Z drugiej strony frontu - czyli co o wojnie w Gruzji mówią inni mieszkańcy Kaukazu

Herbatka, arbuz - późny wieczór w Machaczkale. Wysadzili jakiś posterunek w Kizlarze, słyszę od znajomych. Śledzę dokładnie wiadomości aby dowiedzieć się więcej. Wiadomości na dagestańskim kanale informują o urodzaju w rejonach, o występach folklorystycznych słowem - sezon ogórkowy. W Dag TV trwa cały rok. Aby się czegoś dowiedzieć o wydarzeniach za rogiem, trzeba przełączyć na rosyjski kanał (a jeszcze lepiej lepiej zajrzeć do internetu). Pierwsze wiadomości petersburskiego kanału niewspółgrają z sielanką Dag TV.

- Gruzińskie wojska podeszły pod granicę osetyjską. W nocy ostrzeliwali CChinwali. Mieszkańcy mają nadzieję, że nadchodząca noc będzie już spokojna...
Mój dagestański znajomy nie zwraca uwagi. No tak, "pierestriełki" na granicy nieuznanej republiki Osetii Południowej to nie nowość. To jak "wzrywy" w Dagestanie. Dopóki nie zdarzają się za rogiem, nikt większej wagi do nich nie przywiązuje.
- Gruzja rozpoczęła wojnę przeciwko nieuznanej republice Południowej Osetii... - słyszymy chwilę później.
- Biedni Gruzini - skomentował znajomy wyłączając telewizor.
O "odpowiedzi" Rosjan dowiedziałam się w pociągu - ale nie od współpasażerów, tylko z Polski. Podobnie jak o kolejnych posunięciach obu "graczy".
W pociągu relacji Baku-Charków nikt o wojnie w Gruzji nie rozmawiał. Ani najliczniejsi Dagestańczycy i Azerowie, ani Rosjanie. Może nie wiedzą? A nie jest to aż tak ważny temat aby rodzina sprzed telewizora zawracała głowę podróżnym...
Próbuję rozpocząć temat...
- Słyszałam, że w Gruzji wojna...
- E?
- A tak, Tata coś mówił jak do nas dzwonił, że, e coś tam się dzieje... dodaje nastolatka.
- No tak, w kółko coś tam przecież. My to już uwagi nie zwracamy. Nasza rodzina z Moskwy często bardziej się przejmuje niż my. Ostatnio dzwonią - mówią w Chasawjurcie "wzryw". A my nawet o tym nie wiemy. Dopóki nie pod własnym domem to człowiek przestał sobie głowę zawracać. Trzeba przecież jakoś żyć - mówi Lezgin z Chasawjurtu.
- Głupi ten Saakaszwili... Co myślał, że Rosja nie odpowie? Chciał dać radę Rosji? Teraz to już nigdy mu się nie uda.
- Szkoda Gruzinów...W razie czego pomożemy... - dodaje Dagestanka, której zięć jest Czeczenem.
Tymczasem w Machaczkale trwa formowanie ochotnicznych oddziałów do walki z Gruzinami. Ciekawe czy BTR-y, które skutecznie spowalniały naszą marszrutkę jadącą do Hebdy (na początku sierpnia) szły pod granicę gruzińską? Nie wiem. W końcu kierowcy udało się je wyprzedzić, ku ogólnej radości pasażerów.

Próbują jeszcze trochę pomęczyć nieco już zmęczonych podróżą współpasażerów. Opinie są różne, często sprzeczne - to żałują Gruzinów, to Osetyjczyków, to zajadle bronią Rosji, to na nią pomstują.

Większość jednak nie ma własnego zdania (a z racji trwającej podróży nie ma również zdania ukształtowanego przez media), nie interesują się lub też nie mają ochoty na podejmowanie tematów politycznych w pociągu, z obcymi - Azerami, Dagestańczykami, Rosjanami a może i Gruzinami. Dla mnie mieszanka ciekawa, dla nich, codzienność, która nauczyła powściągliwości w wypowiadaniu sądów dotyczących innych narodów.

Wszyscy zgadzają się co do jednego:
- To polityka, rozgrywka, a biedni ludzie znowu będą cierpieć - jak w Czeczenii - szkoda gadać - podsumowuje Azer, kończąc rozmowę.

W miarę upływu czasu dosiadają się kolejny pasażerowie, Ukraińcy. I dalej nic - wiedzą, słyszeli więcej (i nawet z bardziej wolnych mediów) ale bez większej ekscytacji... Dziwne, choć z drugiej strony przy temperaturze bliskiej rosyjskiej bani (choć przy zamkniętych oknach słowo szklarnia wydaje się bardziej odpowiednie) trudno być zbyt rozmownym...

Na bardziej burzliwe dyskusje przyszło mi poczekać aż do granicy polsko-ukraińskiej...

Iwona Kaliszewska, Machaczkała-Charkow, 8-10 sierpnia 2008



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!