Czy adwokaci zdołają ochronić samych siebie przed samowolą „siłowików”?
W sądzie rejonowym w Machaczkale toczy się niecodzienny proces. Rozpatrywana jest skarga adwokat Sapijat Magomiedowej, która wnosi o anulowanie wytoczonego przeciwko niej postępowania karnego o znieważenie przedstawiciela władzy (Art. 319 k.k. FR). Dla tych, którym prawoznawstwo nie jest bliskie, wyjaśniam: w niniejszym przypadku sąd nie rozpatruje, czy dopuszczono się zniewagi i kto ponosi za nie odpowiedzialność. Sąd musi orzec, czy zgodnie z prawem wszczęto proces na wniosek sędziego śledczego; na pozostałe pytania znajdziemy odpowiedź w trakcie śledztwa wstępnego lub sądowego, jeśli do niego w ogóle dojdzie. Wydawałoby się – nudne, wyjątkowo nużące. Sprawa ta jednak swoim zasięgiem objęła organy ochrony prawa, środowisko adwokackie republiki (Republika Dagestanu – przypis tłum.) oraz obnażyło problemy, które już dawno winny być rozwiązane.
Okoliczności przestępstwa
W dniu 17 czerwca 2010 roku Sapijat Magomiedowa została pobita w Oddziale Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Chasawjurcie, gdzie akurat pojechała, by zobaczyć się ze swoją podopieczną. Adwokat została przewieziona do szpitala z obrażeniami i wstrząśnieniem mózgu. To nie jest pierwsza sprawa z udziałem Mogomiedowej. Dwa lata wcześniej prokuratura w Chasawjurcie wniosła skargę przeciwko adwokat. Powodem było zniesławienie: z ust oskarżonej pod adresem prokuratury padły obelżywe określenia: „półgłówki” i „barany”. Według Magomiedowej było zupełnie inaczej: oskarżyli ją gdyż... w imieniu swoich podopiecznych składa skargi na prokuraturę. Proces z powodu „przygłupów” („baranów” lingwiści-eksperci nie uznali za zniewagę) ciągnie się do tej pory.
O skandalicznym incydencie z 17 czerwca dowiedział się cały kraj. Oczywiście oddział Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Chasawjurcie ma swoją wersję wydarzeń. „Mamy nagranie video, na którym oskarżona rzuca się na milicjantów, prowokuje naszych chłopaków. Mam wielu świadków na to, że nikt nie pobił Sapijat Magomiedowej. Wcześniej, czy później adwokat poniesie karę za swoje oszczerstwa” – oświadczył „Nowym izwieśtiom” kierownik Oddziału Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Chasawjurcie, Szamil Temirgieriejew, nie omieszkawszy podkreślić, że „Magomiedowa broni ludzi, którzy organizują wybuchy w moskiewskim metrze”.
Po tym, jak prezydent Republiki Dagestanu – Magomiedsalam Magomiedow, wziął sprawy w swoje ręce, miało miejsce interesujące zajście. 1 lipca oddział śledczy na wniosek pracowników milicji (podmiotu, który nie jest do tego uprawniony) wszczął sprawę karną na mocy Art. 286 – „wystąpienie przeciwko służbom państwowym z użyciem przemocy i broni”. Następnego dnia – 2 czerwca, ten sam Kasumbiek Amirbiekow podpisał decyzję o wszczęciu procesu przeciwko Magomiedowej za „atak na funkcjonariusza”.
Dwa śledztwa
Na początku zarząd milicji poinformował, że adwokat sama napadła i omalże nie pobiła pracowników Oddziału Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Gdy okazało się, że Sapijat Magomiedowa to delikatna kobieta o wzroście zaledwie 153 cm, „poszkodowani” nie znieśli kpin i „przekwalifikowali” oskarżenie na zniewagę. Oto, co orzekł szef Komitetu Śledczego, Amirbiekow: „Na wniosek komandora specjalnej grupy bojowej w Chasawjurcie B. Magdijewa wnosi się, że 17 czerwca, około godziny 16.10 adwokat kancelarii „Omarow i Partnerzy” Adwokackiej Izby Republiki Dagestanu – Sapijat Magomiedowa, przed punktem kontrolnym Oddziału Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Chasawjurcie publicznie, w obecności osób trzecich, znieważyła pełniącego służbę funkcjonariusza, kierując pod jego adresem takie przezwiska jak: „bydło”, „drań”, „suka”, „kreatura” oraz niecenzuralne wyrażenia, poniżające jego i jego podopiecznych jako przedstawicieli władzy. Magomiedowa zaprzecza faktom, złożonym w oświadczeniu Magdijewa. Jednak zaistniałe wydarzenia potwierdzają opisy obywateli S. Adiłowa i A. Amirchanowa. W takich okolicznościach bez wszczęcia sprawy sądowej nie sposób rozstrzygnąć spór.”
W taki sposób wytaczane się śledztwa dotyczące pracowników, którzy nadużywają pełnomocnictw. Przeciwko Magomiedowej złożono dwa oświadczenia świadków. Ponadto podjęto specjalne środki ostrożności – m.in. zakaz wyjazdów, a śledczy – Rustam Baułow srogo przestrzegł oskarżoną, pod groźbą konsekwencji prawnych, przed utrzymywaniem kontaktów z mediami.
