Plany prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa dotyczące Kaukazu, zaczynając od utworzenia oddzielnego Północno-Kaukaskiego Okręgu Federalnego i na radzie starszych Kaukazu kończąc, nie pozostawiają wątpliwości – Moskwa uświadomiła sobie w końcu, że tym regionem należy zajmować się stale, a nie w ostateczności…
Znany specjalista ds. kaukaskiej etnopolityki, dyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk, były minister ds. narodowości, profesor Walerij Tiszkow [1] w wywiadzie dla czasopisma „Kawkazskaja Politika” ocenia plany Kremla, rozważa rolę tradycji i prawa starych i młodych w kaukaskim społeczeństwie.
Walerij Tiszkow (WT): - Nie jestem zwolennikiem etnograficznego romantyzmu i absolutyzmu w ujmowaniu tradycji jako podstawowego społecznego regulatora. Przynajmniej nie od czasów, kiedy nasze rosyjskie społeczeństwo, włączając rejon Kaukazu, przeżyło epokę poźnoimperialnej państwowości i radzieckiej modernizacji. Żyjemy jednak zgodnie z europejskimi normami prawnymi pochodzącymi z kodeksu Napoleona, a nie według sudańskiego kodeksu Szariackiego. Mimo to, na Kaukazie niewątpliwie ogromne znaczenie ma autorytet starszych. To nie zawsze są starzy ludzie, ale ludzie starszego pokolenia, których nazywa się aksakałami, ludzie zasłużeni, doświadczeni. Ci, którzy cieszą się reputacją opiekuna duchowego, wpływowego polityka, walecznego żołnierza, człowieka z wybitnymi osiągnięciami w kulturze lub innej dziedzinie życia. Gdy nie było instytutów państwowych i scentralizowanego prawa, tradycyjne społeczeństwo obchodziło się bez więzień, milicji i sądów. Wpływ i kontrola starszyzny na młodzież były jednym z regulatorów życia społecznego. Ta socjalna norma zachowała się do naszych czasów. Kiedy społeczeństwo traci kontrolę nad młodymi, popada ono w stan ryzyka. Młodzi mężczyźni skłonni są do bardziej manifestacyjnego zachowania, współzawodnictwa, uczestnictwa w radykalnych wyczynach. Nie chcę powiedzieć, że Kaukaz Północny to zacofane społeczeństwo. To społeczeństwo średnio nowoczesne, gdzie jest i tradycja, i scentralizowane prawo. Tradycyjne instytucje są ważnym, dodatkowym mechanizmem regulowania życia społecznego i zarządzania nim. Dlatego nadzieja na to, że jeśli funkcje rosyjskiego sądu zacznie wypełniać rada starszych, nastanie porządek. To utopia. Ale rezygnować z tradycyjnych regulacji, szczególnie w niektórych regionach naszego kraju i w niektórych aspektach naszego życia nie należy. Ja bym, na odwrót, uznał, podtrzymał i włączył je do systemu zarządzania. Uznanie ze strony państwa prawnego pluralizmu, tj. połączenia scentralizowanego i zwykłego prawa tworzy przecież spójną przestrzeń prawną. Taka przestrzeń nie oznacza unifikacji prawa. Takie państwo jest rzeczywiście efektywne, mądrzejsze i bardziej wrażliwe na złożony skład naszego społeczeństwa.
