany z inteligencji, rządzony przez przedziwną kombinację lokalnych aparatczyków, szejchów i mafiozów. Republika chaosu wywołanego dramatycznym deficytem obecności państwa w życiu społecznym, kraj zamachów terrorystycznych i krwawych międzyklanowych porachunków. To wreszcie kraj, w którym toczy się wojna. Nie ma w niej wielkich bitew ani kampanii, jest za to wojsko okupujące górskie auły. To wojna z prawdziwymi lub wymyślonymi przez rządzących bojownikami dżihadu.
„Łatka wahhabity może zostać przypięta w Dagestanie każdemu zbyt gorliwemu muzułmaninowi” – piszą autorzy. „Przede wszystkim tym myślącym niezależnie, mającym własne poglądy, krytykującym świeckie i religijne władze.”
Druga, skromniejsza część książki, poświęcona Czeczenii, nosi odmienny charakter. Jeżeli panorama Dagestanu jest wizerunkiem kraju rosnącego napięcia, przed burzą, to opis Czeczenii można określić jako krajobraz po kataklizmie. Ale nie jest to bynajmniej stan pokoju. Ramzan Kadyrow, watażka namaszczony przez Putina do rządzenia republiką, robi to przy pomocy terroru, porwań i skrytobójczych morderstw. Dla tak tragicznie doświadczonego narodu prymitywna dyktatura jest jednak, mimo wszystko, rozwiązaniem lepszym od minionego wariantu ludobójczej wojny. Stąd bierze się fenomen względnie dużej i nie udawanej popularności Kadyrowa wśród Czeczenów.
Wspólnym mianownikiem obu części jest refleksja nad codziennym życiem na południowych, kaukaskich kresach Rosji, „która Rosją być przestaje”. Już w pociągu, wiozącym podróżnych do Groznego czy Machaczkały, nie sposób przeoczyć faktu, że wszyscy, dosłownie wszyscy napotkani przez nich współpasażerowie mówią o islamie. Niezależnie od wieku, ani nawet od światopoglądu (islamscy ateiści to nie tylko lokalny fenomen aułu Czoch). Moskiewscy biurokraci wymyślili świetne określenie, opisujące rosyjskie terytoria Północnego Kaukazu: wewnętrzna zagranica. Ostatnie resztki kulturowych wpływów Rosji są stąd skutecznie wypierane. Także administracja, formalnie rosyjska, faktycznie składa się z przedstawicieli rdzennych nacji Kaukazu, na ogół podległych starym klanowym zależnościom. Na niższych poziomach władzy samorządowej często nie ma już nawet tej fasadowej powłoki.
Nawet jeśli jednak zupełnie zabraknie tu Rosji, pozostaną silnie utrwalone wpływy sowietyzacji. Jej symbolem jest szejch Tabasarański - skądinąd jedyna jednoznacznie negatywna postać w książce - który broni komunizmu równie gorliwie jak islamu. Ale takich dziwaków, jak religijny naczelnik małego narodu Tabasaran (południowy Dagestan), jest stosunkowo niewielu. Problemem znacznie poważniejszym jest powszechna, podświadoma sowietyzacja mentalności, wyobraźni, prostych odruchów, również u tych, którzy od komunizmu się odżegnują.
Cała nadzieja w góralach, ich zdrowym, przesyconym instynktem wolności i godności myśleniu. Europejczyk – Rosjanin czy Polak – nie jest w stanie go docenić, gdyż w rozmowach z mieszkańcami Dagestanu lub Czeczenii posługuje się z konieczności językiem rosyjskim. W tym też języku, na ogół kulawo, formułują swoje myśli krajowcy, gdy rozmawiają z nami. Stąd być może wydają się nam bardziej zsowietyzowani, niż są nimi w rzeczywistości.
Temu skrzywieniu perspektywy ulegają od czasu do czasu nawet autorzy „Matrioszki”. Ich błędem było wskrzeszenie bardzo niedobrego, rosyjskiego terminu „miurydyzm” na określenie ideologii XIX-wiecznych powstańców Szamila („miuryd” to uczeń, więc to tak, jak byśmy powiedzieli „ucznizm”). Ale przyznać trzeba, że podobne niedostatki występują w ich książce w niewielkim stopniu, w porównaniu z większością polskich autorów piszących o Kaukazie.
Rewelacyjny jest za to rozdział mówiący o obyczajowości seksualnej współczesnych mieszkańców północnokaukaskich republik. „W rozumieniu przeciętnego Dagestańczyka każdy normalny facet korzysta z każdej nadarzającej się okazji. W przeciwnym razie istnieją tylko trzy możliwości: albo nie może, albo jest gejem, albo bardzo wierzącym muzułmaninem.” Dodajmy że ta druga możliwość dotyczyć może w praktyce tylko turystów, bo – jak poinformowano, oczywiście po rosyjsku, parę polskich autorów – gejów na Kaukazie „nie bywajet”.

Jacek Borkowicz

Iwona Kaliszewska, Maciej Falkowski: Matrioszka w hidżabie. Reportaże z Dagestanu i Czeczenii, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2010, s. 248

Tekst ukazał się w dwumiesięczniku Nowa Europa Wschodnia w marcu 2011 Całość numeru dostępna tutaj



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!