Sąd: obrona
Z powodu leczenia w Moskwie, a potem traumy, Sapijat Magomiedowa otrzymała kopię decyzji o wszczęciu postępowania karnego dopiero pod koniec października. 1-ego listopada sąd rejonowy rozpoczął śledztwo w sprawie złożonej przez nią skargi zgodnie z Atr. 125 kod. Kar. Na rozprawę sądową, w ramach wsparcia, stawiło się 15 kolegów Sapijat z Machaczkały, Chasawjurtu i Kiziljurtu – dziesięciu z nich z orderami, reszta w roli „dopingujących”. Na salach sądowych w sądzie rejonowym bardzo rzadko przebywa jednocześnie aż tylu prawników. Strona adwokacka naciskała, by śledczy nie znaleźli podstaw poruszać dwie różne sprawy powiązane z jednym faktem, które wydarzyły się w tym samym czasie, i w których uczestniczyły te same osoby. Oczywiście i pobicie i znieważenie (jeśli ono rzeczywiście miało miejsce) można było rozpatrywać na jednej rozprawie, wszczętej 1-ego czerwca. Takie niecodzienne „rozdwojenie śledztwa” sama Magomiedowa wyjaśniła próbą licytacji sędziego śledczego – przecież jeśli poszkodowana w jednej sprawie jest winna, nie trudno będzie się z nią dogadać w drugiej.
Obrońcy nie omieszkali sięgnąć sedna konfliktu. Salimat Kadyrowa wniosła o orzeczenie sądu, czy pobicie adwokata należy do obowiązków pracowników ochrony państwa. Z dwóch uchwał wynika, że Magomiedowa zniesławiła funkcjonariuszy pełniących obowiązki, akurat w tym momencie, kiedy ją bili. „A co, to powinna nazywać ich przystojniakami?” – słusznie zauważył szef Magomiedowej, Adilgierej Omarow.
„Jeśli podczas służby przyjdzie do mnie milicjant w mundurze i zacznie wynosić telewizor, a ja jego nazwę złodziejem, mnie również oskarżą?” – zapytał Zijautdin Uwajsow. Oprócz tego dodał, że milicjanci, którzy pobili Magomiedową, działali w zmowie z wysoko postawionymi osobami, które również powinni być pociągnięci do odpowiedzialności.
Sąd: oskarżenie
Prokurator oddziału ds. nadzoru nad śledztwami wstępnymi – Magomied Ibragimow, swoją wypowiedzieć również wzbogacał przykładami. „Przypuśćmy, że pracownik milicji (drogówki) zatrzymał samochód, a potem zastrzelił kierowcę – przytoczył nawiązując do głośnej sprawy o zabójstwo śledczego na drodze wyjazdowej z Machaczkały. – To nie oznacza, że zatrzymanie samochodu było niezgodne z prawem. W tym przypadku mamy do czynienia właśnie z taką sytuacją. Pracownicy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zostali zniesławieni podczas pełnienia swoich obowiązków, a dopiero potem nadużyli swojej władzy”. Według prokuratora nie popełniono dwóch przestępstw jednocześnie. W dokumentach podano czas zajścia: „około godz. 16.10” i w trakcie „około” sytuacja mogła zmienić się kardynalnie. Podstawą do wszczęcia rozprawy sądowej było zniesławienie, na co są świadkowie. Dlatego też – wywnioskował Ibragimow – sprawę wszczęto zgodnie z zapisami kodeku karnego. Jego opinię potwierdziła adwokat strony poszkodowanej, Madina Magomiedzagirowa. Ciekawe, że korespondent gazety „Nowoje dieło”, pomimo wieli wysiłków, nie zdołała ustalić, kogo broni ów adwokat; nazwisko „Magdijew” z jej ust nie padło.
Adwokaci Magomiedowej domagali się wglądu do materiałów dot. sprawy z dnia 1 czerwca i prokurator Ibragimow przyniósł je do sądu. Na prośbę sędziny Madiny Omarowej oznaczył ważne fragmenty, co wywołało niezadowolenie. Adwokaci żądali pełnego wglądu do dokumentów. Sędzina urażona brakiem zaufania poprosiła adwokatów do swojego stołu, by osobiście sprawdzili, czy prokurator nie pominął nic ważnego, na co ci wnieśli wniosek o zapoznanie się z dokumentami na stronie i ogłoszenie przerwy.
Sapijat Magomiedowa po zapoznaniu się z materiałami dotyczącymi śledztwa nie znalazła wśród nich wniosku Magdijewa, do którego odwoływał się Amirbiekow i zażądała potwierdzenia wpływu do Komisji Śledczej zgłoszenia przestępstwa. Jednocześnie w swojej skardze umieściła informację, że skoro nie było wniosku, nie powinno być powodu do wszczęcia śledztwa. Sędzina nie ustosunkowawszy się do wniosku, ogłosiła przerwę do poniedziałku.