|
WT: - Nasz kraj jest bardzo złożony pod względem składu etnicznego. Nawet radzieckie prawo uznawało niektóre elementy tradycyjnej różnorodności. Na przykład minimalny wiek do zawarcia małżeństwa był różny dla Azji Środkowej i dla krajów nadbałtyckich. Dzisiaj tradycyjne normy należy uwzględniać tym bardziej. Dlatego pomysł wprowadzenie rady seniorów jako mechanizmu kontroli prawnej i społecznej można, a nawet trzeba wcielić w życie. Inną sprawą jest problem, w jaki sposób przywrócić podupadły w oczach młodzieży autorytet starszyzny. Pamiętam, był pewien charyzmatyczny czeczeński bojownik pierwszej fali, Rusłan Łabazanow, którego zabito z zemsty. Mówił: Na co mi starszyzna?! Oto mój starzec! I wskazywał na automat Kałasznikowa…
WT: - W Czeczenii w latach 90-tych młodzi ludzie, którzy dostali do rąk automat, czyli środek przemocy, w jakiejś mierze rzucili wyzwanie tradycji uznawania autorytetu starszyzny. Seniorzy także mieli swój udział w tym procesie, kiedy zagłosowali za Dudajewem i stanęli w pierwszym rzędzie jego bojowników przeciw Radzie Najwyższej, kiedy tańczyli zikr na placu Mansura, demonstrując swoją waleczność, zamiast powiedzieć młodzieży: Synowie, usiądźmy, przemyślimy wszystko, porozmawiamy, żeby nie dopuścić do tego, czego skutki będą nieodwracalne… Dlatego nie tylko w Czeczenii, ale na całym Kaukazie Północnym w końcowym rachunku nastąpił stan anomii, jak nazywają go antropolodzy, czyli stan, w którym społeczeństwo traci zdolność do samokontroli. Odbudować taką samokontrolę jest trudno. Samo wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, działanie służb specjalnych nie rozwiąże problemu. Nie rozwiążą go też duże pieniądze ani inwestycje. Bez wątpienia, wszystko to jest ważne i potrzebne! Należy użyć jednak także delikatniejszych mechanizmów, które mogłyby odbudować relacje społeczne. A być może, stworzyć nowe, które pomogłyby kontrolować północnokaukaskie społeczeństwo z uwzględnieniem jego cech historyczno-kulturowych oraz czynnika etnoreligijnego.
WT: - Po pierwsze, wymieniłbym nie mniej ważną, a nawet ważniejszą niż starszyzna, instytucję liderów religijnych. Dlatego, że i liderzy islamscy, i cerkwi prawosławnej (a na Kaukazie Północnym, włączając Kraj Krasnodarski i Stawropolski, prawosławnych jest nie mniej, niż muzułmanów) cieszą się w regionie dużym autorytetem. Szczególnie widoczne jest to w Dagestanie, gdzie nie doceniamy ich roli, a także roli nieformalnych autorytetów. Ich rozporządzenia i apele mogą być niekiedy silną bronią powstrzymania lub na odwrót, mobilizacji wiernych. Drugą taką grupą są miejscowi intelektualiści, będący produktem epoki radzieckiej. Mam na myśli takie autorytety jak Rasuł Gamzatow, który był nie tylko dagestańskim poetą, ale i znaną wszystkim osobą publiczną. Chociaż rola pisarzy jest dzisiaj taka sama jak dawniej, Isaak Maszbasz nie jest już takim autorytetem w Adygei, jakim był 20 lat temu, ale jednak jest… Dlatego też inteligencja, w szczególności artyści i naukowcy to zasoby, które nie są jeszcze dostatecznie wykorzystane. Nie wolno zapominać też o tych, którzy wyjechali za granice swoich republik, mieszkają głównie w Moskwie i innych dużych miastach. Wśród tej tzw. północnokaukaskiej diaspory jest wyjątkowo dużo polityków i ludzi majętnych. Dlatego też trzecią grupą, na której można polegać podczas rozwiązywania społecznych problemów Kaukazu jest rosyjska elita biznesowa pochodzenia północnokaukaskiego. Mimo, że członkowie tej elity mieszkają poza regionem, są bardzo wpływowi. Wiadomo, jak silny wpływ mogą wywierać diaspory w krajach swojego pochodzenia – szczególnie w sytuacji kryzysowej - w rozwiązywaniu problemów rozwoju ekonomicznego i formowaniu władzy. Na przykład Aleksandr Tkaczew, kiedy został gubernatorem Kraju Krasnodarskiego, pozwolił sobie na niecenzuralną wypowiedź pod adresem miejscowych Ormian. Ormiańska diaspora błyskawicznie zmobilizowała się i zagroziła mu procesem sądowym. Po tym wydarzeniu gubernator, poza Turkami Meschetyńskimi, nie usłyszał żadnej pogróżki ze strony rdzennych Ormian. Potężną siłą włada także diaspora żydowska. Tak jest na całym świecie. Może być tak, że zasoby diaspory są potężniejsze, niż rada starszych. Przecież elity biznesowe posiadają pieniądze, a pieniądze przy realizacji projektów są nie mniej ważne niż autorytet…
