Warszawa – odrodzone starocie

Gurizada Kamalowa


Półwiekowe budynki zachwycają średniowieczną historią

Nie próbujcie porównywać pociągu kolei rosyjskich z europejskimi – nasze są lepsze, szersze, dłuższe. Przedział rozmiaru dwa na dwa jest przewidziany na troje! Zresztą, droga nie jest długa – 20 godzin. Ostatnie pięć zejdzie na przekroczenie granic Białorusi i Polski.

Warszawa wydaje się starym miastem, w rzeczywistości jej budynki liczą nie więcej niż 50 lat. Trudno sobie wyobrazić, że w trakcie trwania wojny stolica Polski była praktycznie trzy razy zniszczona i to, że teraz w przewodnikach jest nazywana starym miastem – to odtworzone budynki. Warszawa pierwszy raz została zniszczona w 1939 roku. Dokładnie, była zniszczona jedna trzecia zabudowy – w większości kwartały żydowskie, sklepy, kawiarnie i budynek banku. Po powstaniu w getcie warszawskim, od kwietnia 1943 do 1944 roku, zrujnowana została ponad połowa budynków w mieście. W 1945 roku zamiast miasta były góry cegieł, kawałki mebli i innych śmieci.

Nie mniej jednak, miasto odbudowano, przy czym Stare Miasto odtwarzano z fotografii, rysunków archiwalnych i schematów. Biorąc pod uwagę powojenny stan ekonomiczny kraju, odbyło się to nie bez uczestnictwa ZSRR. Polska była oknem na Europę dla sowieckiego człowieka. Niekiedy nas tam wpuszczano za szczególne osiągnięcia. Pod koniec lat 80-ych, w początku lat 90-ych Warszawa ze swoim stadionem została pierwszą bazą dla naszych „mrówek”. Stąd wiozło się ciuchy, papierosy, cukierki, tu – aparaty fotograficzne, lniane prześcieradła i kawior. A propos, stadion zamknięto. Kilka lat temu Polska zaczęła aktywnie przygotowywać się do Mistrzostw Europy w piłce nożnej, tak więc stadiony są teraz wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem.

Bez dumy

Teraz Polacy nie lubią wspominać tamtych czasów. Przecież w Polsce było tak samo jak w Rosji. Tylko film „Brigada”, z jego rozpasaną bohaterką, nie był tak popularny. Po co szukać bohaterów tam, gdzie ich być nie może.

Dla przypomnienia o ZSRR w centrum miasta stoi drapacz chmur – pomniejszona kopia Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego na Worobjowych Gorach w Moskwie – prezent od Stalina dla Warszawy. A na sąsiednim placu stoi palma. Wysoka, zielona, z rozłożystą koroną – została po jednej z instalacji współczesnych artystów. Mieszkańcom się spodobała i jest teraz jedną z osobliwości miasta. Nawiasem mówiąc, młodzi artyści często wystawiają swoje prace na ulicach. Wzdłuż ogrodzenia parku były rozwieszane fotografie artystyczne, a kilka dni później w uliczkach Starego Miasta natknęliśmy się na fotoinstalację. Na łączce przed budynkiem Ministerstwa Rolnictwa pasą się kolorowe skrzydlate konie – to także prezent od artystów dla miasta.

Warszawa to przestronne miasto z szerokimi jezdniami, na których w dni wolne i święta, kiedy ruch samochodów w starej części miasta jest zakazany, stoją kawiarniane stoliki. Między trzy-, czteropiętrowymi domami stoją sklepiki kwiaciarek, jednak samych sprzedawców nie widać. W Warszawie jest bardzo czysto, mało palących. Chociaż jest wielu spacerowiczów, którzy po drodze jedzą i piją, to ani pustych butelek i ani papierków na ulicach nie widać. Wydaje się więc, że wiszące na drzewach czarne worki to wyłącznie rosyjskie zjawisko.

Odtworzono wszystkie szczegóły

W architekturze poraża to, z jaką pedantycznością Polacy odtworzyli dawne ornamenty domów, style, rozmieszczenie. Na jednej z ulic na widok przechodniów była wystawiona kopia starego obrazu, na którym była przedstawiona część miasta. Obraz wisiał miejscu, gdzie przechodnie mogli zobaczyć dokładnie tę samą perspektywę. Zabawne, ale odtworzono wszystko jeden do jednego. Na ulicy brakowało tylko karety z końmi.

W Warszawie pierwszy raz zobaczyłam katolicki kościół, a dokładnie Archikatedrę św. Jana Chrzciciela. To naprawdę ogromny budynek zbudowany w stylu gotyckim, z kolorowymi oknami witrażowymi, organami i wiecznym półmrokiem. Nie ma żadnych ograniczeń dla zwiedzających – ktoś po prostu ogląda freski na ścianach, a ktoś cichutko siada w ławce, żaby się pomodlić. Przy wejściu młoda zakonnica opowiadała uczniom o tym, kto i kiedy założył katedrę.

W porównaniu z Machaczkałą, w Warszawie jest bardzo spokojny ruch. W ciągu tygodnia nie widzieliśmy ani jednego korka. To, co Polacy nazywają ulicznymi korkami nijak ma się do korków na skalę Machaczkały. Warszawiacy bardzo surowo przestrzegają zasad prawidłowego parkowania – za parkowanie w niedozwolonym miejscu dostaje się mandat.

O stosunkach

W mieście żyje nieco ponad dwa miliony ludzi. Emigrantów z Rosji nie jest wielu. To przede wszystkim Czeczeni, którzy mieszkają za miastem w specjalnym ośrodku. Czekają tam na postanowienia władz. Niektórzy z nich dorabiają na budowie lub w żywieniu zbiorowym. Niektórzy umieli załatwić sobie jakieś zasiłki. Z reguły w Polsce nie zostają na długo. Wyjeżdżają dalej – do Niemiec, Austrii, Wiednia.

W Polsce jest bardzo dużo Tatarów. Wielu z nich osiadło tutaj jeszcze pod koniec wojny, niektórzy przyjechali już w latach 80-ych.

Starsze pokolenie Polaków odnosi się do Rosji z dystansem. Młodzież jest bardziej tolerancyjna – dużo podróżuje, dużo czyta, a najważniejsze, że jest bardzo gościnna.

Tłum. S. Tomasik



(C) Kaukaz.net. Wszelkie prawa zastrzeżone. Czytaj, cytuj (z podaniem autora i zródła), ale nie kradnij!