Za co biją adwokatów
Adwokaci, tłumnie udając się do sądu rejonowego na pomoc Sapijat Magomiedowej, działali nie tylko z powodu solidarności. W dużym stopniu mobilizował ich instynkt samozachowawczy. Licytacja między oskarżeniem a obroną przewidziana w prawie, w naszych dzikich warunkach dawno przekształciła się w zapasy, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone. „Pobicie Sapijat Magomiedowej to nie pierwszy przypadek w środowisku adwokackim – opowiada przewodnicząca Kolegium Adwokackiego w Kiziljurcie, Salimat Kadyrowa. – Już kilka lat niezależni adwokaci regularnie spotykają się z naruszeniem ustawy o praktyce adwokackiej, są zniesławiani, bici, niedopuszczani do podopiecznych, bezprawnie zatrzymywani, nie mają wglądu w dokumenty. Tylko do incydentu z Sapijat nikt o tym głośno nie mówił. Ona nagłośniła ten problem i – co było do przewidzenie – nic to nie pomogło. Przeciwnie, wielu milicjantów i śledczych przekonało się, że nikt z ich kolegów, którzy dopuścili się pobicia i zniesławienia adwokatów, nie został skazany, a nawet nie pozbawiono go pracy. Bezkarni, jeszcze bardziej się rozhasali i najzwyczajniej w świecie nie dają nam normalnie pracować. To wszystko dotyczy adwokatów z zasadami, którzy rzeczywiście troszczą się o prawa swoich klientów i nie idą na skróty biorąc łapówki. Poza tym – to swego rodzaju wskaźnik – jeśli u adwokata pojawia się konflikt z organami ochrony prawa, jest on kompetentnym i wiernym zasadom obrońcą. Jest takie powiedzenie: jeśli nas biją, to znaczy, że jesteśmy coś warci. Natomiast „czerwonych” adwokatów na milicji i w prokuraturze witają z otwartymi ramionami”.
„Czerwonymi” nazywają adwokatów, którzy współpracują podczas śledztwa, „podstawiając” swoich podopiecznych. Są przypadki wprowadzania w błąd swoich klientów, pośredniczenia w dawaniu łapówek, podpisywania protokołów śledztwa, które w rzeczywistości nie miało miejsca, a nawet zeznawania przeciwko swoim był klientom. Według Salimat Kadyrowej można ich z łatwością wyliczyć. Wystarczy wysłać zapytanie do departamentu sądowego, w którym oficjalnie opłaca się adwokatów „mianowanych”.
Machina
Niestety „problem „adwokacki” nie ogranicza się do działalności niewykształconych urzędasów niższego szczebla z pagonami na ramionach. Każdy „śledczy” fałszując sprawę przy użyciu najbardziej niejasnych metod znajduje poparcie u swojego kierownictwa. 5 czerwca szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Republiki Dagestanu – Ali Magomiedow, na zebraniu, gdzie dyskutowano o przypadkach pobić adwokatów, radził podwładnym „zwrócić uwagę na potencjalne prowokacje, być w pełnej gotowości i reagować na nie zgodnie z prawem. Podczas pracy z zatrzymanymi i ich podopiecznymi uniknąć insynuacji i oskarżeń pod adresem prowadzących śledztwo, zachowywać się delikatnie i w miarę możliwości na rzecz śledztwa wykorzystywać sprzęt audio i video”.
Trudno powiedzieć, co miał na myśli minister używając słowa „insynuacje”. Możliwe, że uciekał się jedynie do dyplomatycznych form wypowiedzi. Nawiasem mówiąc, nagrania video zrobione na komisariacie milicji w Chasawjurcie i w biurze ds. przemytu narkotyków, gdzie obrażeń doznała adwokat Giulnara Bammatowa, w cudowny sposób zniknęły.
„Mówią mi: co ty myślisz, że możesz tę machinę pokonać?” – opowiada Sapijat Magomiedowa. „Machiną” steruje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, zarząd śledczy, prokuratura i sądy od najniższego do najwyższego szczebla. Kto nie wierzy, niech przypomni sprawę o zabójstwo Adilgiereja Magomiedtagirowa. Aleksandr Bastyrkin złożył na ręce głów państwa sprawozdanie z zakończenia sprawy, a teraz – chociaż pół Penzy potwierdza, że w dzień zabójstwa widziało Riezanowa w mieście – oskarżony będzie siedział, dopóki Bastrykin nie wymyśli, jak wybrnąć z tej sytuacji.
Tu nasuwają się na myśl zasadnicze pytania: jeśli nawet bez skandalu, zgodnie z prawem, nie można przeprowadzić śledztwa głośnego zabójstwa ministra, jeśli nawet skonsolidowane siły adwokatów nie mogą obronić siebie nawzajem od samowoli „siłowików” i sędziów, co mają zrobić tak zwani „prości” ludzie? I co to takiego „droga prawna” rozwiązywania problemów, do której wzywa nas władza i nieliczni dobrzy ludzie? („Nowoje Dieło”, 4 listopada 2010)