WT: - Odnośnie wykorzystania potencjału elity biznesowej podejmowane są teraz próby budowy obiektów olimpijskich w Soczi. Co się tyczy Rady Społecznej, byłem 4 lata w Izbie Społecznej przez dwie kadencje z listy prezydenta RF i nawet przewodniczyłem Komisji ds. wolności sumienia i stosunków międzynarodowych. Za mojej kadencji tworzono rady społeczne przy ministerstwach. Jestem członkiem Społecznej Rady Federalnej Służby Migracyjnej. Te rady grają jakąś rolę, ale wydaje mi się, że na razie nie wykazały się niczym szczególnym. W republikach i niektórych regionach funkcjonują rady społeczne i etniczne. Myślę, że jest to pożyteczne zjawisko, ale w czasach naszego, dość słabego społeczeństwa obywatelskiego, dałbym więcej możliwości wcielania w życie projektów ludziom z zasobami, z pieniędzmi. Przyznawałbym im jakieś ulgi. Jeśli na przykład biznesmen, który wyrósł w górskiej wiosce w Dagestanie, wzbogacił się i chce zbudować przedszkole, szkołę lub salę gimnastyczną, zwolnijcie go ze wszystkich podatków, dajcie mu order, zróbcie z niego wzorowego biznesmena, a nie obciążajcie go dodatkowymi trudnościami. Należy mu sprzyjać. To są bardzo potężne zasoby. Wielu mieszkańców Północnego Kaukazu chce zrobić coś dla regionu, z którego pochodzi. A Rada Społeczna… Rada to rada…
WT: - Wydaje mi się, że rosyjskie społeczeństwo mogłoby zostać potężnym czynnikiem integrującym Północny Kaukaz, gdyż nie jest tak związane klanowością i zawsze grało role integracyjną oraz modernizacyjną. W ostatnich dwudziestu latach status rosyjskiego społeczeństwa znacząco się pogorszył. Wszystkie kluczowe funkcje, zaczynając od ludzi zarządzających systemami produkcji i edukacji lub kierowników departamentu czy oddziałów, zajęte są przez przedstawicieli, tak zwanych narodów tytularnych. Rosjanie nie zadowolą się wyłącznie rolami szoferów miejscowych urzędników. Mogliby zostać znaczącymi profesorami, dyrektorami szkół, uczelni muzycznych, techników, głównymi inżynierami w zakładach produkcyjnych, tak jak to było w ZSRR. I dzięki temu region by wygrał. Jak to zrobić? Myślę, że wątpliwe jest, że ci, którzy wyjechali, starsze pokolenie, wrócą. Ale młodzi mogą pojechać. Jeśli młodym zaproponuje się funkcję głównego inżyniera w ciekawym przedsiębiorstwie lub kierującego firmą myślę, że się zgodzą.
WT: - Jeśli chodzi o kaukaskich sportowców – bokserów i innych zapaśników – ich wpływ na młodzież jest ogromny. Niektórzy z nich to bohaterowie, których powinna znać cała Rosja. Należy pisać o dagestańskim zapaśniku Buwajsarze Sajtijewie jako wybitnym Rosjaninie. Sukcesy wybitnych Rosjan są ważne dla wszystkich mieszkańców Rosji, nie tylko tych z Północnego Kaukazu. Ich apele niekiedy bywają bardzo ważne. Należy też bardziej wykorzystywać Internet, lekcje instruktażowe i wideo, żeby wpływać na kaukaską młodzież. Jest wiele instrumentów, dzięki którym można poprawić sytuację w regionie. Niestety, na razie ich nie wykorzystujemy. Chociażby Internet. Zagraniczne diaspory kaukaskie już dawno poznały jego zalety. Ich wpływ także należy brać pod uwagę. Dość często w sieci zauważamy antyrosyjski, destrukcyjny wpływ na mieszkańców Kaukazu - najczęściej za pośrednictwem forum, różnych stron internetowych itd. Przez ten kanał na młodzież wpływają też radykałowie religijni lub elita intelektualna jak było w przypadku Francuza Glucksmanna, który upewnił prezydenta swojego kraju, że Czeczeni podczas wojny stracili kilkaset tysięcy osób i Sarkozy opublikował tę informację.
