Cisza w Biesłanie

Taksówkarz wiezie nas poszarpaną szosą. Tutaj ostre szczyty Kaukazu ustępują miejsca równinie. Mijamy niską zabudowę, charakterystyczne dla Osetii domy z wyjątkowo dekoracyjną bramą przykuwają naszą uwagę. Droga z Władykaukazu do Biesłanu to nieco ponad 30 minut jazdy samochodem. Po drodze mijamy bazar: gwar, rozmowy, niewiele wskazuje na to co zobaczymy za chwilę. Taksówkarz pokazuje nam piękny nowoczesny budynek – to nowa szkoła.

Państwo sfinansowało. Dzieci muszą się gdzieś uczyć. Nowy budynek rzeczywiście robi wrażenie. Dojeżdżamy…

Szkoła zrujnowana, serie karabinów odciśnięte na murach, z wybitych okien wiatr wyciąga zasłony. Z daleka widać napisy na ścianach. Strzały ucichły już dawno, ale pamięć jest wciąż żywa. Sala gimnastyczna. Na podłodze parkiet, tablice do gry w kosza, drewniane drabinki. Na ścianach umieszczono zdjęcia zmarłych – całe rodziny. Drewniany krzyż, wyrwa po detonacji pocisku i piłka. Kwiaty, zabawki i cisza…

Wrzesień 2004 roku. 338 ofiary śmiertelne, z tego 190 dzieci. Nic dziwnego, że Osetia wciąż przeżywa żałobę. Matki Biesłanu nie poddają się w poszukiwaniu prawdy o tamtych strasznych dniach. „Kto za tym stoi, Kto mógł się tego dopuścić, jak to się mogło wydarzyć?” – pytam. Znajomi Osetyjczycy tylko rozkładają ręce – nie wiadomo. Na pytania o Biesłanie odpowiedzi nie uzyskuję. Każda nowa próba powoduje wycofanie się rozmówcy. „Skąd jesteście? …Z Polski?, maladcy, maladcy…sami przyjechaliście tak daleko, dobrze, przyjeżdżajcie, u nas tak pięknie, odpoczywajcie, oddychajcie świeżym powietrzem….ja też byłem w Polsce., w Warszawie, vot maladcy…”

Mówi się, że czas leczy rany…na Kaukazie czas nie ma tych cudownych właściwości. Lata nie zażegnały starych konfliktów, powstają za to nowe. Czasy stalinowskie doprowadziły do poważnych sporów między sąsiadami. Stalinowska polityka narodowościowa celowo poróżniła liczne narody Północnego Kaukazu. Ingusze, którzy graniczyli z Osetyjczykami i dzielili wspólną stolicę – Władykaukaz, zostali deportowani. Ich ziemie podzielono. Tereny opuszczone nadawano Osetyjczykom. Kiedy w 1957 roku Ingusze zostali zrehabilitowani, ponownie nadano im ziemie, ale w zmienionych granicach. Pozwolono osiedlać się w okolicach starych domostw, lecz Władykaukaz i tereny przylegające znalazły się już w Północnej Osetii. Reżim skutecznie tłumił wybuch otwartego konfliktu, ale lata po rozpadzie ZSRR ujawniły rzeczywiste nastroje społeczne. W 1992 roku wybuchła wojna, która pochłonęła niemal 800 ofiar. Konflikt został stłumiony, ale nigdy nie zażegnany. Wojska Federacji Rosyjskiej rozdzieliły walczące strony. Około 30 tysięcy Inguszy zbiegło z Północnej Osetii do Inguszetii.
Do dziś w Północnej Osetii mieszka liczna mniejszość inguska. Wewnątrz republiki granice wytyczają krańce osiedli. Muzułmańska ludność wyraźnie odcina się od prawosławnych Osetyjczyków – jedynych rdzennych chrześcijan na Północnym Kaukazie. Ingusze zajmują się głównie handlem – idziemy więc na bazar. Zatrzymuje nas uzbrojony ochroniarz. Niestety, nie możemy wejść. Aparat fotograficzny uniemożliwia nam zwiedzenie targu. Ta nadzwyczajna ostrożność ma swoje przyczyny – i tutaj zamachy terrorystyczne dały o sobie znać. Wojna w Czeczenii i prowadzona w następstwie tzw. akcja antyterrorystyczna najbardziej odbiła się na Czeczenach. Jednak echo działań zbrojnych słychać daleko poza granicami niepokornej republiki. Na początku strach przed rozlaniem się działań wojennych na pozostałe kaukaskie republiki, teraz obawa przed islamskimi terrorystami i rosyjskimi działaniami antyterrorystycznymi. Ingusze, naród najbliżej spokrewniony z Czeczenami często utożsamiani są z niebezpiecznymi, radykalnymi ruchami. Jeśli zastosować propagowany przez media obraz Czeczena – terrorysty, można prognozować w jakim kierunku mogą rozwijać się stosunki osetyjsko – inguskie i jakie napięcie może panować między sąsiadującymi narodami. Tragedia w Biesłanie - stała się więc nie tylko osobistą tragedią wielu osób. Biesłan to kolejny krok na drodze do umacniania konfliktów między narodami na terenie Północnego Kaukazu.

Wystrzały w Biesłanie poraniły mnóstwo osób – na Kaukazie dochodzenie prawdy i sprawiedliwości nie zna pojęcia przedawnienia. Osetyjczycy będą pamiętać swoje krzywdy przez lata i przekażą je kolejnym pokoleniom…Czas nie uleczy ran, bo tu, jak powiada kaukaskie przysłowie, „raz się strzela, a ech sto lat wystrzał powtarza”.

Reportaż opublikowany w „Dzienniku Polskim” 5 IX 2007 r.

Tekst i zdjęcia Ewa Matuszek-Zagata



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!