Za naszą i waszą wolność, albo 10 lat później

Abdurahman Junusow

W maju tego roku mnie i moim kolegom z Machaczkały i Groznego udało się wziąć udział w seminarium dla dziennikarzy, organizowanym w Warszawie przez Fundację Kaukaz.net w ramach programu RITA - Przemiany w Regionie. Współorganizatorami było polskie Laboratorium Reportażu i dagestańska organizacją społeczną: Informacyjno-Analityczne Centrum „Rakurs”.

Dla mnie był to swego rodzaju „jubileusz” – 10 lat temu w Międzyszynie, na przedmieściach Warszawy, odbywało się seminarium na temat praw człowieka. Prowadził je znany obrońca praw człowieka, Marek Nowicki, będący w tym czasie przewodniczącym Polskiego Funduszu Helsińskiego.

W czasie wykładów Nowicki w wyjątkowy sposób przedstawiał czym są prawa człowieka. Przetłumaczę jedynie drobny ustęp:
„Pierwsze wątpliwości budzi termin demokracja. Dziennikarze często zadają pytanie jaki sens zajmować się prawami człowieka, skoro „u nas jest już demokracja”. Utożsamiają demokrację z władzą większości, czego dowodem – w ich opinii - mają być wolne, uczciwe wybory. Jednak, jak pokazuje historia, władza większości może okazać się bardzo okrutna w odniesieniu do jednostek i mniejszości. To właśnie większość podjęła decyzję o wyroku śmierci dla Sokratesa, co pewnie uznamy, że nie świadczy dobrze o politycznej konstrukcji Aten. Jeśli poprosimy grupę osób by spisali 10 lub 20 cech określających ich samych albo ich obecną sytuację, okaże się że w tym zestawieniu przeważać będą cechy właściwe dla mniejszości (jak zawód, narodowość, przynależność partyjna itd.).
Większość zwykle przecież zapomina o problemach mniejszości, a niektóre z tych problemów wręcz wywołują u większości wrogość. Oznacza to, że nieograniczona władza większości może okazać się groźna dla pojedynczych osób i grup. I dlatego, w naszym rozumieniu, demokracja – to ograniczona władza większości - ograniczona zestawem praw i wolości przynależnych poszczególnym jednostkom. Większość zobowiązana jest je szanować. W ten sposób prawa i wolności człowieka ograniczają wolę większości.
W demokratycznym społeczeństwie prawa i wolności człowieka określają granice władzy większości.

W warszawskim muzeum widzieliśmy sztandary, na których wypisano hasło: „Za naszą i waszą wolność”. Pod tą dewizą występowali polscy powstańcy w XVIII wieku. Pod tym hasłem rosyjscy demokraci w XIX wieku występowali w ochronie ruchu niepodległościowego w Polsce, która wówczas wchodziła w skład Rosyjskiego Imperium.

Interesujące, że taka dewiza była też wybita na medalach, którymi nagradzano polskich uczestników Brygad Międzynarodowych w republikańskiej Hiszpanii w latach 1936-1939. Hasło te obecne było także w czasie powstania w warszawskim getcie w 1943 roku. A w 1968 roku z tym zawołaniem na Placu Czerwonym w Moskwie zbierali się uczestnicy protestu przeciw interwencji w Czechosłowacji...

Oto co pisała na ten temat znana obrończyni praw człowieka, przewodnicząca Moskiewskiej Grupy Helsińskiej Ludmiła Aleksiejewa: „To zawołanie należy do Aleksandra Hercena, który sto lat temu wspierał polskich powstańców walczących o uzyskanie niezależności od Rosyjskiego Imperium. Nie lubię haseł, odzierają polityczną myśl z właściwej jej złożoności. Ale hasło „Za waszą i naszą wolność!” – jest jednym z niewielu wyjątków. Wolność Polski w XIX wieku nierozerwalnie związana była z wolnością wewnątrz Rosji. Dzisiejsza swoboda Czechosłowacji jest nierozdzielna od wolności w ZSRR. Moskiewska „odwilż” nie jest rozłączna z „praską wiosną”. Moskiewskie procesy polityczne nie są czymś odrębnym od wojskowej interwencji w Czechosłowacji. Wolność, tak jak bandytyzm, nie zna granic narodowych.”

Pewnego dnia Marek wszedł na salę i powiedział: „Właśnie przeprowadzono atak w USA”. Sądziliśmy, że to tekst do symulacji, który chce z nami przeprowadzić, ale okazało się, że to prawda. Było to 11 września. W czasie przerwy między warsztatami rzuciliśmy się do telewizorów i komputerów. To był moment, który wiele zmienił w życiu ludzi i ich światopoglądzie…
Pamiętam morze kwiatów, płonące świece przy ambasadzie USA w Warszawie. Polacy odczuli to nieszczęście jako ogólnoludzkie.