WT: - W typowo zachodnim rozumieniu instytucją społeczeństwa obywatelskiego są niezależne pozarządowe i pozabiznesowe organizacje. Ale dla mnie jako antropologa społeczno-kulturalnego tradycyjna kaukaska wspólnota – dżaamat, jako lokalna czy religijna wspólnota, która jest w stanie sama rozwiązywać problemy, bez odwoływania się do zwierzchnictwa w Machaczkale czy Magasie – to także forma społeczeństwa obywatelskiego. Bardzo istotna jej część. Dlatego, gdy mi mówią, że u nas nie ma społeczeństwa obywatelskiego, pytam: „Co w takim razie co u nas jest?” Społeczeństwo obywatelskie istniało także w Rosji carskiej, zwłaszcza wraz z pojawieniem się lokalnego samorządu. I w okresie radzieckim społeczeństwo obywatelskie, w różnych swoich przejawach, także było obecne, choć stopień kontroli, centralizacji i inwigilacji państwa był niemal całkowity.
Dzisiaj na Kaukazie Północnym zwyczajne organizacje non-profit z przewodniczącym, dwoma wice-przewodniczącymi, księgowym i realizowanym przez siebie grantem nie są najbardziej obiecującym wariantem społeczeństwa obywatelskiego. Choć trzeba przyznać, że mieszkańcy Kaukazu Północnego bardzo łatwo się adaptują i są przedsiębiorczy. Na przykład, w Izbie Społecznej na konkurs prezydenckich grantów przeznaczonych dla wsparcia organizacji non-profit najwięcej wniosków przychodzi z regionu Centralnego i Północnego Kaukazu. Znacznie mniej spływa z Powołża, jeszcze mniej z Syberii i Dalekiego Wschodu.
Na Kaukazie jest dużo różnych organizacji, to społeczeństwo dynamiczne i skłonne do modernizacji. Co do tego nie ma wątpliwości. Tu można i trzeba opierać się na religijnych instytucjach. Szczególnie uwagę kieruję na socjalną działalność Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (RCP) i mojego przyjaciela arcybiskupa Feofana, który powiedział, że chciałby zbudować świątynię prawosławną w każdym wąwozie. Zastraszenie społeczności lokalnej przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Kabardyno-Bałkarii w latach 2003-3005 tak, że ludzie bali się chodzić do meczetów, było oczywiście błędem. Trzeba, by społeczności przy meczetach grały swoją rolę we wpływaniu na odpowiednie prowadzenie się ludności.
WT: - Oczywiście, zarówno te dżaamaty, jak i inne organizacje społeczne, trzeba przyciągać i omawiać z nimi wszystkie społeczne problemy, słuchać ich. Najważniejsze – to poczucie odpowiedzialności samych kaznodziejów i społecznych liderów i ich gotowość do dialogu z władzą. A także gotowość władzy do podjęcia dialogu. Co tyczy się form wzajemnego oddziaływania to już ma miejsce współpraca miedzy duchowieństwem RCP i muzułmańskim przywódcami duchownymi. Na poziomie wyższych hierarchów kontakt jest stały. Co więcej, wydaje mi się, że na Kaukazie Północnym nie ma antagonizmu na poziomie wierzących. Nie znamy przypadków masowych starć na gruncie religijnym, jak na przykład w Indiach, gdzie jedną świątynie burzy jeden tłum, a kolejną – następny.
Narody Północnego Kaukazu mają wiele wspólnego, łącznie z tradycją i kulturą rosyjską, szczególnie kozaków. Same pojęcia międzykulturowego dialogu lub stosunków między narodami mówią, że jakoby są to różne cywilizacje, które powinny prowadzić miedzy sobą dialog. Tymczasem Kaukaz Północy to już dawno jedna, przy całej swojej różnorodności, społeczność i to także część rosyjskiego narodu.
WT: - Często przeceniamy stopień opozycyjności Kaukazu Północnego w tej lub innej kwestii oraz znaczenie grup, które rzucają wyzwanie władzy centralnej i regionalnej. Nikt przecież nie wpada w histerię w Hiszpanii z tego powodu, że na przestrzeni dziesiątków lat istnieją tam baskijscy terroryści. Nikt nie krzyczy o tym, że odłączają się Katalonia i Kraj Basków, a Hiszpanii się rozpada. W Belgii, mimo, że z przyczyn etnicznych i religijnych kraj balansuje na granicy podziału także nie wpadają w histerię, ale uporczywie szukają konstruktywnego rozwiązania problemów. Byłem niedawno w Belgii i pytałem co umacnia Belgię jako jedno państwo. W odpowiedzi usłyszałem: „Korona i drużyna piłkarska”. Tym nie mniej większość mieszkańców i elita jest spokojna i pewna, że państwo powinno się ostać.
I nie rozumiem dlaczego u nas pojawiło się społeczne nastawienie do Kaukazu Północnego jako miejsca wojujących radykałów-nacjonalistów i terrorystów, które z tego powodu faktycznie jest stracone dla Rosji. Czyż w Indonezji władza kontroluje całość swojego terytorium? Albo w Indiach, kraju, gdzie trzy wspólnoty prowadzą ze sobą wojnę już przez ponad pół wieku? Wreszcie czy Chiny w pełni kontrolują Tybet? Chiny, przy wszystkich problemach w Tybecie i w Syczuanie, tak jak były, tak i będą. W świecie jest ponad 40 państw, w których władza centralna nie kontroluje pełni swojego terytorium.
U nas to poczucie patu w sprawie przyszłości Kaukazu Północnego tylko utrudnia sytuację. Takie nastroje trzeba przezwyciężać, a w polityce i w stosunkach z Kaukazem Północnym opierać się na konstytucji, zgodnie z którą Kaukaz jest częścią Rosji. Kiedy mnie pytają, czy Kaukaz Północny odpadnie od Rosji, odpowiadam: „Nie odpadnie. Dlaczego? Dlatego, że konstytucja tego nie przewiduje”. Zgodnie z Konstytucją podmioty Federacji nie mają możliwości wydzielenia się ze składu Rosji ani drogą zbrojną, ani na drodze procedur wyborczych, ani porozumień. Znaczy to, że należy budować godne życie i rozwijać narodowo-kulturalne samookreślenie narodów w ramach ogólnorosyjskiej przestrzeni. Innego wyboru nie ma...
[1] Walery Aleksandrowicz Tiszkow urodził się 6 listopada 1941r. w Niżnych Siergach w Obwodzie Swierdłowskim. Ukończył Moskiewski Uniwersytet Państwowy im. M. W. Łomonosowa. Doktor nauk historycznych, profesor. Od 1989 r. do dziś jest dyrektorem Instytutu Etnologii i Antropologii im. N. N. Mikłucho-Makłaja Rosyjskiej Akademii Nauk. Od lutego do października 1992 r. był przewodniczącym Komitetu Państwowego do Spraw Narodowości – Ministrem Federacji Rosyjskiej. Przewodniczący Międzynarodowej Akademii Nauk Społecznych i Pedagogicznych, członek Rady Rosyjskiej Fundacji Humanistycznej i członek Rady Związku Antropologów i Etnologów. Profesor Rosyjskiej Akademii Nauk. Członek Społecznej Izby Federacji Rosyjskiej dwóch kadencji (w 2006 i 2008 r.), był zastępcą przewodniczącego Komisji Izby Społecznej ds. Stosunków Międzynarodowych i Wolności Sumienia. Autor około 30 książek, współautor i redaktor 25 monografii oraz ponad 200 artykułów naukowych i publicystycznych.
Artykuł ukazał się w czasopiśmie "Kawkazskaja Politika" Nr 0, 2010.