Wiele czasu upłynęło od tego wydarzenia. Zdarzyły się pożary, powodzie, trzęsienia ziemi, tsunami… Ale to było działanie przyrody. W sferze społecznej doszło do nie mniejszych wstrząsów. W przeddzień seminarium dotarła do nas wiadomość o śmierci ideologa terroryzmu, „wroga nr 1” Ameryki - Osamy bin Ladena. Wydawałoby się, sprawiedliwość zatriumfowała. Ale czy w świecie ubyło zła? Nadal trwają wojny, wybuchy i strzelaniny codziennie pozbawiają życia ludzi tam, gdzie żyjemy… Smutna statystyka z zimną krwią podsumowuje rachunek zabitych policjantów, duchownych, dziennikarzy, przypadkowych przechodniów, którzy znaleźli się na linii ognia.

Właśnie na temat terroryzmu zadawano nam pytania na spotkaniu z ekspertami, dziennikarzami i studentami w kawiarnio-księgarni „Tarabuk” w Warszawie. Problemy te są aż nazbyt dobrze znane moim kolegom z seminarium, uczestniczącym w spotkaniu – Natalii Krajnowej z „Nowoje delo”, Gurizadzie Kamałowej z „Nastojaszczeje wremia”, Magomedbeky Achmedowu z radia „Dagestan”, Abdulli Istamulowu – ekspertowi do spraw Północnego Kaukazu i Czeczenii.

Korupcja, bezrobocie, brak pozytywnej ideologii, religijne rozbieżności… Sprzeczności nas dzielą i co najbardziej dziwi –w ciągu wielu wieków ludzkość przecież przez to wszystko już nie raz przechodziła! Dlaczego nie uczymy się na błędach, ale je powielamy?

Ale wracając do seminarium - odkrywaliśmy w tych dniach dla siebie wiele nowego, niezależnie od posiadanego już doświadczenia dziennikarskiego. Wspaniale opowiadał o gazetowym reportażu Marek Miller, autor książki o działalności słynnego związku zawodowego „Solidarność”. O radioreportażu mówiła Janina Jankowska. Szczególnie pamiętny był zabawny reportaż na temat wyborów, kiedy kandydaci pod muzykę „Poloneza” Ogińskiego składali niekończące się obietnice. Jakże to nam znajome, wystarczy tylko zamienić poloneza na lezginkę…

Tego samego dnia odwiedziliśmy telewizję. Przykro nawet porównywać ją z dagestańską, której sława jest przeszłością. Pracować w takim trybie, jak polska zdoła niestety nieszybko. To już inny wiek, inne technologie, inne podejście, słowem - inna koncepcja.

Znany reżyser - publicysta Michał Bukojemski pokazał nam kolejnego dnia gorzki film o pierwszej wojnie czeczeńskiej, która stała się źródłem cierpienia i śmierci wielu ludzi po obu stronach republikańskiej granicy, dzielącej ich na wrogie obozy.
Interesujące były także zajęcia praktyczne, kiedy reżyser dał nam kamery wideo i poprosił o nagranie krótkich etiud o sobie nawzajem... Pracowaliśmy wspólnie czasami z sukcesem, czasami ze śmiechem nad własnymi pomyłkami.

Ostatni dzień seminarium poświęcony był sztuce fotoreportażu. Polska fotografia wydaje się być równie znamienita, co polski plakat. Warsztaty prowadzili klasycy gatunku Tadeusz Rolke, i Waldemar Zdrojewski.

Seminarium minęło bardzo szybko. Zapamiętaliśmy je na długo, podobnie jak ciepłe i serdeczne przyjęcie ze strony organizatorów.

Tak się złożyło, że również dość symbolicznie, prosto z seminarium wylatywałem na międzynarodową konferencję poświęconą 35-leciu Moskiewskiej Grupy Helsińskiej. Tematem spotkania były prawa człowieka i rola organizacji pozarządowych w regionie OBWE, a dewizą MHG – „Za nasza i waszą wolność!”. Tu też mówiliśmy o problemach Północnego Kaukazu, ale do pytań o przyczyny obecnej sytuacji doszło kolejne, znacznie trudniejsze: „Co robić?”

Co robić? Nie poddawać się zakłamaniu i bandytyzmowi. Nie poddawać się terroryzmowi, powstrzymywać faszyzm, przypominać antyfaszystowskie hasło „No pasaran!” - “Nie przejdą!”. Pamiętać lekcje historii...

Tłum. M. Lejman



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!